Antropologia Artykuł

Filip Kobiela: Śmiertelnik na wyspie wiecznej młodości

Wyobraźmy sobie człowieka, który byłby jedyną istotą żywą na Ziemi, który nie widziałby nigdy trupa ani nie przeżyłby nigdy chorób, ubytków sił ani innych zjawisk mogących sugerować mu jego własną śmierć. Czy taki człowiek wiedziałby, że śmierć go dosięgnie?

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2019 nr 6 (30), s. 48–49. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Powia­da się nie­raz, że w odróż­nie­niu od doro­słych dzie­ci nie są świa­do­me swo­jej śmier­tel­no­ści. Utrzy­my­wa­nie ich w takiej bez­tro­skiej nie­wie­dzy i kon­se­kwent­ne odwra­ca­nie ich uwa­gi od zja­wi­ska śmier­ci pro­wa­dzi do wytwo­rze­nia pew­ne­go tabu. Im dłuż­sza i bar­dziej rady­kal­na jest izo­la­cja od wie­dzy o koń­cu życia, tym bar­dziej szo­ku­ją­ce może być dla mło­de­go czło­wie­ka odkry­cie praw­dy. Naj­le­piej chy­ba ilu­stru­je to bio­gra­fia księ­cia Sid­dhar­thy, póź­niej­sze­go Bud­dy.

Symboliczne spotkania księcia Siddharthy

Jak gło­szą prze­ka­zy o życiu Bud­dy, w kil­ka dni po naro­dze­niu chłop­ca jego rodzi­ce otrzy­ma­li prze­po­wied­nię mówią­cą, że zosta­nie on albo wiel­kim wład­cą, albo wiel­kim nauczy­cie­lem ducho­wym. Ojciec księ­cia, król Sud­dho­da­na, oba­wia­jąc się tej ostat­niej moż­li­wo­ści, a pra­gnąc wycho­wać syna na swe­go następ­cę, w kró­lew­skich pała­cach odizo­lo­wał go od świa­ta zewnętrz­ne­go. W ten spo­sób ksią­żę został odcię­ty od wie­dzy o sta­ro­ści, cho­ro­bie i śmier­ci, a tak­że reli­gii – o tym, co mogło­by skło­nić go do wybo­ru innej dro­gi życio­wej. Jed­nak w wie­ku 29 (sic!) lat Sid­dhar­tha opu­ścił pota­jem­nie pałac, by w cią­gu czte­rech kolej­nych wypraw ujrzeć star­ca, czło­wie­ka cho­re­go, roz­kła­da­ją­ce­go się tru­pa i wresz­cie asce­tę, któ­ry zna­lazł uwol­nie­nie od cier­pie­nia. Po tych doświad­cze­niach zre­zy­gno­wał z luk­su­sów życia w kró­lew­skich pała­cach, by zostać asce­tą poszu­ku­ją­cym praw­dy.

Z powyż­szej histo­rii wyni­ka, że pod­sta­wo­wym spo­so­bem pozna­nia zja­wi­ska śmier­ci jest empi­ria – obser­wo­wa­nie śmier­ci innych ludzi i żywych istot oraz induk­cyj­ne uogól­nie­nie tych obser­wa­cji. Od tej wła­śnie dro­gi ksią­żę Sid­dhar­tha został odcię­ty, podob­nie jak od rela­cji innych osób. Ale czy wypra­wy poza bra­my kró­lew­skich pała­ców były koniecz­ne do uświa­do­mie­nia sobie skoń­czo­no­ści wła­sne­go ist­nie­nia? Czy moż­li­we jest nie­za­leż­ne od doświad­cze­nia zewnętrz­ne­go, intu­icyj­ne pozna­nie wła­snej śmier­ci, opar­te tyl­ko na wglą­dzie w struk­tu­rę
świa­do­mo­ści?

Intuicyjne poznanie śmierci u Maxa Schelera

Przed­sta­wio­ny wyżej frag­ment bio­gra­fii Bud­dy moż­na potrak­to­wać jako przy­bli­że­nie pew­nej sytu­acji ide­al­nej, w któ­rej pod­miot pozna­ją­cy jest w spo­sób dosko­na­ły odcię­ty od wszel­kich zewnętrz­nych źró­deł wie­dzy o zja­wi­sku śmier­ci. Ponad 2300 lat po śmier­ci Bud­dy tego rodza­ju eks­pe­ry­ment myślo­wy roz­wa­żał Max Sche­ler.
Powróć­my zatem do wspo­mnia­ne­go na wstę­pie hipo­te­tycz­ne­go samot­ne­go miesz­kań­ca Zie­mi. Nie mógł­by on, rzecz jasna, ani dowie­dzieć się od kogoś inne­go o swo­jej śmier­tel­no­ści, ani też obser­wo­wać umie­ra­nia i śmier­ci innych żywych istot. Czło­wiek taki miał­by jed­nak cia­ło, trze­ba więc dodać, że cie­szył­by się dosko­na­łym zdro­wiem i mło­do­ścią, a nawet nie odczu­wał zmę­cze­nia, tak by nie miał żad­nych danych empi­rycz­nych pozwa­la­ją­cych mu na prze­wi­dze­nie swe­go sta­rze­nia się i śmier­ci. Samo zja­wi­sko zapa­da­nia w sen, choć ma pew­ne zna­cze­nie dla kwe­stii spo­so­bu ist­nie­nia świa­do­mo­ści, co naj­wy­żej suge­ru­je moż­li­wość zapad­nię­cia w „wiecz­ny sen”, nie dając jed­nak pew­no­ści wła­snej śmier­ci. Jedy­ną dro­gą mogą­cą dać taką pew­ność owe­mu czło­wie­ko­wi pozo­sta­wa­ło­by zatem reflek­syj­ne zba­da­nie struk­tu­ry świa­do­mo­ści.

Zda­niem Sche­le­ra życie odczu­wa­my mię­dzy inny­mi jako pewien zako­twi­czo­ny w naszym cie­le pro­ces, dany nam w wewnętrz­nej świa­do­mo­ści. Struk­tu­ra dowol­nej fazy owe­go pro­ce­su życio­we­go ma trzy wymia­ry – bez­po­śred­nie bycie teraź­niej­szym, bycie prze­szłym oraz bycie przy­szłym, któ­re są sko­re­lo­wa­ne z trze­ma rodza­ja­mi aktów świa­do­mo­ści – bez­po­śred­nim spo­strze­że­niem, przy­po­mnie­niem i ocze­ki­wa­niem. W toku życia isto­ty obda­rzo­nej świa­do­mo­ścią wciąż zmie­nia się doświad­cze­nie owych trzech wymia­rów cza­su. Jak obra­zo­wo ujmu­je to Sche­ler, „dla dziec­ka teraź­niej­szość sta­no­wi sze­ro­ką i jasną, nie­zmier­nie barw­ną prze­strzeń bytu”, nato­miast dla mło­dzień­ca „jego prze­ży­wa­na przy­szłość wyglą­da jak sze­ro­ka, jasna, pro­wa­dzą­ca w nie­skoń­czo­ność, jaśnie­ją­ca dro­ga”. Ale kolej­ne prze­ży­cia wciąż powięk­sza­ją zakres prze­szło­ści, któ­ra ponad­to coraz sil­niej oddzia­łu­je na doświad­cze­nie teraź­niej­szo­ści i przy­szło­ści. Cią­głe powięk­sza­nie się zakre­su prze­ży­tej prze­szło­ści odby­wa się kosz­tem cią­głe­go zmniej­sza­nia się zakre­su przy­szło­ści, a tak­że pew­ne­go zawę­że­nia teraź­niej­szo­ści; na tym wła­śnie pole­ga isto­ta sta­rze­nia się. W każ­dym moż­li­wym doświad­cze­niu nasze­go życia zawar­te jest ukie­run­ko­wa­nie na pew­ną zmia­nę – cał­ko­wi­te pochło­nię­cie tego, co moż­na prze­żyć, przez życie już prze­ży­te, a więc natu­ral­ną śmierć. Dogłęb­na ana­li­za świa­do­mo­ści wital­nej pozwa­la na odkry­cie prze­ży­cia ukie­run­ko­wa­nia na śmierć, dają­ce­go intu­icyj­ną pew­ność śmier­ci. Epi­ste­mo­lo­gia śmier­ci u Sche­le­ra jest więc bar­dzo rady­kal­na: oczy­wi­stość śmier­ci jest koniecz­nym skład­ni­kiem każ­de­go moż­li­we­go wewnętrz­ne­go doświad­cze­nia życia, a jej nie­za­chwia­na pew­ność jest zupeł­nie nie­po­rów­ny­wal­na z jaką­kol­wiek pew­no­ścią doty­czą­cą przy­szłych wyda­rzeń.

Z roz­wa­żań Sche­le­ra moż­na więc wnio­sko­wać, że aby zdo­być wie­dzę o zja­wi­sku śmier­ci, ksią­żę Sid­dhar­tha nie musiał opusz­czać kró­lew­skich pała­ców. Wystar­czy­ło­by pod­ję­cie medy­ta­cji nad struk­tu­rą świa­do­mo­ści, któ­ra ujaw­ni­ła­by nie tyl­ko jego wła­sną śmier­tel­ność, ale wszyst­kich istot obda­rzo­nych świa­do­mo­ścią wital­ną, a nawet wszyst­kich istot żywych. Śmierć nie jest bowiem czymś zewnętrz­nym wobec życia, jakąś przy­pad­ko­wą kata­stro­fą, jak zde­rze­nie ze ścia­ną, na któ­rą natra­fia się w ciem­no­ści. Jak pisze Sche­ler: „gra­ni­ca, jaką śmierć usta­na­wia dla pro­ce­su życia, zawsze dana jest jako w jakiś spo­sób usta­no­wio­na przez sam pro­ces życia”.

Medytacja z ziarnkiem piasku

Jed­nym z celów roz­wa­żań Sche­le­ra jako feno­me­no­lo­ga jest napro­wa­dze­nie czy­tel­ni­ka na „widze­nie” opi­sy­wa­nych zja­wisk. Każ­dy może więc spró­bo­wać zagłę­bić się we wła­sne doświad­cze­nie cza­su, na przy­kład przed snem, z zamknię­ty­mi ocza­mi, by prze­ko­nać się, czy dostar­cza mu ono potwier­dze­nia tezy Sche­le­ra o intu­icyj­nej pew­no­ści śmier­ci. Czy moje doświad­cze­nie obec­nej chwi­li istot­nie nazna­czo­ne jest ukie­run­ko­wa­niem na śmierć? Czy zbiór moich przy­szłych prze­żyć jest skoń­czo­ny? A może Sche­ler nakła­da na wewnętrz­ne doświad­cze­nie cza­su pew­ne nie­po­cho­dzą­ce zeń skład­ni­ki? Jego model doświad­cze­nia cza­su przy­po­mi­na nie­co obraz pia­sku prze­sy­pu­ją­ce­go się w – nomen omen – klep­sy­drze. Prze­ko­na­nie o tym, że pro­ces prze­sy­py­wa­nia się pia­sku kie­dyś się zakoń­czy – że wyczer­pie się zasób pia­sku repre­zen­tu­ją­ce­go przy­szłość – opar­te jest na obser­wa­cji całe­go mecha­ni­zmu klep­sy­dry, zakła­da więc pewien zewnętrz­ny wobec niej punkt widze­nia. Zapew­ne bliż­sze nasze­mu doświad­cze­niu cza­su było­by umiesz­cze­nie obser­wa­to­ra we wnę­trzu szcze­li­ny łączą­cej oby­dwa naczy­nia klep­sy­dry. Wte­dy bez­po­śred­nio dane były­by tyl­ko zia­ren­ka wpa­da­ją­ce do szcze­li­ny, prze­la­tu­ją­ce przez nią i wypa­da­ją­ce z niej – nato­miast sama zasob­ność naczy­nia będą­ce­go źró­dłem kolej­nych zia­ren pia­sku, w tym jej ewen­tu­al­na skoń­czo­ność, pozo­sta­wa­ła­by już poza obrę­bem doświad­cze­nia.

Wszyst­kie cyta­ty pocho­dzą z roz­pra­wy Maxa Sche­le­ra Śmierć i dal­sze życie, w: ten­że, Cier­pie­nie, śmierć, dal­sze życie: pisma wybra­ne, przeł. A. Węgrzec­ki, War­sza­wa 1994, s. 67–130.


Filip Kobie­la – Dok­tor filo­zo­fii, adiunkt w Zakła­dzie Filo­zo­fii AWF w Kra­ko­wie, gdzie opo­wia­da baj­ki, zwłasz­cza o koni­ku polnym i mrów­ce.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

lustra­cja: Mał­go­rza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy