Artykuł

Carrie Jenkins: Filozofia flirtowania

Na czym polega flirt? Czy musimy mieć zamiar flirtowania, aby można było uznać, że to robimy? Czy ubieranie się w określony sposób i tym podobne rzeczy mogą być formą flirtowania? Czy można flirtować z istotą obdarzoną sztuczną inteligencją? Z kimś, z kim od dawna jest się parą? Z ideą?

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 3, s. 45–46. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Definicja słownikowa

Pytanie o to, czy doko­nany został akt flir­towa­nia, czy też nie, ma nier­az spore znacze­nie przy pode­j­mowa­niu decyzji prak­ty­cznych. Moż­na na przykład chcieć wiedzieć, czy bliska nasze­mu ser­cu oso­ba flir­towała z kimś innym, aby rozstrzygnąć, czy pozostać z nią w związku. Albo moż­na chcieć wiedzieć, czy dwo­je naszych przy­jaciół flir­tu­je ze sobą, aby zde­cy­dować, czy usunąć się w cień. Pode­j­mowanie takich decyzji stało­by się łatwiejsze, gdy­byśmy najpierw ustalili, na czym właś­ci­wie pole­ga flir­towanie. Przyniosło­by to jeszcze inne korzyś­ci. Gdy­by na przykład spo­tykał nas zarzut, że nasze zachowanie min­ionego wiec­zoru stanow­iło akt flir­towa­nia, to moglibyśmy się bronić, wskazu­jąc na pewien konieczny warunek flir­towa­nia, który nie został przez nas spełniony.

Słown­ikowe definic­je flir­towa­nia wyda­ją się wadli­we, ponieważ sugeru­ją, że „nie moż­na flir­tować, gdy posi­a­da się poważne zami­ary wobec kogoś, z kim się flir­tu­je”. I tak Oks­fordz­ki słown­ik języ­ka ang­iel­skiego sugeru­je, że oso­ba flir­tu­je tylko wów­czas, gdy nie ma „poważnych zami­arów” i „uda­je” zalo­ty, „bez zami­aru odpowiedzenia na wzbud­zone uczu­cia”. Nie zgadzam się z tym. Flirt może być prze­cież początkiem prawdzi­wej relacji między osoba­mi, które żywią wzglę­dem siebie całkiem poważne zami­ary. Powyższa definic­ja sugeru­je pon­ad­to, że każdy, kto bawi się w zalo­ty, flir­tu­je, co również wyda­je się fałszy­we. Jest prze­cież oczy­wiste, że dzieci mogą baw­ić się w ślub, nie flir­tu­jąc ze sobą.

Czy może­my udoskon­al­ić obow­iązu­jące definic­je? Myślę, że tak, o ile tylko wprowadz­imy kil­ka niezbęd­nych rozróżnień.

Podstawowe rozróżnienia

Pier­wsze z nich to rozróżnie­nie między flir­towaniem a zachowaniem flir­tu­ją­cym. Chodzi o zachowywanie się w sposób, który zgod­nie z przyję­ty­mi stereo­ty­pa­mi społeczny­mi stanowi na ogół akt flir­towa­nia. Zachowywać się flir­tu­ją­co to nie znaczy jeszcze flir­tować. Moż­na wyobraz­ić sobie osobę, której zachowanie przez czysty traf przy­pom­i­na do złudzenia zachowanie flir­tu­jącej oso­by, mimo że nie zda­je ona sobie sprawy, iż najpraw­dopodob­niej wzbudzi czy podtrzy­ma czy­jeś zau­rocze­nie lub zain­tere­sowanie sek­su­alne.

Przy­puśćmy na przykład, że Adam częs­to przedłuża kon­takt wzrokowy o kil­ka sekund. Ma bowiem skłon­ność zat­api­ać się we włas­nych myślach i przed powrotem do rzeczy­wis­toś­ci zaw­iesza wzrok na tym, co ma aku­rat przed sobą. Jego zachowanie moż­na by nie bez racji uznać za flir­tu­jące, cho­ci­aż w rzeczy­wis­toś­ci nie flir­tu­je. Podob­nie Ewa, która – baw­iąc we Włoszech – częs­to doty­ka swoich uszu w obec­noś­ci określonej oso­by, bezwied­nie zachowu­je się flir­tu­ją­co, ale prze­cież nie flir­tu­je.

Skła­ni­am się również ku przeko­na­niu, że moż­na flir­tować bez zachowywa­nia się flir­tu­ją­co. W odpowied­nich okolicznoś­ci­ach sposób flir­towa­nia może być bard­zo niety­powy. Na przykład nuce­nie arii Puc­ciniego lub delikatne dra­panie włas­nego prze­dramienia mogło­by stanow­ić akt flir­towa­nia z kimś, kogo świet­nie się zna – nie stanow­iło­by jed­nak zachowa­nia flir­tu­jącego.

Drugie rozróżnie­nie, czy raczej gru­pa rozróżnień, odróż­nia flir­towanie od roz­maitych innych dzi­ałań (które mogą w niek­tórych sytu­ac­jach stanow­ić akty flir­towa­nia). Należą do nich: wysuwanie wprost propozy­cji natu­ry roman­ty­cznej lub sek­su­al­nej („Moglibyśmy pójść razem na przyję­cie”), składanie wprost deklaracji uczuć tego rodza­ju („Naprawdę mi się podobasz”) oraz wypowiadanie wprost próśb o zaw­iązanie tego rodza­ju relacji („Czy umówisz się ze mną?”). Według mnie flir­towanie nie jest na ogół tym samym, co wysuwanie takich propozy­cji, składanie podob­nych deklaracji czy wypowiadanie tego rodza­ju próśb. Moż­na flir­tować, nie robiąc nic z tych rzeczy i każdą z nich moż­na robić bez flir­towa­nia. (Co oczy­wiś­cie nie znaczy, że nie mogą one stanow­ić aktów flir­towa­nia w konkret­nych sytu­ac­jach).

Warunek intencji

Prze­jdę ter­az do pyta­nia o warun­ki, jakie musi spełnić oso­ba, aby moż­na było uznać, że flir­tu­je. Moja (przy­puszczal­nie kon­trow­er­syj­na) sug­es­tia jest taka, że nie moż­na flir­tować bez posi­ada­nia (w pewnym sen­sie) zami­aru flir­towa­nia. Inaczej mówiąc, flir­towanie jest zawsze intencjon­alne, cho­ci­aż w dość słabym sen­sie, który wyjaś­ni­am poniżej. Zachowywanie się w sposób flir­tu­ją­cy, jeśli nie towarzyszy mu odpowied­ni zami­ar, pozosta­je według mnie jedynie zachowaniem flir­tu­ją­cym i nie stanowi flir­towa­nia.

Mówiąc, że flir­towanie jest zawsze intencjon­alne w sen­sie słabym, chcę dop­uś­cić możli­wość flir­tu bez świado­moś­ci, że się flir­tu­je, a nawet możli­wość flir­tu bez posi­ada­nia poję­cia flir­towa­nia lub pokrewnych pojęć. Moż­na bowiem mieć odpowied­ni zami­ar, nie będąc go refleksyjnie świadomym i/lub nie będąc świadomym, że to, co zamier­zone, jest flirtem. Posi­adanie takiej intencji jest, z poz­naw­czego punk­tu widzenia, niewyma­ga­ją­cym warunk­iem i wobec tego mogą ją posi­adać nawet oso­by dys­ponu­jące niewielkim reper­tu­arem pojęć.

Pytanie brz­mi: co zamierza się zro­bić, kiedy zamierza się flir­tować? Wzbudz­ić lub wywołać zau­rocze­nie? Ale moż­na flir­tować bez takiego celu. Może już być powszech­nie wiadome, że oso­ba, z którą flir­tu­je­cie, jest wami oczarowana. Moglibyś­cie również wiedzieć, że sprawa jest bez­nadziej­na, tj. że ta oso­ba nie zain­tere­su­je się wami bez wzglę­du na to, jak dłu­go będziecie z nią flir­tować.

Być może chodzi o zami­ar uświadomienia oso­bie, z którą flir­tu­je­cie, waszego zau­roczenia? Ale to również nie jest koniecznym warunk­iem: wcale nie trze­ba być zau­roc­zonym daną osobą, aby z nią flir­tować. Nie jest to również wystar­cza­jące: ist­nieją sposo­by uświadami­a­nia komuś włas­nego zau­roczenia bez flir­towa­nia (np. przez złoże­nie wprost deklaracji swoich uczuć).

Kole­j­na sug­es­tia jest taka, że zami­arem jest zasyg­nal­i­zowanie możli­woś­ci relacji roman­ty­cznej i/lub sek­su­al­nej między osobą flir­tu­jącą a jej adresatem. Ale również w tym wypad­ku może już być wiadome, że taka relac­ja nie wchodzi w rachubę. Czy zatem zami­arem jest zasyg­nal­i­zowanie samej kwestii relacji roman­ty­cznej lub sek­su­al­nej? Ale prze­cież flir­towanie ma nier­az miejsce już po jej zasyg­nal­i­zowa­niu.

Lep­sza propozy­c­ja jest taka, że zami­ar doty­czy zro­bi­enia czegoś, co w danej sytu­acji bądź zasyg­nal­izu­je relację romantyczną/seksualną między osobą flir­tu­jącą a jej adresatem, bądź zasyg­nal­i­zowało­by ją, gdy­by nie była ona już rzeczą znaną. Ta propozy­c­ja nie radzi sobie jed­nak z przy­pad­kiem zabójczego flir­cia­rza. Gdy zabójczy flir­cia­rz flir­tu­je z kimś, zarówno on, jak i adresat flir­tu naty­ch­mi­ast umier­a­ją. A zatem nic nie zostało­by zasyg­nal­i­zowane między nimi, gdy­by flir­cia­rz zaczął flir­tować. W świ­etle rozważanej obec­nie propozy­cji, żaden zabójczy flir­cia­rz nie może rozpocząć flir­tu w sytu­acji, w której relac­ja roman­ty­cz­na lub sek­su­al­na między nim a osobą, z którą flir­tu­je, jest już sprawą wiadomą. Aby uwzględ­nić przy­padek takiego flir­cia­rza, musielibyśmy odwołać się do drugiej opcji wspom­ni­anej w tej propozy­cji, ale podany w niej warunek nie jest spełniony w wypad­ku zabójczych flir­cia­rzy. Okazu­je się więc, że wbrew pozorom zabójczy flir­cia­rz nie jest wcale taki niebez­pieczny; gdy go spotka­cie, pamię­ta­j­cie tylko, aby stale napomykać, jaki jest atrak­cyjny!

Być może zami­ar flir­towa­nia to zami­ar takiego dzi­ała­nia, które ma dys­pozy­cję do zasyg­nal­i­zowa­nia relacji roman­ty­cznej lub sek­su­al­nej oso­bie, z którą się flir­tu­je. W obec­nym ksz­tał­cie ta propozy­c­ja napo­ty­ka jed­nak na oczy­wisty zarzut: ist­nieje wiele dzi­ałań, które mają taką dys­pozy­cję, ale posi­adanie zami­aru ich doko­na­nia nie było­by równoz­naczne z zami­arem flir­towa­nia. Na przykład poważne i szczere proś­by o wejś­cie w relację roman­ty­czną mają dys­pozy­cję do zasyg­nal­i­zowa­nia roman­su, ale nie moż­na ich wiary­god­nie uznać za akty flir­towa­nia.

Warunek zabawy

Według mnie kluczem do odróżnienia aut­en­ty­cznego flir­towa­nia od innych dzi­ałań jest to, że każdy flirt powinien zaw­ier­ać ele­ment zabawy. Flir­towanie jest z natu­ry zabawą i to zabawą rozmyśl­ną. Jed­nakże wbrew definicjom słown­ikowym ten rodzaj zabawy nie musi być tylko zabawą. Moż­na baw­ić się w wyma­ganym sen­sie, mimo że posi­a­da się zupełnie poważne zami­ary. Rozwiązu­je to wspom­ni­any wyżej prob­lem flirtów między osoba­mi, które pozosta­ją już ze sobą w związku. Trze­ba też pod­kreślić, że nie każdy rodzaj zabawy nada­je się do tych celów. Flir­towanie wyma­ga rozmyśl­nej zabawy (co rozwiązu­je prob­lem dzieci baw­ią­cych się w ślub). Po trze­cie, powin­niśmy zaz­naczyć, że owa zabawa nie musi spraw­iać radoś­ci: flirt, podob­nie jak gra w bry­dża czy w „Monopol”, może być wymus­zony.

Adresat flirtu

Jak dotąd nie rozważyłam jed­nak, czy możli­wość flir­towa­nia zależy częś­ciowo od tego, z kim (jeśli w ogóle z kimś) się flir­tu­je. W skra­jnym przy­pad­ku pojaw­ia się pytanie, czy moż­na flir­tować, nie flir­tu­jąc z kimś. Mniej radykalnie warto spy­tać, czy moż­na flir­tować, nie flir­tu­jąc z kimś określonym. Odpowiedź na to drugie pytanie jest chy­ba twierdzą­ca. Przy­puśćmy na przykład, że pewnego ran­ka ktoś wychodzi z domu z intencją dzi­ała­nia w sposób, który ma dys­pozy­cję do zasyg­nal­i­zowa­nia we właś­ci­wy (rozmyśl­ny, żar­to­bli­wy) sposób kwestii romansu/seksu każdej napotkanej oso­bie. Czy w rezulta­cie będzie flir­tować z każdym, kogo spot­ka? Niewyk­luc­zone. Moż­na by jed­nak sen­sown­ie przyjąć, że wyni­ka to nie z jakiejś ogól­nej intencji, ale z tego, iż przy każdym spotka­niu żywi podob­ne intenc­je wzglę­dem napotkanej właśnie oso­by.

Czy moż­na w ogóle flir­tować, nie mając na myśli kogoś konkret­nego? Sądzę, że konieczne jest wskazanie oso­by, z którą się flir­tu­je, nie jestem jed­nak pew­na, czy musi to być dokład­nie jed­na oso­ba. Dopuszczalne wyda­je się powiedze­nie, że aktor teatral­ny flir­tu­je z pub­licznoś­cią, cho­ci­aż nie żywi żad­nych określonych intencji wzglę­dem poszczegól­nych widzów. W najlep­szym jed­nak razie flir­tował­by więc ze swo­ją pub­licznoś­cią rozu­mi­aną zbior­c­zo, a nie indy­wid­u­al­nie; żaden widz nie mógł­by zasad­nie twierdz­ić, że aktor flir­tował właśnie z nim tylko dlat­ego, iż fak­ty­cznie flir­tował ze swo­ją pub­licznoś­cią.

Zauważmy: mówiąc, że flir­tu­ją­cy musi mieć określone intenc­je wskazu­jące na osobę (czy oso­by), z który­mi flir­tu­je, nie mam na myśli tego, iż rzeczy­wiś­cie musi ist­nieć oso­ba czy oso­by, z który­mi zamierza flir­tować, lecz tylko to, że musi on mieć zami­ar flir­towa­nia z nimi. Nie wyk­luczam więc flir­towa­nia z czys­to wyobrażony­mi posta­ci­a­mi. Moż­na by uznać, że ktoś flir­tu­je, jeśli jest przeko­nany o ist­nie­niu jakiejś czys­to wyobrażonej oso­by oraz posi­a­da wzglę­dem niej odpowied­nią intencję. W tym sen­sie moż­na chy­ba flir­tować, nie flir­tu­jąc z kimś określonym.

Ostat­nie intere­su­jące pytanie doty­czy tego, czy moż­na flir­tować z nie­ludź­mi. Myślę, że tak, przy­na­jm­niej wtedy, gdy bierze się ich myl­nie za ludzi. Liczą się jedynie intenc­je flir­tu­jącego. Jeśli trak­tu­je on istotę, z którą flir­tu­je, jako osobę, to może żywić wobec niej wszys­tkie nor­malne intenc­je związane z flirtem. Co jed­nak, gdy ktoś wie, że obiekt jego zabiegów nie jest osobą? Otóż zgod­nie z son­dażem, który Tony Tysome opisał w Times High­er Edu­ca­tion Sup­ple­ment z 17 mar­ca 2006 r., „ludzie częs­to sprzecza­ją się i flir­tu­ją z posta­ci­a­mi kom­put­erowy­mi umieszczany­mi w inter­ne­towych cha­t­roomach w celach rozry­wkowych bądź infor­ma­cyjnych […]”, mimo że wiedzą, iż zwraca­ją się do sztucznej inteligencji (czy chat­botów), a nie do prawdzi­wych ludzi.

Moż­na by sądz­ić, że mówie­nie o „flir­towa­niu” z chat­b­o­ta­mi albo ma sens jedynie metaforyczny, albo w najlep­szym razie jest wtórne wzglę­dem pier­wot­nego poję­cia flir­towa­nia, które wyma­ga intencji flir­towa­nia z drugą osobą. Wąt­pię jed­nak, czy tak musi być. Przy­puszczam, że najważniejsza jest intenc­ja flir­towa­nia z czymś, co potrafi odpowiedzieć we właś­ci­wy sposób. Jeśli uważa się chat­b­o­ta za zdol­nego do myśle­nia i odczuwa­nia, a zatem do odpowiada­nia w wyma­gany sposób, to moż­na przyjąć, że się z nim flir­tu­je. W prze­ci­wnym razie moż­na co najwyżej zachowywać się flir­tu­ją­co (lub udawać flir­towanie), a nie naprawdę flir­tować.

Z podob­nych względów uważam, że mówie­nie o flir­towa­niu z idea­mi, teo­ri­a­mi, pas­ja­mi itd. to (praw­ie zawsze) czys­ta metafo­ra, ponieważ na ogół nie uważa się ich za zdolne do odpowiada­nia we właś­ci­wy sposób.

Pod­sumowu­jąc, uważam, że może­my przyjąć następu­ją­cy zbiór koniecznych i wystar­cza­ją­cych warunk­ów flir­towa­nia. Po pier­wsze, oso­ba flir­tu­ją­ca powin­na dzi­ałać z intencją zro­bi­enia w rozmyśl­ny, żar­to­bli­wy sposób czegoś, co ma dys­pozy­cję do zasyg­nal­i­zowa­nia roman­su i/lub sek­su między nią a adresatem flir­tu. Po drugie, powin­na ona być przeko­nana, że adresat flir­tu potrafi odpowiedzieć we właś­ci­wy sposób. Propozy­c­ja ta niechyb­nie wywoła dyskusję. Jestem jed­nak przeświad­c­zona, że stanowi ona krok naprzód w sto­sunku do ist­nieją­cych definicji słown­ikowych i mam nadzieję, że zapoc­zątku­je filo­zoficzny namysł nad tym zapoz­nanym tem­atem.

Przełożył Marcin Iwan­ic­ki


Tytuł ory­gi­nału: Phi­los­o­phy of Flirt­ing. Tekst ukazał się pier­wot­nie w: „The Philosopher’s Mag­a­zine” 36 (październik 2006), s. 37–40. Przekład za zgodą Autor­ki i Wydaw­cy.


Car­rie Jenk­ins – Pro­fe­sor filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie British Colum­bia, członk­i­ni znanego zespołu muzy­cznego Mon­ady, którego piosenek moż­na posłuchać tutaj: http://the21stcenturymonads.net/.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy