Edukacja filozoficzna Filozofia w szkole Wywiady

Filozofia w klockach

wywiad Łukasz Krzywoń i Jarosław Marek Spychała
Wywiad z Jarosławem Markiem Spychałą o metodzie LEGO-LOGOS.

Zapisz się do naszego newslettera

Łukasz Krzy­woń: Skąd pomysł, żeby filo­zo­fować z dzieć­mi? Co zain­spirowało cię do stworzenia metody ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ (pol. lego-logos)?

Jarosław Marek Spy­chała: Impul­sów, które się do tego przy­czyniły, było wiele, ale dwa wyda­ją mi się szczegól­nie ważne. Prowadz­iłem zaję­cia z filo­zofii na kierunk­ach zewnętrznych, czyli dla osób, które niekoniecznie były filo­zofią zain­tere­sowane. Mnie to oczy­wiś­cie nie przeszkadza­ło wierzyć, że moż­na je filo­zofią oczarować. Zaję­cia zacząłem od lek­tu­ry wybranych metafor filo­zoficznych. Stu­den­ci tek­sty czy­tali, ale nie bard­zo wiedzieli, co zro­bić z tym, co właśnie przeczy­tali – jak to rozu­mieć, do czego to odnieść, jak o tym roz­maw­iać itd. Inny­mi słowy, cho­ci­aż przeczy­tali perły filo­zofii, to wcale nie skutkowało to oży­wioną dyskusją na zaję­ci­ach. Wtedy zapro­ponowałem, aby swo­je rozu­mie­nie tek­stów zaczęli rysować i w ten sposób będziemy mogli za punkt dyskusji przyjąć ich rozu­mie­nie tek­stów utr­walone w obrazach. Pomysł częś­ciowo zadzi­ałał. Mówię „częś­ciowo”, bo natknęliśmy się na bari­ery – stu­den­ci, którzy uważali, że nie potrafią rysować, nie bard­zo chcieli się w to angażować. Tak naprawdę nie miało znaczenia, jak kto umie rysować. Nie o to chodz­iło, ale w subiek­ty­wnym odczu­ciu uczest­ników była to bari­era nie do sfor­sowa­nia.

ŁK: I wtedy przyniosłeś na zaję­cia kloc­ki?

JMS: Dokład­nie tak. I nagle się okaza­ło, że puś­ciły wszys­tkie bari­ery. Po pier­wsze, kloc­ki kojarzyły się ewident­nie z zabawą i stu­den­ci przestali się czymkol­wiek stre­sować. Po drugie, kloc­ki poz­woliły zni­welować różnice między bardziej i mniej uzdol­niony­mi plas­ty­cznie osoba­mi. W ten sposób nudne zaję­cia z filo­zofii zamieniły się w śmiech młodych ludzi, którzy czer­pią radość ze swo­jej pomysłowoś­ci i nieusta­jącego gadania o tym, co właśnie przeczy­tali i stworzyli.

ŁK: Tak, ale to stu­den­ci, w dużej mierze oso­by już dojrza­łe, które potrafią się zdyscy­plinować i nawet z zabawka­mi w ręku nie zapom­i­na­ją, że jed­nak są na zaję­ci­ach. A jak doszło do prze­niesienia tego pomysłu do szkoły pod­sta­wowej i liceum? Czy dzieci w amoku zabawy nie zapom­i­na­ją o tym, że ostate­cznie mają się czegoś nauczyć?

JMS: Tu ważnym, drugim impulsem było spotkanie z Mag­daleną Bereską, nauczy­cielką, wspani­ałym człowiekiem i ped­a­gogiem. Mag­da, gdy zobaczyła mnie po raz pier­wszy przy pra­cy, od razu powiedzi­ała, że to świet­ny pomysł na nauczanie filo­zofii nie tylko na stu­di­ach, lecz przede wszys­tkim w szkole. I tak, od słowa do czynu, po tygod­niu od naszego spotka­nia zor­ga­ni­zowal­iśmy pier­wsze zaję­cia w szkole u Magdy. Pomysł okazał się strza­łem w dziesiątkę i od tego cza­su, od roku 2004, rozwi­jam metodę ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ.

ŁK: Gdy się ciebie słucha, to wyda­je się, że sce­nar­iusz sukce­su, stworzenia metody, czy jakiejkol­wiek innej rzeczy, jest banal­nie prosty. Jest tak rzeczy­wiś­cie?

JMS: Tu potrzeb­ny jest także ele­ment wiary, wewnętrznego przeko­na­nia, że to, co robię, jest ważne i potrzeb­ne. Jako uczeń miałem prob­le­my z czy­taniem. Wychowaw­czyni zami­ast mi pomóc w nauce kaza­ła mi czy­tać na głos przy całej klasie, mimo iż wiedzi­ała, że ja tego nie umiem. W ten sposób zniechę­ciła mnie na lata do czy­ta­nia i nau­ki. To odbiło się też echem w tej metodzie – w ten sposób, że zaję­cia ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ poma­ga­ją uczniom wyco­fanym zaist­nieć na tle grupy, nie tylko poma­ga­ją w nauce czy­ta­nia, ale przede wszys­tkim doda­ją odwa­gi, czynią sil­ny­mi. Dla mnie zatem to nie tylko nau­ka filo­zofii, ale przy­chodze­nie z pomocą tym, którzy zostali strąceni do jask­i­ni, a uwięzieni w niej przeży­wa­ją piekło swo­jego życia. 

ŁK: ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ to zaję­cia z mis­ją?

JMS: ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ to men­tor w rozu­mie­niu Camp­bel­la, to Obi-Wan Keno­bi, Mor­pheus, to Albus Dum­b­le­dore – ktoś, kto przy­chodzi z pomocą, doda­je odwa­gi, ale nie wyręcza ucz­nia w kon­frontacji ze światem. Na zaję­ci­ach ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ dochodzi do spotka­nia dziec­ka (zabawa) z dorosłym (tekst filo­zoficzny). To zderze­nie krze­si iskrę, daje do ręki uczniowi pochod­nię Prom­e­teusza, miecz Sky­walk­era. Men­tor wyposaża ucz­nia w to, co niezbędne jest do poko­na­nia dro­gi, ale nie pokonu­je tej dro­gi za ucz­nia. ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ to ksz­tałce­nie ku samodziel­noś­ci. 

ŁK: Jak zatem wyglą­da­ją zaję­cia ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ? Co się tam właś­ci­wie dzieje? Bo to, co opowiadasz, zaczy­na bardziej przy­pom­i­nać sce­nar­iusz fil­mu niż sce­nar­iusz lekcji.

JMS: Tak w isto­cie jest. Meto­da ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ jest niczym innym jak drogą przez jask­inię Pla­tona, i w ten sposób zaw­iera sobie w monomit, jądro każdej dobrej powieś­ci czy fil­mu, każdej podróży, która dziecko czyni dorosłym, zwykłego człowieka super­bo­haterem. For­muła zajęć jest w zasadzie pros­ta. Zaję­cia trwa­ją 90 min­ut i składa­ją się z dwóch równych częś­ci: w pier­wszej uczest­ni­cy czy­ta­ją tekst, a swo­ją inter­pre­tację przeczy­tanego tek­stu stara­ją się przed­staw­ić w formie przestrzen­nej za pomocą tworzyw plas­ty­cznych; w drugiej częś­ci zajęć uczest­ni­cy prezen­tu­ją kole­jno swo­je prace i poprzez dyskusję stara­ją się poz­nać argu­men­ty prze­maw­ia­jące za poszczegól­ny­mi inter­pre­tac­ja­mi. W zaję­ci­ach bierze udzi­ał gru­pa dziesię­ciu osób. Każ­da z nich zaj­mu­je osob­ne stanowisko, przy którym zna­j­du­je się np. zestaw klock­ów (albo na przykład gliny). Uczest­ni­cy otrzy­mu­ją tekst będą­cy tem­atem zajęć. Zadanie uczest­ników pole­ga na tym, że muszą samodziel­nie (po cichu) przeczy­tać tekst, a następ­nie przed­staw­ić go w formie budowli z zapro­ponowanego na zaję­ci­ach tworzy­wa, tak jak każdy z nich go sam zrozu­mi­ał. 

ŁK: I to tylko tyle?

JMS: To dopiero początek. Nagle bowiem się okazu­je, że cho­ci­aż wszyscy mieli ten sam tekst, te same kloc­ki, to każdy zrozu­mi­ał i zbu­dował to inaczej. To rodzi wśród uczest­ników zdzi­wie­nie. To samo zdzi­wie­nie, które według Pla­tona i Arys­tote­le­sa jest początkiem filo­zo­fowa­nia. To jed­nocześnie Camp­bel­lowskie wezwanie do przy­gody:  Alic­ja dzi­wi się, że kró­lik mówi ludzkim głosem i bieg­nie za nim, aby to zrozu­mieć – uczeń dzi­wi się, że kole­ga myśli inaczej i podąża za jego głosem. Tak rozpoczy­na się wyprawa uczniów po złote runo, po światło, które poz­woli im wyjść z jask­i­ni, wyjść z klasy, wyjść na zewnątrz, a więc zobaczyć świat z innej per­spek­ty­wy. A widzieć, to wiedzieć.

ŁK: Takie pode­jś­cie do edukacji zda­je się odstawać od rzeczy­wis­toś­ci szkol­nej?

JMS: Odniosę się do sytu­acji w Polsce. Zaczni­jmy od tego, że choć minęło już 30 lat od zmi­any społecznej, to nadal nie wypra­cow­al­iśmy pomysłu na pol­ską szkołę. Pyta­nia o gim­nazjum itd. są wtórne. Najpierw powin­niśmy stworzyć filo­zofię szkoły, odpowiedzieć sobie na pytanie, kim ma się stać człowiek, który prze­jdzie nasz sys­tem edukacji. Dopiero potem może­my dysku­tować o tym, jak chce­my wyz­nac­zone cele zre­al­i­zować, z pomocą gim­nazjum czy bez itd. A co robimy? Nawet nie doczekaliśmy efek­tów pier­wszej reformy, a już ją chce­my refor­mować znowu. W tych okolicznoś­ci­ach nieza­leżnie od tego, po jaką metodę sięg­niemy, to ona zawsze będzie odstawać od ofic­jal­nej edukacji, sko­ro sama ofic­jal­na edukac­ja jest nies­tała.

ŁK: A jak wyglą­da to w szer­szej per­spek­ty­wie, np. w per­spek­ty­wie edukacji w Europie?

JMS: Wyda­je mi się, że edukac­ja w Europie jest skutkiem siły przyzwycza­je­nia, które nie zawsze jest świadome swoich anty­cznych korzeni i przede wszys­tkim celów, jakie staw­iała sobie anty­cz­na paideia. W różnych kra­jach bywa różnie, ale gen­er­al­nie trud­no oprzeć się wraże­niu, że najważniejszy moment życia człowieka, który przy­pa­da na okres edukacji wczes­noszkol­nej, jest najbardziej lekce­ważony. Sądzi się, że edukac­ja dzieci jest „dziecin­na”, w więc nieis­tot­na, nieważ­na, no bo prze­cież to tylko dzieci. Jak­by mówi się „zaczniemy je trak­tować poważnie, gdy doros­ną”. Ale to, na ile będziemy mogli je w przyszłoś­ci trak­tować poważnie, zależy właśnie od tego, na ile poważnie potrak­tu­je­my dzieci ter­az. Co to znaczy poważnie potrak­tować? Na przykład poz­wolić na popeł­ni­an­ie błędów, na upadek. Tylko bowiem ten, kto upad­nie, może nauczyć się pow­stawać – a więc radz­ić sobie w życiu samodziel­nie.  

ŁK: Neu­rody­dak­ty­ka pokazu­je, że współcześnie uczymy człowieka nie­jako wbrew jego nat­u­ral­nym, ewolucyjnie uwarunk­owanym predys­pozy­cjom. Jak wyglą­dała edukac­ja w cza­sach anty­cznych? Co przyświecało filo­zo­fom, którzy pode­j­mowali się uczenia kole­jnych pokoleń?

JMS: Idąc za Seneką należy powiedzieć, że filo­zof nie tylko wskazy­wał właś­ci­wą drogę życia, ale i nią podążał (znami­en­ny jest przykład Rousseau, który tak osten­ta­cyjnie odszedł od tej zasady). Człowiek antyku zdoby­wał wiedzę nie po to, aby ją tylko mieć, lecz przede wszys­tkim po to, aby dzię­ki niej mógł wzras­tać. Nie po to uczył się czegoś, aby zdawać to następ­nego dnia na teś­cie. Testem jest życie. Cyc­eron porównu­ję naukę filo­zofii do uprawy pola i powia­da, że filo­zof sieje, a nasiona filo­zofii ros­ną w duszy i dopiero z upły­wem cza­su przynoszą owoce. A co my robimy? Dziś uczymy, jutro tes­tu­je­my. Kiedy ta wiedza miała w młodym człowieku zak­wit­nąć? Moja cio­cia Lila, nauczy­ciel­ka pol­skiego w liceum, powiedzi­ała mi kiedyś: „Jarek, jak ja mogłam uczyć te dzieci Mak­be­ta, jak ja dopiero ter­az, mając 50 lat, zaczy­nam coś z niego rozu­mieć?”.

ŁK: Nasza edukac­ja zori­en­towana jest na kon­tent, ale postęp tech­no­log­iczny ofer­u­je w cza­sie rzeczy­wistym więk­sze zaso­by wiedzy niż jakakol­wiek lekc­ja. Czego i jak powin­na uczyć szkoła?

JMS: Celem edukacji encyk­lope­dy­cznej było ksz­tałce­nie, for­mowanie, „lep­i­e­nie” człowieka. Wyobraź sobie, że człowiek jest kawałkiem nieu­for­mowanej gliny, a każdy nauczy­ciel lepi tę glinę tak, aby ostate­cznie stała się ona kulą, a więc ksz­tałtem doskon­ałym. Ide­al­nie ule­pi­ona kula, raz wpraw­iona w ruch, będzie się toczyć przez życie samodziel­nie. Jeśli nie ulepimy kuli ide­al­nie, to za chwilę zatrzy­ma się ona na włas­nych nierównoś­ci­ach i będzie wyma­gała „popy­cha­nia” przez życie. To jest źródłowy sens słowa encyk­lo­pe­dia (en kuk­los paideia – wychowanie w koło). Cza­sa­mi mówimy, a po co ja się uczyłem tego czy tamtego – właśnie po to, aby dać się ulepić ku samodziel­noś­ci. Ksz­tał­towanie dokonu­je się jed­nak poprzez przeży­wanie, a nie poprzez tzw. obiek­ty­wne testowanie. Test jest przeży­waniem stre­su, a nie przeży­waniem wiedzy, którą on ma rzeko­mo wery­fikować. I ten właśnie pier­wiastek human­isty­czny, ludz­ki, zgu­bil­iśmy, i to na niego powin­niśmy w szkole postaw­ić. Społeczeńst­wo złoś­ci się na młodocianych przestępców itd. Dlaczego zatem nie uczymy ich ety­ki?

ŁK: Niek­tórzy sądzą, że na filo­zo­fowanie z dzieć­mi jest za wcześnie, że nie moż­na poruszać z dzieć­mi takich poważnych tem­atów jak śmierć, starość itd.

JMS: To, o czym chcą roz­maw­iać dzieci, nie zależy od widz­imisię tego, czy innego min­is­tra. Dzieci doświad­cza­ją życia nie tylko w szkole: śmierć dzi­ad­ka czy bab­ci, nieszczęśli­wy wypadek itd. Śmierć jest częś­cią życia i nie moż­na udawać, że jej nie ma. Ten sam błąd popełnił ojciec Sid­dharthy Gau­tamy, który więz­ił syna w pałacu z dala od staroś­ci i cier­pi­enia – trochę tak, jak­by myślał, że jeśli syn nie zobaczy śmier­ci, to ona go nie spot­ka. Aż wresz­cie syn pewnego dnia opuś­cił pałac (jak Pla­tońs­ki niewol­nik jask­inię) i zobaczył, że świat jest też poza pałacem (poza jask­inią, poza szkołą) i to uczyniło go Bud­dą. I to jest mod­el edukacji, o który chodzi, ksz­tałce­nie ku światłu, ku oświece­niu, ku samodziel­noś­ci. Nie da się życia przemil­czeć, nie da się przemil­czeć trud­nych tem­atów. Moż­na trud­ną wiedzę i książ­ki odłożyć na później, ale to niczego nie zatrzy­ma. Pla­tona czy Mar­ka Aure­liusza moż­na przeczy­tać w każdym wieku, ale jak te książ­ki wpłyną na ciebie, gdy będziesz miał 18 lat, a jak, gdy będziesz miał lat 80.

ŁK: Wspom­ni­ałeś wcześniej o men­torze. Najnowsze bada­nia amerykańskie dowodzą, że to, na jakiego nauczy­ciela-człowieka są wyek­sponowane dzieci, ma decy­du­ją­cy wpływ na ich zain­tere­sowanie nauką i w ogóle ucze­niem się. Men­tor, który pozwala popeł­ni­ać błędy, być sobą, podsy­ca w nich cieka­wość świa­ta itd., przy­czy­nia się do ich roz­wo­ju.

JMS: To jest w pewnym sen­sie oczy­wiste. To jest dokład­nie postać men­to­ra, którą opisu­je Camp­bell. To postać nauczy­ciela, prze­wod­ni­ka, która jest znana już w społecznoś­ci­ach archaicznych. Nasze poszuki­wanie ustandary­zowanej edukacji, obiek­ty­wiz­a­cji, doprowadz­iło do wyru­gowa­nia ze szkoły nauczy­ciela jako osobowoś­ci – na to w szkole jest coraz mniej miejs­ca – ilu jest takich Prze­mysławów Sta­roniów w Polsce? A to właśnie te osobowoś­ci doda­ją uczniom skrzy­deł. Poszuku­jąc obiek­ty­wiz­a­cji szkoły, popadliśmy w jej obiek­ty­fikację, że zacy­tu­ję klasy­ka. Ale to nie tylko kwes­t­ia trak­towa­nia nauczy­ciela, lecz także postawa rodz­i­ca. Rodz­ic odstaw­ia dziecko do szkoły jak zep­sute auto. Przy­jeżdża wiec­zorem, aby je ode­brać i oczeku­je, że nauczy­ciel-mechanik wszys­tko napraw­ił. A to tak prze­cież nie dzi­ała. Wychowanie jest pro­ce­sem, wyma­ga cza­su i tros­ki – tak jak uprawa owoców.

ŁK: A co z nauczy­ciela­mi naucza­nia przed­szkol­nego, początkowego? Czy nie jest tak, że oni robią dla dzieci najwięcej, a w odbiorze społecznym cieszą się najm­niejszym poważaniem z całej grupy nauczy­cieli? W końcu pier­wsze 5 lat życia to najbardziej ekspan­sy­wny okres roz­wo­ju i uczenia się, od którego zależy funkcjonowanie całej struk­tu­ry człowieka, od fizy­cznej po intelek­tu­al­ną. Filo­zo­fowie mieli by tu dużo do powiedzenia.

JMS: Tu  z pewnoś­cią potrzeb­ny jest odważny namysł nad edukacją. Filo­zofia mogła­by z pewnoś­cią dużo wnieść. Poza bogatym zbiorem metafor, które mogą zain­spirować na całe życie, filo­zofia mogła­by dostar­czyć poczu­cia sen­su w edukacji i w życiu młodych ludzi. Uczniowie częs­to narzeka­ją no to, że nie rozu­mieją, po co uczą się tych czy innych rzeczy, że nie widzą sen­su uczenia się tego wszys­tkiego. Na to pytanie mogła­by właśnie odpowiedzieć filo­zofia, zwięk­sza­jąc tym samym zarówno szanse eduka­cyjne, co życiowe uczniów.

ŁK: Ten rok zda­je się obfi­tować w nowe inspirac­je do pode­j­mowa­nia filo­zofii z dzieć­mi. W sty­czniu ukaza­ła się moja książ­ka Filo­zo­fuj z dzieć­mi, trochę wcześniej Bogusława Kałuskiego opra­cow­anie metod Marten­sa, a ter­az na dni­ach ma ukazać się two­ja kole­j­na książ­ka, która też pode­j­mu­je tem­at filo­zo­fowa­nia z dzieć­mi. Na zakończe­nie powiedz nam jeszcze o swo­jej najnowszej pub­likacji ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ.

JMS: Książ­ka, która niebawem się ukaże, nosi tytuł Mali rebe­lian­ci i jest to dru­gi tom mojej try­logii. Pier­wszy tom Jask­inia. Dro­ga rebe­liantów, już opub­likowany, pokazał, w jaki sposób obraz jask­i­ni Pla­tona wpłynął na filo­zofię, lit­er­aturę i na tak zwaną kul­turę pop­u­larną. Tom dru­gi Mali rebe­lian­ci poświę­cony jest właśnie metodzie ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ, która pow­stała przede wszys­tkim w opar­ciu, z jed­nej strony, o mech­a­nizm obra­zowa­nia, którym posługu­je się w swo­jej filo­zofii Pla­ton, z drugiej strony, jest bezpośred­nim naw­iązaniem do obrazu jask­i­ni i wyko­rzys­tu­je prak­ty­cznie ele­men­ty jego nar­racji do naucza­nia zarówno filo­zofii, jak i kreaty­wnoś­ci, w szkole i nie tylko w szkole, gdyż te zaję­cia mogą być prowad­zone wszędzie, dla uczest­ników w każdym wieku. Tom trze­ci, o jeszcze roboczej nazwie Byk. Siła arche­typów w mar­ketingu, nad którym aktu­al­nie pracu­ję, trak­tu­je o możli­woś­ci stosowa­nia filo­zofii, w tym obrazu jask­i­ni Pla­tona i metody ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ, do tworzenia strate­gii mar­ketingowych. Ukaże się w roku 2020.

ŁK: Wszys­tko zda­je się brać swój początek w jask­i­ni?

JMS: Tak, wszys­tko zaczęło się w jask­i­ni i do jask­i­ni wró­ci – rebe­lia zaczy­na się w jask­i­ni i w jask­i­ni tri­um­fu­je.  

21 sierp­nia 2019

Wywiad przeprowadz­ił Łukasz Krzy­woń


Jarosław SpychałaJarosław Marek Spy­chaław lat­ach 2013–2015 dyrek­tor School of Form na Uni­w­er­syte­cie SWPS Poz­nań, 2015–2016 dyrek­tor Cen­trum Kul­tu­ry w Żyrar­dowie, od 2016 wykład­ow­ca na Uni­w­er­syte­cie w Kon­stancji (Niem­cy). Naukowo intere­su­je się his­torią filo­zofii i religii, a szczegól­nie zjawiskiem przenika­nia się religii i filo­zofii w zakre­sie wyobrażeń o pośmiert­nych losach człowieka oraz ich wpły­wem na ksz­tałt poczu­cia sen­su życia we współczes­nych społeczeńst­wach zachod­nioeu­rope­js­kich. Autor pub­likacji naukowych i pop­u­larnonaukowych z zakre­su filo­zofii i his­torii religii, m.in: Jask­inia. Dro­ga rebe­liantów, Leg­en­da apolińs­ka w życiu i dzi­ałal­noś­ci Pla­tona, Her­ak­les, Jezus Chrys­tus i Lord Vad­er na rozs­ta­jnych dro­gach, Bul­let­proof – pla­tońskie przesłanie ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ, ΛΕΓΩ-ΛΟΓΟΣ: czy­tać, myśleć, mówić, LEGO-LOGOS: Dlaczego Tales patrzył w niebo?, Orfeusz i orfi­cy – zarys prob­lematy­ki, Zarys his­torii kul­tu Izy­dy w świecie grecko-rzym­skim, Kłopo­ty wyz­naw­ców Izy­dy na tere­nie Rzy­mu w roku 58 p.n.e. Tłu­macz z języków nowożyt­nych i klasy­cznych, m.in.: Hei­deg­ger-Jaspers Kore­spon­denc­ja, Bern­hard Walden­fels, Odpowiedź na to, co obce. Główne rysy fenom­e­nologii respon­sy­wnej, Olym­pi­odor Żywot Pla­tona (z gre­ki), Apule­jusz z Madau­ry Żywot Pla­tona (z łaciny).

Łukasz KrzywońŁukasz Krzy­woń – – mag­is­ter filo­zofii, absol­went Uni­w­er­syte­tu Śląskiego. Autor podręczni­ka do prowadzenia filo­zoficznych dociekań z dzieć­mi i młodzieżą pt. Filo­zo­fuj z dzieć­mi, który został wydany w sty­czniu 2019 r. przez Wydawnict­wo Aca­d­e­mi­con. Od 2004 r. miesz­ka w Irlandii. Od wielu lat pracu­je tam z dzieć­mi i z młodzieżą, prowadząc m.in. docieka­nia filo­zoficzne w szkołach. Spec­jal­ista od filo­zofii dla dzieci z The Phi­los­o­phy Foun­da­tion w Lon­dynie i akty­wny członek europe­jskiego sto­warzyszenia SOPHIA, pro­mu­jącego filo­zo­fowanie z dzieć­mi. Obec­nie uczy o ochronie środowiska w szkołach dla Green-Schools Ire­land. Orga­nizu­je też kół­ka bęb­niarskie, męskie krę­gi, uczy polinezyjskiego Sasa, chińskiego Tai Chi, malu­je artysty­czne murale wraz z różny­mi gru­pa­mi tworzy artysty­czne man­dale, uczy prak­ty­ki uważnoś­ci i relak­sacji. Jego pra­ca mag­is­ter­s­ka Ukry­ty Blaskukaza­ła się drukiem w roku 2005.

Więcej o edukacji filo­zoficznej przeczy­tasz tutaj.

Najnowszy numer można nabyć od 3 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy