Artykuł Filozofia nauki

Damian Leszczyński: Poszukiwanie prawdy czy gra interesów?

Dlaczego Raskolnikow zabił staruszkę? Po prostu wpadł na taki pomysł. Ale dlaczego Dostojewski wpadł na taki pomysł? Cóż – być może miał trudne dzieciństwo, był nielubiany w szkole, stracił pracę albo jego ulubiona drużyna przegrała mecz. Jakikolwiek byłby powód, dla treści Zbrodni i kary kluczowe jest morderstwo i jego konsekwencje. To dzięki tej unikalnej treści dzieło to jest tym, czym jest, nie zaś dzięki okolicznościom, w których powstało.

Tekst ukazał się w numerze 4(10) / 2016: Filozofia w dobie nauki, s. 15–17. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Naturalistyczna geneza idei

A dlaczego Dostojewski napisał Zbrodnię i karę? Biografowie i krytycy mogliby podać mnóstwo powodów: trudne dzieciństwo, burzliwa młodość, więzienie i zesłanie, brak pieniędzy. Inni badacze zaś dodaliby do tego przyczyny bardziej wyrafinowane: potrzeba bycia samcem alfa, wyparte kompleksy, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, burżuazyjna fałszywa świadomość, skrywany homoseksualizm, jawna mizoginia. Każda z rozlicznych teorii, które bez umiaru tworzone są w naukach społecznych i humanistycznych, mogłaby podsunąć nam inną odpowiedź na pytanie, dlaczego pisarz napisał to, co napisał. A jednak mamy świadomość, że w pewnym sensie wszystkie te wyjaśnienia są bezużyteczne w obliczu tego, co naprawdę nas interesuje i co ma znaczenie. Tym czymś jest sama idea zawarta w książce, pewna intelektualna konstrukcja, której wymowy nie zmieni to, czy powstała w głowie rosyjskiego mieszczanina, hiszpańskiego najemnika czy amerykańskiego reportera. Treść Zbrodni i kary, to wszystko, co sprawia, że staje się ona częścią kultury jako zjawiska ponadindywidualnego, w żaden konieczny i znaczący sposób nie zależy od historycznych, psychologicznych, ekonomicznych czy socjologicznych powodów jej powstania. Te okoliczności mogą być ciekawe czy nawet pouczające, ale dla samej natury dzieła są drugorzędne. Nietrudno bowiem sobie wyobrazić stworzenie tego dzieła z jego przesłaniem w okolicznościach całkowicie odmiennych.

Pozapoznawcze źródła poznania

Wszystkie te uwagi można odnieść nie tylko do takich prób wyjaśniania dzieł sztuki czy dzieł literackich, kiedy to przypadkowe okoliczności ich powstania uznaje się za czynniki z konieczności determinujące ich treść, ale również do pewnego stylu uprawiania filozofii i historii nauki, w której owe okoliczności traktuje się jako podstawowe czynniki napędzające rozwój ludzkiego poznania.

U podstaw tego stylu leży ogólne założenie, w myśl którego ludzka wiedza, w szczególności zaś wiedza naukowa, nie jest wynikiem bezinteresownych dążeń poznawczych, czystego pragnienia opisania tego, jak się rzeczy naprawdę mają, ale stanowi efekt działania czynników o charakterze głównie pozapoznawczym, których sami uczeni często nie są w ogóle świadomi.

Czynniki te, czasem określane mianem „interesów”, mogą wiązać się ze zjawiskami ponadjednostkowymi, takimi jak stosunki polityczne, społeczne, gospodarcze danej epoki i danej kultury, jak też z cechami samej jednostki: jej profilem psychologicznym, narodowością, płcią czy nawet preferencjami kulinarnymi. Istotny w tej koncepcji jest nacisk na coś, co nazywa się fałszywą świadomością: jednostka, w tym wypadku naukowiec, nie jest w stanie dostrzec przyczyn, które faktycznie nim kierują. Zapytany o genezę swojego postępowania badawczego wskazuje na powody, które są jedynie maską skrywającą rzeczywiste pobudki jego działań. Mówi na przykład o chęci lepszego zbadania rzeczywistości i pragnieniu dotarcia do prawdy, podczas gdy faktycznie miałoby chodzić jedynie o umocnienie politycznej hegemonii klasy, do której należy. Wracając do początkowego przykładu, wygląda to tak, jakby Dostojewski twierdził, że swoją powieść napisał w celu opisania podstawowego i ponadczasowego problemu moralnego, podczas gdy faktycznie i nieświadomie kierowała nim jego szowinistyczna męska świadomość bądź skrywany lęk przed kastracją.

Tego rodzaju schemat wyjaśniający rozwój nauki poprzez odwołanie się do czynników natury psychologicznej, socjologicznej, ekonomicznej czy nawet seksualnej, zdobył sobie dziś olbrzymią popularność, zwłaszcza wśród adeptów wszystkich nowo powstających kierunków, którzy sądzą, że dodanie etykiety „studies” bądź „theory” zakryje ich pseudonaukowy charakter. Trudno się tej popularności dziwić, gdyż taki sposób wyjaśniania w zasadzie zwalnia człowieka z obowiązku zrozumienia tego, co się wyjaśnia. Niezależnie bowiem od tego, jak wyrafinowaną teoretycznie ideę ktoś proponuje – matematyczną, fizyczną, astronomiczną itd. – komentator bez trudu może sprowadzić ją na swój poziom, stwierdzając, że jest ona „tylko” efektem walki o dominację klasową, seksualną bądź polityczną. W związku z tym nie ma sensu pytać, co mówi dana teoria, ale tylko, jakie bądź czyje interesy realizuje. W tej perspektywie rozwój nauki, ale też rozwój sztuki i całej sfery kulturowej, sprowadza się do Leninowskiej zasady „kto kogo”.

Interesy teorii interesów

Zarzuty stawiane tego rodzaju stylowi myślenia nie zawsze są trafne. Uważa się na przykład, że rozwiązanie to jest zbyt prymitywne, aby mogło być zasadne. Jednak, po pierwsze, w dobie demolatrii prymitywizm nie musi być uważany przez akademicki proletariat za cechę negatywną, po drugie, sam prymitywizm wyjaśnienia nie świadczy o tym, że nie może być ono poprawne: być może prymitywne rozwiązania trafnie ujmują prawdziwe związki przyczynowo-skutkowe. Kłopot polega tu także na tym, że nie da się a priori wykluczyć, że wspomniane czynniki nie mają żadnego wpływu na teorię, gdyż mogą mieć, być może nawet istotny.

Jednak nie chodzi o to, czy mają, czy też nie, ale o to, czy teoria naukowa jako pewien wytwór poznawczy może być rozpatrywana i oceniana niezależnie od nich, co prowadzi nas do bardziej ogólnego pytania o to, czy w swoim poznaniu, a także w twórczości, człowiek jest w stanie pokonać indywidualne bądź kolektywne ograniczenia, czy też jest ich więźniem, a jego wiedza i sztuka jedynie ubocznym efektem tego uwięzienia.

Można bowiem wskazać historyczne, ekonomiczne czy społeczne źródła sformułowania twierdzenia Pitagorasa, ale spór dotyczy tego, czy owo twierdzenie może być rozpatrywane niezależnie od nich jako odnoszące się do czegoś, co wykracza poza owe lokalne uwarunkowania.

Podstawowa trudność, przed jaką staje tego typu teoria, wiąże się z pewną zachłannością eksplanacyjną. Teoria ta pragnie wyjaśniać wszystko za pomocą jednego redukcjonistycznego schematu, co sprawia, że musi zastosować ów schemat do siebie samej. To zaś prowadzi do typowych kłopotów, na jakie natrafiają wszelkie deterministyczne i relatywistyczne rozwiązania. Najprościej ująć można to tak. Jeśli każda teoria naukowa nie jest obiektywnym opisem rzeczywistości, lecz faktycznie stanowi efekt pewnych ukrytych, pozapoznawczych interesów, w takim razie teoria naukowa, która to właśnie głosi – a więc twierdzi, że każda teoria naukowa nie jest obiektywnym opisem rzeczywistości, lecz faktycznie stanowi efekt pewnych ukrytych, pozapoznawczych interesów – również nie jest obiektywnym opisem rzeczywistości, lecz w rzeczywistości stanowi efekt pewnych ukrytych, pozapoznawczych interesów. A jeśli tak, to dlaczego mielibyśmy traktować ją poważnie, właśnie jako obiektywny opis, a nie na przykład jako wyraz fałszywej świadomości i kompleksów pewnej części środowiska naukowego – kobiet albo ukrytych sadomasochistów? Jakie nienaukowe interesy skłaniają ludzi do głoszenia jako naukowych poglądów, że wszystkie poglądy naukowe sterowane są przez nienaukowe interesy? Pieniądze płynące ze stypendiów i grantów? Prestiż społeczny? Lekka praca za niezłe pieniądze?

Logika wiedzy

Jak widać, taka deterministyczna ogólna teoria wszystkiego obraca się przeciwko samej sobie. Jeśli chce być naukowa, musi być ogólna, a wtedy podlegać prawu, które głosi, co czyni ją nienaukową; gdyby jednak chciała wyłączyć się spod panowania powszechnego prawa (wszyscy mają fałszywą świadomość oprócz tych, którzy głoszą, że wszyscy mają fałszywą świadomość), również nie mogłaby być traktowana jako naukowa, a jedynie ideologiczna. Ponieważ tego rodzaju schemat interpretacyjny natrafia na elementarne trudności już przy samym sformułowaniu, można zastanawiać się, czy w ogóle da się go sensownie – to znaczy niewywrotnie – sformułować.

Jakie stąd płyną wnioski?  Dość banalne.

Teoria dotycząca genezy teorii musi wyjaśniać samą siebie, a teoria usiłująca wyjaśniać wszystko, zwykle nie wyjaśnia niczego. Tracąc poznawczy charakter, staje się jedynie ideologiczną perswazją.

Czy z tego wynika, że wspomniane czynniki pozapoznawcze nie mają wpływu na powstawanie teorii? Bez wątpienia mają, ale nie da się traktować teorii jako wyłącznie wyrazu ich zakamuflowanego działania ani ukazać jakiegoś koniecznego związku między teorią a okolicznościami jej powstania. Przykładem są tu równoczesne odkrycia naukowe, a także długie zastoje i rewolucje w rozwoju wiedzy. Logika odkrycia naukowego nie jest logiką ludzkiej psychiki, społeczeństwa, gospodarki ani władzy.


Damian Leszczyński – dr hab., prof. UWr, pracownik Zakładu Ontologii i Teorii Poznania Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego, redaktor naczelny periodyku „Lectiones & Acroases Philosophicae”, zajmuje się epistemologią i filozofią nauki. Ostatnio opublikował książki: Demon zwodziciel. Badania filozoficzne (2015), Realizm i sceptycyzm. Studia analityczne (2012).

Ilustracja: Malwina Adaszek

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.


Pytania do tekstu

  1. Czy Twoim zdaniem, jeżeli założy się, że człowiek nie jest w pełni świadomy własnych uwarunkowań biologicznych i psychologicznych, to można w ogóle mówić o obiektywnej nauce?
  2. Dlaczego poszukuje się pozapoznawczych uwarunkowań dla głoszonych na gruncie nauki twierdzeń? Czy jest to – jak chce Autor – pseudonauka, czy może taka działalność ma swój sens?
  3. Co sądzisz o postmodernistycznym odczytywaniu wielkich dzieł literatury, na przykład przez pryzmat orientacji seksualnej autorów bądź ich problemów psychicznych? Czy interpretacji tych nie wspiera biologiczne ujęcie człowieka jako istoty, która nawet uprawiając pozornie wyższą kulturę, wciąż pozostaje wierna prawom ewolucji?

Najnowszy numer można nabyć od 2 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2023 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jak we wszystkim, tak i tu wskazany jest umiar i rozsądek. Oczywistym jest (przynajmniej dla mnie), że człowiek jest uwarunkowany biologicznie i społecznie, i w zasadzie o ile od społecznego warunkowania jest się w stanie w jakiś sposób uwolnić, lub choćby zdać sobie z niego sprawę, to z biologicznym to o wiele trudniejsze. Czy zatem nauka może być obiektywna? Wedle mnie jak najbardziej jest! Przecież odkrycie elektronów nie zależało od tego czy ich odkrywca był przedstawicielem klasy posiadającej i wyznawcą np. liberalizmu, choć być może fakt, iż w ogóle mógł się zajmować nauką, był ściśle powiązany z jego pochodzeniem społecznym. Dla samego faktu odkrycia, i szerzej — dla teorii stricte naukowych takie fakty nie mają znaczenia. Mogą być jedynie pożywką dla pewnego rodzaju beletrystyki, uprawianej być może dla rozrywki, być może dla “lekkich pieniędzy”. Jeśli chodzi o drugie pytanie — dlaczego poszukuje się takich pozapoznawczych założeń? — tego nie wiem, być może, że sami ich autorzy tego nie wiedzą. Może z braku pomysłu, może z potrzeby bycia oryginalnym, może z potrzeby koniunkturalnej. Ale wydaje mi się, że nie można też w całości potępiać tego rodzaju podejścia, bo oto w trzecim pytaniu pojawia teza, iż postmodernizm to jedynie seria dziwacznych interpretacji, które rozbierają autora i jego dzieło pod kątem seksualności i dewiacji psychicznych. Otóż to nieprawda, i nawet jeśli postmodernizm wspierany jest przez to okropne założenie, iż człowiek jest istotą li tylko biologiczną, która tworzy (dlaczego pozornie?) wyższą kulturę, to stworzył też wiele nowych jakości, podobnie jak poprzednie narracje.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy