Filozofia nauki

Elliott Sober: Czy metoda naukowa jest mitem?

Elliott Sober ewolucja
W wielu dziedzinach badań, zarówno w obrębie nauki, jak i poza nią, istnieje podział na systematyków i rozdzielaczy. Są tacy, którzy podkreślają podobieństwa, i ci, którzy akcentują różnice. Pierwszą osobą, która użyła tych terminów w ten sposób był Karol Darwin. W liście z 1857 roku, adresowanym do swojego przyjaciela Josepha Daltona Hookera, tak pisał o problemie odróżniania biologicznych gatunków: „ci, którzy tworzą wiele gatunków, to rozdzielacze, ci zaś, którzy tworzą niewiele, to systematycy”.

Zapisz się do naszego newslettera

Jeśli zapy­ta­cie histo­ry­ków i filo­zo­fów nauki, czy ist­nie­je coś takie­go jak meto­da nauko­wa, odkry­je­cie, że tutaj tak­że mamy do czy­nie­nia z sys­te­ma­ty­ka­mi i roz­dzie­la­cza­mi. Histo­ry­cy to w więk­szo­ści roz­dzie­la­cze: będą twier­dzić, że meto­dy sto­so­wa­ne w danej dys­cy­pli­nie nauko­wej zmie­nia­ły się w cza­sie i że róż­ne dys­cy­pli­ny nauko­we sto­su­ją odmien­ne meto­dy. Więk­szość histo­ry­ków nauki odczu­wa potrze­bę przed­sta­wia­nia wiel­kich teo­rii nauko­wych zmian, a ten par­ty­ku­la­ryzm ujaw­nia się, gdy ana­li­zu­ją meto­dy, z jakich korzy­sta­ją naukow­cy. W cią­gu ostat­nich pięć­dzie­się­ciu lat filo­zo­fia nauki, jak nigdy wcze­śniej, zbli­ży­ła się do histo­rii nauki. Obec­nie w filo­zo­fii nauki jest wię­cej roz­dzie­la­czy i mniej sys­te­ma­ty­ków. Sys­te­ma­ty­zo­wa­nie jest dzi­siaj dużo mniej popu­lar­ne, czę­ścio­wo dla­te­go, że rośnie zain­te­re­so­wa­nie filo­zo­fią poszcze­gól­nych nauk, pod­czas gdy filo­zo­fia nauki-w-ogó­le tra­ci na zna­cze­niu. Na przy­kład filo­zo­fo­wie znacz­nie czę­ściej podej­mu­ją pro­blem wyja­śnia­nia w bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej niż pro­blem nauko­we­go wyja­śnia­nia jako takie­go. Obser­wu­je­my łabę­dzi śpiew wiel­kich kon­cep­cji z zakre­su filo­zo­fii nauki. 

Wciąż jed­nak ist­nie­ją filo­zo­fo­wie sys­te­ma­ty­zu­ją­cy. Jedy­nym z powo­dów, dla któ­rych ta ten­den­cja utrzy­mu­je się czę­ściej w gro­nie filo­zo­fów nauki niż wśród histo­ry­ków, jest to, że ci pierw­si zwy­kle uwa­ża­ją swo­ją pra­cę za „nor­ma­tyw­ną”. Sądzą oni, że ich zada­niem jest opis metod, któ­rych naukow­cy „powin­ni” uży­wać. Histo­ry­cy rzad­ko mają takie ambi­cje. Zaj­mu­ją się oni opi­sem i wyja­śnia­niem tego, jak nauka fak­tycz­nie wyglą­da, a nie jak powin­na być upra­wia­na w jakiejś filo­zo­ficz­nej uto­pii. Histo­ry­cy zwy­kle uwa­ża­ją, że nor­ma­tyw­na filo­zo­fia nauki jest czymś absur­dal­nym. Oto, co napraw­dę sądzą, a cze­go z grzecz­no­ści nie mówią: 

za kogo filo­zo­fo­wie się uwa­ża­ją, mówiąc naukow­com, co powin­ni robić? Nie ma i nie powin­no być żad­nych filo­zo­ficz­nych wład­ców! To naukow­cy wie­dzą lepiej!.

Nor­ma­tyw­ni filo­zo­fo­wie nie chcą być wład­ca­mi, cho­ciaż uwa­ża­ją, że ich cele są sen­sow­ne. Sądzą tak z dwóch powodów. 

Dlaczego istnieją ogólne normy naukowego rozumowania

Pierw­szy powód wypły­wa z samej nauki. Naukow­cy są zwy­kle pew­ni, że ist­nie­ją zasa­dy nauko­we­go rozu­mo­wa­nia, któ­re wykra­cza­ją poza ramy poszcze­gól­nych dys­cy­plin. Poni­żej przy­ta­czam wypo­wie­dzi dwóch wiel­kich uczo­nych. Oto, co Dar­win miał do powie­dze­nia na temat swo­jej teo­rii w szó­stym i zara­zem ostat­nim wyda­niu O pocho­dze­niu gatun­ków, któ­re uka­za­ło się w 1872 roku:

Nie­po­dob­na przy­pu­ścić, aby błęd­na teo­ria mogła wyja­śnić w tak zado­wa­la­ją­cy spo­sób przed­sta­wio­ne wyżej obszer­ne gru­py fak­tów, jak wyja­śnia je teo­ria dobo­ru natu­ral­ne­go. Zarzu­ca­no mi nie­daw­no, że jest to zawod­ny spo­sób dowo­dze­nia; lecz jest to meto­da uży­wa­na pospo­li­cie we wnio­sko­wa­niu o zwy­kłych zja­wi­skach życia, któ­rą sto­so­wa­li tak­że czę­sto naj­więk­si przy­rod­ni­cy. Taką dro­gą doszła nauka do falo­wej teo­rii świa­tła, pogląd zaś o obro­cie zie­mi dooko­ła wła­snej osi aż do nie­daw­nych cza­sów nie był wła­ści­wie popar­ty żad­nym bez­po­śred­nim dowo­dem (Dar­win 2001, s. 551).

Z kolei Ein­ste­in, pisząc poniż­sze sło­wa, wyra­ził myśl wie­lu naukowców:

Naj­głów­niej­szym celem wszel­kiej teo­rii jest moż­li­wie jak naj­więk­sze uprosz­cze­nie i zmniej­sze­nie licz­by tych nie­re­du­ko­wal­nych pojęć pod­sta­wo­wych bez koniecz­no­ści rezy­gna­cji z traf­ne­go przed­sta­wia­nia jakich­kol­wiek tre­ści doświad­cze­nia (Ein­ste­in 2001, s. 182–183).

Oczy­wi­ście fakt, że zarów­no Dar­win, jak i Ein­ste­in przyj­mo­wa­li ist­nie­nie meto­do­lo­gicz­nych zasad, któ­re znaj­du­ją zasto­so­wa­nie w wie­lu dzie­dzi­nach nauki, wca­le nie ozna­cza, że mie­li rację! Ein­ste­in jest zna­ny ze swo­je­go zale­ce­nia, któ­re przed­sta­wił w tym samym wykła­dzie z 1933 roku: „Jeśli chce­cie dowie­dzieć się od fizy­ków teo­re­ty­ków cze­goś na temat sto­so­wa­nych przez nich metod, to pro­po­nu­ję wam trzy­mać się zasa­dy: nie słu­chaj­cie ich słów, lecz skup­cie się na tym, co robią!”. To słusz­na uwa­ga. Ale jeśli sądzi­my, że naukow­cy są jedy­ny­mi auto­ry­te­ta­mi w kwe­stii tego, jak nale­ży upra­wiać naukę, sło­wa tych uczo­nych powin­ny dać nam do myśle­nia. Jeśli Dar­win i Ein­ste­in mają rację, to ist­nie­ją meto­dy rozu­mo­wa­nia wspól­ne wie­lu dzie­dzi­nom nauki. Jed­nak tyl­ko nie­licz­ni naukow­cy mają odpo­wied­nie przy­go­to­wa­nie i chęć, by inte­re­so­wać się pro­ble­ma­mi o tak ogól­nej natu­rze. Gene­ty­cy bada­ją geny, a astro­no­mo­wie bada­ją galak­ty­ki; ani jed­ni, ani dru­dzy nie spe­cja­li­zu­ją się w bada­niach sche­ma­tów rozu­mo­wa­nia. Takie sche­ma­ty pró­bu­ją ana­li­zo­wać filozofowie.

Dru­gi powód, by sądzić, że pro­jekt poda­nia nor­ma­tyw­nych teo­rii metod nauko­wych nie jest pozba­wio­ny sen­su, pocho­dzi z filo­zo­fii. W dwu­dzie­stym wie­ku logi­ka coraz bar­dziej prze­kształ­ca­ła się w dys­cy­pli­nę mate­ma­tycz­ną, ale wcze­śniej była moc­no zako­rze­nio­na w filo­zo­fii. Głów­nym zada­niem logi­ki były i wciąż są bada­nia nad pro­ble­mem popraw­no­ści for­mal­nej argu­men­tów. Popraw­ność jest ter­mi­nem tech­nicz­nym. Poni­żej znaj­du­ją się dwa argu­men­ty, każ­dy skła­da­ją­cy się z dwóch prze­sła­nek i wnio­sku. Oba są for­mal­nie popraw­ne, co zna­czy, że jeśli prze­słan­ki są praw­dzi­we, to i wnio­sek musi być prawdziwy.

Sokra­tes jest człowiekiem.

Wszy­scy ludzie są śmiertelni.

Sokra­tes jest śmiertelny.

 

Par­te­non jest wyko­na­ny z kamienia.

Wszyst­kie rze­czy wyko­na­ne z kamie­nia są twarde.

Par­te­non jest twardy.

Oba te argu­men­ty są popraw­ne for­mal­nie – i to z dokład­nie tego same­go powo­du. Oba posia­da­ją taką samą „for­mę logicz­ną”. Inny­mi sło­wy, każ­dy z nich może odtwo­rzyć na pod­sta­wie poniż­sze­go sche­ma­tu, pod­sta­wia­jąc sło­wa w miej­sce liter:

Nie­któ­re a są X.

Każ­dy X jest Y.

Nie­któ­re a są Y.

Popraw­ność for­mal­na nie ma nic wspól­ne­go z tre­ścią argu­men­tów. Tym, co spra­wia, że argu­ment jest popraw­ny, jest jego for­ma, a nie treść.

Argu­men­ty nauko­we nie zawsze są popraw­ne for­mal­nie. Zwy­kle zaczy­na­ją się od poje­dyn­czych obser­wa­cji, a koń­czą wnio­skiem, któ­ry ma cha­rak­ter ogól­ny i doty­czy pew­nej czę­ści świa­ta, któ­ra nie zosta­ła jesz­cze zaob­ser­wo­wa­na. Twier­dząc, że te argu­men­ty nie są popraw­ne for­mal­nie, nie wyka­zu­je­my ich wadli­wo­ści; wszak ich celem jest obro­na wnio­sku, któ­ry wykra­cza poza zawar­tą w prze­słan­kach treść obser­wa­cyj­ną. Wie­lu naukow­ców, filo­zo­fów i sta­ty­sty­ków sądzi­ło, że mate­ma­tycz­na teo­ria praw­do­po­do­bień­stwa dostar­czy reguł okre­śla­ją­cych, kie­dy nie­de­duk­cyj­ny argu­ment jest moc­ny, a kie­dy sła­by. Takie nadzie­je roz­bu­dzi­ła czę­ścio­wo logi­ka deduk­cyj­na. Logi­ka nie­de­duk­cyj­na, tak samo jak deduk­cyj­na, for­mu­łu­je ogól­ne regu­ły popraw­ne­go wnio­sko­wa­nia, któ­re mają zasto­so­wa­nie do argu­men­tów obej­mu­ją­cych pro­ble­ma­ty­kę z róż­nych dzie­dzin. Sta­ty­sty­cy opra­co­wa­li teo­rie rozu­mo­wa­nia, któ­re mają zasto­so­wa­nie w mete­oro­lo­gii, eko­no­mii i gene­ty­ce. Stwo­rzo­ne przez nich narzę­dzia mają ogól­ne zasto­so­wa­nie i nie ogra­ni­cza­ją się do jed­nej dzie­dzi­ny. Nor­ma­tyw­na filo­zo­fia nauki idzie tym samym tropem.

Wspólny przodek, plagiaty i prawo podobieństwa

Oto przy­kład. Jed­ną z wio­dą­cych idei w dar­wi­now­skiej teo­rii ewo­lu­cji jest kon­cep­cja wspól­ne­go przod­ka. Dar­win sądził, że wszyst­kie współ­cze­śnie żyją­ce na Zie­mi stwo­rze­nia pocho­dzą od jed­ne­go lub kil­ku „pier­wot­nych przod­ków”. Zgod­nie z inną klu­czo­wą ideą tej teo­rii, głów­nym, cho­ciaż nie wyłącz­nym czyn­ni­kiem odpo­wia­da­ją­cym za róż­no­rod­ność obser­wo­wa­ną w świe­cie istot żywych, jest dobór natu­ral­ny. Moż­na tyl­ko ubo­le­wać, że na teo­rię Dar­wi­na patrzy się współ­cze­śnie jako na teo­rię ewo­lu­cji przez dobór natu­ral­ny, zapo­mi­na­jąc o kon­cep­cji wspól­ne­go przod­ka. Zamiast nazy­wać ją „teo­rią ewo­lu­cji przez dobór natu­ral­ny”, powin­no się mówić o „teo­rii wspól­ne­go przod­ka i dobo­ru natu­ral­ne­go”. Ponie­waż teo­ria ta skła­da się z dwóch czę­ści, moż­na by sądzić, że kie­dy w O pocho­dze­niu gatun­ków Dar­win roz­wa­żał, któ­re cechy naj­sil­niej prze­ma­wia­ją za ist­nie­niem wspól­ne­go przod­ka, to miał na myśli te wła­sno­ści, któ­re powsta­ły wsku­tek dobo­ru natu­ral­ne­go. Tym­cza­sem według Dar­wi­na jest inaczej:

Na pod­sta­wie poglą­du, że cechy o tyle tyl­ko mają wiel­kie zna­cze­nie dla kla­sy­fi­ka­cji, o ile wyra­ża­ją wspól­no­tę pocho­dze­nia, łatwo zro­zu­mieć, dla­cze­go cechy ana­lo­gicz­ne, czy­li przy­sto­so­waw­cze, cho­ciaż olbrzy­miej wagi dla życia istot, są jed­nak dla sys­te­ma­ty­ków zupeł­nie pra­wie bez war­to­ści. Albo­wiem dwa zwie­rzę­ta nale­żą­ce do dwóch zupeł­nie róż­nych linii rodo­wych łatwo mogą się przy­sto­so­wać do podob­nych warun­ków życio­wych i przez to bar­dzo się upodob­nić do sie­bie wyglą­dem zewnętrz­nym; ale podo­bień­stwa takie nie zdra­dza­ją żad­ne­go pokre­wień­stwa, a raczej ukry­wa­ją praw­dzi­we pokre­wień­stwo form (Dar­win 2001, s. 491). 

Naj­lep­szym dowo­dem na rzecz tezy o wspól­nym przod­ku jest wystę­po­wa­nie cech, któ­re nie wykształ­ci­ły się w pro­ce­sie dobo­ru natu­ral­ne­go. Zarów­no del­fi­ny, jak i reki­ny mają kształt tor­pe­dy; Dar­win mówi, że to podo­bień­stwo wca­le nie świad­czy o tym, iż mają one wspól­ne­go przod­ka. Kształt tor­pe­dy jest po pro­stu uży­tecz­ny dla tych orga­ni­zmów – poma­ga im szyb­ciej pły­wać. Podo­bień­stwa, któ­re dostar­cza­ją moc­nych dowo­dów na wspól­ne pocho­dze­nie, obej­mu­ją cechy, któ­re nie peł­nią funk­cji adap­ta­cyj­nych. Z tego wzglę­du moc­nym dowo­da­mi na wspól­ne pocho­dze­nie jest na przy­kład kość ogo­no­wa posia­da­na zarów­no przez mał­py, jak i przez ludzi. 

Moż­na by sądzić, że idea Dar­wi­na doty­czy wyłącz­nie bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej. Nic bar­dziej myl­ne­go. Dokład­nie ta sama for­ma rozu­mo­wa­nia poja­wia się tak­że w zupeł­nie innych dzie­dzi­nach. W wyda­nej w roku 1984 książ­ce Scien­ti­fic Expla­na­tion and the Cau­sal Struc­tu­re of the World filo­zof nauki Wesley Sal­mon poda­je nastę­pu­ją­cy przy­kład. Stu­den­ci filo­zo­fii otrzy­mu­ją od swo­je­go pro­fe­so­ra pole­ce­nie napi­sa­nia ese­ju na zada­ny temat. Oka­zu­je się, że dwie z odda­nych prac są prak­tycz­nie iden­tycz­ne. Pro­fe­sor zda­je sobie spra­wę, że to podo­bień­stwo może być nie­zwy­kłym zbie­giem oko­licz­no­ści; być może stu­den­ci pra­co­wa­li oddziel­nie i nie­za­leż­nie od sie­bie, ale przy­pad­kiem wpa­dli na nie­mal ten sam ciąg słów. Roz­sąd­niej­sze wyda­je się jed­nak przy­pusz­cze­nie, że popeł­ni­li oni pla­giat; być może pra­co­wa­li razem, wspól­nie prze­szu­ku­jąc Inter­net, żeby zna­leźć esej, któ­ry każ­dy z nich mógł­by potem sko­pio­wać. Zwróć­my uwa­gę na róż­ne rodza­je podo­bieństw, jakie mogą wyka­zy­wać ese­je obu stu­den­tów. W obu ese­jach poja­wia­ją się rze­czow­ni­ki, ale to nie jest moc­ny dowód na pla­giat. Był­by nim nato­miast fakt, że ucznio­wie popeł­ni­li te same błę­dy. Roz­róż­nie­nie Dar­wi­na mię­dzy podo­bień­stwa­mi uży­tecz­ny­mi a podo­bień­stwa­mi, któ­re nie są uży­tecz­ne, dobrze tutaj pasu­je. Błę­dy są nie­przy­dat­ne dla stu­den­tów, ale sta­no­wią cen­ną wska­zów­kę dla pro­fe­so­ra, któ­ry zasta­na­wia się, czy oba ese­je nie pocho­dzą cza­sem od wspól­ne­go inter­ne­to­we­go przodka.

Filo­zof Ian Hac­king, w swo­jej książ­ce z 1965 roku zaty­tu­ło­wa­nej The Logic of Sta­ti­sti­cal Infe­ren­ce, sfor­mu­ło­wał zasa­dę, któ­ra odno­si się zarów­no do uwag Dar­wi­na na temat wspól­ne­go przod­ka, jak i do przy­kła­du Sal­mo­na ze stu­denc­kim pla­gia­tem. Hac­king nazwał tę zasa­dę „Pra­wem Podo­bień­stwa”: Obser­wa­cja O fawo­ry­zu­je hipo­te­zę H1 wzglę­dem hipo­te­zy H2 wte­dy i tyl­ko wte­dy, gdy P(O | H1) > P (O | H2). Wyra­że­nie „>” ozna­cza „więk­sze niż”, wyra­że­nie „P(O | H1)” opi­su­je sytu­ację, w któ­rej praw­do­po­do­bień­stwo H1 zale­ży od O. Jeśli H1 mówi, że obser­wa­cja O była do prze­wi­dze­nia, zaś H2, że O była zaska­ku­ją­ca, wte­dy pra­wo stwier­dza, że powin­ni­śmy uznać, iż O fawo­ry­zu­je H1 wzglę­dem H2.

Zanim zasto­su­je­my to pra­wo do przy­kła­dów Dar­wi­na i Sal­mo­na, chciał­bym zilu­stro­wać jego dzia­ła­nie na znacz­nie prost­szym przy­kła­dzie. Załóż­my, że mamy przed sobą urnę wypeł­nio­ną pił­ka­mi; każ­da z piłek jest zie­lo­na lub nie­bie­ska. Nie wie­my, jaki pro­cent piłek ma zie­lo­ny kolor, ale chce­my roz­wa­żyć dwie hipo­te­zy: (H1) 80% piłek w urnie jest zie­lo­nych. (H2) 30% piłek w urnie jest zie­lo­nych. Po wyję­ciu 100 piłek z urny oka­za­ło się, że 85 z nich jest zie­lo­nych. Co ta obser­wa­cja mówi nam na temat tych dwóch hipo­tez? Zauważ­my, że nasza obser­wa­cja nie udo­wod­ni­ła, iż H1 jest praw­dzi­wa, a H2 fał­szy­wa. Na pod­sta­wie tej obser­wa­cji nie jeste­śmy w sta­nie wyde­du­ko­wać, że jed­na z nich jest praw­dzi­wa a dru­ga fał­szy­wa. Bio­rąc pod uwa­gę 100 obser­wa­cji, każ­da z hipo­tez może być praw­dzi­wa; żad­na nie jest wyklu­czo­na. Hipo­te­zy te nie są jed­nak ze sobą iden­tycz­ne. Pierw­sza stwier­dza, że obser­wa­cje były praw­do­po­dob­ne, nato­miast zgod­nie z dru­gą były one nie­praw­do­po­dob­ne. Z tego wzglę­du Pra­wo Podo­bień­stwa dyk­tu­je wnio­sek, że nasza obser­wa­cja fawo­ry­zu­je H1 wzglę­dem H2.

Wróć­my teraz do stu­denc­kich ese­jów. Zasta­nów­my się naj­pierw nad zna­cze­niem iden­tycz­nych błę­dów w obu pracach:

P(oba ese­je zawie­ra­ją iden­tycz­ne błę­dy | obaj stu­den­ci pla­gia­to­wa­li z tego same­go źródła) »

P(oba ese­je zawie­ra­ją iden­tycz­ne błę­dy | obaj stu­den­ci pra­co­wa­li oddziel­nie i nie­za­leż­nie od siebie).

Wyra­że­nie „»” ozna­cza, że pierw­sze praw­do­po­do­bień­stwo jest znacz­nie więk­sze niż dru­gie. Obec­ność błę­dów w ese­jach naka­zu­je przed­ło­żyć hipo­te­zę o pla­gia­cie ponad hipo­te­zę o pra­cy pisa­nej oddziel­nie i nie­za­leż­nie. Zasto­suj­my teraz pra­wo o podo­bień­stwie do obser­wa­cji, że oba ese­je zawie­ra­ją rzeczowniki. 

P(oba ese­je zawie­ra­ją rze­czow­ni­ki  | obaj stu­den­ci pla­gia­to­wa­li z tego same­go źródła) =

P(oba ese­je zawie­ra­ją rze­czow­ni­ki | obaj stu­den­ci pra­co­wa­li oddziel­nie i nie­za­leż­nie od siebie).

Moż­na by ocze­ki­wać, że ese­je będą zawie­ra­ły rze­czow­ni­ki nie­za­leż­nie od tego, czy stu­den­ci doko­na­li pla­gia­tu; obser­wa­cja, że oba ese­je zawie­ra­ją rze­czow­ni­ki nie daje więc pod­staw, by odróż­nić obie hipo­te­zy od sie­bie. To samo rozu­mo­wa­nie odno­si się do kon­cep­cji bez­u­ży­tecz­nych i uży­tecz­nych podo­bieństw z roz­wa­żań Darwina:

P(małpy i ludzie posia­da­ją kość ogo­no­wą | mał­py i ludzie mają wspól­ne­go przodka) »

P(małpy i ludzie mają kość ogo­no­wą | mał­py i ludzie nie posia­da­ją wspól­ne­go przodka).

 

P(delfiny i reki­ny mają kształt tor­pe­dy | del­fi­ny i reki­ny mają wspól­ne­go przodka) =

P(delfiny i reki­ny mają kształt tor­pe­dy | del­fi­ny i reki­ny nie posia­da­ją wspól­ne­go przodka).

Zarów­no w przy­kła­dzie stu­denc­kich ese­jów, jak i w przy­kła­dzie z bio­lo­gicz­ną ewo­lu­cją Pra­wo Podo­bień­stwa wyja­śnia, dla­cze­go jed­no podo­bień­stwo dostar­cza moc­ne­go dowo­du na odróż­nie­nie dwóch hipo­tez, pod­czas gdy inne podo­bień­stwo nie daje takie­go dowo­du. Wyra­ża­na w pra­wie regu­ła nie doty­czy jed­nak w szcze­gól­no­ści bio­lo­gii lub pla­gia­tu stu­den­ta. Regu­ła jest bar­dzo ogól­na i odno­si się do tego, jak nale­ży oce­niać wyja­śnie­nia bazu­ją­ce na róż­nych, wspól­nych lub osob­nych, przy­czy­nach, nie­za­leż­nie cze­go doty­czą. W ten spo­sób tra­fia­my na grunt filo­zo­fii, pozo­sta­wia­jąc za sobą spe­cy­fi­kę bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej i pla­gia­tów. Poja­wia­ją się jed­nak nowe pro­ble­my. Przy­kład z urna­mi spra­wił, że Pra­wo Podo­bień­stwa wyda­je się roz­sąd­ne, ale czy to wystar­czy, by je uza­sad­nić? Nasu­wa­ją się cie­ka­we pyta­nia o to, na jakiej zasa­dzie pra­wo to sto­su­je się do przy­kła­dów z pla­gia­tem i wspól­nym przod­kiem. Jakie zało­że­nia trze­ba przy­jąć, by poka­zać, że te wszyst­kie rów­no­ści i nie­rów­no­ści, któ­re opi­sa­łem, są praw­dzi­we? Czy ist­nie­ją zało­że­nia, któ­re mają wpływ na nasze wnio­ski? W prze­ci­wień­stwie do tego, co pisał Dar­win, być może ist­nie­ją jakieś adap­ta­cyj­ne podo­bień­stwa, któ­re dostar­cza­ją sil­ne­go dowo­du na rzecz tezy o wspól­nym przod­ku; być może przy­kład ze wspól­nym dla del­fi­nów i reki­nów kształ­tem tor­pe­dy nie jest typo­wy dla wszyst­kich podo­bieństw adaptacyjnych. 

Wyznanie

Wróć­my do tytu­ło­we­go pyta­nia: czy ist­nie­je coś takie­go, jak meto­da nauko­wa, któ­ra ma zasto­so­wa­nie we wszyst­kich dzie­dzi­nach nauki? To nie jest kwe­stia histo­rycz­na, doty­czą­ca prak­ty­ki badaw­czej poszcze­gól­nych bada­czy, lecz pyta­nie nor­ma­tyw­ne o to, czy ist­nie­ją regu­ły rozu­mo­wa­nia, któ­ry­mi wszy­scy naukow­cy powin­ni się kie­ro­wać. We współ­cze­snej filo­zo­fii nauki toczy się spór na ten temat, ale w koń­cu mogę to wyznać: jestem systematykiem. 


Is the Scien­ti­fic Method a Myth? Per­spec­ti­ves from the Histo­ry and Phi­lo­so­phy of Scien­ce, “Mèto­de” 5 (2015): 195–199. Prze­kład za zgo­dą Auto­ra. Prze­ło­żył Piotr Biłgorajski

Elliott Sober —  profe­sor filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie w Wiscon­sin-Madi­son. Dok­to­ry­zo­wał się w latach sie­dem­dzie­sią­tych na Uni­wer­sy­te­cie Harvar­da. Zaj­mu­je się głów­nie filo­zo­fią bio­lo­gii i kry­ty­ką teo­rii inte­li­gent­ne­go pro­jek­tu. Autor sze­re­gu ksią­żek w tym m.in. Evi­den­ce and Evo­lu­tion — The Logic Behind the Scien­ce.

 

Bibliografia

Dar­win, K., 2001. O powsta­wa­niu gatun­ków dro­gą dobo­ru natu­ral­ne­go, tłum. S. Dick­ste­in, J. Nus­baum, War­sza­wa: Altaya. 

Ein­ste­in, A., 2001. Pisma filo­zo­ficz­ne, tłum. K. Napiór­kow­ski, War­sza­wa: Altaya.

Hac­king, I., 1965. The Logic of Sta­ti­sti­cal Infe­ren­ce, Cam­brid­ge: CUP.

Sal­mon, W., 1984. Scien­ti­fic Expla­na­tion and the Cau­sal Struc­tu­re of the World. Prin­ce­ton: Prin­ce­ton Uni­ver­si­ty Press.

Sober, E., 2012. Did Dar­win Wri­te the Ori­gin Bac­kwards?, Amherst: Pro­me­theus Books.

Sober, E., 2015. Ockham’s Razors – A User’s Manu­al. Cam­brid­ge: CUP.

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy