Aktualności Jednodniówka

Filozofuj! na temat imigrantów #2 – Wojciech Żełaniec: Przyjęcie uchodźców: miara i racja

Czy powinniśmy przyjąć dowolną liczbę uciekinierów z Bliskiego Wschodu i Afryki, tak licznie napływających obecnie do Europy? Jeśli tak, to ilu? I właściwie dlaczego? Z jakiej racji? Przecież nie do Polski się oni w masie wybrali, a nasz kraj jest za biedny, by mógł zaspokoić niewygórowane oczekiwania nawet własnych obywateli. Podejmuję te pytania w formie zgęszczonej.

Zapisz się do naszego newslettera

Klik­nij, aby pobrać plik pdf nume­ru:


Zachę­ca­my do dys­ku­sji na temat nume­ru pod tek­stem tego wpi­su lub na naszym fanpage’u.


Pyta­nia do dys­ku­sji:

1. Czy mamy obo­wią­zek przy­ję­cia uchodź­ców z Syrii? Jakie racje moral­ne za tym prze­ma­wia­ją?
2. Czy argu­ment, że Pol­ska jest kra­jem bied­nym i bez doświad­czeń w przyj­mo­wa­niu uchodź­ców, wystar­cza, aby twier­dzić, że nie powin­na przyj­mo­wać uchodź­ców z Syrii?
3. Czy odpo­wie­dzial­ność za obec­ną maso­wą migra­cję uchodź­ców do Euro­py pono­si tak­że Pań­stwo Pol­skie?
4. Czy przy­na­leż­ność reli­gij­na uchodź­ców ma istot­ne zna­cze­nie w kwe­stii „przyj­mo­wać czy nie przyj­mo­wać”?


 

Ktoś kie­dyś bar­dzo daw­no temu powie­dział, że mia­rą kul­tu­ry dane­go spo­łe­czeń­stwa jest jego sto­su­nek do… – tu roz­cho­dzą się wer­sje pra­daw­ne­go prze­ka­zu w kwe­stii tego, co było dalej – „do higie­ny w publicz­nych toa­le­tach”, czy „do nie­peł­no­spraw­nych”, czy „do sie­rot”, czy „do zwie­rząt domo­wych” czy może np. „do uchodź­ców”. Kto to wie?…

Polska a wychodźctwo

Jeste­śmy spo­łe­czeń­stwem, któ­re przez wie­ki wysy­ła­ło w świat sze­ro­kie fale takie­go czy inne­go uchodźc­twa (pole­cam wizy­tę w Muzeum Emi­gra­cji, Gdy­nia, ul. Pol­ska 1), spo­ty­ka­ją­ce­go się z na ogół z przy­ja­znym, a cza­sem nawet entu­zja­stycz­nym (zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Polenlieder) przy­ję­ciem – nie bez koze­ry jed­nym z arcy­dzieł naszej lite­ra­tu­ry są Księ­gi naro­du pol­skie­go i piel­grzym­stwa pol­skie­go. Takie­mu spo­łe­czeń­stwu nie bar­dzo do twa­rzy jest posta­wa twar­dej odmo­wy, gdy garst­ka ucie­ki­nie­rów zapu­ka nagle do jego z kolei drzwi. Dla chrze­ści­ja­ni­na mia­ro­daj­ne są wska­zów­ki Jezu­sa udzie­lo­ne krót­ko przed jego kaź­nią: „byłem głod­ny, a dali­ście mi jeść; byłem spra­gnio­ny, a dali­ście mi pić; byłem przy­by­szem, a przy­ję­li­ście mnie” itd. (Mt 25,31–46).

Nikt nie jest zobowiązany do rzeczy niemożliwych

Z dru­giej stro­ny, żad­ne pań­stwo nie jest zobo­wią­za­ne przy­jąć dowol­nej licz­by uchodź­ców w dowol­nie krót­kim cza­sie i dowol­nych oko­licz­no­ściach. Było­by to nie­moż­li­we, a ad impos­si­bi­lia nemo obli­ga­tur (nikt nie jest zobo­wią­za­ny do rze­czy nie­moż­li­wych), jak mówi sta­ra zasa­da praw­na. Takie spra­wy regu­lu­ją róż­ne trak­ta­ty mię­dzy­na­ro­do­we oraz prze­pi­sy praw­ne regu­lu­ją­ce rela­cje mię­dzy­pań­stwo­we w ramach roz­ma­itych orga­ni­za­cji ponad­pań­stwo­wych, takich jak ONZUE. Takich trak­ta­tów trze­ba dotrzy­my­wać (gdyż pac­ta sunt servan­da). Żad­ne­mu pań­stwu nie przy­spo­rzy chwa­ły i nie pod­nie­sie jego pre­sti­żu mię­dzy­na­ro­do­we­go, jeśli pró­bu­je się od tego wymi­gi­wać – zwłasz­cza, jeśli pre­stiż mię­dzy­na­ro­do­wy dane­go pań­stwa (jak w przy­pad­ku Pol­ski) i tak jest nie­wy­so­ki.

Ale nie zna­czy to, że pań­stwa, choć­by i o niskim pre­sti­żu, nie mają pra­wa nego­cjo­wać i rene­go­cjo­wać warun­ków takich trak­ta­tów i takich rela­cji mię­dzy­na­ro­do­wych, tak by lepiej odpo­wia­da­ły ich moż­li­wo­ściom. Jest jasne, że pań­stwo A, jeśli względ­nie ubo­gie i względ­nie źle zor­ga­ni­zo­wa­ne, w dodat­ku nie­ma­ją­ce w żywej ludz­kiej pamię­ci doświad­cze­nia w przyj­mo­wa­niu więk­szej licz­by uchodź­ców – a takim pań­stwem jest Pol­ska, pań­stwo „prak­tycz­nie już nie­ist­nie­ją­ce” zda­niem byłe­go mini­stra Sien­kie­wi­cza („Sowa i Przy­ja­cie­le”) – nie będzie mogło przy­jąć pro­por­cjo­nal­nie tyluż ucie­ki­nie­rów, co pań­stwo B, któ­re jest zamoż­ne, pręż­ne i mają­ce odno­śne doświad­cze­nie. Pań­stwo B nie może zapro­po­no­wać pań­stwu A, że samo przyj­mie 40 pro­cent uchodź­ców, pod­czas gdy to ostat­nie tyl­ko 14 pro­cent, bez wzglę­du na abso­lut­ną licz­bę uchodź­ców, gdyż od pew­ne­go pro­gu (powiedz­my milio­na uchodź­ców w całej Euro­pie) nawet te 14 pro­cent będzie dla A za dużo, pod­czas gdy pań­stwo B przy­jąw­szy i 400 tysię­cy będzie cią­gle dale­kie od wyczer­pa­nia swo­ich moż­li­wo­ści.

Takie pro­po­zy­cje moż­na oczy­wi­ście skła­dać i moż­na naci­skać na part­ne­rów słab­szych, by je akcep­to­wa­li, ale nie moż­na od tych ostat­nich reali­stycz­nie ocze­ki­wać, że też rze­czy­wi­ście dotrzy­ma­ją wyni­ka­ją­cych z takich usta­leń zobo­wią­zań. (Dla orien­ta­cji, według Wyso­kie­go Komi­sa­rza Naro­dów Zjed­no­czo­nych ds. Uchodź­ców na świe­cie jest pra­wie 60 milio­nów uchodź­ców wojen­nych, www.unhcr.org/558193896.html).

Grzech obojętności

Cóż więc robić? W przy­pad­ku Syrii, skąd pocho­dzi więk­szość ucie­ki­nie­rów do Euro­py, Euro­pa bar­dzo zawi­ni­ła swo­ją obo­jęt­no­ścią. Kie­dy w mar­cu 2011 r. zaczę­ły się w tym wie­lo­kul­tu­ro­wym pań­stwie, rzą­dzo­nym przez sprzy­ja­ją­cych seku­la­ry­zmo­wi ala­wi­tów (spe­cy­ficz­na odmia­na isla­mu szy­ic­kie­go) pierw­sze pro­te­sty, świat był prze­ko­na­ny, że powtó­rzy się któ­ryś ze zna­nych już z „arab­skiej wio­sny” sce­na­riu­szy, np. egip­ski. Ale zamiast tego wybu­chła woj­na domo­wa o wie­lu fron­tach i wie­lu stro­nach, któ­re łączy to, że wszyst­kie są prze­ciw­ko lud­no­ści cywil­nej; poza tym jesz­cze prze­ciw sobie nawza­jem. Dzie­więć milio­nów Syryj­czy­ków, pra­wie poło­wa lud­no­ści tego kra­ju, stra­ci­ło dach nad gło­wą, szu­ka­jąc schro­nie­nia gdzie indziej w Syrii lub za gra­ni­cą, głów­nie w sąsied­niej Tur­cji (ok. 1,5 milio­na).

Ze schro­nie­niem we wła­snym kra­ju będzie Syryj­czy­kom coraz trud­niej, bio­rąc pod uwa­gę, że więk­sza część tery­to­rium tego nie­gdyś pań­stwa jest pod kon­tro­lą naj­młod­szej stro­ny kon­flik­tu, upior­nej, praw­dzi­wie dia­bel­skiej orga­ni­za­cji pn. ad-Daw­lah al-Islāmi­jah fī ‚l-‘Irāq wa-sz-Szām (Pań­stwo Islam­skie w Ira­ku i Lewan­cie), lubu­ją­cej się w maso­wych mor­dach i sady­stycz­nych egze­ku­cjach. Pań­stwa NATO nie zdo­by­ły się tu, ina­czej niż w Libii, na żad­ną lądo­wą inter­wen­cję, a jedy­nie na punk­to­we nalo­ty, licząc na to, że pro­blem roz­wią­że się jakoś sam. Jakoż i się roz­wią­zu­je – kolej­ne mia­sta są prze­kształ­ca­ne w morze ruin, zabyt­ki wie­lo­ty­siąc­let­niej kul­tu­ry bar­ba­rzyń­sko nisz­czo­ne, a dzie­siąt­ki tysię­cy Syryj­czy­ków wszyst­kich zna­nych w tym kra­ju wyznań i reli­gii prą do Euro­py… Kto ma ich wszyst­kich przy­jąć? A Euro­pa nadal się bier­nie przy­glą­da…

Nie wol­no przy tym zapo­mi­nać, że obec­ne „porząd­ki” syryj­skie się­ga­ją korze­nia­mi Ira­ku i tego zbrod­ni­cze­go cha­osu, któ­ry wywo­ła­li w tym kra­ju Ame­ry­ka­nie swo­ją fał­szy­wie uza­sad­nio­ną inter­wen­cją z roku 2003, z uprze­dza­ją­cą gor­li­wo­ścią popar­tą przez ówcze­sny rząd pol­ski.

Bio­rąc to wszyst­ko pod uwa­gę, nie wol­no nam powie­dzieć „to nie nasza spra­wa”. Pyta­nie tyl­ko, ilu uchodź­ców może­my przy­jąć – i jak ich może­my przy­jąć. Infil­tra­cji ze stro­ny akty­wi­stów tzw. „Pań­stwa Islam­skie­go” czy Al-Kaidy nie ma się co bać, bo Pol­ska nie jest dla tych orga­ni­za­cji wystar­cza­ją­co cie­ka­wa – jak­kol­wiek nie­po­chleb­nie to może brzmieć. Spe­cjal­nej korzy­ści po któ­rej­kol­wiek stro­nie w przyj­mo­wa­niu uchodź­ców głów­nie chrze­ści­jań­skich też raczej nie ma co wyglą­dać z nadzie­ją, bo Pol­ska jest kra­jem bar­dziej kato­lic­kim niż chrze­ści­jań­skim – jak­kol­wiek może to brzmieć para­dok­sal­nie – i jej goto­wość na spo­tka­nie z mono­fi­zy­ta­mi, czy nesto­ria­na­mi, czy nawet mel­ki­ta­mi, nie wyda­je się wiel­ka.


Woj­ciech Żeła­niec – Filo­zof gene­ra­li­sta i spo­łecz­ny, sty­pen­dy­sta Hum­bold­ta (Würz­burg 1995–1997), kie­row­nik Zakła­du Ety­ki i Filo­zo­fii Spo­łecz­nej w Insty­tu­cie Filo­zo­fii, Socjo­lo­gii i Dzien­ni­kar­stwa Wydzia­łu Nauk Spo­łecz­nych Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go (http://wnswz.strony.ug.edu.pl/). Osta­nia publi­ka­cja: Uni­ver­sa­li­ty of puni­sh­ment, Anto­nio Incam­po and Woj­ciech Żeła­niec (eds.), Bari: Cacuc­ci, 2015. (jako współ­au­tor i współ­re­dak­tor). Hob­by: czy­ta­nie i recy­to­wa­nie poezji.

Tekst w wer­sji pdf moż­na pobrać tutaj. Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.


Czy­taj tak­że na ten temat:

#1 Peter Sin­ger: Jak unik­nąć kry­zy­su wywo­ła­ne­go napły­wem uchodź­ców?

#3 Jacek Hołów­ka: Wię­cej roz­trop­no­ści w spra­wie imi­gran­tów!


Zachę­ca­my do dys­ku­sji na temat nume­ru pod tek­stem tego wpi­su lub na naszym fanpage’u.


Pyta­nia do dys­ku­sji:

1. Czy mamy obo­wią­zek przy­ję­cia uchodź­ców z Syrii? Jakie racje moral­ne za tym prze­ma­wia­ją?
2. Czy argu­ment, że Pol­ska jest kra­jem bied­nym i bez doświad­czeń w przyj­mo­wa­niu uchodź­ców, wystar­cza, aby twier­dzić, że nie powin­na przyj­mo­wać uchodź­ców z Syrii?
3. Czy odpo­wie­dzial­ność za obec­ną maso­wą migra­cję uchodź­ców do Euro­py pono­si tak­że Pań­stwo Pol­skie?
4. Czy przy­na­leż­ność reli­gij­na uchodź­ców ma istot­ne zna­cze­nie w kwe­stii „przyj­mo­wać czy nie przyj­mo­wać”?

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy