Opracowania

Filozofia pozaeuropejska dyskryminowana?

Większość wydziałów filozofii w USA oferuje zajęcia z filozofii wywodzącej się tylko z europejskiego i anglojęzycznego kręgu kulturowego. Żadna inna nauka humanistyczna nie zaniedbuje w tak wielkim stopniu dorobku tak wielu cywilizacji – alarmują na łamach portalu „The New York Times” Jay L. Garfield i Bryan W. Van Norden. Czy słusznie? Czy filozofia pozaeuropejska jest dyskryminowana?

Zapisz się do naszego newslettera

Auto­rzy przy­ta­cza­ją dane, według któ­rych na 118 pro­gra­mów dok­to­ranc­kich w USA tyl­ko 10% posia­da spe­cja­li­stów z filo­zo­fii chiń­skiej. Według nich więk­szość wydzia­łów nie ofe­ru­je zajęć z tra­dy­cji filo­zo­ficz­nej afry­kań­skiej, hin­du­skiej, islam­skiej, żydow­skiej, laty­no­ame­ry­kań­skiej, rdzen­nie ame­ry­kań­skiej (indiań­kiej) czy innej poza­eu­ro­pej­skiej.

Wobec donio­sło­ści poza­eu­ro­pej­skich tra­dy­cji zarów­no dla histo­rii świa­to­wej filo­zo­fii, jak i współ­cze­sne­go świa­ta oraz wobec rosną­cej licz­by uczniów i stu­den­tów o poza­eu­ro­pej­skich korze­niach jest to fakt zdu­mie­wa­ją­cy

– zauwa­ża­ją auto­rzy.

Ten stan rze­czy trud­no uspra­wie­dli­wić moral­nie, poli­tycz­nie, epi­ste­micz­nie czy z punk­tu widze­nia dobra edu­ka­cji i prak­ty­ki badań.

Wie­lo­let­nie zabie­gi auto­rów na rzecz posze­rze­nia kano­nu dzieł, jakie są przed­mio­tem naucza­nia na wydzia­łach filo­zo­ficz­nych, przy­nio­sły mizer­ne rezul­ta­ty. Więk­szość filo­zo­fów i wydzia­łów filo­zo­fii zigno­ro­wa­ło ich argu­men­ty w tej spra­wie – nie kry­ją roz­cza­ro­wa­nia auto­rzy.

Śro­do­wi­sko jako całość pozo­sta­je euro­cen­trycz­ne

– doda­ją.

Swe­mu roz­cza­ro­wa­niu dali wyraz, postu­lu­jąc, aby wydzia­ły, któ­re ofe­ru­ją jedy­nie zaję­cia z zachod­niej filo­zo­fii, zmie­ni­ły nazwy. Nie powin­ny nazy­wać się wydzia­ła­mi filo­zo­fii, lecz np. wydzia­ła­mi filo­zo­fii euro­pej­skiej i ame­ry­kań­skiej. Wów­czas – zda­niem auto­rów – w spo­sób bar­dziej ade­kwat­ny okre­ślił­by one swo­ją dzie­dzi­nę i misję.

Auto­rów nie prze­ko­nu­ją argu­men­ty ich kole­gów, że poza­eu­ro­pej­ska filo­zo­fia win­na zna­leźć miej­sce na wydzia­łach zaj­mu­ją­cych się stu­dia­mi nad danym obsza­rem i jego kul­tu­rą, czy­li tzw. area stu­dies, np. stu­dia­mi nad Azją, Afry­ką czy Ame­ry­ką łaciń­ską. Repli­ku­ją, że – kon­se­kwent­nie – wydzia­ły owych kole­gów win­ny być prze­nie­sio­ne i włą­czo­ne do stu­diów nad anglo­eu­ro­pej­ską filo­zo­fią.

Nędz­ną sofi­sty­ką nazy­wa­ją argu­ment, że tak jak nie mamy euro­ame­ry­kań­skiej mate­ma­ty­ki czy fizy­ki, tak też nie powin­no być filo­zo­fii z taką przy­daw­ką.

Poza­eu­ro­pej­skie tra­dy­cje filo­zo­ficz­ne ofe­ru­ją odmien­ne roz­wią­za­nia pro­ble­mów dys­ku­to­wa­nych w tra­dy­cji euro­pej­skiej i ame­ry­kań­skiej, pod­no­szą i nakre­śla­ją zagad­nie­nia nie­spo­ty­ka­ne w euro­pej­skiej i ame­ry­kań­skiej tra­dy­cji oraz akcen­tu­ją i oma­wia­ją głę­biej te kwe­stie filo­zo­ficz­ne, któ­re są mar­gi­na­li­zo­wa­ne w anglo­eu­ro­pej­skiej filo­zo­fii. Nie ma zaś porów­ny­wal­nych róż­nic w upra­wia­niu mate­ma­ty­ki i fizy­ki w innych współ­cze­snych kul­tu­rach

– prze­ko­nu­ją.

Gar­field i Van Nor­den znaj­du­ją jesz­cze jed­ną zło­czyn­ną kon­se­kwen­cję euro­cen­try­zmu w filo­zo­fii. Twier­dzą mia­no­wi­cie, że filo­zo­fia jako dys­cy­pli­na ma poważ­ny pro­blem z odmien­no­ścią. Kobie­ty i mniej­szo­ści są nie­zbyt licz­nie repre­zen­to­wa­ne na wszyst­kich pozio­mach aka­de­mic­kich – stu­den­tów i wykła­dow­ców, mimo iż te gru­py są coraz licz­niej­sze wśród uczniów szkół śred­nich. Przy­czyn takie­go sta­nu rze­czy upa­tru­ją po czę­ści w tym, że wydzia­ły filo­zo­fii są świą­ty­nia­mi osią­gnięć męż­czyzn pocho­dze­nia euro­pej­skie­go.

Auto­rzy zapew­nia­ją, że nie mają zamia­ru kwe­stio­no­wać war­to­ści współ­cze­sne­go kano­nu filo­zo­fii ani dzieł męż­czyzn pocho­dze­nia euro­pej­skie­go. Ich inten­cją jest pod­kre­śle­nie, że filo­zo­fia zawsze sta­wa­ła się bogat­sza, gdy sta­wa­ła się bar­dziej roz­ma­ita i plu­ra­li­stycz­na. Wska­zu­ją przy­kład św. Toma­sza z Akwi­nu, któ­ry – ich zda­niem – zro­zu­miał to, gdy wzo­rem swych muzuł­mań­skich kole­gów zain­te­re­so­wał się myślą pogań­skie­go filo­zo­fa – Ary­sto­te­le­sa i dzię­ki temu posze­rzył filo­zo­ficz­ny pro­gram na uni­wer­sy­te­tach swo­jej epo­ki.

Mamy nadzie­ję, że na ame­ry­kań­skich wydzia­łach filo­zo­fii będzie się kie­dyś nauczać Kon­fu­cju­sza tak samo ruty­no­wo, jak Kan­ta, a stu­den­ci będą mie­li rów­nie czę­sto oka­zję stu­dio­wać Bha­ga­wad­gi­tę, co Pań­stwo Pla­to­na, że „lata­ją­cy czło­wiek” – eks­pe­ry­ment myślo­wy per­skie­go filo­zo­fa Avi­cen­ny (980‑1037) będzie tak dobrze zna­ny jak eks­pe­ry­ment „mózgi w pró­bów­kach” Hilary’ego Put­na­ma (1926–2016), że kry­ty­ka poję­cia jaź­ni sta­ro­żyt­ne­go hin­du­skie­go nauczy­cie­la Czan­dra­kir­tie­go będzie tak dobrze prze­ba­da­na, jak Hume’owska  

– wyzna­ją Gar­field i Van Nor­den.

Moż­na jed­nak zapy­tać, czy naucza­nie Kon­fu­cju­sza i doro­bek Kan­ta, Bha­ga­wad­gi­taPań­stwo, kry­ty­ka jaź­ni autor­stwa Czan­dra­kir­tie­go i ta w wyko­na­niu Hume’a to dzie­ła tej samej filo­zo­ficz­nej ligi. (Pomi­jam przy­pa­dek Avi­cen­ny, któ­ry był komen­ta­to­rem Ary­sto­te­le­sa i trud­no go trak­to­wać jako filo­zo­fa – w swym inte­lek­tu­al­nym dzie­dzic­twie – poza­eu­ro­pej­skie­go.) Być może w odpo­wie­dzi na to pyta­nie kry­je się przy­czy­na takich a nie innych pro­por­cji w bada­niu i naucza­niu euro­pej­skich i poza­eu­ro­pej­skich tra­dy­cji filo­zo­ficz­nych. Być może też te pro­por­cje są po pro­stu odzwier­cie­dle­niem roz­kła­du zain­te­re­so­wań bada­czy i stu­den­tów. Być może wresz­cie nie ma nic dziw­ne­go w tym, że w krę­gu kul­tu­ry zachod­niej, w któ­rej więk­szość uczniów i stu­den­tów sta­no­wią oso­by wywo­dzą­ce się z tego krę­gu kul­tu­ro­we­go, chce się nauczać przede wszyst­kim filo­zo­ficz­ne­go dzie­dzic­twa tej kul­tu­ry.

War­to tak­że zapy­tać, jak auto­rzy wyobra­ża­ją sobie wpro­wa­dze­nie na więk­szą ska­lę do pro­gra­mu stu­diów lub badań tra­dy­cji poza­eu­ro­pej­skich? Nie­ste­ty, wprost na to pyta­nie nie odpo­wia­da­ją, lecz zauwa­ża­ją, że z powo­dów demo­gra­ficz­nych, poli­tycz­nych i histo­rycz­nych zmia­na kon­cep­cji filo­zo­fii na bar­dziej mul­ti­kul­tu­ro­wą wyda­je się w USA nie­unik­nio­na.

Czy opi­nia, że kon­cep­cja filo­zo­fii mia­ła­by się zmie­nić z powo­dów poli­tycz­nych, nie jest nie­po­ko­ją­ca? W Euro­pie już to – zda­je się – prze­ra­bia­li­śmy.

Prze­zna­cze­nie pro­wa­dzi tych, któ­rzy idą chęt­nie, a cią­gnie tych, któ­rzy sta­wia­ją opór

– koń­czą przy­sło­wiem uku­tym przez sto­ików.

Obo­jęt­nie czy ręka prze­zna­cze­nia, ubra­na w świet­nie skro­jo­ny gar­ni­tur i przy­ozdo­bio­na kosz­tow­ną spin­ką do man­kie­tu w bar­wach par­tyj­nych, będzie trzy­mać kij, czy mar­chew­kę, nic to dobre­go nie wró­ży dla wol­no­ści badań, któ­re są jed­nym z fun­da­men­tów kul­tu­ry Zacho­du.

Opra­co­wał Robert Kryń­ski

Źró­dło: The New York Times

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • ”Moż­na jed­nak zapy­tać, czy naucza­nie Kon­fu­cju­sza i doro­bek Kan­ta, Bha­ga­wad­gi­ta i Pań­stwo, kry­ty­ka jaź­ni autor­stwa Czan­dra­kir­tie­go i ta w wyko­na­niu Hume’a to dzie­ła tej samej filo­zo­ficz­nej ligi” — Nigdy nie sły­sza­łem głup­sze­go zda­nia z ust kogoś kto (w tym wypad­ku uda­je, że to robi) zaj­mu­je się się filo­zo­fią. Jaką mia­rę pro­po­nu­je autor by two­rzyć „filo­zo­ficz­ną eks­tra­kla­sę” i „ ligę okrę­go­wą” ? Gdy­by tekst doty­czył bra­ku repre­zen­ta­cji filo­zo­fów pol­skich takich jak Tatar­kie­wicz czy Tar­ski ( bo czy jego dzia­ła to ta sama liga co Rus­sel, Fre­ge czy Kurt Godl) , autor tak łatwo by rzu­cał takie okre­śle­nia?
    Czym „Uczta” Pla­to­na ustę­pu­je „Bha­ga­wad­gi­ta” ?

    Baga­te­li­zo­wa­nie Kon­fu­cju­sza jest czymś wręcz kary­god­nym i uka­zu­je nie tyl­ko brak zro­zu­mie­nia dla sys­te­mu filo­zo­ficz­ne­go powsta­łe­go jesz­cze przed Ary­sto­te­le­sem i jego myślą, któ­ry domi­no­wał Więk­szą część Azji przez stu­le­cia i któ­ry do dziś wpły­wa na jed­no z naj­po­tęż­niej­szych państw tego świa­ta.

    A odpo­wia­da­jąc na pyta­nie jak wpro­wa­dzić tą filo­zo­fię do pro­gra­mu. W momen­cie gdy piszę te sło­wa (03.10.20) stu­den­ci filo­zo­fii na UWr mają, w piąt­ki lub czwart­ki, tyl­ko po 2 godzi­ny zajęć na pierw­szym roku. Napraw­dę nie da się wpro­wa­dzić raz w tygo­dniu 2godzinnego wykła­du przez semestr?
    Jak moż­na uzna­wać się za filo­zo­fa i nie mieć cho­ciaż pod­staw z filo­zo­fii Azji?
    Panie Kryń­ski, tekst któ­ry napi­sał pan chy­ba z poczu­ciem wyż­szo­ści nad ide­ami tych „żół­tych dzi­ku­sów” jest naj­lep­szym przy­kła­dem tego jak ogra­ni­czo­na jest edu­ka­cja filo­zo­fa w Pol­sce. Radził­bym panu usu­nąć te wypo­ci­ny i nie ośmie­szać się wię­cej
    G.S

    • Wiel­ka racja! Zga­dza się! Popie­ram!
      Ale kogo to dziś obcho­dzi, sko­ro i tak wszyst­ko na naszych oczach upa­da, odcho­dzi, sczeź­nie…
      Pozdro­wie­nia!

    • Łatwo jest kry­ty­ko­wać, trud­niej uczy­nić coś lep­sze­go. Wyda­je ci się pozja­da­łeś wszyst­kie rozu­my, ale to tyl­ko pozo­ry. Nazwi­ska­mi każ­dy może sypać i uda­wać mądre­go. Czy to brak poko­ry czy zbyt­nia pew­ność sie­bie naka­zu­je ci gar­dzić czymś co uwa­żasz za mniej war­to­ścio­we­go? Gor­sze więc pogar­da? Jestem pewien że zre­zy­gno­wał byś prę­dzej niż zaczął pisać na powyż­szy temat, bo doszedł­bym do wnio­sku że: nie, nie dam rady, to zbyt trud­ne dla mnie, to mnie prze­ra­sta. Czy nie jest tak?

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy