Filozofia nauki

Elliott Sober: Czy metoda naukowa jest mitem?

Elliott Sober ewolucja
W wielu dziedzinach badań, zarówno w obrębie nauki, jak i poza nią, istnieje podział na systematyków i rozdzielaczy. Są tacy, którzy podkreślają podobieństwa, i ci, którzy akcentują różnice. Pierwszą osobą, która użyła tych terminów w ten sposób był Karol Darwin. W liście z 1857 roku, adresowanym do swojego przyjaciela Josepha Daltona Hookera, tak pisał o problemie odróżniania biologicznych gatunków: „ci, którzy tworzą wiele gatunków, to rozdzielacze, ci zaś, którzy tworzą niewiele, to systematycy”.

Jeśli zapyta­cie his­to­ryków i filo­zofów nau­ki, czy ist­nieje coś takiego jak meto­da naukowa, odkry­je­cie, że tutaj także mamy do czynienia z sys­tem­atyka­mi i rozdzielacza­mi. His­to­rycy to w więk­szoś­ci rozdzielacze: będą twierdz­ić, że metody stosowane w danej dyscy­plin­ie naukowej zmieni­ały się w cza­sie i że różne dyscy­pliny naukowe sto­su­ją odmi­enne metody. Więk­szość his­to­ryków nau­ki odczuwa potrze­bę przed­staw­ia­nia wiel­kich teorii naukowych zmi­an, a ten par­tyku­laryzm ujaw­nia się, gdy anal­izu­ją metody, z jakich korzys­ta­ją naukow­cy. W ciągu ostat­nich pięćdziesię­ciu lat filo­zofia nau­ki, jak nigdy wcześniej, zbliżyła się do his­torii nau­ki. Obec­nie w filo­zofii nau­ki jest więcej rozdzielaczy i mniej sys­tem­atyków. Sys­tem­aty­zowanie jest dzisi­aj dużo mniej pop­u­larne, częś­ciowo dlat­ego, że rośnie zain­tere­sowanie filo­zofią poszczegól­nych nauk, pod­czas gdy filo­zofia nau­ki-w-ogóle traci na znacze­niu. Na przykład filo­zo­fowie znacznie częś­ciej pode­j­mu­ją prob­lem wyjaś­ni­a­nia w biologii ewolucyjnej niż prob­lem naukowego wyjaś­ni­a­nia jako takiego. Obser­wu­je­my łabędzi śpiew wiel­kich kon­cepcji z zakre­su filo­zofii nau­ki.

Wciąż jed­nak ist­nieją filo­zo­fowie sys­tem­atyzu­ją­cy. Jedynym z powodów, dla których ta ten­denc­ja utrzy­mu­je się częś­ciej w gronie filo­zofów nau­ki niż wśród his­to­ryków, jest to, że ci pier­wsi zwyk­le uważa­ją swo­ją pracę za „nor­maty­wną”. Sądzą oni, że ich zadaniem jest opis metod, których naukow­cy „powin­ni” uży­wać. His­to­rycy rzad­ko mają takie ambic­je. Zaj­mu­ją się oni opisem i wyjaś­ni­an­iem tego, jak nau­ka fak­ty­cznie wyglą­da, a nie jak powin­na być upraw­iana w jakiejś filo­zoficznej utopii. His­to­rycy zwyk­le uważa­ją, że nor­maty­w­na filo­zofia nau­ki jest czymś absurdal­nym. Oto, co naprawdę sądzą, a czego z grzecznoś­ci nie mówią:

za kogo filo­zo­fowie się uważa­ją, mówiąc naukow­com, co powin­ni robić? Nie ma i nie powin­no być żad­nych filo­zoficznych wład­ców! To naukow­cy wiedzą lep­iej!.

Nor­maty­wni filo­zo­fowie nie chcą być wład­ca­mi, cho­ci­aż uważa­ją, że ich cele są sen­sowne. Sądzą tak z dwóch powodów.  

Dlaczego istnieją ogólne normy naukowego rozumowania

Pier­wszy powód wypły­wa z samej nau­ki. Naukow­cy są zwyk­le pewni, że ist­nieją zasady naukowego rozu­mowa­nia, które wykracza­ją poza ramy poszczegól­nych dyscy­plin. Poniżej przy­taczam wypowiedzi dwóch wiel­kich uczonych. Oto, co Dar­win miał do powiedzenia na tem­at swo­jej teorii w szóstym i zarazem ostat­nim wyda­niu O pochodze­niu gatunków, które ukaza­ło się w 1872 roku:

Niepodob­na przy­puś­cić, aby błęd­na teo­ria mogła wyjaśnić w tak zad­owala­ją­cy sposób przed­staw­ione wyżej obsz­erne grupy fak­tów, jak wyjaś­nia je teo­ria doboru nat­u­ral­nego. Zarzu­cano mi niedawno, że jest to zawod­ny sposób dowodzenia; lecz jest to meto­da uży­wana pospoli­cie we wnioskowa­niu o zwykłych zjawiskach życia, którą stosowali także częs­to najwięk­si przy­rod­ni­cy. Taką drogą doszła nau­ka do falowej teorii światła, pogląd zaś o obro­cie zie­mi dookoła włas­nej osi aż do niedawnych cza­sów nie był właś­ci­wie popar­ty żad­nym bezpośred­nim dowo­dem (Dar­win 2001, s. 551).

Z kolei Ein­stein, pisząc poniższe słowa, wyraz­ił myśl wielu naukow­ców:

Najgłówniejszym celem wszelkiej teorii jest możli­wie jak najwięk­sze uproszcze­nie i zmniejsze­nie licz­by tych niere­dukowal­nych pojęć pod­sta­wowych bez koniecznoś­ci rezy­gnacji z trafnego przed­staw­ia­nia jakichkol­wiek treś­ci doświad­czenia (Ein­stein 2001, s. 182–183).

Oczy­wiś­cie fakt, że zarówno Dar­win, jak i Ein­stein przyj­mowali ist­nie­nie metodolog­icznych zasad, które zna­j­du­ją zas­tosowanie w wielu dziedz­i­nach nau­ki, wcale nie oznacza, że mieli rację! Ein­stein jest znany ze swo­jego zalece­nia, które przed­staw­ił w tym samym wykładzie z 1933 roku: „Jeśli chce­cie dowiedzieć się od fizyków teo­re­tyków czegoś na tem­at stosowanych przez nich metod, to pro­ponu­ję wam trzy­mać się zasady: nie słucha­j­cie ich słów, lecz skup­cie się na tym, co robią!”. To słusz­na uwa­ga. Ale jeśli sądz­imy, że naukow­cy są jedyny­mi auto­ry­te­ta­mi w kwestii tego, jak należy upraw­iać naukę, słowa tych uczonych powin­ny dać nam do myśle­nia. Jeśli Dar­win i Ein­stein mają rację, to ist­nieją metody rozu­mowa­nia wspólne wielu dziedzi­nom nau­ki. Jed­nak tylko nieliczni naukow­cy mają odpowied­nie przy­go­towanie i chęć, by intere­sować się prob­le­ma­mi o tak ogól­nej naturze. Gene­ty­cy bada­ją geny, a astronomowie bada­ją galak­ty­ki; ani jed­ni, ani drudzy nie spec­jal­izu­ją się w bada­ni­ach schematów rozu­mowa­nia. Takie schematy próbu­ją anal­i­zować filo­zo­fowie.

Dru­gi powód, by sądz­ić, że pro­jekt poda­nia nor­maty­wnych teorii metod naukowych nie jest pozbaw­iony sen­su, pochodzi z filo­zofii. W dwudzi­estym wieku logi­ka coraz bardziej przek­sz­tał­cała się w dyscy­plinę matem­aty­czną, ale wcześniej była moc­no zako­rzeniona w filo­zofii. Głównym zadaniem logi­ki były i wciąż są bada­nia nad prob­le­mem poprawnoś­ci for­mal­nej argu­men­tów. Poprawność jest ter­minem tech­nicznym. Poniżej zna­j­du­ją się dwa argu­men­ty, każdy składa­ją­cy się z dwóch przesłanek i wniosku. Oba są for­mal­nie poprawne, co znaczy, że jeśli przesłan­ki są prawdzi­we, to i wniosek musi być prawdzi­wy.

Sokrates jest człowiekiem.

Wszyscy ludzie są śmiertel­ni.

Sokrates jest śmiertel­ny.

 

Partenon jest wyko­nany z kamienia.

Wszys­tkie rzeczy wyko­nane z kamienia są twarde.

Partenon jest twardy.

Oba te argu­men­ty są poprawne for­mal­nie – i to z dokład­nie tego samego powodu. Oba posi­ada­ją taką samą „for­mę log­iczną”. Inny­mi słowy, każdy z nich może odt­worzyć na pod­staw­ie poniższego schematu, pod­staw­ia­jąc słowa w miejsce liter:

Niek­tóre a są X.

Każdy X jest Y.

Niek­tóre a są Y.

Poprawność for­mal­na nie ma nic wspól­nego z treś­cią argu­men­tów. Tym, co spraw­ia, że argu­ment jest poprawny, jest jego for­ma, a nie treść.

Argu­men­ty naukowe nie zawsze są poprawne for­mal­nie. Zwyk­le zaczy­na­ją się od poje­dynczych obserwacji, a kończą wnioskiem, który ma charak­ter ogól­ny i doty­czy pewnej częś­ci świa­ta, która nie została jeszcze zaob­ser­wowana. Twierdząc, że te argu­men­ty nie są poprawne for­mal­nie, nie wykazu­je­my ich wadli­woś­ci; wszak ich celem jest obrona wniosku, który wykracza poza zawartą w przesłankach treść obserwa­cyjną. Wielu naukow­ców, filo­zofów i statystyków sądz­iło, że matem­aty­cz­na teo­ria praw­dopodobieńst­wa dostar­czy reguł określa­ją­cych, kiedy niede­duk­cyjny argu­ment jest moc­ny, a kiedy sła­by. Takie nadzieje rozbudz­iła częś­ciowo logi­ka deduk­cyj­na. Logi­ka niede­duk­cyj­na, tak samo jak deduk­cyj­na, for­mułu­je ogólne reguły poprawnego wnioskowa­nia, które mają zas­tosowanie do argu­men­tów obe­j­mu­ją­cych prob­lematykę z różnych dziedzin. Statysty­cy opra­cow­ali teorie rozu­mowa­nia, które mają zas­tosowanie w mete­o­rologii, ekonomii i gene­tyce. Stwor­zone przez nich narzędzia mają ogólne zas­tosowanie i nie ogranicza­ją się do jed­nej dziedziny. Nor­maty­w­na filo­zofia nau­ki idzie tym samym tropem.

Wspólny przodek, plagiaty i prawo podobieństwa

Oto przykład. Jed­ną z wiodą­cych idei w dar­winowskiej teorii ewolucji jest kon­cepc­ja wspól­nego przod­ka. Dar­win sądz­ił, że wszys­tkie współcześnie żyjące na Zie­mi stworzenia pochodzą od jed­nego lub kilku „pier­wot­nych przod­ków”. Zgod­nie z inną kluc­zową ideą tej teorii, głównym, cho­ci­aż nie wyłącznym czyn­nikiem odpowiada­ją­cym za różnorod­ność obser­wowaną w świecie istot żywych, jest dobór nat­u­ral­ny. Moż­na tylko ubole­wać, że na teorię Dar­wina patrzy się współcześnie jako na teorię ewolucji przez dobór nat­u­ral­ny, zapom­i­na­jąc o kon­cepcji wspól­nego przod­ka. Zami­ast nazy­wać ją „teorią ewolucji przez dobór nat­u­ral­ny”, powin­no się mówić o „teorii wspól­nego przod­ka i doboru nat­u­ral­nego”. Ponieważ teo­ria ta skła­da się z dwóch częś­ci, moż­na by sądz­ić, że kiedy w O pochodze­niu gatunków Dar­win rozważał, które cechy najsil­niej prze­maw­ia­ją za ist­nie­niem wspól­nego przod­ka, to miał na myśli te włas­noś­ci, które pow­stały wskutek doboru nat­u­ral­nego. Tym­cza­sem według Dar­wina jest inaczej:

Na pod­staw­ie poglą­du, że cechy o tyle tylko mają wielkie znacze­nie dla klasy­fikacji, o ile wyraża­ją wspól­notę pochodzenia, łat­wo zrozu­mieć, dlaczego cechy ana­log­iczne, czyli przys­tosowaw­cze, cho­ci­aż olbrzymiej wagi dla życia istot, są jed­nak dla sys­tem­atyków zupełnie praw­ie bez wartoś­ci. Albowiem dwa zwierzę­ta należące do dwóch zupełnie różnych linii rodowych łat­wo mogą się przys­tosować do podob­nych warunk­ów życiowych i przez to bard­zo się upodob­nić do siebie wyglą­dem zewnętrznym; ale podobieńst­wa takie nie zdradza­ją żad­nego pokrewieńst­wa, a raczej ukry­wa­ją prawdzi­we pokrewieńst­wo form (Dar­win 2001, s. 491).

Najlep­szym dowo­dem na rzecz tezy o wspól­nym przod­ku jest wys­tępowanie cech, które nie wyk­sz­tał­ciły się w pro­ce­sie doboru nat­u­ral­nego. Zarówno delfiny, jak i rekiny mają ksz­tałt tor­pedy; Dar­win mówi, że to podobieńst­wo wcale nie świad­czy o tym, iż mają one wspól­nego przod­ka. Ksz­tałt tor­pedy jest po pros­tu użyteczny dla tych orga­nizmów – poma­ga im szy­b­ciej pły­wać. Podobieńst­wa, które dostar­cza­ją moc­nych dowodów na wspólne pochodze­nie, obe­j­mu­ją cechy, które nie pełnią funkcji adap­ta­cyjnych. Z tego wzglę­du moc­nym dowoda­mi na wspólne pochodze­nie jest na przykład kość ogonowa posi­adana zarówno przez małpy, jak i przez ludzi.  

Moż­na by sądz­ić, że idea Dar­wina doty­czy wyłącznie biologii ewolucyjnej. Nic bardziej myl­nego. Dokład­nie ta sama for­ma rozu­mowa­nia pojaw­ia się także w zupełnie innych dziedz­i­nach. W wydanej w roku 1984 książce Sci­en­tif­ic Expla­na­tion and the Causal Struc­ture of the World filo­zof nau­ki Wes­ley Salmon poda­je następu­ją­cy przykład. Stu­den­ci filo­zofii otrzy­mu­ją od swo­jego pro­fe­so­ra polece­nie napisa­nia ese­ju na zadany tem­at. Okazu­je się, że dwie z odd­anych prac są prak­ty­cznie iden­ty­czne. Pro­fe­sor zda­je sobie sprawę, że to podobieńst­wo może być niezwykłym zbiegiem okolicznoś­ci; być może stu­den­ci pra­cow­ali odd­ziel­nie i nieza­leżnie od siebie, ale przy­pad­kiem wpadli na niemal ten sam ciąg słów. Rozsąd­niejsze wyda­je się jed­nak przy­puszcze­nie, że popełnili oni pla­giat; być może pra­cow­ali razem, wspól­nie przeszuku­jąc Inter­net, żeby znaleźć esej, który każdy z nich mógł­by potem sko­pi­ować. Zwróćmy uwagę na różne rodza­je podobieństw, jakie mogą wykazy­wać ese­je obu stu­den­tów. W obu ese­jach pojaw­ia­ją się rzec­zown­i­ki, ale to nie jest moc­ny dowód na pla­giat. Był­by nim nato­mi­ast fakt, że uczniowie popełnili te same błędy. Rozróżnie­nie Dar­wina między podobieńst­wa­mi użyteczny­mi a podobieńst­wa­mi, które nie są użyteczne, dobrze tutaj pasu­je. Błędy są nieprzy­datne dla stu­den­tów, ale stanow­ią cen­ną wskazówkę dla pro­fe­so­ra, który zas­tanaw­ia się, czy oba ese­je nie pochodzą cza­sem od wspól­nego inter­ne­towego przod­ka.

Filo­zof Ian Hack­ing, w swo­jej książce z 1965 roku zaty­tułowanej The Log­ic of Sta­tis­ti­cal Infer­ence, sfor­mułował zasadę, która odnosi się zarówno do uwag Dar­wina na tem­at wspól­nego przod­ka, jak i do przykładu Salmona ze stu­denckim pla­giatem. Hack­ing nazwał tę zasadę „Prawem Podobieńst­wa”: Obserwac­ja O faworyzu­je hipotezę H1 wzglę­dem hipotezy H2 wtedy i tylko wtedy, gdy P(O | H1) > P (O | H2). Wyraże­nie „>” oznacza „więk­sze niż”, wyraże­nie „P(O | H1)” opisu­je sytu­ację, w której praw­dopodobieńst­wo H1 zależy od O. Jeśli H1 mówi, że obserwac­ja O była do przewidzenia, zaś H2, że O była zaskaku­ją­ca, wtedy pra­wo stwierdza, że powin­niśmy uznać, iż O faworyzu­je H1 wzglę­dem H2.

Zan­im zas­to­su­je­my to pra­wo do przykładów Dar­wina i Salmona, chci­ałbym zilus­trować jego dzi­ałanie na znacznie prost­szym przykładzie. Załóżmy, że mamy przed sobą urnę wypełnioną piłka­mi; każ­da z piłek jest zielona lub niebies­ka. Nie wiemy, jaki pro­cent piłek ma zielony kolor, ale chce­my rozważyć dwie hipotezy: (H1) 80% piłek w urnie jest zielonych. (H2) 30% piłek w urnie jest zielonych. Po wyję­ciu 100 piłek z urny okaza­ło się, że 85 z nich jest zielonych. Co ta obserwac­ja mówi nam na tem­at tych dwóch hipotez? Zauważmy, że nasza obserwac­ja nie udowod­niła, iż H1 jest prawdzi­wa, a H2 fałszy­wa. Na pod­staw­ie tej obserwacji nie jesteśmy w stanie wyd­e­dukować, że jed­na z nich jest prawdzi­wa a dru­ga fałszy­wa. Biorąc pod uwagę 100 obserwacji, każ­da z hipotez może być prawdzi­wa; żad­na nie jest wyk­luc­zona. Hipotezy te nie są jed­nak ze sobą iden­ty­czne. Pier­wsza stwierdza, że obserwac­je były praw­dopodob­ne, nato­mi­ast zgod­nie z drugą były one niepraw­dopodob­ne. Z tego wzglę­du Pra­wo Podobieńst­wa dyk­tu­je wniosek, że nasza obserwac­ja faworyzu­je H1 wzglę­dem H2.

Wróćmy ter­az do stu­denc­kich ese­jów. Zas­tanówmy się najpierw nad znacze­niem iden­ty­cznych błędów w obu pra­cach:

P(oba ese­je zaw­ier­a­ją iden­ty­czne błędy | obaj stu­den­ci pla­gia­towali z tego samego źródła) »

P(oba ese­je zaw­ier­a­ją iden­ty­czne błędy | obaj stu­den­ci pra­cow­ali odd­ziel­nie i nieza­leżnie od siebie).

Wyraże­nie „»” oznacza, że pier­wsze praw­dopodobieńst­wo jest znacznie więk­sze niż drugie. Obec­ność błędów w ese­jach nakazu­je przedłożyć hipotezę o pla­gia­cie pon­ad hipotezę o pra­cy pisanej odd­ziel­nie i nieza­leżnie. Zas­to­su­jmy ter­az pra­wo o podobieńst­wie do obserwacji, że oba ese­je zaw­ier­a­ją rzec­zown­i­ki.

P(oba ese­je zaw­ier­a­ją rzec­zown­i­ki  | obaj stu­den­ci pla­gia­towali z tego samego źródła) =

P(oba ese­je zaw­ier­a­ją rzec­zown­i­ki | obaj stu­den­ci pra­cow­ali odd­ziel­nie i nieza­leżnie od siebie).

Moż­na by oczeki­wać, że ese­je będą zaw­ier­ały rzec­zown­i­ki nieza­leżnie od tego, czy stu­den­ci dokon­ali pla­giatu; obserwac­ja, że oba ese­je zaw­ier­a­ją rzec­zown­i­ki nie daje więc pod­staw, by odróżnić obie hipotezy od siebie. To samo rozu­mowanie odnosi się do kon­cepcji bezużytecznych i użytecznych podobieństw z rozważań Dar­wina:

P(małpy i ludzie posi­ada­ją kość ogonową | małpy i ludzie mają wspól­nego przod­ka) »

P(małpy i ludzie mają kość ogonową | małpy i ludzie nie posi­ada­ją wspól­nego przod­ka).

 

P(delfiny i rekiny mają ksz­tałt tor­pedy | delfiny i rekiny mają wspól­nego przod­ka) =

P(delfiny i rekiny mają ksz­tałt tor­pedy | delfiny i rekiny nie posi­ada­ją wspól­nego przod­ka).

Zarówno w przykładzie stu­denc­kich ese­jów, jak i w przykładzie z bio­log­iczną ewolucją Pra­wo Podobieńst­wa wyjaś­nia, dlaczego jed­no podobieńst­wo dostar­cza moc­nego dowodu na odróżnie­nie dwóch hipotez, pod­czas gdy inne podobieńst­wo nie daje takiego dowodu. Wyrażana w praw­ie reguła nie doty­czy jed­nak w szczegól­noś­ci biologii lub pla­giatu stu­den­ta. Reguła jest bard­zo ogól­na i odnosi się do tego, jak należy oce­ni­ać wyjaśnienia bazu­jące na różnych, wspól­nych lub osob­nych, przy­czy­nach, nieza­leżnie czego doty­czą. W ten sposób trafi­amy na grunt filo­zofii, pozostaw­ia­jąc za sobą specy­fikę biologii ewolucyjnej i pla­giatów. Pojaw­ia­ją się jed­nak nowe prob­le­my. Przykład z urna­mi spraw­ił, że Pra­wo Podobieńst­wa wyda­je się rozsądne, ale czy to wystar­czy, by je uza­sad­nić? Nasuwa­ją się ciekawe pyta­nia o to, na jakiej zasadzie pra­wo to sto­su­je się do przykładów z pla­giatem i wspól­nym przod­kiem. Jakie założe­nia trze­ba przyjąć, by pokazać, że te wszys­tkie równoś­ci i nierównoś­ci, które opisałem, są prawdzi­we? Czy ist­nieją założe­nia, które mają wpływ na nasze wnios­ki? W prze­ci­wieńst­wie do tego, co pisał Dar­win, być może ist­nieją jakieś adap­ta­cyjne podobieńst­wa, które dostar­cza­ją sil­nego dowodu na rzecz tezy o wspól­nym przod­ku; być może przykład ze wspól­nym dla delfinów i rek­inów ksz­tałtem tor­pedy nie jest typowy dla wszys­t­kich podobieństw adap­ta­cyjnych.

Wyznanie

Wróćmy do tytułowego pyta­nia: czy ist­nieje coś takiego, jak meto­da naukowa, która ma zas­tosowanie we wszys­t­kich dziedz­i­nach nau­ki? To nie jest kwes­t­ia his­to­rycz­na, doty­czą­ca prak­ty­ki badaw­czej poszczegól­nych badaczy, lecz pytanie nor­maty­wne o to, czy ist­nieją reguły rozu­mowa­nia, który­mi wszyscy naukow­cy powin­ni się kierować. We współczes­nej filo­zofii nau­ki toczy się spór na ten tem­at, ale w końcu mogę to wyz­nać: jestem sys­tem­atykiem.   


Is the Sci­en­tif­ic Method a Myth? Per­spec­tives from the His­to­ry and Phi­los­o­phy of Sci­ence, “Mètode” 5 (2015): 195–199. Przekład za zgodą Auto­ra. Przełożył Piotr Bił­go­ra­js­ki

Elliott Sober —  profe­sor filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie w Wis­con­sin-Madi­son. Dok­to­ry­zował się w lat­ach siedemdziesią­tych na Uni­w­er­syte­cie Har­var­da. Zaj­mu­je się głównie filo­zofią biologii i kry­tyką teorii inteligent­nego pro­jek­tu. Autor szeregu książek w tym m.in. Evi­dence and Evo­lu­tion — The Log­ic Behind the Sci­ence.

 

Bibliografia

Dar­win, K., 2001. O pow­stawa­niu gatunków drogą doboru nat­u­ral­nego, tłum. S. Dick­stein, J. Nus­baum, Warsza­wa: Altaya.

Ein­stein, A., 2001. Pis­ma filo­zoficzne, tłum. K. Napiórkows­ki, Warsza­wa: Altaya.

Hack­ing, I., 1965. The Log­ic of Sta­tis­ti­cal Infer­ence, Cam­bridge: CUP.

Salmon, W., 1984. Sci­en­tif­ic Expla­na­tion and the Causal Struc­ture of the World. Prince­ton: Prince­ton Uni­ver­si­ty Press.

Sober, E., 2012. Did Dar­win Write the Ori­gin Back­wards?, Amherst: Prometheus Books.

Sober, E., 2015. Ockham’s Razors – A User’s Man­u­al. Cam­bridge: CUP.

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy