Artykuł

Filip Kobiela: O czym Konik Polny śpiewał latem?

Chociaż rozmaite gry – planszowe, komputerowe czy sportowe – towarzyszą nam właściwie na co dzień, to jednak gdyby ktoś zadał nam z pozoru proste pytanie „Co to właściwie znaczy grać w grę?”, musielibyśmy z pewnym zdziwieniem przyznać, że nie potrafimy znaleźć trafnej odpowiedzi. Świadectwem naszej niewiedzy może być na przykład wahanie, które pojawia się, gdy próbujemy rozstrzygnąć, czy czynności takie jak wspinaczka górska, biegi lekkoatletyczne czy boks są grami. A może nie mamy tu do czynienia z niewiedzą, tylko zdefiniowanie gier jest po prostu niemożliwe?

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 6 (18), s. 50–51. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Czy w filo­zo­fii ist­nie­ją odkry­cia? To pyta­nie jest o tyle kło­po­tli­we, że jeśli odpo­wie­my na nie prze­czą­co, to tym samym może­my pod­wa­żyć sta­tus filo­zo­fii jako dys­cy­pli­ny poznaw­czej, jeśli nato­miast odpo­wie­my twier­dzą­co, wów­czas trze­ba te odkry­cia wyraź­nie wska­zać. Oczy­wi­ście każ­da odpo­wiedź zale­żeć będzie od spo­so­bu rozu­mie­nia ter­mi­nu „odkry­cie”. Przyj­mij­my zatem, zgod­nie z potocz­ny­mi intu­icja­mi, że odkryć coś, to uczy­nić wia­do­mym coś, co ist­nia­ło uprzed­nio, lecz było nie­zna­ne. Przy­kła­dem tego typu odkry­cia filo­zo­ficz­ne­go jest sfor­mu­ło­wa­nie przez ame­ry­kań­sko-kana­dyj­skie­go filo­zo­fa Ber­nar­da Suit­sa defi­ni­cji gra­nia w gry. Czy jed­nak sfor­mu­ło­wa­nie (czy skon­stru­owa­nie) defi­ni­cji może zasłu­gi­wać na mia­no odkry­cia? I co ma z tym wspól­ne­go Konik Polny?

Choć roz­ma­ite gry (w rodza­ju gry w kości, gry w pił­kę czy bie­gów lek­ko­atle­tycz­nych) są czę­ścią kul­tu­ry star­szą od filo­zo­fii, nie sta­ły się one przed­mio­tem poważ­ne­go namy­słu filo­zo­ficz­ne­go aż do dru­giej poło­wy XX wie­ku. Tak więc cha­rak­te­ry­stycz­ne dla filo­zo­fii pyta­nie o isto­tę: „Co to jest X?” w wypad­ku gier bar­dzo dłu­go pozo­sta­wa­ło bez odpo­wie­dzi (pamię­taj­my, że wypra­co­wa­ne w mate­ma­tycz­nej teo­rii gier rozu­mie­nie gry jako sytu­acji kon­flik­to­wej jest róż­ne od poję­cia gry w oma­wia­nym tutaj sen­sie, któ­ry moż­na okre­ślić, dla odróż­nie­nia, jako ludycz­ny). Co wię­cej, sama moż­li­wość udzie­le­nia odpo­wie­dzi na pyta­nie o isto­tę gier zosta­ła w filo­zo­fii zakwe­stio­no­wa­na. Traf chciał, że bodaj naj­bar­dziej wpły­wo­wy filo­zof XX wie­ku – Ludwig Wit­t­gen­ste­in – nazwał pew­ne roz­wa­ża­ne przez sie­bie prak­ty­ki języ­ko­we gra­mi języ­ko­wy­mi. Wit­t­gen­ste­in nie tyl­ko nie zde­fi­nio­wał tego poję­cia, ale ponad­to stwier­dził, że gry języ­ko­we są nie­de­fi­nio­wal­ne, łączy je wszak­że sys­tem podo­bieństw, któ­ry nazwał podo­bień­stwem rodzin­nym. Jako typo­wy przy­kład poję­cia nie­de­fi­nio­wal­ne­go, ale two­rzą­ce­go rodzi­nę, wybrał poję­cie gier (takich jak tenis, sza­chy, poker, pił­ka czy kół­ko gra­nia­ste). Ich nie­de­fi­nio­wal­ność ozna­cza, że nie ma cze­goś, co było­by wspól­ne wszyst­kim grom – nie jest moż­li­we wska­za­nie zbio­ru warun­ków koniecz­nych i wystar­cza­ją­cych bycia grą. Nato­miast to, że wią­że je podo­bień­stwo rodzin­ne ozna­cza, że wystę­pu­je pomię­dzy nimi sieć podo­bieństw, ana­lo­gicz­na do sie­ci podo­bieństw wią­żą­cych człon­ków rodzi­ny.

W takiej atmos­fe­rze – nie­zbyt sprzy­ja­ją­cej poszu­ki­wa­niom kla­sycz­nej defi­ni­cji gier – zna­lazł się jed­nak filo­zof, któ­ry zaata­ko­wał auto­ry­tet Wit­t­gen­ste­ina, poda­jąc ory­gi­nal­ne – i jak zoba­czy­my – odkryw­cze roz­wią­za­nie tego pro­ble­mu. Gdy­by w odnie­sie­niu do twór­czo­ści filo­zo­ficz­nej Ber­nar­da Suit­sa – o któ­rym tu mowa – zasto­so­wać regu­łę mówią­cą, że każ­dy filo­zof wypo­wia­da jed­ną głów­ną myśl, jej ziden­ty­fi­ko­wa­nie nie nastrę­cza­ło­by trud­no­ści. Jest to jego defi­ni­cja gra­nia w gry, opu­bli­ko­wa­na naj­pierw w arty­ku­le What is a game? z 1968 roku, a następ­nie szcze­gó­ło­wo roz­wi­nię­ta w książ­ce Konik Polny. Gry, życie i uto­pia (pierw­sze wyda­nie z roku 1978). Zanim przyj­rzy­my się bli­żej tej defi­ni­cji, przy­po­mnij­my postać, któ­ra posłu­ży­ła auto­ro­wi do wyra­że­nia jego teo­rii.

Konik Polny – postać zna­na z baj­ki Ezo­pa – próż­no­wał, gdy w cią­gu lata mrów­ka zapo­bie­gli­wie gro­ma­dzi­ła zapa­sy na zimę. Gdy z jej nasta­niem wygłod­nia­ły Konik Polny zwró­cił się do mrów­ki z proś­bą o pożycz­kę, ta zapy­ta­ła, co robił przez całe lato. Gdy ten pro­sto­dusz­nie odparł: „śpie­wa­łem sobie”, mrów­ka dała mu naucz­kę, odpo­wia­da­jąc, by teraz sobie zatań­czył. Zogni­sko­wa­na na swo­im mora­le baj­ka nie dookre­śla szcze­gó­łów doty­czą­cych spo­so­bu życia Koni­ka Polne­go w cza­sie lata, moż­na więc się zasta­na­wiać, o czym śpie­wał Konik Polny. Pro­sto­ta i suge­styw­ność tej baj­ki spra­wi­ły, że sta­ła się ona przed­mio­tem licz­nych inter­pre­ta­cji, z może naj­cie­kaw­szą inter­pre­ta­cją wła­śnie Ber­nar­da Suit­sa, odwra­ca­ją­cą narzu­ca­ją­cy się morał o wyż­szo­ści roz­trop­ne­go spo­so­bu życia nad nie­roz­trop­nym. Według pro­po­no­wa­nej inter­pre­ta­cji Konik Polny jako filo­zof musi zde­fi­nio­wać, na czym pole­ga­ją czyn­no­ści wypeł­nia­ją­ce jego życie i – muta­tis mutan­dis – życie mrów­ki. Jed­nak roz­wa­ża­nia te pozna­je­my już po nie­uchron­nej śmier­ci Koni­ka Polne­go, z rela­cji Scep­ty­ka, jego ucznia i part­ne­ra w filo­zo­ficz­nych dys­ku­sjach, któ­re zano­to­wał z iście mrów­czą skru­pu­lat­no­ścią.

Punk­tem wyj­ścia ana­li­zy Koni­ka Polne­go jest prze­ciw­sta­wie­nie dwóch czyn­no­ści: pra­cy i gra­nia w gry. Sko­ro pra­cę moż­na zde­fi­nio­wać jako dąże­nie do pew­ne­go okre­ślo­ne­go celu na pod­sta­wie wyko­rzy­sta­nia mak­sy­mal­nie sku­tecz­nych (spo­śród dostęp­nych) środ­ków, to rodzi się hipo­te­za, że gra­nie w gry, któ­re tak­że pole­ga na dąże­niu do osią­gnię­cia pew­ne­go celu, wią­że się z dobro­wol­nym wybo­rem nie­sku­tecz­nych środ­ków. Roz­wi­nię­cie tej hipo­te­zy pro­wa­dzi do nastę­pu­ją­ce­go wnio­sku:

grać w grę to anga­żo­wać się w czyn­ność ukie­run­ko­wa­ną na osią­gnię­cie pew­ne­go okre­ślo­ne­go sta­nu rze­czy, uży­wa­jąc tyl­ko środ­ków dozwo­lo­nych przez regu­ły, któ­re zabra­nia­ją uży­cia bar­dziej sku­tecz­nych na rzecz mniej sku­tecz­nych środ­ków i któ­re akcep­tu­je się tyl­ko dla­te­go, że czy­nią taką czyn­ność moż­li­wą.

Roz­waż­my funk­cjo­no­wa­nie tej defi­ni­cji na przy­kła­dzie wspo­mnia­nych bie­gów lek­ko­atle­tycz­nych. Bie­gi takie zazwy­czaj nie są nazy­wa­ne gra­mi, co jed­nak zda­niem Suit­sa nie ozna­cza, że w rze­czy­wi­sto­ści nimi nie są (podob­nie jak to, że Wit­t­gen­ste­in nazy­wa kół­ko gra­nia­ste grą, nie ozna­cza, że rze­czy­wi­ście jest to gra). Otóż w tego typu bie­gach moż­na ziden­ty­fi­ko­wać cel (stan rze­czy pole­ga­ją­cy na prze­cię­ciu linii mety przed inny­mi jego uczest­ni­ka­mi), środ­ki (bieg po wyzna­czo­nym torze), regu­ły (zabra­nia­ją­ce – mię­dzy inny­mi – tak sku­tecz­nych metod jak pod­kła­da­nie nogi rywa­lom czy bieg na skró­ty) i wresz­cie posta­wę, pole­ga­ją­cą na dobro­wol­nej akcep­ta­cji owych reguł-ogra­ni­czeń w imię samej moż­li­wo­ści uczest­ni­cze­nia w tym bie­gu.

Na czym pole­ga odkryw­czość tej defi­ni­cji? Otóż ujaw­nia ona ukry­ty mecha­nizm, któ­ry sta­no­wi isto­tę pew­nej jed­no­rod­nej kla­sy czyn­no­ści, któ­re w języ­ku potocz­nym są mniej lub bar­dziej dokład­nie nazy­wa­ne „gra­mi”. Ana­li­zu­jąc jej funk­cjo­no­wa­nie na kolej­nych przy­kła­dach, takich jak golf, wspi­nacz­ka gór­ska, sza­chy czy boks, moż­na się prze­ko­nać, że defi­ni­cja ta, choć nie­in­tu­icyj­na, to jed­nak traf­nie ujmu­je czyn­ni­ki cha­rak­te­ry­stycz­ne dla gier, a czy­tel­nik Koni­ka Polne­go może być zasko­czo­ny tym, jak sza­le­nie inte­re­su­ją­ca – i nie­rzad­ko zabaw­na – jest taka ana­li­za. Co wię­cej, umoż­li­wia ona wyja­śnie­nie sen­su nie­któ­rych reguł, nie­sie więc pew­ne nie­try­wial­ne tre­ści i ma wszel­kie zna­mio­na auten­tycz­nej odkryw­czo­ści.

Ogrom­ną satys­fak­cję daje śle­dze­nie dys­ku­sji Koni­ka Polne­go i Scep­ty­ka, w któ­rej uczeń pod­da­je defi­ni­cję mistrza kolej­nym pró­bom. Dopie­ro po odda­le­niu wszyst­kich zarzu­tów – i zara­zem dość wszech­stron­ne­mu opra­co­wa­niu teo­rii gra­nia – Konik Polny przy­stę­pu­je do sfor­mu­ło­wa­nia swo­jej wizji Uto­pii, zawie­ra­ją­cej też uza­sad­nie­nie jego try­bu życia. Jeśli zwa­żyć, że zarów­no jego defi­ni­cja gra­nia w gry, jak i opar­te na niej roz­wa­ża­nia antro­po­lo­gicz­ne są pew­ną inte­re­su­ją­cą przy­go­dą filo­zo­fii, to z pew­no­ścią ezo­po­wa odpo­wiedź Koni­ka Polne­go na pyta­nie mrów­ki była zbyt lako­nicz­na.


Filip Kobie­la – Dok­tor filo­zo­fii, adiunkt w Zakła­dzie Filo­zo­fii AWF w Kra­ko­wie, gdzie opo­wia­da baj­ki, zwłasz­cza o koni­ku polnym i mrów­ce.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: © vvoe

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy