Fragment z klasyka

Franciszek Bacon: Sfinks

Źró­dło: M. Gard­ner (red.), Wiel­kie ese­je w nauce, przeł. M. Appelt, Pró­szyń­ski i S‑ka, War­sza­wa 1998, s. 13–16.


Sfinks, jak opo­wia­da histo­ria, był potwo­rem o wie­lu kształ­tach naraz. Miał obli­cze i głos dzie­wi­cy, skrzy­dła pta­ka i szpo­ny gry­fa. Miesz­kał na górze pod Teba­mi i gra­so­wał na dro­gach. Czy­hał w zasadz­ce na podróż­nych, aby ich nagle zaata­ko­wać i poj­mać. Kie­dy już miał ich w swej mocy, zada­wał im róż­ne nie­ja­sne i zaska­ku­ją­ce zagad­ki, podob­no pod­su­wa­ne mu przez Muzy. Jeśli nie­szczę­śni jeń­cy nie potra­fi­li natych­miast roz­wią­zać zagad­ki, a tyl­ko sta­li zmie­sza­ni, zwle­ka­jąc z odpo­wie­dzią, Sfinks z okru­cień­stwem roz­dzie­rał ich na strzę­py. Ponie­waż czas nie przy­no­sił wyba­wie­nia od potwo­ra, tebań­czy­cy zapro­po­no­wa­li wła­dzę w Tebach jako nagro­dę dla tego, kto roz­wią­że zagad­kę Sfink­sa (albo­wiem był to jedy­ny spo­sób poko­na­nia go). Wiel­kość wygra­nej zachę­ci­ła Edy­pa, czło­wie­ka mądre­go i prze­ni­kli­we­go, lecz kule­ją­ce­go z powo­du prze­kłu­tych pięt, do przy­ję­cia warun­ków i pod­da­nia się pró­bie. Sta­nął on przed Sfink­sem, goto­wy i pełen wia­ry w sie­bie, a zapy­ta­ny, co to za zwie­rzę, któ­re rodzi się z czte­re­ma noga­mi, potem sta­je się dwu­noż­ne, jesz­cze póź­niej trzy­noż­ne, aż na koń­cu zno­wu sta­je się czwo­ro­noż­ne, bez tru­du odpo­wie­dział, że czło­wiek. Jako nie­mow­lę bowiem zaraz po uro­dze­niu leży bez­rad­nie, led­wie pró­bu­jąc peł­zać na czwo­ra­kach; szyb­ko potem wsta­je i poru­sza się na dwóch nogach; w póź­niej­szych latach wspie­ra się na lasce — to jak­by cho­dził na trzech; osta­tecz­nie zaś w sędzi­wym wie­ku nie­do­łęż­nie­je, siły go opusz­cza­ją, zno­wu opa­da na kola­na i nie wsta­je z łóż­ka. Odpo­wiedź ta była popraw­na i przy­nio­sła Edy­po­wi zwy­cię­stwo. Kie­dy Sfinks zgi­nął, przy­tro­czył jego cia­ło do ośli­cy i powiózł trium­fu­jąc. Potem zgod­nie z umo­wą został kró­lem Teb.

Baśń ta jest zgrab­na i mądra, a wymy­ślo­na zosta­ła naj­wy­raź­niej jako alu­zja do Nauki, zwłasz­cza w tym, jak sto­su­je się ona do prak­tycz­nych spraw życio­wych. Nie cał­kiem bowiem od rze­czy moż­na potwo­rem nazwać Naukę, byt zdu­mie­wa­ją­cy dla kogoś, kto nic nie wie i nicze­go nie potra­fi. Pod wzglę­dem for­my i wyglą­du przed­sta­wia się jako postać o wie­lu kształ­tach, co odno­si się do ogrom­nej róż­no­rod­no­ści spraw, któ­ry­mi się zaj­mu­je. Ma ponoć twarz i głos kobie­ty — to z powo­du pięk­na wie­dzy oraz łatwo­ści jej wypo­wie­dzi. Skrzy­dła doda­ne są dla­te­go, iż nauka oraz odkry­cia nauko­we roz­prze­strze­nia­ją się bły­ska­wicz­nie po całym świe­cie. Prze­ka­zy­wa­nie wie­dzy jest jak zetknię­cie się dwóch świec: tak samo szyb­ko jed­na zapa­la się od dru­giej. Ostre i zakrzy­wio­ne szpo­ny są Sfink­so­wi przy­pi­sa­ne nie bez racji, albo­wiem pew­ni­ki i argu­men­ty nauko­we szyb­ko prze­ni­ka­ją i chwy­ta­ją umysł, tak że nie ma on spo­so­bu wymknię­cia się lub uciecz­ki. Jak zauwa­żył biblij­ny mędrzec: „Sło­wa mędr­ców są jak oście­nie, a zda­nia zbio­rów przy­słów – jak [moc­no] wbi­te gwoź­dzie” [Ekl 12, 11]. Moż­na tak­że powie­dzieć, że wie­dza ma swo­ją sie­dzi­bę na gór­skich szczy­tach: ponie­waż zasłu­że­nie ceni się ją jako wznio­słą i maje­sta­tycz­ną, spo­glą­da­ją­cą na igno­ran­cję jak­by ze szczy­tu wznie­sie­nia. Ma ona roz­le­gły widok na wszyst­kie stro­ny, taki jak z naj­wyż­sze­go miej­sca góry. Opi­sy­wa­na jest jako gra­su­ją­ca na dro­gach, ponie­waż nie­mal wszę­dzie pod­czas podró­ży lub piel­grzym­ki, jaką jest ludz­kie życie, moż­na nie­spo­dzie­wa­nie spo­tkać pro­blem oraz oka­zję do zgłę­bia­nia go i stu­dio­wa­nia. Sfinks sta­wia czło­wie­ko­wi roz­ma­ite trud­ne pyta­nia i zagad­ki, otrzy­ma­ne od Muz. Kie­dy wła­da­ją nimi Muzy, nie ma w nich pew­nie nic okrut­ne­go; dopó­ki wystar­czy tyl­ko bier­nie znać obiekt medy­ta­cji i pozna­nia, dopó­ty rozu­mie­nie nie jest zawę­żo­ne ani ogra­ni­czo­ne przez przed­miot, ale swo­bod­nie błą­dzi i wędru­je, znaj­du­jąc upodo­ba­nie i satys­fak­cję w samej nie­pew­no­ści co do koń­co­wych wnio­sków i w moż­li­wo­ści wybo­ru. Lecz kie­dy zagad­ki prze­cho­dzą od Muz do Sfink­sa, to zna­czy od kon­tem­pla­cji do prak­ty­ki, gdzie ist­nie­je naglą­ca koniecz­ność dzia­ła­nia, wybo­ru i decy­zji, wów­czas zaczy­na­ją być bole­sne i okrut­ne. I dopó­ki ktoś ich nie roz­wią­że i nie pozbę­dzie się ich, przy­pra­wia­ją umysł o dziw­ne cier­pie­nie i tro­skę, cią­gnąc go raz w jed­ną, raz w dru­gą stro­nę, aż wresz­cie roz­dzie­ra­ją go na strzę­py. Z zagad­ka­mi Sfink­sa wią­że się zawsze podwój­ny waru­nek — roz­dar­cie umy­słu, jeśli nie zdo­ła się ich roz­wią­zać, ale i kró­le­stwo — jeśli się uda. Albo­wiem ten, kto rozu­mie swo­ją isto­tę, jest panem swe­go prze­zna­cze­nia, tak jak każ­dy, kto coś robi, jest kró­lem swe­go dzieła.

Obec­nie zagad­ki Sfink­sa wystę­pu­ją w dwóch rodza­jach: jed­ne doty­czą natu­ry rze­czy, dru­gie zaś natu­ry czło­wie­ka; odpo­wia­da­ją im dwa kró­le­stwa obie­ca­ne jako nagro­da za roz­wią­za­nie zaga­dek: jed­no to pano­wa­nie nad natu­rą, a dru­gie — nad czło­wie­kiem. Wła­dza nad rze­cza­mi bowiem — cia­ła­mi, medy­cy­ną, siła­mi mecha­ni­ki oraz inny­mi nie­zli­czo­ny­mi przed­mio­ta­mi tego rodza­ju — jest jedy­nym wła­ści­wym i osta­tecz­nym celem praw­dzi­wej filo­zo­fii natu­ral­nej, nawet jeśli filo­zo­fia aka­de­mic­ka zado­wa­la się tym, co znaj­du­je, poświę­ca czas na gada­nie i być może zanie­dbu­je albo odrzu­ca stu­dio­wa­nie dzieł oraz rze­czy­wi­sto­ści. Posta­wio­na Edy­po­wi zagad­ka, któ­rej roz­wią­za­niu zawdzię­cza on zosta­nie kró­lem Teb, odno­si­ła się do natu­ry czło­wie­ka. Ponie­waż ten, kto ma głę­bo­ką wie­dzę na temat natu­ry ludz­kiej, może kształ­to­wać swój los według wła­sne­go uzna­nia, jest uro­dzo­nym wład­cą, tak jak zosta­ło słusz­nie powie­dzia­ne w odnie­sie­niu do umie­jęt­no­ści Rzymian:

Ty, Rzy­mia­ni­nie, pomnij kró­lo­wać wład­czo nad światem!
Oto sztu­ka twych rzą­dów: narzu­cać pra­wo pokoju,
Ludy pod­bi­te oszczę­dzać, a mie­czem poskra­miać zuchwałe.
Wergi­liusz, Ene­ida, księ­ga VI, w. 851–853
(prze­ło­żył Igna­cy Wieniewski)

I dla­te­go szczę­śli­wie się sta­ło, że Okta­wian August, cesarz rzym­ski, celo­wo, czy przez przy­pa­dek, użył sym­bo­lu Sfink­sa w swo­jej pie­czę­ci. Z pew­no­ścią prze­wyż­szył on w sztu­ce poli­ty­ki nie­mal wszyst­kich ludzi i w całym swo­im życiu odno­sił suk­ce­sy, roz­wią­zu­jąc pomyśl­nie wie­le róż­nych zaga­dek doty­czą­cych ludz­kiej natu­ry. Gdy­by nie uda­ło mu się ich tak zręcz­nie i łatwo roz­wi­kłać, po wie­le­kroć sta­wał­by przed wiel­ką groź­bą ruiny. Baśń o Sfink­sie koń­czy się bar­dzo spryt­nie: cia­ło poko­na­ne­go potwo­ra poło­żo­no na grzbie­cie ośli­cy — nawet bowiem naj­bar­dziej męt­ne i nie­zro­zu­mia­łe rze­czy, sko­ro raz już zosta­ły poję­te i ogło­szo­ne świa­tu, dają się objąć tępe­mu rozu­mo­wi. Jest jesz­cze jeden waż­ny punkt, któ­re­go nie moż­na pomi­nąć: otóż Sfinks został poko­na­ny przez czło­wie­ka kula­we­go, o znie­kształ­co­nych sto­pach. Ludzie na ogół zbyt­nio się śpie­szą, aby roz­wią­zać zagad­ki Sfink­sa, gdy tym­cza­sem Sfinks jest od nich lep­szy. Zamiast pra­cą i rezul­ta­ta­mi zyskać prze­wa­gę, roz­pra­sza­ją tyl­ko swój umysł i nęka­ją go dyskusjami.


Pobierz tekst w PDF.


Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy