Artykuł Filozofia języka

Filozof pyta, dlaczego wyrażenia językowe w ogóle coś znaczą – Wywiad z prof. Tadeuszem Szubką

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 26–28. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


W historii filozofii podawano wiele odpowiedzi na pytanie, czym jest język. Czy możliwa jest jedna odpowiedź?

Proste i jed­no­lite określe­nie isto­ty języ­ka wyda­je się niemożli­we. Trze­ba w tym celu pow­iązać ze sobą kil­ka różnych określeń, poda­ją­cych genezę, struk­turę oraz funkcję języ­ka. W spraw­ie pochodzenia i źródeł języ­ka od początków filo­zofii zderza­ją się ze sobą stanowiska wskazu­jące na jego nat­u­ral­ny charak­ter, będą­cy wynikiem pro­cesów ewolucyjnych, oraz poglądy pod­kreśla­jące, że ma on w zasadzie charak­ter umowny, kon­wencjon­al­ny. Najbliższe rzeczy­wis­tego stanu rzeczy są jed­nak kon­cepc­je pośred­nie, zwraca­jące uwagę na to, że język zrodz­ił się ze splo­tu czyn­ników nat­u­ral­nych i kon­wencjon­al­nych. Różne są też uję­cia struk­tu­ry języ­ka: od tych najbardziej trady­cyjnych, dla których pod­sta­wowy­mi jego jed­nos­tka­mi są nazwy, poprzez te, które przyj­mu­ją, że to wypowiedzi zdan­iowe są trzonem języ­ka, aż do tych, które patrzą na język przez pryz­mat całych komu­nikatów lub tek­stów. Jeśli zaś idzie o funkcję języ­ka, to z wielu toc­zonych w tej spraw­ie dyskusji najbardziej fun­da­men­tal­na dla zrozu­mienia isto­ty języ­ka jest ta, w której staramy się odpowiedzieć na pytanie, czy język jest przede wszys­tkim narzędziem myśli, bez którego zaawan­sowane pro­cesy myślowe były­by wręcz niemożli­we, czy też jest jedynie wygod­nym sposobem utr­wala­nia naszych myśli i ich komu­nikowa­nia?

Jak ważna jest filozofia języka? Co takiego pozwala nam zrozumieć?

Mówiąc najkrócej, odgry­wa ona ważną rolę we wspom­ni­anych dyskus­jach na tem­at genezy, struk­tu­ry i funkcji języ­ka. Moim zdaniem nie powin­na jed­nak nad­miernie gubić się w szczegółach i mniej lub bardziej udanie naślad­ować językoz­naw­st­wo (co w ostat­nich lat­ach jest coraz częst­sze), gdyż jej zasad­niczym celem filo­zoficznym jest odpowiedź na pytanie: jak to się dzieje, że emi­towane przez nas dźwię­ki oraz zna­ki nanos­zone na kartkę papieru lub na ekran kom­put­era i dysk mają określone znacze­nie, odnoszące nas niejed­nokrot­nie do spraw bard­zo abstrak­cyjnych oraz odległych cza­sowo i przestrzen­nie? Pon­ad­to – co jest równie zagad­kowe – znacze­nie owych dźwięków i napisów jest zrozu­mi­ałe dla innych.

Czy – a jeżeli tak, to w jaki sposób – język odnosi nas do realnego świata?

Sądzę, że niewielu jest dzisi­aj filo­zofów, którzy pod­ważal­i­by oczy­wisty fakt, że za pomocą języ­ka mówimy o ele­men­tach otacza­jącego nas real­nego świa­ta. Nie oznacza to jed­nak, że opisanie i wyjaśnie­nie owego wsze­chobec­nego fenomenu „mówienia o”, co w dużym stop­niu sprowadza się do sfor­mułowa­nia kon­cepcji odniesienia (lub ref­er­encji – jak to coraz częś­ciej pod wpły­wem ter­mi­nologii anglosask­iej nazy­wamy), jest zadaniem łatwym. Bard­zo całą rzecz upraszcza­jąc, przez dłu­gi czas zakładano, że owo odniesie­nie jest usta­lane przez jakieś czyn­ni­ki pośred­niczące (sen­sy wyrażeń, sposo­by poj­mowa­nia czy charak­tery­zowa­nia przed­miotów itp.). Od kilku dekad w filo­zofii języ­ka na dobre zado­mow­iła się nowa teo­ria ref­er­encji, rozwinię­ta w różnych kierunk­ach przez Saula A. Krip­kego i Hilary’ego Put­na­ma, której sed­nem jest teza, że pod­stawą odniesienia wyrażeń jest ich bezpośred­nie pow­iązanie z odpowied­ni­mi obiek­ta­mi przez jed­nych użytkown­ików języ­ka oraz respek­towanie owego pow­iąza­nia przez wszys­t­kich innych, którzy tym językiem się posługu­ją. Teo­ria ta nie rozwiąza­ła jed­nak wszys­t­kich prob­lemów filo­zoficznych doty­czą­cych odniesienia. Cho­ci­aż doskonale radzi sobie z wytłu­macze­niem tego, w jaki sposób użytkown­i­cy mogą odnosić się do tych samych przed­miotów, nawet różnie je poj­mu­jąc i opisu­jąc, to o wiele trud­niej wyjaśnić jej dokony­wanie owego pow­iąza­nia z odpowied­ni­mi obiek­ta­mi oraz pokazać, w jaki sposób dokonu­je się zmi­ana odniesienia i usta­lanie odniesienia do obiek­tów zna­j­du­ją­cych się poza naszym zasięgiem poz­naw­czym oraz przed­miotów nieist­nieją­cych. Jed­nakże roz­maitego rodza­ju trud­noś­ci i kłopo­ty teo­re­ty­czne to chleb powszed­ni każdej teorii filo­zoficznej.

Czy język może generować iluzje, „zakrzywiać” nasze poznanie? Czy za pomocą języka można jakoś manipulować i kontrolować ludzi?

Rzecz jas­na język może ksz­tał­tować i defor­mować nasze poz­nanie, cho­ci­aż musimy być ostrożni w opisie konkret­nych przy­pad­ków, aby bezwied­nie nie zakładać, że z jed­nej strony mamy gotowe, wyraziste treś­ci poz­naw­cze, a z drugiej – kat­e­gorie języ­ka, w które chce­my je wtłoczyć. Korze­nie defor­ma­cji są zazwyczaj dwo­jakie. Bard­zo częs­to nie zda­je­my sobie sprawy z wpły­wu języ­ka na to, co i jak poz­na­je­my, oraz nie dostrzegamy jego ograniczeń. Na przykład pod­miotowo-orzecznikowa struk­tu­ra wielu języków skła­nia nas do przeko­na­nia, że czymś nat­u­ral­nym jest ujmowanie świa­ta jako złożonego z przed­miotów, które są obdar­zone włas­noś­ci­a­mi. Brak rodza­jników w języku pol­skim (w prze­ci­wieńst­wie do języ­ka ang­iel­skiego) czy też trud­ność odróżnienia w języku ang­iel­skim tożsamoś­ci rodza­jowej od numerycznej (co z łat­woś­cią przy­chodzi nam w języku pol­skim, kiedy mówimy o takich samych, lecz nie o tych samych obiek­tach), spraw­ia, że niekiedy nie zwracamy uwa­gi na słabą pre­cyzję naszych wypowiedzi. Innym powszech­nym źródłem defor­ma­cji jest posługi­wanie się wyraże­ni­a­mi, które nie są neu­tralne aksjo­log­icznie, czyli są naład­owane ewalu­aty­wnie (by posłużyć się kole­jnym szpet­nym zwrotem dzisiejszej pol­szczyzny), taki­mi jak cho­ci­aż­by „cia­p­aty”, „prawdzi­wy Polak”, „kseno­fob” czy „nazista” (przy coraz bardziej posz­erzanym znacze­niu tego słowa). Manip­u­lowanie ludź­mi za pomocą języ­ka i do pewnego stop­nia ich kon­trolowanie to również rzecz powszech­nie znana i wielokrot­nie opisy­wana. Wystar­czy tu przy­wołać klasy­czną już dzisi­aj pracę Vic­to­ra Klem­per­era o języku Trze­ciej Rzeszy, zaś z pozy­cji najnowszych – książkę amerykańskiego filo­zo­fa języ­ka Jasona Stan­leya o mech­a­niz­mach pro­pa­gandy.

Czy językiem można stwarzać nowe stany rzeczy? Jak to jest możliwe?

Stwarzanie nowych stanów rzeczy jest efek­townym skrótem poję­ciowym, służą­cym do zwróce­nia uwa­gi na bard­zo osobli­wą, dokon­aw­czą rolę niek­tórych wypowiedzi (nazwanych z tego powodu wypowiedzi­a­mi per­for­maty­wny­mi), której opisanie jest jed­ną z głównych zasług bry­tyjskiego filo­zo­fa Johna L. Austi­na. Najproś­ciej rzecz ujmu­jąc, idzie o to, że w pewnych określonych warunk­ach wypowiedze­nie odpowied­niej for­muły słownej ustanaw­ia jak­iś fakt z zakre­su relacji między­ludz­kich i sto­sunków społeczno-prawnych, na przykład zawar­cie małżeńst­wa, doko­nanie sprzedaży i kup­na nieru­chomoś­ci itp. W świecie przy­rody wypowiedzi językowe takiej mocy spraw­czej nie mają.

Czy – a jeżeli tak, to w jaki sposób – nasze rozumienie języka zmieniło się, gdy zaczęły powstawać języki sztuczne?

Języ­ki sztuczne poz­woliły nam wyo­dręb­nić to, co jest niezby­wal­nym trzonem każdego języ­ka, jego istotą, od całej warst­wy ele­men­tów nieis­tot­nych, które mogą, lecz nie muszą, składać się na język. Moż­na je potrak­tować jako mod­ele języ­ka w ogól­noś­ci, a jak wiado­mo ze współczes­nej filo­zofii nau­ki, budowanie mod­eli badanych zjawisk jest jed­ną z najbardziej owoc­nych strate­gii teo­re­ty­cznych, prowadzą­cych do lep­szego ich zrozu­mienia i wyz­nacza­ją­cych kierun­ki nowych odkryć empirycznych. Nie należy jed­nak przece­ni­ać roli języków sztucznych w filo­zofii języ­ka, gdyż do rozwiąza­nia wielu jej fun­da­men­tal­nych prob­lemów, doty­czą­cych posi­ada­nia przez dźwię­ki i napisy znaczenia czy natu­ry ref­er­encji, nie dostar­czyły nam one żad­nych istot­nie nowych przesłanek.

Czy język człowieka jest radykalnie różny od języka zwierząt?

Przez bard­zo wiele wieków rozpowszech­nione było przeko­nanie, że albo zwierzę­ta w ogóle nie posługu­ją się językiem, albo też ich bard­zo prymi­ty­wny język jest całkowicie odmi­en­ny od naszego. Dalekie echa tego przeko­na­nia moż­na znaleźć w skąd­inąd bard­zo sub­tel­nej i finezyjnej filo­zofii amerykańskiego myśli­ciela drugiej połowy XX wieku Don­al­da David­sona. Dzisi­aj to trady­cyjne przeko­nanie jest coraz częś­ciej kwes­t­ionowane za pomocą argu­men­tów powołu­ją­cych się na najnowsze wyni­ki badań empirycznych z zakre­su etologii i psy­chologii zwierząt oraz pro­ponu­ją­cych kon­cepc­je języ­ka, które nie pos­tu­lowały­by zbyt wygórowanych warunk­ów jego posi­ada­nia. Tak czy inaczej, odpowiedź na zadane pytanie zależy nie tylko od wysuwanych argu­men­tów, lecz także od ogól­nej postawy w tej materii, która może być albo różnicu­ją­ca, albo asymilu­ją­ca. W dzisiejszych dyskus­jach, z wielu różnych powodów (między inny­mi z racji emocjon­al­nego sto­sunku do zwierząt domowych, sprze­ci­wu wobec masowego zabi­ja­nia zwierzyny przez myśli­wych i kłu­sown­ików, a także ros­nącej świado­moś­ci okrut­nych warunk­ów panu­ją­cych w hodowlach żywnoś­ci) domin­u­je ta dru­ga postawa.

Często uważa się, że filozofia analityczna jest głównie filozofią języka. Czy obranie takiej orientacji bardziej pomogło, czy zaszkodziło samej filozofii?

Mamy nieod­partą skłon­ność patrzenia na kierun­ki filo­zoficzne przez pryz­mat jed­nej ten­dencji lub jakiegoś chwytli­wego hasła. To praw­da, że w ramach sze­rok­iego nur­tu filo­zofii anal­i­ty­cznej byli myśli­ciele, którzy uważali ją przede wszys­tkim za filo­zofię ling­wisty­czną oraz twierdzili – jak Michael Dum­mett – że to filo­zofia języ­ka, a nie epis­te­molo­gia czy metafizy­ka, jest abso­lut­nie pod­sta­wową dyscy­pliną filo­zoficzną, swoistą filo­zofią pier­wszą. W żad­nej z his­to­rycznych faz roz­wo­jowych filo­zofii anal­i­ty­cznej nie był to jed­nak pogląd w tym nur­cie powszech­nie akcep­towany, a wśród myśli­cieli tworzą­cych dzisiejszą filo­zofię anal­i­ty­czną trud­no było­by wręcz znaleźć jego przed­staw­icieli. Odnoszę też wraże­nie, że hasłem „filo­zofia anal­i­ty­cz­na to filo­zofia języ­ka” najczęś­ciej posługu­ją się jej prze­ci­wni­cy i przed­staw­iciele innych ori­en­tacji filo­zoficznych. Pozwala im to na całkow­itą rezy­gnację z trudu zapoz­nawa­nia się z cały­mi obszara­mi filo­zofii współczes­nej. Na przykład, upraw­ia­jąc metafizykę, mogą całkowicie zig­norować dorobek metafizy­ki anal­i­ty­cznej, gdyż ta rzeko­mo nie zaj­mu­je się rzeczy­wis­toś­cią, lecz jedynie językiem.

W jakim stopniu warto zajmować się filozofią? Czy zapoznanie się z językiem filozoficznym pozwala nam lepiej rozumieć siebie i świat, czy też generuje jakieś fałszywe i niepotrzebne wyobrażenia?

Moż­na różno­rako starać się uza­sad­nić zaj­mowanie się filo­zofią, wskazu­jąc na jej rolę w ksz­tał­towa­niu świato­poglą­du oraz w tworze­niu sze­roko rozu­mi­anej kul­tu­ry human­isty­cznej. Od początku ist­nienia uni­w­er­sytetów filo­zofia odgry­wała w nich kluc­zową rolę, aczkol­wiek z cza­sem rola ta zaczęła się stop­niowo zmniejszać i dzisi­aj wydzi­ały czy insty­tu­ty filo­zofii stanow­ią częs­to bard­zo niewiel­ki frag­ment uczel­ni aka­demic­kich. To insty­tucjon­alne kur­cze­nie się filo­zofii moż­na wytłu­maczyć tym, że w ciągu dziejów dała ona początek bard­zo wielu naukom szczegółowym (w niezbyt odległej przeszłoś­ci wyłoniły się z niej psy­cholo­gia, socjolo­gia i językoz­naw­st­wo) i w jej obrę­bie pozostała najbardziej ogól­na, abstrak­cyj­na i fun­da­men­tal­na prob­lematy­ka, której rozwikłanie i rozwiązanie meto­da­mi empiryczny­mi nie jest możli­we. Nie zwal­nia nas to jed­nak od obow­iązku ciągłego pode­j­mowa­nia tej prob­lematy­ki, jej anal­i­zowa­nia i roz­pa­try­wa­nia kon­cepcji, które stara­ją się z nią upo­rać. Rozważa­nia tego rodza­ju są prowad­zone w spec­jal­isty­cznym języku i jego opanowanie pozwala nam rozu­mieć wywody filo­zoficzne. Nie powin­niśmy jed­nak ule­gać złudze­niu, że kiedy filo­zo­fowie zas­tanaw­ia­ją się nad ostate­czną pod­stawą ist­nienia, charak­terem i obow­iązy­waniem norm moral­nych oraz sensem życia, to są w stanie udzielić nam odpowiedzi, które raz na zawsze zaspoko­ją naszą cieka­wość intelek­tu­al­ną, ugrun­tu­ją moral­ność i dostar­czą sen­su nasze­mu życiu. Wszys­tko to wyma­ga naszego oso­bis­tego wysiłku i wyborów, w doko­na­niu których filo­zofia może nam jedynie w jakimś stop­niu pomóc.


Tadeusz Szub­ka – Pro­fe­sor zwycza­jny w Insty­tu­cie Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Szczecińskiego. Zastęp­ca prze­wod­niczącego Komite­tu Nauk Filo­zoficznych PAN, a także członek Cen­tral­nej Komisji do Spraw Stop­ni i Tytułów oraz Rady Nar­o­dowego Pro­gra­mu Roz­wo­ju Human­isty­ki. Prowadz­ił bada­nia w wielu uznanych insty­tuc­jach w Europie, USA i Aus­tralii. Intere­su­je się filo­zofią anal­i­ty­czną, prag­matyzmem, metafizyką, filo­zofią języ­ka i umysłu, epis­te­mologią oraz metodologią filo­zofii. Wolne chwile poświę­ca słucha­niu muzy­ki rock­owej i pokrewnej oraz zbiera­niu grzy­bów.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: nuvolanevi­ca­ta

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy