Antropologia Fragment z klasyka

Dawid Hume: O samolubstwie

Dawid Hume o tym, czy istnieją zachowania niesamolubne.

Źró­dło: Bada­nia doty­czą­ce zasad moral­no­ści, przeł. A. Hoch­feld, War­sza­wa: PWN 1975, s. 153–161.


[Ist­nie­je pogląd, któ­ry gło­si], że bez wzglę­du na to, jaką sym­pa­tię odczu­wa ktoś dla innych (lub wyobra­ża sobie, że ją odczu­wa) – bez­in­te­re­sow­ne­go uczu­cia nie ma i być nie może; że naj­bar­dziej ofiar­na przy­jaźń, choć­by i naj­szczer­sza, jest mody­fi­ka­cją samo­lub­stwa; i że sami o tym nie wie­dząc szu­ka­my tyl­ko wła­snej satys­fak­cji, choć mogło­by się wyda­wać, że pochła­nia nas bez resz­ty myśl o wyzwo­le­niu i szczę­ściu ludz­ko­ści. Nasta­wie­nie wyobraź­ni, fine­zja inte­lek­tu, egzal­ta­cja uczuć spra­wia­ją, że zda­je­my się uczest­ni­czyć w spra­wach innych ludzi i sami o sobie sądzi­my, iż jeste­śmy wol­ni od jakich­kol­wiek samo­lub­nych wzglę­dów. W grun­cie rze­czy jed­nak naj­bar­dziej ofiar­ny patrio­ta i naj­bar­dziej nie­uży­ty skne­ra, naj­dziel­niej­szy boha­ter i naj­nędz­niej­szy tchórz, cokol­wiek czy­nią, jed­na­ko mają na wzglę­dzie wła­sne szczę­ście i dobro.

Kto sądząc po inten­cji, któ­ra zda­je się cecho­wać ten pogląd, docho­dzi do wnio­sku, że jego wyznaw­cy żad­ną mia­rą nie mogą dozna­wać praw­dzi­wie życz­li­wych uczuć ani żywić sza­cun­ku dla auten­tycz­nej cno­ty, tego życie prze­ko­na nie­raz, jak bar­dzo jest w błę­dzie. Epi­ku­ro­wi i jego szko­le nie były obce uczci­wość i honor. Attyk i Hora­cy z ich wiel­ko­dusz­nym i przy­ja­znym uspo­so­bie­niem, wła­ści­wym im z natu­ry, a pie­lę­gno­wa­nym z roz­my­słu, nie wyda­ją się w tym wzglę­dzie gor­si od adep­tów szkół bar­dziej asce­tycz­nych. Co się tyczy filo­zo­fów współ­cze­snych, Hob­bes i Loc­ke, gło­si­cie­le samo­lub­ne­go sys­te­mu moral­no­ści, żyli obaj życiem bez ska­zy, mimo iż Hob­be­sa nie krę­po­wa­ły naka­zy reli­gii mogą­ce kom­pen­so­wać defek­ty filozofii.

Zwo­len­nik Epi­ku­ra czy Hob­be­sa przy­zna z goto­wo­ścią, że ist­nie­je na świe­cie rzecz taka jak wol­na od obłu­dy i fał­szu przy­jaźń, choć uży­je może filo­zo­ficz­nej che­mii i wszyst­kie, by tak rzec, pier­wiast­ki przy­jaź­ni, będzie pró­bo­wał spro­wa­dzić do pier­wiast­ków zgo­ła odmien­nej natu­ry i tłu­ma­czyć wszel­kie uczu­cie jako samo­lub­stwo, ura­bia­ne i przy­kra­wa­ne za spra­wą wyobraź­ni w mno­gość naj­roz­ma­it­szych form. Ale ponie­waż wyobraź­nia nie u wszyst­kich dzia­ła tak samo i pier­wot­ne­mu uczu­ciu nie nada­je tego same­go kie­run­ku – nawet wedle teo­rii samo­lub­nej jest to oko­licz­ność wystar­cza­ją­ca, by decy­do­wać o olbrzy­miej róż­ni­cy cha­rak­te­rów i pozwo­lić jed­ne­go nazwać cno­tli­wym i zacnym, a dru­gie­go nie­mo­ral­nym, mało­dusz­nym i interesownym. […] 

Prze­ciw hipo­te­zie samo­lub­stwa wysu­nąć moż­na ten przede wszyst­kim oczy­wi­sty zarzut, że ponie­waż jest sprzecz­na z powszech­nym odczu­ciem i z naszy­mi naj­bar­dziej nawet nie­uprze­dzo­ny­mi poję­cia­mi, to uza­sad­nie­nie tak zadzi­wia­ją­ce­go para­dok­su wyma­ga nie­sły­cha­nie wyśru­bo­wa­nej filo­zo­fii. Cał­kiem nawet nie­uważ­ny obser­wa­tor widzi, że ist­nie­ją dys­po­zy­cje takie, jak życz­li­wość i wiel­ko­dusz­ność oraz uczu­cia takie, jak miłość, przy­jaźń, współ­czu­cie czy wdzięcz­ność. Z tymi posta­wa­mi zwią­za­ne są wła­ści­we im przy­czy­ny, skut­ki, przed­mio­ty i dzia­ła­nia, któ­re odno­to­wu­je język potocz­ny i obser­wa­cja, odróż­nia­jąc je wyraź­nie od zja­wisk zwią­za­nych z uczu­cia­mi samo­lub­ny­mi. A sko­ro taki obraz rze­czy wido­mie się narzu­ca, to nale­ży akcep­to­wać go do cza­su, póki nie poja­wi się hipo­te­za, któ­ra głę­biej wnik­nąw­szy w natu­rę ludz­ką potra­fi udo­wod­nić, że uczu­cia nie­sa­mo­lub­ne są jedy­nie mody­fi­ka­cja­mi samolubnych. […] 

W tej dzie­dzi­nie filo­zo­fii spra­wy mają się ina­czej niż w fizy­ce. Licz­ne hipo­te­zy przy­rod­ni­cze, wbrew począt­ko­wym przy­pusz­cze­niom, oka­za­ły się po dokład­niej­szym zba­da­niu rze­tel­ne i prze­ko­ny­wa­ją­ce. Tego rodza­ju przy­pad­ki są tak czę­ste, że pewien tyleż rozum­ny, co dow­cip­ny filo­zof pozwo­lił sobie twier­dzić, że jeśli ist­nie­je wię­cej niż jeden spo­sób wywo­ła­nia jakie­goś zja­wi­ska, to zazwy­czaj wyni­ka ono naj­pew­niej z przy­czyn naj­mniej oczy­wi­stych i powsze­dnich. We wszel­kich bada­niach, któ­rych tema­tem jest gene­za naszych uczuć i wewnętrz­nych ope­ra­cji umy­słu ludz­kie­go, pre­sump­cja idzie jed­nak z regu­ły w prze­ciw­nym kie­run­ku. Naj­prost­sza, naj­bar­dziej oczy­wi­sta przy­czy­na, jaka daje się temu zja­wi­sku przy­pi­sać, jest praw­do­po­dob­nie przy­czy­ną praw­dzi­wą. […] To praw­da, że głów­ne kie­ru­ją­ce nami moty­wy czy inten­cje czę­sto bywa­ją dla nas zagad­ką, mie­sza­jąc się i plą­cząc z moty­wa­mi, któ­re umysł, przez próż­ność czy zbyt wyso­kie o sobie mnie­ma­nie, pra­gnął­by widzieć na bar­dziej eks­po­no­wa­nym miej­scu. Nie zda­rza się jed­nak, aby tego typu nie­ja­sność wyni­ka­ła z nie­ja­sno­ści i wewnętrz­ne­go splą­ta­nia same­go moty­wu. Ktoś, kto utra­cił przy­ja­cie­la i opie­ku­na, może i pochle­bia sobie wie­rząc, że jego ból pły­nie wyłącz­nie z wiel­ko­dusz­nych uczuć i nie zawie­ra żad­nej domiesz­ki cia­snych, inte­re­sow­nych myśli; ale kie­dy opła­ku­je dro­gie­go przy­ja­cie­la, któ­ry sam wyma­gał jego opie­ki i tro­ski – czyż podob­na przy­pu­ścić, że ta ser­decz­na żałość wypły­wa z jakichś meta­fi­zycz­nych rachub na inte­res wła­sny, pozba­wio­ny tu wszel­kich pod­staw realnych? […] 

Miłość mię­dzy kobie­tą i męż­czy­zną rodzi ser­decz­ność i życz­li­wość bar­dzo odmien­ną od sta­nu zwią­za­ne­go z zaspo­ko­je­niem pożą­da­nia. U wszyst­kich istot czu­ją­cych miłość do potom­stwa zdol­na jest zazwy­czaj sku­tecz­nie prze­ciw­dzia­łać naj­sil­niej­szym nawet moty­wom samo­lub­stwa i w żaden spo­sób od uczu­cia tego nie zale­ży. Cóż za inte­res może mieć na wido­ku kocha­ją­ca mat­ka, któ­ra tra­ci zdro­wie z odda­niem pie­lę­gnu­jąc cho­re dziec­ko, a następ­nie – gdy śmierć dziec­ka uwal­nia ją od nie­wol­ni­czych tych tru­dów – schnie i umie­ra ze zgryzoty? […] 

Ponad­to, jeśli zasta­no­wi­my się nad spra­wą nale­ży­cie, prze­ko­na­my się, że hipo­te­za dopusz­cza­ją­ca ist­nie­nie życz­li­wo­ści bez­in­te­re­sow­nej i od samo­lub­stwa odręb­nej w rze­czy­wi­sto­ści ma w sobie wię­cej pro­sto­ty i lepiej odpo­wia­da ana­lo­gii natu­ry ani­że­li dok­try­na, któ­ra wszel­kie przy­ja­zne i huma­ni­tar­ne uczu­cia spro­wa­dzić chce do zasa­dy samo­lub­nej. Ist­nie­ją uzna­ne przez wszyst­kich potrze­by i popę­dy cie­le­sne, któ­re z natu­ry wyprze­dza­ją wszel­kie zado­wo­le­nie zmy­sło­we i bez­po­śred­nio każą nam dążyć do zdo­by­cia tego, co jest ich przed­mio­tem. Tak na przy­kład przed­mio­tem gło­du i pra­gnie­nia jest jedze­nie i picie; zaś z zaspo­ko­je­nia tych popę­dów ele­men­tar­nych powsta­je przy­jem­ność, któ­ra z kolei sama stać się może przed­mio­tem popę­du czy dąże­nia inne­go rodza­ju, o cha­rak­te­rze wtór­nym i inte­re­sow­nym. Ana­lo­gicz­nie, ist­nie­ją namięt­no­ści umy­słu, któ­re bez­po­śred­nio każą nam kie­ro­wać się ku celom takim, jak sła­wa, wła­dza czy zemsta; wzgląd na inte­res nie ma tu miej­sca; kie­dy cel zosta­je osią­gnię­ty, dozna­je­my przy­jem­ne­go zado­wo­le­nia, jakie daje zaspo­ko­je­nie uczu­cia. Przez wewnętrz­ną struk­tu­rę i kon­sty­tu­cję umy­słu musi nam dać natu­ra pier­wot­ny pociąg do sła­wy, żeby zdo­by­cie jej spra­wi­ło czło­wie­ko­wi przy­jem­ność i aby zaczął jej szu­kać kie­ru­jąc się moty­wa­mi samo­lub­ny­mi i pra­gnie­niem szczę­ścia. Jeśli nie jestem próż­ny, pochwa­ła mnie nie ucie­szy; jeśli jestem wyzby­ty ambi­cji, wła­dza nie spra­wi mi rado­ści; jeśli nie jestem na prze­ciw­ni­ka zły, kara, jaka go dotknie, jest mi kom­plet­nie obo­jęt­na. W każ­dym z tych przy­pad­ków wystę­pu­je uczu­cie, któ­re kie­ru­je się bez­po­śred­nio ku przed­mio­to­wi, czy­niąc go naszym dobrem czy szczę­ściem; są rów­nież uczu­cia wtór­ne, któ­re powsta­ją póź­niej i któ­re kie­ru­ją się ku owe­mu przed­mio­to­wi jako ku ele­men­to­wi nasze­go szczę­ścia, sko­ro pier­wot­ne nasze uczu­cia nada­ły mu już taki sta­tus. Gdy­by samo­lub­stwa nie poprze­dził jakiś popęd, skłon­ność ta pra­wie że nie mia­ła­by oka­zji się prze­ja­wić, gdyż przy­kro­ści i przy­jem­no­ści, któ­rych dane by nam było w tym sta­nie rze­czy doświad­czyć, były­by nie­licz­ne i sła­be, i nie­wiel­kie szczę­ście czy nie­szczę­ście, któ­re­go trze­ba by nam było szu­kać lub unikać.

Na czym pole­ga więc trud­ność wyobra­że­nia sobie, że rzecz mogła­by mieć się tak samo w przy­pad­ku życz­li­wo­ści i przy­jaź­ni; i że za spra­wą pier­wot­nej struk­tu­ry oso­bo­wo­ści mogli­by­śmy odczu­wać pra­gnie­nie szczę­ścia czy też dobra innych, któ­re wsku­tek tego uczu­cia sta­ło­by się naszym wła­snym dobrem i do któ­re­go odtąd dąży­li­by­śmy, powo­do­wa­ni połą­czo­ny­mi moty­wa­mi życz­li­wo­ści i samo­za­do­wo­le­nia? Któż nie widzi, że zemsty, z racji samej siły tego uczu­cia, potra­fi­my szu­kać z taką pasją, iż z roz­my­słem prze­sta­je­my liczyć się z wszel­ką wygo­dą, korzy­ścią, bez­pie­czeń­stwem i jak mści­we zwie­rzę­ta wła­sną duszę wkła­da­my w zada­ne wro­go­wi rany? I któż nie widzi, jak peł­na zło­ści musi to być filo­zo­fia, jeśli poczu­ciu ludz­ko­ści i przy­jaź­ni nie zga­dza się udzie­lić tych samych przy­wi­le­jów, któ­re bez sprze­ci­wu przy­zna­je się uczu­ciom ciem­niej­szej bar­wy – wro­go­ści i nie­przy­jaź­ni? Filo­zo­fia taka przy­po­mi­na raczej saty­rę niż wier­ny por­tret czy opis natu­ry ludz­kiej i jest może dobrym opar­ciem dla para­dok­su i kpi­ny, ale bar­dzo złym dla poważ­nych spo­rów i argumentów.


Pobierz tekst w PDF.


Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy