Filozofia współczesna Fragment z klasyka

George Edward Moore: Co to jest filozofia?

Zapisz się do naszego newslettera

Źró­dło: ten­że, Z głów­nych zagad­nień filo­zo­fii, przeł. C. Zna­mie­row­ski, War­sza­wa: PWN 1967, s. 12–32, 34–57.


Zacznij­my więc od tego, iż mnie się wyda­je, że naj­bar­dziej waż­ną i inte­re­su­ją­cą rze­czą, jaką filo­zo­fo­wie pró­bo­wa­li uczy­nić, jest co naj­mniej dać opis ogól­ny cało­ści Wszech­świa­ta: mówiąc o wszyst­kich naj­bar­dziej waż­nych rodza­jach rze­czy, o jakich wie­my iż się znaj­du­ją we Wszech­świe­cie, i roz­wa­ża­jąc, jak dale­ce jest praw­do­po­dob­ne, iż są w nim waż­ne rodza­je rze­czy, o któ­rych abso­lut­nie nie wie­my, że się w nim znaj­du­ją; roz­wa­ża­jąc też naj­waż­niej­sze spo­so­by, na jakie te róż­ne rodza­je rze­czy są ze sobą powią­za­ne sto­sun­ka­mi. Wszyst­ko to skró­to­wo będę nazy­wał „ogól­nym opi­sem cało­kształ­tu Wszech­świa­ta”; i, co za tym idzie, powiem, że pierw­szym i naj­waż­niej­szym zagad­nie­niem filo­zo­fii jest dać ogól­ny opis całe­go Wszech­świa­ta. […] Są, jak mi się wyda­je, pew­ne poglą­dy na natu­rę Wszech­świa­ta, któ­re obec­nie przyj­mu­je nie­mal każ­dy czło­wiek. […] Chcę tedy roz­po­cząć od opi­su tych poglą­dów, albo­wiem wyda­je mi się, że rze­czą naj­bar­dziej dziw­ną i inte­re­su­ją­cą w poglą­dach wie­lu filo­zo­fów jest to, w jaki spo­sób wycho­dzą oni poza poglą­dy zdro­we­go roz­sąd­ku albo wyraź­nie są z nimi w sprzecz­no­ści. Filo­zo­fo­wie twier­dzą, iż wie­dzą, że we Wszech­świe­cie są bar­dzo waż­ne rodza­je rze­czy, co do któ­rych zdro­wy roz­są­dek nie twier­dzi, iż je zna; i twier­dzą też, że wie­dzą, iż we Wszech­świe­cie nie ma (lub co naj­mniej, że nie wie­my o tym, iż są, jeśli są) rze­czy, co do któ­rych ist­nie­nia zdro­wy roz­są­dek jest jak naj­bar­dziej pewny. […] 

Oto więc zda­je mi się, iż z pew­no­ścią mamy prze­świad­cze­nie, że we Wszech­świe­cie jest nie­zmier­nie wiel­ka licz­ba przed­mio­tów mate­rial­nych takie­go czy inne­go rodza­ju. Tak, na przy­kład, wie­my, że na powierzch­ni Zie­mi poza naszy­mi wła­sny­mi cia­ła­mi są cia­ła milio­nów innych ludzi; wie­my, że są cia­ła milio­nów innych zwie­rząt; rów­nież milio­ny roślin; a poza nimi wszyst­ki­mi jesz­cze więk­sza licz­ba przed­mio­tów nie­oży­wio­nych: gór, wszel­kich kamie­ni na nich, zia­ren pia­sku, róż­nych rodza­jów mine­ra­łów i gleb, wszyst­kich kro­pel wody w rze­kach i w morzu, a ponad­to rów­nie wiel­ka licz­ba róż­nych przed­mio­tów, skon­stru­owa­nych przez ludzi: domów, krze­seł, sto­łów, loko­mo­tyw, i tak dalej. Ale poza tymi wszyst­ki­mi rze­cza­mi na powierzch­ni Zie­mi jest sama Zie­mia — nie­zmier­nie wiel­ka masa mate­rii. Dziś zaś wie­my też, że sama Zie­mia, i wszyst­ko, co jest w niej i na niej, choć wyda­je się nam tak ogrom­na, jest nie­zmier­nie maleń­ka w porów­na­niu z całym Wszech­świa­tem mate­rial­nym. Nawy­kli­śmy do myśli, że Słoń­ce, Księ­życ i cała nie­zmier­nie wiel­ka ilość gwiazd widocz­nych, to wiel­kie masy mate­rii, każ­de z osob­na, i że w więk­szo­ści swej są o wie­le więk­sze niż Zie­mia. Nawy­kli­śmy też do myśli, że te masy znaj­du­ją się w tak ogrom­nych odle­gło­ściach od nas, iż wszel­ka odle­głość od jed­ne­go punk­tu do dru­gie­go na powierzch­ni Zie­mi jest zni­ko­mo mała w porów­na­niu z tam­ty­mi odle­gło­ścia­mi. Co do tego wszyst­kie­go jeste­śmy teraz prze­świad­cze­ni, gdy cho­dzi o świat mate­rial­ny: z pew­no­ścią jest rze­czą zdro­we­go roz­sąd­ku być prze­ko­na­nym o tym wszystkim. […] 

Ale teraz jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że poza przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi ist­nie­ją we Wszech­świe­cie pew­ne zja­wi­ska, bar­dzo róż­ne od przed­mio­tów mate­rial­nych. Krót­ko mówiąc: jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że my, ludzie, mamy nie tyl­ko cia­ła, lecz rów­nież umy­sły; a jed­ną z głów­nych rze­czy, jakie mamy na myśli, mówiąc, iż mamy umy­sły, jest, jak mnie­mam, to mia­no­wi­cie, że doko­nu­je­my pew­nych aktów psy­chicz­nych, czy­li aktów świa­do­mo­ści. To zna­czy: widzi­my, sły­szy­my, dozna­je­my wra­żeń doty­ko­wych, wzru­szeń, przy­po­mi­na­my, wyobra­ża­my sobie, myśli­my, żywi­my prze­świad­cze­nia, pra­gnie­nia, mamy upodo­ba­nia i wstrę­ty, chce­my cze­goś, miłu­je­my coś, dozna­je­my gnie­wu, stra­chu, i tak dalej. Wszyst­kie te rze­czy są akta­mi psy­chicz­ny­mi — akta­mi umy­słu, czy też akta­mi świa­do­mo­ści; i gdy dozna­je­my jed­nej z tych rze­czy, to jeste­śmy cze­goś świa­do­mi: każ­de z tych doznań czę­ścio­wo pole­ga na tym, iż jeste­śmy cze­goś świa­do­mi w taki czy w inny spo­sób. I wyda­je mi się, że gdy mówi­my, iż jeste­śmy pew­ni, że posia­da­my umysł, to naj­bar­dziej pew­ni jeste­śmy wła­śnie tego, iż dozna­je­my tych rze­czy — że doko­nu­je­my tych aktów świa­do­mo­ści. W każ­dym razie jeste­śmy pew­ni, że ich doko­nu­je­my i że te akty są czymś zupeł­nie róż­nym od rze­czy mate­rial­nych. […] Tak więc we Wszech­świe­cie w każ­dej chwi­li zacho­dzą milio­ny róż­nych aktów świa­do­mo­ści u milio­nów róż­nych ludzi, a być może rów­nież u wie­lu rodza­jów zwie­rząt. Myślę, że zdro­wy roz­są­dek z pew­no­ścią jest prze­ko­na­ny o tym wszystkim.

Tak więc widzie­li­śmy, jak dotąd, że zdro­wy roz­są­dek jest prze­świad­czo­ny, iż we Wszech­świe­cie są co naj­mniej dwa róż­ne rodza­je rze­czy. Są przede wszyst­kim nie­zmier­nie wiel­kie ilo­ści przed­mio­tów mate­rial­nych; i jest rów­nież bar­dzo wiel­ka licz­ba aktów psy­chicz­nych, czy też aktów świadomości. […] 

Co się tyczy wszyst­kich przed­mio­tów, mate­rial­nych, jeste­śmy fak­tycz­nie prze­świad­cze­ni, że każ­dy z nich w pew­nej okre­ślo­nej chwi­li znaj­du­je się tu czy tam, w czymś, co nazy­wa­my prze­strze­nią. Mówiąc zaś, że wszyst­kie te przed­mio­ty znaj­du­ją się w prze­strze­ni, mamy na myśli, jak sądzę, co naj­mniej dwie rze­czy. Rozu­mie­my przez to, po pierw­sze, że każ­dy z nich w pew­nym okre­ślo­nym momen­cie znaj­du­je się w pew­nej okre­ślo­nej odle­gło­ści od każ­de­go inne­go. Może być rze­czą nie­moż­li­wą prak­tycz­nie zmie­rzyć wszyst­kie te odle­gło­ści, a nawet zmie­rzyć ści­śle, abso­lut­nie, jaką­kol­wiek z nich. Ale jeste­śmy prze­ko­na­ni, że wszyst­kie te odle­gło­ści moż­na by, teo­re­tycz­nie bio­rąc, zmie­rzyć i wyra­zić w pew­nej licz­bie mil, stóp czy cali, albo w pew­nym ułam­ku cala, docho­dząc do tych przed­mio­tów, któ­re abso­lut­nie sty­ka­ją się ze sobą i mię­dzy któ­ry­mi wobec tego nie ma żad­nej odle­gło­ści. […] Ale mamy też na myśli, jak sądzę, i to, że każ­dy z tych przed­mio­tów znaj­du­je się od pozo­sta­łych w pew­nej odle­gło­ści w tym czy innym kie­run­ku: w takim czy innym spo­śród zupeł­nie okre­ślo­ne­go zbio­ru kie­run­ków. Co zaś jest tym okre­ślo­nym zbio­rem kie­run­ków, to moż­na, jak myślę, łatwo wyja­śnić. Wszy­scy zna­my kształt figu­ry, któ­ra nazy­wa się kulą — kształt dokład­nie okrą­głej pił­ki. Otóż ze środ­ka takiej kuli moż­na popro­wa­dzić linie pro­ste do punk­tów na jej powierzch­ni. Każ­da z tych linii pro­stych, powie­dzie­li­by­śmy, pro­wa­dzi w innym kie­run­ku od środ­ka: to wła­śnie rozu­mie­my przez “kie­ru­nek”. Co wię­cej, może­my powie­dzieć, że nie ma zupeł­nie kie­run­ków, w któ­rych moż­na by się poru­szać od środ­ka kuli po linii pro­stej poza tą czy inną spo­śród tych linii pro­stych; jeśli mamy się poru­szać po linii pro­stej od środ­ka danej kuli w ogó­le, to musi­my się kie­ro­wać ku temu czy inne­mu punk­to­wi jej powierzch­ni; i to wła­śnie mam na myśli, mówiąc o zupeł­nie okre­ślo­nym zbio­rze kie­run­ków: wszyst­kie kie­run­ki moż­li­we, w któ­rych moż­na się poru­szać po linii pro­stej od jakie­goś dane­go punk­tu, two­rzą zupeł­nie okre­ślo­ny zbiór; a mia­no­wi­cie: trze­ba się poru­szać po tej czy innej spo­śród linii pro­stych, któ­re pro­wa­dzą od tego punk­tu do jakie­goś punk­tu na powierzch­ni kuli, któ­rej tam­ten punkt jest środ­kiem. Dru­gą więc rze­czą, o któ­rej mówię, że mamy co do niej prze­świad­cze­nie w odnie­sie­niu do wszyst­kich przed­mio­tów mate­rial­nych, jest to, że gdy weź­mie­my za punkt wyj­ścia jakiś punkt na jed­nym z tych przed­mio­tów, to wszyst­kie pozo­sta­łe będą leża­ły na tej czy innej linii tego okre­ślo­ne­go zbio­ru linii. Jeśli weź­mie­my pod uwa­gę wszyst­kie linie pro­ste, któ­re pro­wa­dzą od jakie­goś dane­go punk­tu do wszyst­kich innych punk­tów na powierzch­ni kuli, któ­ra je obej­mu­je, to abso­lut­nie każ­dy przed­miot mate­rial­ny we Wszech­świe­cie będzie w danym okre­ślo­nym momen­cie leżał na tej czy innej spo­śród tych linii pro­stych; będzie on leżał w pew­nej, takiej czy innej, odle­gło­ści na jed­nej z tych linii. […] 

Otóż wpro­wa­dzi­łem opis tego, o czym jeste­śmy prze­świad­cze­ni w odnie­sie­niu do przed­mio­tów mate­rial­nych, w tym celu, by wyja­śnić, co myśli­my o sto­sun­ku przed­mio­tów mate­rial­nych do inne­go, zupeł­nie róż­ne­go, rodza­ju rze­czy, jakie nazwa­łem akta­mi świa­do­mo­ści lub akta­mi psychicznymi. […] 

Otóż, jak myślę, my wszy­scy jeste­śmy prze­ko­na­ni potocz­nie, że akty świa­do­mo­ści są zwią­za­ne w spo­sób zupeł­nie okre­ślo­ny i swo­isty z pew­ny­mi przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi i że w spo­sób rów­nie okre­ślo­ny nie są zwią­za­ne z inny­mi przed­mio­ta­mi. I dla­te­go wpro­wa­dzi­łem mój opis prze­strze­ni, że chcia­łem uczy­nić rze­czą bar­dziej jasną, w jakim zna­cze­niu jeste­śmy prze­świad­cze­ni, iż akty świa­do­mo­ści są zwią­za­ne z pew­ny­mi przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi. Jeste­śmy prze­świad­cze­ni, jak myślę, że nasze akty świa­do­mo­ści — wszyst­kie te, jakich dozna­je­my w cią­gu nasze­go życia — są zwią­za­ne z naszy­mi cia­ła­mi w tym zna­cze­niu, że zacho­dzą w tych samych miej­scach, gdzie znaj­du­ją się nasze cia­ła. Myślę, że wszy­scy i sta­le przyj­mu­je­my to w życiu codzien­nym i że przyj­mu­je­my to z naj­więk­szą pew­no­ścią; jak­kol­wiek uwa­żam, że więk­szość filo­zo­fów utrzy­my­wa­ła prze­ciw­nie: iż akty świa­do­mo­ści w ogó­le nie zacho­dzą w żad­nym miej­scu, że nie są one po pro­stu nigdzie; że nie są w prze­strze­ni. Lecz że my wszy­scy potocz­nie to przyj­mu­je­my, że jest to prze­świad­cze­nie zdro­we­go roz­sąd­ku, to, jak myślę, jest zupeł­nie jasne. Tak, na przy­kład, ja jestem prze­świad­czo­ny, że moje akty świa­do­mo­ści zacho­dzą teraz w tym poko­ju, gdzie znaj­du­je się moje cia­ło. W chwi­li obec­nej ja sły­szę, widzę i myślę tutaj, w tym poko­ju. […] Nie chcę przez to powie­dzieć, że mamy jakieś okre­ślo­ne poję­cie co do tego, gdzie dokład­nie w naszych cia­łach zacho­dzą akty świa­do­mo­ści. Nie myślę, iżby­śmy mie­li takie poję­cie. […] Moje akty świa­do­mo­ści zacho­dzą w moim cie­le, wasze w waszych cia­łach; i umy­sły nasze (co naj­mniej bio­rąc ogól­nie) poru­sza­ją się wraz z nami tam, dokąd poru­sza­ją się nasze ciała.

Jeste­śmy więc, jak myślę, prze­świad­cze­ni, że wie­le aktów świa­do­mo­ści wią­że się z poszcze­gól­ny­mi przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi w tym zna­cze­niu, iż zacho­dzą one tam, gdzie są te przed­mio­ty. Ale nie chcę powie­dzieć, iżby to było jedy­ne zna­cze­nie, w jakim, jeste­śmy prze­ko­na­ni, że te akty są zwią­za­ne z poszcze­gól­ny­mi okre­ślo­ny­mi przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi. Mamy rów­nież bez wąt­pie­nia prze­ko­na­nie, że wie­le spo­śród tych aktów zale­ży od zmian, jakie zacho­dzą w naszych cia­łach. Tak, na, przy­kład, ja widzę tyl­ko wte­dy, gdy w moich oczach zacho­dzą pew­ne zmia­ny; ja sły­szę tyl­ko wte­dy, gdy pew­ne zmia­ny zacho­dzą w moich uszach; ja myślę chy­ba tyl­ko wte­dy, gdy pew­ne zmia­ny zacho­dzą w moim, mózgu. […] 

Jeste­śmy więc prze­ko­na­ni, że akty świa­do­mo­ści są zwią­za­ne z pew­ny­mi przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi. Lecz, jak myślę, jeste­śmy rów­nie prze­świad­cze­ni o tym, że z ogrom­ną więk­szo­ścią przed­mio­tów mate­rial­nych nie są zwią­za­ne żad­ne akty świa­do­mo­ści. Jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że akty świa­do­mo­ści zwią­za­ne są z żywy­mi cia­ła­mi ludzi — milio­nów róż­nych ludzi — i być może więk­szo­ści zwie­rząt, tak iż nie brak aktów świa­do­mo­ści we Wszech­świe­cie. Lecz nie­mniej jeste­śmy prze­ko­na­ni, jak myślę, że z ogrom­ną więk­szo­ścią przed­mio­tów mate­rial­nych nie są zwią­za­ne żad­ne akty świa­do­mo­ści. […] Moż­na, jak myślę, słusz­nie powie­dzieć, że to jest obec­nie pogląd, zdro­we­go rozsądku. […] 

To więc jest jed­ną rze­czą, o jakiej jeste­śmy prze­ko­na­ni, co się tyczy sto­sun­ku mię­dzy świa­do­mo­ścią a przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi. Lecz myślę, że są rów­nież dwie inne rze­czy, któ­re zasłu­gu­ją, by o nich wspo­mnieć. Pierw­sza z nich jest nastę­pu­ją­ca. Jeste­śmy prze­ko­na­ni, że w pew­nych chwi­lach jeste­śmy świa­do­mi pew­nych okre­ślo­nych przed­mio­tów mate­rial­nych: widzi­my je, czu­je­my i myśli­my o nich. Lecz prze­świad­cze­ni jeste­śmy z naj­więk­szą pew­no­ścią, że te przed­mio­ty mate­rial­ne mogą trwać i ist­nieć nawet wte­dy, gdy ich nie jeste­śmy świa­do­mi, i że istot­nie nadal ist­nie­ją. Oto, na przy­kład, w tej chwi­li widzi­my pew­ne przed­mio­ty mate­rial­ne w tym poko­ju. I jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że będą one nadal ist­nia­ły nawet wów­czas, gdy wszy­scy stąd wyj­dzie­my, gdy pokój zosta­nie zamknię­ty na noc i gdy nikt ich nie widzi. […] Istot­nie, może­my powie­dzieć o wszyst­kich przed­mio­tach mate­rial­nych, że mają trzy cechy cha­rak­te­ry­stycz­nie: (1) są zupeł­nie inne­go rodza­ju niż akty świa­do­mo­ści; (2) wszyst­kie w danej chwi­li zaj­mu­ją takie czy inne miej­sce w prze­strze­ni; i (3) mają tę wła­sność, któ­rą już wspo­mnia­łem — a mia­no­wi­cie, że są rze­cza­mi tego rodza­ju, iż ist­nie­ją, gdy ich nie jeste­śmy świa­do­mi, w rów­nej mie­rze jak wte­dy, gdy ich świa­do­mi jeste­śmy. Ale te trzy cechy cha­rak­te­ry­stycz­ne nie są, myślę, wystar­cza­ją­ce do tego, by okre­ślić przed­miot mate­rial­ny: mogą być inne przed­mio­ty, któ­re posia­da­ją wszyst­kie te trzy cechy, a prze­cież nie są przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi. Lecz myślę, że są one trze­ma spo­śród naj­bar­dziej waż­nych cech cha­rak­te­ry­stycz­nych, jakie posia­da­ją przed­mio­ty mate­rial­ne; i nie nazwa­li­by­śmy cze­goś przed­mio­tem mate­rial­nym, o ile byśmy nie chcie­li twier­dzić, że posia­da on wszyst­kie trzy.

Dru­gą rze­czą tedy, o któ­rej jeste­śmy prze­świad­cze­ni, co się tyczy sto­sun­ku świa­do­mo­ści do mate­rii, jest to, że mate­ria jest nie­za­leż­na od tego, czy jeste­śmy jej świa­do­mi — że ist­nie­je ona nawet wte­dy, gdy jej nie jeste­śmy świa­do­mi; i jeste­śmy też prze­świad­cze­ni, że w każ­dej chwi­li ist­nie­ją znacz­nie bar­dziej licz­ne przed­mio­ty mate­rial­ne, któ­rych nie jest świa­do­my ani żaden czło­wiek, ani zwie­rzę, niż te przed­mio­ty mate­rial­ne, któ­rych jeste­śmy świadomi.

A trze­cią rze­czą, o któ­rej jeste­śmy prze­świad­cze­ni, co się tyczy sto­sun­ku świa­do­mo­ści do mate­rii, jest rzecz nastę­pu­ją­ca. Jeste­śmy mia­no­wi­cie prze­świad­cze­ni, że praw­do­po­dob­nie był czas, gdy nie było żad­nych aktów świa­do­mo­ści, zwią­za­nych z jaki­mi­kol­wiek przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi na Zie­mi: czas, gdy Zie­mia była tak gorą­ca, iż nie mogły na niej ist­nieć żad­ne żywe isto­ty; i gdy, co za tym idzie, nie mogło być na Zie­mi żad­nych istot, posia­da­ją­cych świa­do­mość. A co się tyczy ciał ludz­kich i ludz­kiej świa­do­mo­ści, to jeste­śmy prze­ko­na­ni, myślę, że to nie tyl­ko jest praw­do­po­dob­ne, lecz pew­ne. Jeste­śmy prze­ko­na­ni, że tyl­ko w cią­gu względ­nie ogra­ni­czo­ne­go cza­su — porów­naw­czo ogra­ni­czo­ne­go, jak­kol­wiek, być może, cho­dzi tu o wie­le milio­nów lat — ludzie ist­nie­li na Zie­mi: przed tym cza­sem nie było na Zie­mi ciał, któ­re by moż­na nazwać ludz­ki­mi, i nie było też umy­słów, któ­re by moż­na nazwać umy­sła­mi ludzi; jak­kol­wiek, być może, były umy­sły i akty świa­do­mo­ści, któ­re nale­ża­ły do innych rodza­jów zwie­rząt. I zupeł­nie podob­nie, jak jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że w pew­nym okre­ślo­nym cza­sie w prze­szło­ści nie było na Zie­mi praw­do­po­dob­nie żad­nych istot, obda­rzo­nych świa­do­mo­ścią, a z pew­no­ścią żad­nych istot ze świa­do­mo­ścią ludz­ką, tak też jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że może przyjść czas w przy­szło­ści, gdy będzie tak zno­wu. Ale nie mogli­by­śmy zaprze­czyć, że mogły ist­nieć gdzieś indziej we Wszech­świe­cie, na innych pla­ne­tach, isto­ty świa­do­me nawet wte­dy, gdy nie było świa­do­mo­ści na Zie­mi; i nie mogli­by­śmy zaprze­czyć, że mogą też być tam takie isto­ty i teraz; ani też, że może tak być i wów­czas, gdy przyj­dzie czas (jeśli taki przyj­dzie), kie­dy wszel­ka świa­do­mość na Zie­mi zno­wu znik­nie. Ale mogli­by­śmy, jak myślę, utrzy­my­wać, że mogły być i mogą przyjść zno­wu dłu­gie okre­sy w histo­rii mate­rial­ne­go Wszech­świa­ta, w cią­gu któ­rych żad­na świa­do­mość nie była albo nie będzie ist­nia­ła nigdzie we Wszech­świe­cie. To zna­czy: jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że tak samo, jak z pew­no­ścią teraz świa­do­mość jest zwią­za­na ze względ­nie nie­wiel­ką licz­bą przed­mio­tów mate­rial­nych we Wszech­świe­cie, tak też mogły być w prze­szło­ści i mogą być zno­wu w przy­szło­ści dłu­gie okre­sy, w któ­rych nie było albo nie będzie w ogó­le świa­do­mo­ści, zwią­za­nej z przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi. To jest, jak myślę, jed­no z prze­świad­czeń zdro­we­go roz­sąd­ku, co się tyczy sto­sun­ku świa­do­mo­ści do przed­mio­tów mate­rial­nych; i jeśli tak jest, to jest to z pew­no­ścią waż­ny ele­ment w naszym ogól­nym poglą­dzie na Wszechświat.

Tak więc sta­ra­łem się pod­kre­ślić w poglą­dzie zdro­we­go roz­sąd­ku na Wszech­świat nastę­pu­ją­ce ele­men­ty. Po pierw­sze, że z pew­no­ścią są we Wszech­świe­cie dwa zupeł­nie róż­ne rodza­je rze­czy, a mia­no­wi­cie przed­mio­ty mate­rial­ne i akty świa­do­mo­ści. I po dru­gie, co się tyczy sto­sun­ku mie­dzy tymi dwo­ma rodza­ja­mi rze­czy, zdro­wy roz­są­dek przyj­mu­je trzy punk­ty: po pierw­sze, (1), że akty świa­do­mo­ści są zwią­za­ne ze względ­nie nie­wie­lo­ma spo­śród przed­mio­tów mate­rial­nych we Wszech­świe­cie; że ogrom­na więk­szość przed­mio­tów mate­rial­nych nie ma świa­do­mo­ści. […] Dru­gim prze­świad­cze­niem jest, (2), że przed­mio­ty mate­rial­ne są wszyst­kie tego rodza­ju, iż mogą ist­nieć nawet wte­dy, gdy nie jeste­śmy ich świa­do­mi, i że wie­le spo­śród nich fak­tycz­nie tak ist­nie­je. A trze­cią rze­czą jest prze­świad­cze­nie, (3), że mógł być czas, kie­dy żad­ne akty świa­do­mo­ści nie były zwią­za­ne z żad­ny­mi cia­ła­mi mate­rial­ny­mi w żad­nym miej­scu Wszech­świa­ta, i że taki czas może przyjść zno­wu; oraz że nie­mal z pew­no­ścią był czas, gdy nie było żad­nych ciał ludz­kich na Zie­mi, ze świa­do­mo­ścią ludz­ką, z nimi związaną.

A teraz są jesz­cze tyl­ko dwa inne punk­ty w poglą­dach zdro­we­go roz­sąd­ku, doty­czą­cych Wszech­świa­ta, na któ­re chcę zwró­cić uwagę.

Pierw­szym jest rzecz, któ­rą sta­le przyj­mo­wa­łem w tym, com już był powie­dział, lecz któ­rą obec­nie chcę wypo­wie­dzieć wyraź­nie. A mia­no­wi­cie, że wszyst­kie przed­mio­ty mate­rial­ne oraz wszyst­kie akty świa­do­mo­ści u ludzi i u innych zwie­rząt na Zie­mi są w cza­sie. Mówię: „w cza­sie”, lecz by to powie­dzieć bar­dziej dokład­nie, winien bym powie­dzieć: „albo były w cza­sie, albo są obec­nie, albo będą w przy­szło­ści”; lub też powie­dzieć jed­no­cze­śnie trzy rze­czy: „były w cza­sie w prze­szło­ści, są teraz i będą w przy­szło­ści”. Albo­wiem wła­śnie jed­ną z rze­czy, jaką mamy na myśli, mówiąc o cza­sie, jest to, że ist­nie­je coś takie­go, jak prze­szłość, teraź­niej­szość i przy­szłość, i że zacho­dzi wiel­ka róż­ni­ca mię­dzy nimi trze­ma. […] Jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że te trzy twier­dze­nia: „to było: ist­nia­ło”, „to ist­nie­je obec­nie”, „to będzie ist­nia­ło”, są praw­dzi­we w odnie­sie­niu do wie­lu przed­mio­tów mate­rial­nych i wie­lu aktów świa­do­mo­ści; że pierw­sze jest praw­dzi­we w odnie­sie­niu do pew­nych przed­mio­tów okre­ślo­nych; dru­gie praw­dzi­we w odnie­sie­niu do innych, a trze­cie w odnie­sie­niu do jesz­cze innych; a wszyst­kie one razem rów­nież w odnie­sie­niu do wie­lu. I jeste­śmy też prze­świad­cze­ni, że to czy tam­to spo­śród tych twier­dzeń jest praw­dzi­we w odnie­sie­niu do nich wszyst­kich; że w pew­nych przy­pad­kach wszyst­kie trzy są praw­dzi­we w odnie­sie­niu do jed­nej i tej samej rze­czy: tak, na przy­kład, Słoń­ce czy też Zie­mia zarów­no ist­nia­ły, jak ist­nie­ją i (praw­do­po­dob­nie) będą ist­nia­ły. To, powia­dam, jest z pew­no­ścią prze­świad­cze­niem zdro­we­go rozsądku.

I jesz­cze jed­no prze­świad­cze­nie zdro­we­go roz­sąd­ku chcę tutaj wspo­mnieć, a mia­no­wi­cie: jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że rze­czy­wi­ście zna­my wszyst­kie te rze­czy, jakie wspo­mnia­łem. Wie­my, że były i są we Wszech­świe­cie dwa rodza­je rze­czy: przed­mio­ty mate­rial­ne i akty świa­do­mo­ści. Wie­my, że były i są we Wszech­świe­cie duże ilo­ści obu. Wie­my, że ist­nie­ją licz­ne przed­mio­ty mate­rial­ne, gdy nie jeste­śmy ich świa­do­mi. Wie­my, że znacz­na więk­szość przed­mio­tów mate­rial­nych nie ma świa­do­mo­ści. Wie­my, że ist­nia­ły były w prze­szło­ści rze­czy obu rodza­jów, któ­re nie ist­nie­ją obec­nie; i że obec­nie ist­nie­ją rze­czy obu rodza­jów, któ­re nie ist­nia­ły w prze­szło­ści. O tych wszyst­kich rze­czach, jak myślę, może­my powie­dzieć z. pew­no­ścią, że o nich wie­my. l co wię­cej, jeste­śmy prze­świad­cze­ni, że wie­my nie­zmier­nie wiel­ką licz­bę szcze­gó­łów o poszcze­gól­nych przed­mio­tach mate­rial­nych i o aktach świa­do­mo­ści, minio­nych, obec­nych i przy­szłych. W isto­cie rze­czy wie­my naj­wię­cej o prze­szło­ści; ale dużo rów­nież o teraź­niej­szo­ści; a tak­że dużo o przy­szło­ści (cho­ciaż, być może, jest to tyl­ko wie­dza praw­do­po­dob­na). Istot­nie, zakres więk­szo­ści nauk spe­cjal­nych moż­na okre­ślić tak, iż dają one szcze­gó­ło­wą wie­dzę o pew­nych okre­ślo­nych przed­mio­tach tych rodza­jów, któ­re sta­ra­łem się zde­fi­nio­wać. To zna­czy: o przed­mio­tach mate­rial­nych, któ­re są lub też były tu czy tam w prze­strze­ni, oraz o aktach świa­do­mo­ści u ludzi na Ziemi. […] 

Otóż sta­ra­łem się wyli­czyć pew­ne ogól­ne prze­świad­cze­nia, doty­czą­ce Wszech­świa­ta, o któ­rych, jak myślę, moż­na słusz­nie powie­dzieć, że są prze­świad­cze­nia­mi zdro­we­go roz­sąd­ku […]. Ale te wszyst­kie prze­świad­cze­nia, wzię­te razem, nie two­rzą ogól­ne­go opi­su cało­ści Wszech­świa­ta: nie są one opi­sem ogól­nym cało­ści Wszech­świa­ta w tym zna­cze­niu, w jakim powie­dzia­łem, że pierw­szym zada­niem filo­zo­fii jest dać nam taki opis. Pole­ga­ją one na tym, iż mówią, że z pew­no­ścią ist­nie­ją we Wszech­świe­cie pew­ne obszer­ne kla­sy rze­czy i że te rze­czy są ze sobą powią­za­ne sto­sun­ka­mi w pewien spo­sób. Ale prze­świad­cze­nia te, tak jak są, nie mówią o tym, że te obszer­ne kla­sy rze­czy są jedy­ny­mi kla­sa­mi rze­czy, jakie ist­nie­ją we Wszech­świe­cie, albo o jakich wie­my, że są we Wszech­świe­cie: nie mówią one, iżby każ­da rzecz, o któ­rej wie­my, że jest we Wszech­świe­cie, nale­ża­ła do jed­nej lub dru­giej spo­śród tych klas. Nie prze­czą, jako takie, że we Wszech­świe­cie mogą być, a nawet że może­my wie­dzieć, iż są, znacz­ne kla­sy rze­czy, któ­re nie nale­żą do żad­nej z klas, jakie wspo­mnia­łem. Tak, na przy­kład, zdro­wy roz­są­dek mówi według mnie: we Wszech­świe­cie są dwie kla­sy rze­czy, przed­mio­ty mate­rial­ne w prze­strze­ni i akty świa­do­mo­ści u żywych ludzi i zwie­rząt na powierzch­ni Zie­mi. Ale na to, by uczy­nić z tych twier­dzeń ogól­ny opis całe­go Wszech­świa­ta, trze­ba by dodać jed­no z dwoj­ga. Albo trze­ba by powie­dzieć: każ­da rzecz we Wszech­świe­cie nale­ży do jed­nej z tych dwóch klas; każ­da jest już to przed­mio­tem mate­rial­nym w prze­strze­ni, już to aktem świa­do­mo­ści jakie­goś czło­wie­ka lub jakie­goś zwie­rzę­cia na Zie­mi. Gdy­by ktoś tak powie­dział, to było­by jasne, że oświad­cza, iż jest to opis ogól­ny całe­go Wszech­świa­ta. Albo też mogli­by­śmy powie­dzieć: każ­da rzecz, o któ­rej wie­my, że jest we Wszech­świe­cie, nale­ży do jed­nej z tych dwóch klas, jak­kol­wiek we Wszech­świe­cie mogą być inne rze­czy, o któ­rych nie wie­my, że w nim są. Myślę, że i to rów­nież moż­na by słusz­nie uznać za pró­bę, by podać ogól­ny opis całe­go Wszech­świa­ta. Istot­nie pole­ga­ła­by ona na tym, iżby­śmy powie­dzie­li, że w pew­nym zna­cze­niu nie moż­na w ogó­le podać takie­go opi­su; albo­wiem mówi­ło­by to, że we Wszech­świe­cie mogą być rze­czy, o któ­rych nie wie­my i któ­rych, co za tym idzie, nie może­my opi­sać. Ale takie powie­dze­nie mia­ło­by rosz­cze­nie do tego, iż poda­je opis ogól­ny wszyst­kich rze­czy, o jakich wie­my, że są we Wszech­świe­cie; i było­by to czymś, cze­go nie powie­dział­by nikt, o ile jego celem nie było­by roz­wią­za­nie pierw­sze­go nasze­go zagad­nie­nia filo­zo­ficz­ne­go, któ­re pole­ga wła­śnie na tym, iżby dać naj­lep­szy, jaki tyl­ko moż­na, opis ogól­ny całe­go Wszech­świa­ta.

Bio­rąc więc za punkt wyj­ścia pogląd zdro­we­go roz­sąd­ku, że we Wszech­świe­cie są z pew­no­ścią (1) przed­mio­ty mate­rial­ne w prze­strze­ni i (2) akty świa­do­mo­ści u ludzi i zwie­rząt na Zie­mi, mogli­by­śmy naj­pro­ściej osią­gnąć opis ogól­ny Wszech­świa­ta w jeden z dwóch spo­so­bów: albo mówiąc, że te dwa rodza­je rze­czy jedy­ny­mi rodza­ja­mi we Wszech­świe­cie, albo mówiąc, że to są jedy­ne rodza­je rze­czy, o któ­rych wie­my, iż są we Wszech­świe­cie, lecz że mogą w nim być rów­nież inne rodza­je. Co się tyczy pierw­sze­go z tych dwóch poglą­dów, to wąt­pię, czy kto­kol­wiek po namy­śle gotów by go przy­jąć dokład­nie w tej posta­ci. Naj­bar­dziej oczy­wi­stym prze­ciw nie­mu zarzu­tem jest to, że twier­dząc, iż we Wszech­świe­cie nie ma innych aktów świa­do­mo­ści poza tymi, jakie są u ludzi i u zwie­rząt na Zie­mi, ten pogląd odrzu­ca moż­li­wość, iżby na innych pla­ne­tach mogły być lub były kie­dyś isto­ty żywe, obda­rzo­ne świa­do­mo­ścią. A to jest moż­li­wość, co do któ­rej nie­mal każ­dy myślał­by, iż było­by nie­opatrz­nie ją odrzu­cać. Ale nie­mniej, mody­fi­ku­jąc nie­znacz­nie to twier­dze­nie, tak, iżby otwie­ra­ło tę moż­li­wość, otrzy­mu­je­my pogląd, któ­ry mógł­by, jak myślę, wyda­wać się bar­dzo podob­ny do praw­dy wie­lu ludziom. Mogli­by­śmy, na przy­kład, powie­dzieć: nie ma i nigdy nie było we Wszech­świe­cie żad­nej rze­czy poza przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi w prze­strze­ni, z jed­nej stro­ny, i akta­mi świa­do­mo­ści, mniej lub wię­cej podob­ny­mi do aktów świa­do­mo­ści u ludzi i u zwie­rząt, a zwią­za­ny­mi z cia­ła­mi żywy­mi, mniej lub wię­cej podob­ny­mi do tych istot, z dru­giej stro­ny. To jest, jak myślę, rze­czy­wi­ście podob­ny do praw­dy pogląd na Wszech­świat; wia­ry­god­ny co naj­mniej na rów­ni z wie­lo­ma poglą­da­mi, jakie wysu­wa­li filo­zo­fo­wie. Lecz bez wąt­pie­nia dru­gi pogląd jest jesz­cze bar­dziej podob­ny do praw­dy. Jak się zda­je, bar­dziej zasłu­gu­je na wia­rę, gdy doda­my zastrze­że­nie: to są jedy­ne rze­czy, o któ­rych wie­my, że są we Wszech­świe­cie; lecz mogą być inne rodza­je rze­czy, nam nie zna­ne. I, jak myślę, to jest pogląd, któ­ry w rze­czy­wi­sto­ści przyj­mo­wa­ło wie­lu ludzi, zarów­no filo­zo­fów, jak i innych. Utrzy­my­wa­li oni tedy, że jedy­ny­mi rodza­ja­mi rze­czy, o któ­rych wie­my, że są we Wszech­świe­cie, są przed­mio­ty mate­rial­ne w prze­strze­ni oraz akty świa­do­mo­ści u ludzi i zwie­rząt na Zie­mi; lecz doda­wa­li rów­nież, że mogą być róż­ne inne rodza­je rze­czy, nam nie znane.

Nie­wąt­pli­wie filo­zo­fo­wie, któ­rzy mówi­li to lub coś podob­ne­go, nie mie­li na myśli dokład­nie tego, co mówi­li. Ci, któ­rzy utrzy­mu­ją, że są i były we Wszech­świe­cie przed­mio­ty mate­rial­ne w prze­strze­ni i że są i były akty świa­do­mo­ści, nie mogą chy­ba zaprze­czyć, iż we Wszech­świe­cie są rów­nież z pew­no­ścią co naj­mniej dwie inne rze­czy poza tam­ty­mi — rze­czy, któ­re nie są ani przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi, ani akta­mi świa­do­mo­ści — a mia­no­wi­cie sam czas i sama prze­strzeń. Wedle tego poglą­du trze­ba przy­jąć, że sam czas i sama prze­strzeń rze­czy­wi­ście — że są czymś; i jest oczy­wi­ste, że nie są one ani przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi, ani akta­mi świa­do­mo­ści. Podob­nie też mogą być we Wszech­świe­cie inne rodza­je rze­czy, nam zna­ne, oprócz prze­strze­ni i cza­su, rze­czy, któ­re nie są ani przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi, ani akta­mi świa­do­mo­ści. Co się mnie tyczy, to myślę, że z pew­no­ścią są pew­ne inne rodza­je rze­czy i że jed­nym z zadań filo­zo­fii jest je wska­zać. Ale i ci filo­zo­fo­wie, któ­rzy mówi­li tak, jak gdy­by przed­mio­ty mate­rial­ne i akty świa­do­mo­ści były jedy­ny­mi rodza­ja­mi rze­czy, o jakich wie­my, że są we Wszech­świe­cie — ci filo­zo­fo­wie, jak myślę, w rze­czy­wi­sto­ści nie zamie­rza­li temu prze­czyć. Mie­li oni raczej na myśli to, że przed­mio­ty mate­rial­ne i akty świa­do­mo­ści są jedy­ny­mi rodza­ja­mi rze­czy, nam zna­ny­mi, któ­re w pew­nym zna­cze­niu są sub­stan­cjal­ne: sub­stan­cjal­ne w tym zna­cze­niu, w jakim sam czas i sama prze­strzeń nie wyda­ją się być sub­stan­cjal­ne. Mogę tu od razu powie­dzieć, że, co się mnie tyczy, to pogląd ten wyda­je mi się być popraw­ny, jeśli wpro­wa­dzi­my doń odpo­wied­nie mody­fi­ka­cje. To zna­czy: ja utrzy­mu­ję, że przed­mio­ty mate­rial­ne w prze­strze­ni i akty świa­do­mo­ści u ludzi i zwie­rząt na Zie­mi rze­czy­wi­ście są jedy­ny­mi rodza­ja­mi sub­stan­cjal­ny­mi rze­czy, jakie są nam zna­ne; jak­kol­wiek, nale­ży przy­jąć, że moż­li­we są też inne rodza­je, o któ­rych my nie wie­my; i jak­kol­wiek myślę, że są z pew­no­ścią pew­ne nie­sub­stan­cjal­ne rodza­je rze­czy, któ­re trze­ba koniecz­nie wspo­mnieć, jeśli mamy dać rze­czy­wi­ście peł­ny opis ogól­ny cało­ści Wszech­świa­ta: na przy­kład, czas i przestrzeń.

Jed­ną więc dro­gą, na któ­rej mogli­by­śmy otrzy­mać opis ogól­ny cało­ści Wszech­świa­ta, jest uzu­peł­nić poglą­dy zdro­we­go roz­sąd­ku, sto­sun­ko­wo pro­ste, któ­re już wska­za­łem. Lecz wie­lu filo­zo­fów utrzy­my­wa­ło, że taki pogląd, jak ten, jest w rze­czy­wi­sto­ści bar­dzo nie­po­praw­ny. I róż­ni filo­zo­fo­wie utrzy­my­wa­li, że jest nie­po­praw­ny, na trzy róż­ne spo­so­by. Albo utrzy­my­wa­li, że we Wszech­świe­cie są z pew­no­ścią pew­ne bar­dzo waż­ne rodza­je rze­czy — sub­stan­cjal­ne rodza­je rze­czy — poza tymi, o któ­rych zdro­wy roz­są­dek twier­dzi, iż się znaj­du­ją we Wszech­świe­cie. Albo też wyraź­nie się prze­ciw­sta­wia­li zdro­we­mu roz­sąd­ko­wi: twier­dzi­li, że pew­ne spo­śród rze­czy, co do któ­rych zdro­wy roz­są­dek przy­pusz­cza, iż ist­nie­ją, nie ist­nie­ją we Wszech­świe­cie, lub też, że jeśli ist­nie­ją, to my ich nie zna­my. Albo wresz­cie twier­dzi­li i jed­no, i dru­gie: i dopeł­nia­li to, co twier­dzi zdro­wy roz­są­dek, i mu się przeciwstawiali.

Chcę teraz podać pew­ne przy­kła­dy wszyst­kich trzech rodza­jów poglą­dów. Zarów­no tych, któ­re coś bar­dzo waż­ne­go doda­ją do poglą­dów zdro­we­go roz­sąd­ku; jak i tych, któ­re prze­ciw­sta­wia­ją się nie­któ­rym spo­śród poglą­dów zdro­we­go roz­sąd­ku; jak wresz­cie i tych, któ­re czy­nią jed­no i drugie.

Zacznie­my więc od tych, któ­re coś doda­ją do poglą­dów zdro­we­go rozsądku.

Przede wszyst­kim jest jeden pogląd tego typu, o któ­rym sły­szał każ­dy. Wszy­scy wie­my, że ogrom­na licz­ba ludzi, i to nie tyl­ko filo­zo­fów, żywi prze­świad­cze­nie, iż z pew­no­ścią ist­nie­je we Wszech­świe­cie Bóg: że poza przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi i naszy­mi akta­mi świa­do­mo­ści jest też Umysł Boży oraz akty świa­do­mo­ści tego umy­słu; i że musi­my z pew­no­ścią wspo­mnieć Boga, jeże­li mamy dać peł­ny opis całe­go zespo­łu rze­czy, wszyst­kie­go, co jest. […] 

Jest też inny pogląd tego typu, o któ­rym rów­nież sły­szał każ­dy. Każ­dy wie, że ogrom­na licz­ba ludzi wie­rzy­ła i dziś wie­rzy, iż jest życie przy­szłe. To zna­czy, że poza akta­mi świa­do­mo­ści, zwią­za­ny­mi z naszy­mi cia­ła­mi, gdy te żyją na Zie­mi, umy­sły nasze w dal­szym cią­gu doko­nu­ją aktów świa­do­mo­ści, gdy umrą nasze cia­ła; że doko­nu­ją nadal aktów świa­do­mo­ści, nie zwią­za­nych z żad­nym żywym cia­łem na powierzch­ni Ziemi. […] 

Tutaj więc mamy dwa róż­ne poglą­dy tego typu, któ­ry okre­ślam, mówiąc, że wpro­wa­dza waż­ne dodat­ki do poglą­dów zdro­we­go roz­sąd­ku, a nie sta­je z nim w sprzecz­no­ści. Ale jest jesz­cze inny pogląd tego typu, któ­ry chcę tu wspo­mnieć. A mia­no­wi­cie nie­któ­rzy filo­zo­fo­wie utrzy­my­wa­li, że we Wszech­świe­cie jest z pew­no­ścią coś inne­go poza przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi i naszy­mi akta­mi świa­do­mo­ści, przy tym coś, co jest rów­nież sub­stan­cjal­ne — lecz że my nie wie­my, jaka jest natu­ra tego cze­goś, że to coś jest Nie­zna­ne czy też Nie­po­zna­wal­ne. Ten pogląd, jak widzi­cie, nale­ży sta­ran­nie odróż­niać od tego, któ­ry wspo­mnia­łem powy­żej jako ten, co nie­wie­le wycho­dzi poza zdro­wy roz­są­dek: a mia­no­wi­cie od poglą­du, że we Wszech­świe­cie mogą być rze­czy, któ­re nie są ani przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi, ani akta­mi świa­do­mo­ści u ludzi i u zwie­rząt, lecz że my nie wie­my, czy tak jest, czy nie jest. Zacho­dzi wiel­ka róż­ni­ca pomię­dzy powie­dze­niem: we Wszech­świe­cie może być inny rodzaj rze­czy, lecz my nie wie­my, czy jest, czy też go nie ma, a powie­dze­niem: z pew­no­ścią jest we Wszech­świe­cie jakiś inny waż­ny rodzaj rze­czy, choć my nie wie­my, jaki. Ten ostat­ni pogląd, moż­na słusz­nie powie­dzieć, wycho­dzi bar­dzo znacz­nie poza poglą­dy zdro­we­go rozsądku. […] 

Tak więc poda­łem trzy przy­kła­dy poglą­dów, któ­re uzu­peł­nia­ją zdro­wy roz­są­dek, nie prze­cząc mu, i obec­nie prze­cho­dzę do dru­gie­go typu poglą­dów: do tych, któ­re prze­ciw­sta­wia­ją się zdro­we­mu roz­sąd­ko­wi, nic do nie­go nie doda­jąc; do tych, któ­re negu­ją coś, o czym zdro­wy roz­są­dek twier­dzi, że wie, a któ­re nie gło­szą, iż wie­dzą coś, o czym zdro­wy roz­są­dek nie gło­si, że wie. Te poglą­dy, by im dać nazwę, będę nazy­wał poglą­da­mi scep­tycz­ny­mi.

Tego dru­gie­go typu ist­nie­ją, jak myślę, dwie głów­ne odmia­ny; obie pole­ga­ją na tym, iż twier­dzą, że my nie wie­my pew­nych rze­czy, o któ­rych zdro­wy roz­są­dek mówi, iż wie­my. […]

Pierw­szą odmia­ną tego typu jest pogląd, któ­ry twier­dzi, że my po pro­stu w ogó­le nie wie­my, czy są jakieś przed­mio­ty mate­rial­ne we Wszech­świe­cie. Dopusz­cza on, że mogą być takie przed­mio­ty; ale mówi, że nikt z nas nie wie, czy są. To zna­czy, ten pogląd zaprze­cza, jako­by­śmy mogli wie­dzieć o ist­nie­niu jakichś przed­mio­tów, któ­re trwa­ją nadal, gdy my nie jeste­śmy ich świa­do­mi, przy czym wyjąt­kiem są inne umy­sły oraz ich akty świadomości.

Dru­gi pogląd zaś idzie nawet dalej niż pierw­szy. Prze­czy on rów­nież temu, iżby­śmy mogli wie­dzieć o ist­nie­niu innych umy­słów czy też aktów świa­do­mo­ści poza naszym wła­snym umy­słem. Ten pogląd przyj­mu­je istot­nie, że jedy­nym rodza­jem sub­stan­cjal­nym rze­czy, o któ­rym jakiś czło­wiek może wie­dzieć, iż jest we Wszech­świe­cie, są po pro­stu wła­sne jego akty świa­do­mo­ści. Nie zaprze­cza on temu, że we Wszech­świe­cie mogą być inne umy­sły, a nawet rów­nież przed­mio­ty mate­rial­ne; lecz twier­dzi, że jeśli nawet są, to my tego nie może­my wie­dzieć. Jest to, rzecz pro­sta, sta­no­wi­sko nie­lo­gicz­ne; albo­wiem filo­zof, któ­ry to utrzy­mu­je, twier­dząc pozy­tyw­nie, że żaden czło­wiek nie może wie­dzieć o ist­nie­niu jakie­goś inne­go umy­słu, twier­dzi rów­nież pozy­tyw­nie, że są inni ludzie poza nim samym, któ­rzy wszy­scy są rów­nie nie­zdol­ni wie­dzieć o ist­nie­niu kogo­kol­wiek inne­go. Ale cho­ciaż jest to pogląd sprzecz­ny z logi­ką, nie­mniej go przyj­mo­wa­no. Prze­stał­by on być sprzecz­ny z logi­ką, gdy­by filo­zof zechciał ogra­ni­czyć się do twier­dze­nia, że on oso­bi­ście nie wie o ist­nie­niu żad­ne­go inne­go umy­słu, zamiast twier­dzić, iż żaden czło­wiek nie może wie­dzieć, że ist­nie­je inny umysł.

Teraz docho­dzę do trze­cie­go typu poglą­dów — do tych, co znacz­nie bar­dziej odda­la­ją się od zdro­we­go roz­sąd­ku niż któ­ry­kol­wiek z poglą­dów, jakie omó­wi­łem powy­żej; te poglą­dy bowiem wyraź­nie prze­czą temu, jako­by we Wszech­świe­cie były pew­ne rze­czy, o któ­rych zdro­wy roz­są­dek twier­dzi, że z pew­no­ścią w nim ; i rów­nie wyraź­nie przyj­mu­ją, że we Wszech­świe­cie są pew­ne rodza­je rze­czy, o któ­rych zdro­wy roz­są­dek nie gło­si, iż o nich wie. Poglą­dy tego typu, moż­na powie­dzieć, cie­szą się znacz­ną bar­dzo popu­lar­no­ścią wśród filozofów.

Głów­ne poglą­dy tego typu moż­na, jak myślę, podzie­lić na dwie kla­sy. Po pierw­sze, na te, któ­rych sprzecz­ność ze zdro­wym roz­sąd­kiem pole­ga po pro­stu na fak­cie, że one wyraź­nie zaprze­cza­ją ist­nie­niu prze­strze­ni i przed­mio­tów mate­rial­nych; po dru­gie zaś na te, któ­re wyraź­nie zaprze­cza­ją ist­nie­niu rów­nież wie­lu innych rze­czy. Oba te typy poglą­dów, muszę pod­kre­ślić z naci­skiem, wyraź­nie zaprze­cza­ją ist­nie­niu przed­mio­tów mate­rial­nych; mówią one, że z pew­no­ścią nie ma takich rze­czy we Wszech­świe­cie, nie zaś tyl­ko po pro­stu, na podo­bień­stwo poglą­dów scep­tycz­nych, że my nie wie­my, czy takie przed­mio­ty są, czy też nie.

Otóż naj­pierw co się tyczy tych poglą­dów, któ­re są po pro­stu sprzecz­ne ze zdro­wym roz­sąd­kiem przez to, iż prze­czą ist­nie­niu prze­strze­ni i przed­mio­tów materialnych.

Wszyst­kie te poglą­dy, jak myślę, mają za punkt wyj­ścia to, iż roz­wa­ża­ją pew­ne rze­czy, któ­re będę nazy­wał zewnętrz­ny­mi wyglą­da­mi przed­mio­tów mate­rial­nych. I myślę, że mogę łatwo wyja­śnić, co przez to rozu­miem. Wszy­scy wie­my, że gdy spoj­rzy­my na wie­żę kościo­ła z odle­gło­ści jed­nej mili, to ma ona inny wygląd niż ten, jaki ma wów­czas, gdy na nią patrzy­my z odle­gło­ści stu jar­dów; z pierw­szej odle­gło­ści wyglą­da ona na mniej­szą; i nie widzi­my z tej odle­gło­ści wie­lu jej szcze­gó­łów, któ­re widzi­my, gdy jeste­śmy bli­żej. Te róż­ne wyglą­dy, któ­re mogą mieć te same przed­mio­ty mate­rial­ne z róż­nych odle­gło­ści i z róż­nych punk­tów widze­nia, są dobrze zna­ne nam wszyst­kim: z pew­no­ścią są we Wszech­świe­cie takie rze­czy, jak te, któ­re nazy­wa­my wyglą­da­mi przed­mio­tów mate­rial­nych. I są dwa poglą­dy na te rze­czy, a oba je moż­na zupeł­nie dobrze pogo­dzić ze zdro­wym roz­sąd­kiem; przy tym, jak myślę, zdro­wy roz­są­dek nie wypo­wia­da się za żad­nym z nich wyraź­nie. Moż­na by utrzy­my­wać, że co naj­mniej nie­któ­re spo­śród tych wyglą­dów są rze­czy­wi­ście czę­ścia­mi powierzch­ni przed­mio­tów, któ­rych są wyglą­da­mi: że znaj­du­ją się rze­czy­wi­ście w prze­strze­ni i że rze­czy­wi­ście ist­nie­ją nadal nawet wte­dy, gdy nie jeste­śmy ich świa­do­mi. Ale moż­na by rów­nież utrzy­my­wać zupeł­nie zgod­nie ze zdro­wym roz­sąd­kiem, że żad­ne z tych wyglą­dów nie są w prze­strze­ni i że wszyst­kie ist­nie­ją tyl­ko tak dłu­go, jak dłu­go uka­zu­ją się komuś; że, na przy­kład, wygląd, jaki kościół przed­sta­wia dla mnie w pew­nej okre­ślo­nej sytu­acji, ist­nie­je tyl­ko tak dłu­go, jak dłu­go ja widzę ten wygląd, i że nie moż­na powie­dzieć, iżby on był na tym samym miej­scu, gdzie jest jakiś przed­miot mate­rial­ny, albo żeby znaj­do­wał się w jakiejś okre­ślo­nej odle­gło­ści od przed­mio­tu mate­rial­ne­go. Zdro­wy roz­są­dek, jak myślę, nie prze­ciw­sta­wia się żad­ne­mu z tych poglą­dów. Kła­dzie on tyl­ko, jak myślę, nacisk na to, że wszyst­kie te wyglą­dy są wyglą­da­mi przed­mio­tów mate­rial­nych — przed­mio­tów, któ­re ist­nie­ją, gdy my nie jeste­śmy ich świa­do­mi, i znaj­du­ją się w prze­strze­ni. Otóż filo­zo­fo­wie, któ­rych poglą­dy roz­wa­żam teraz, przy­ję­li, jak myślę, wszy­scy dru­gi z tych punk­tów widze­nia, co się tyczy wyglą­dów; z tych punk­tów widze­nia, o któ­rych powie­dzia­łem, że są zgod­ne ze zdro­wym roz­sąd­kiem; przy­ję­li mia­no­wi­cie pogląd, że te wyglą­dy ist­nie­ją tyl­ko tak dłu­go, jak dłu­go oso­ba, któ­rej się uka­zu­ją, je widzi, oraz że nie są one w prze­strze­ni. Ale ci filo­zo­fo­wie poszli dalej, wcho­dząc w sprzecz­ność ze zdro­wym roz­sąd­kiem przez to, że doda­ją, iż te wyglą­dy nie są wyglą­da­mi przed­mio­tów mate­rial­nych — że nie ma przed­mio­tów mate­rial­nych, któ­rych one były­by wyglądami.

Ist­nie­ją przy tym dwa rodza­je poglą­dów tego typu.

Pierw­szy, to pogląd jed­ne­go z naj­sław­niej­szych filo­zo­fów angiel­skich, bisku­pa Ber­ke­leya. Moż­na powie­dzieć, jak myślę, że jego pogląd pole­ga na tym, iż te wyglą­dy fak­tycz­nie nie są w ogó­le wyglą­da­mi żad­nej rze­czy. Istot­nie sam on powia­da, że te wyglą­dy same w sobie są przed­mio­ta­mi mate­rial­ny­mi — że są one tym, co rozu­mie­my przez “przed­mio­ty mate­rial­ne”. Mówi on, że nie prze­czy ist­nie­niu mate­rii, lecz tyl­ko wyja­śnia, co to jest mate­ria. Ale uwa­ża­no powszech­nie, że zaprze­cza on ist­nie­niu mate­rii, i uwa­ża­no tak zupeł­nie słusz­nie, jak myślę. Utrzy­my­wał on bowiem, że te wyglą­dy ist­nie­ją tyl­ko w tej chwi­li, w któ­rej je widzi­my; a o tym, co do cze­go jest to praw­dą, z pew­no­ścią nie moż­na we wła­ści­wym zna­cze­niu powie­dzieć, że jest przed­mio­tem mate­rial­nym. Gdy bowiem stwier­dza­my ist­nie­nie przed­mio­tów mate­rial­nych, to chce­my z pew­no­ścią stwier­dzić, że ist­nie­je coś, co trwa nadal nawet wów­czas, gdy nie jeste­śmy tego świa­do­mi. Co wię­cej, Ber­ke­ley utrzy­my­wał, jak myślę, że te wyglą­dy w ogó­le nie wszyst­kie są w tej samej prze­strze­ni: twier­dził, na przy­kład, że wygląd, któ­ry się uka­zu­je mnie, nie jest w żad­nej odle­gło­ści, w żad­nym kie­run­ku od wyglą­du, któ­ry się uka­zu­je inne­mu czło­wie­ko­wi; a tym­cza­sem, jak już powie­dzia­łem powy­żej, w moim mnie­ma­niu nale­ża­ło­by odma­wiać nazwy przed­mio­tu mate­rial­ne­go temu, co nie znaj­du­je się w pew­nej odle­gło­ści w prze­strze­ni, w pew­nych okre­ślo­nych kie­run­kach od wszyst­kich innych przed­mio­tów mate­rial­nych. Myślę więc, że moż­na słusz­nie powie­dzieć, iż Ber­ke­ley zaprze­cza ist­nie­niu jakich­kol­wiek przed­mio­tów mate­rial­nych w tym zna­cze­niu, w jakim zdro­wy roz­są­dek stwier­dza, iż ist­nie­ją. Tak oto sta­je on w sprzecz­no­ści ze zdro­wym roz­sąd­kiem. I spo­sób, w jaki uzu­peł­nia zdro­wy roz­są­dek, pole­ga na tym, iż stwier­dza on ist­nie­nie Boga, któ­re­mu, jak myśli, uka­zu­je się zespół wyglą­dów, dokład­nie podob­nych do wszyst­kich tych wyglą­dów, jakie się uka­zu­ją nam.

Ale poglą­du Ber­ke­leya nie podzie­la, jak myślę, wie­lu innych filo­zo­fów. Znacz­nie bar­dziej roz­po­wszech­nio­ny jest pogląd, że te rze­czy, któ­re nazwa­łem wyglą­da­mi przed­mio­tów mate­rial­nych, fak­tycz­nie są wyglą­da­mi cze­goś, lecz nie są wyglą­da­mi przed­mio­tów mate­rial­nych, jak to twier­dzi zdro­wy roz­są­dek, lecz wyglą­da­mi umy­słów czy też istot świa­do­mych. Tak więc ten pogląd pozo­sta­je w sprzecz­no­ści ze zdro­wym roz­sąd­kiem, zaprze­cza­jąc ist­nie­niu przed­mio­tów mate­rial­nych, a jed­no­cze­śnie wycho­dzi poza zdro­wy roz­są­dek, przyj­mu­jąc ist­nie­nie nie­zli­czo­nych umy­słów, poza umy­sła­mi ludzi i zwie­rząt. Pogląd ten stwier­dza z naci­skiem jesz­cze i to, że te umy­sły nie są w prze­strze­ni: nie jest, powia­da, praw­dą, że umy­sły znaj­du­ją się w jakiejś okre­ślo­nej odle­gło­ści, w jakimś okre­ślo­nym kie­run­ku jed­ne od innych; fak­tycz­nie nie są one po pro­stu nigdzie, nie są w ogó­le na żad­nym miejscu.

Poglą­dy te są, jak myślę, dość zaska­ku­ją­ce. Lecz są też inni filo­zo­fo­wie, któ­rzy przyj­mo­wa­li poglą­dy jesz­cze bar­dziej zaska­ku­ją­ce – któ­rzy utrzy­my­wa­li nie tyl­ko, że prze­strzeń i przed­mio­ty mate­rial­ne nie ist­nie­ją rze­czy­wi­ście, lecz rów­nież, że czas i nasze wła­sne akty świa­do­mo­ści tak­że nie ist­nie­ją rze­czy­wi­ście: że w rze­czy­wi­sto­ści nie ma żad­nych takich rze­czy we Wszech­świe­cie. To wła­śnie co naj­mniej, jak sądzę, mia­ło na myśli wie­lu filo­zo­fów. Mówią oni, że wszyst­kie te czte­ry rodza­je rze­czy, przed­mio­ty mate­rial­ne, prze­strzeń, nasze akty świa­do­mo­ści oraz czas, to wszyst­ko są wyglą­dy; że wszyst­kie one są wyglą­da­mi cze­goś inne­go — albo wyglą­da­mi jakiejś jed­nej rze­czy, albo też jakie­goś zbio­ru rze­czy — co nie jest przed­mio­tem mate­rial­nym, nie jest naszym aktem świa­do­mo­ści i nie jest też ani w prze­strze­ni, ani w cza­sie. Jak widzi­my, to zda­nie jest wie­lo­znacz­ne: czy ono jest sprzecz­ne ze zdro­wym roz­sąd­kiem, czy też nie jest, to zale­ży od tego, co rozu­mie­ją ci filo­zo­fo­wie, nazy­wa­jąc te rze­czy wyglą­da­mi. Moż­na by sobie pomy­śleć, że rozu­mie­ją przez to, iż te wyglą­dy są rów­nie rze­czy­wi­ste, jak rze­czy, któ­rych one są wyglą­da­mi; twier­dząc, że to są wyglą­dy cze­goś inne­go, filo­zo­fo­wie ci mogli­by rozu­mieć tyl­ko to, że we Wszech­świe­cie jest poza tym inne coś — coś, do cze­go te rze­czy pozo­sta­ją w takim samym sto­sun­ku, w jakim wygląd wie­ży kościel­nej, któ­ry ja widzę, gdy patrzę na wie­żę z pew­nej odle­gło­ści, pozo­sta­je do rze­czy­wi­stej wie­ży kościel­nej. Gdy­by ci filo­zo­fo­wie rozu­mie­li to tyl­ko, to poglą­dy ich nale­ża­ły­by po pro­stu do tego typu poglą­dów, któ­re coś doda­ją do zdro­we­go roz­sąd­ku. Twier­dzi­li­by po pro­stu, że poza rze­cza­mi, o któ­rych ist­nie­niu we Wszech­świe­cie jest prze­świad­czo­ny zdro­wy roz­są­dek, czy też obok nich, jest jesz­cze inne coś. Ale mnie się wyda­je cał­kiem jasne, że w rze­czy­wi­sto­ści nie to mają oni na myśli. Chcą przez to twier­dzić, że mate­ria, prze­strzeń, nasze akty świa­do­mo­ści i czas nie są rze­czy­wi­ste w tym zna­cze­niu, w jakim zdro­wy roz­są­dek jest prze­świad­czo­ny, że są przed­mio­ta­mi real­ny­mi, i w jakim sami ci filo­zo­fo­wie są prze­świad­cze­ni, że jest jakieś real­ne coś poza wyglą­da­mi. Gdy przyj­mu­ją taki pogląd, to, jak mi się wyda­je, w rze­czy­wi­sto­ści rozu­mie­ją przez to, iż te rze­czy w ogó­le nie są real­ne: że w rze­czy­wi­sto­ści nie ma żad­nych takich rze­czy we Wszech­świe­cie. Myślę, iż w rze­czy­wi­sto­ści rozu­mie­ją oni (jak­kol­wiek nie wszy­scy by przy­zna­li, że tak to rozu­mie­ją) mniej wię­cej rzecz nastę­pu­ją­cą. W pew­nym zna­cze­niu Gwiaz­da Polar­na, gdy na nią patrzy­my, wyda­je się być znacz­nie mniej­sza niż Księ­życ. Może­my tedy powie­dzieć, iż w tym przy­pad­ku tym, co się uka­zu­je, wyglą­dem, jest po pro­stu to, że Gwiaz­da Polar­na jest niniej­sza niż Księ­życ. Ale nie ma po pro­stu takiej rze­czy we Wszech­świe­cie, jak ta, któ­ra się uka­zu­je: Gwiaz­da Polar­na nie jest mniej­sza od Księ­ży­ca, a wobec tego to, co zda­je się być we Wszech­świe­cie — mia­no­wi­cie to, że ta gwiaz­da jest mniej­sza od Księ­ży­ca — jest pro­stym nie­by­tem: nie ma w ogó­le takiej rze­czy. W tym to zna­cze­niu, jak myślę, wie­lu filo­zo­fów mia­ło prze­świad­cze­nie i ma jesz­cze, że nie tyl­ko mate­ria i prze­strzeń, lecz rów­nież nasze akty świa­do­mo­ści i czas po pro­stu nie ist­nie­ją: że nie ma w ogó­le takich rze­czy. Filo­zo­fo­wie ci byli prze­świad­cze­ni, że jest coś, co się uka­zu­je, lecz to, co się uka­zu­je, po pro­stu nie jest w ogó­le niczym — że nie ma takiej rze­czy we Wszech­świe­cie. Sądzę, że to wła­śnie mie­li na myśli ci filo­zo­fo­wie, jak­kol­wiek nie wszy­scy by przy­zna­li, że to mie­li na myśli. Co zaś się tyczy tego, co według nich jest we Wszech­świe­cie zamiast rze­czy, o któ­rych zdro­wy roz­są­dek utrzy­mu­je, że są w nim, to filo­zo­fo­wie ci przyj­mo­wa­li róż­ne poglą­dy. Nie­któ­rzy utrzy­my­wa­li, że jest to zbiór róż­nych umy­słów; inni, że jest to jeden umysł; jesz­cze inni, że to coś, co w pew­nym zna­cze­niu jest psy­chicz­ne lub ducho­we, lecz o czym nie moż­na słusz­nie powie­dzieć, czy to jest jeden umysł, czy też wiele.

Oto więc nie­któ­re spo­śród poglą­dów, jakie przyj­mo­wa­no, co się tyczy natu­ry Wszech­świa­ta jako cało­ści. I mam nadzie­ję, że te przy­kła­dy wyja­śni­ły, co rozu­miem przez pierw­sze zagad­nie­nie filo­zo­fii: ogól­ny opis całe­go Wszech­świa­ta. Każ­da odpo­wiedź na to pyta­nie musi pole­gać na tym, iż się powie jed­no z troj­ga: albo że pew­ne obszer­ne kla­sy rze­czy są jedy­ny­mi rodza­ja­mi rze­czy we Wszech­świe­cie, to zna­czy: że każ­da w nim rzecz nale­ży do jed­nej z tych klas; albo też trze­ba powie­dzieć, że każ­da rzecz we Wszech­świe­cie jest jed­ne­go rodza­ju; albo też jesz­cze trze­ba powie­dzieć, że każ­da rzecz, o któ­rej wie­my, iż jest we Wszech­świe­cie, nale­ży do jed­nej z wie­lu klas czy też do pew­nej jed­nej okre­ślo­nej kla­sy. Trze­ba też powie­dzieć coś o sto­sun­ku mię­dzy tymi kla­sa­mi, jeśli się utrzy­mu­je, że ist­nie­ją róż­ne kla­sy rzeczy.

Jest to więc pierw­sze i naj­bar­dziej inte­re­su­ją­ce zagad­nie­nie filo­zo­fii. I mnie się wyda­je, że ogrom­ną więk­szość innych zagad­nień moż­na okre­ślić jako zagad­nie­nia, któ­re pozo­sta­ją w związ­ku z tym.

Albo­wiem filo­zo­fo­wie nie poprze­sta­wa­li po pro­stu na tym, iżby wyra­żać swo­je poglą­dy co do tego, co jest lub nie jest we Wszech­świe­cie; albo co do tego, o czym wie­my, że w nim jest, czy też nie wie­my, że w nim jest. Pró­bo­wa­li oni rów­nież dowieść, że ich poglą­dy są praw­dzi­we. A wraz z tym, widzi­cie, powsta­je wie­le zagad­nień wtór­nych i podrzędnych.

Tak, na przy­kład, aby dowieść, że jeden z tych poglą­dów, o jakich wspo­mnia­łem, jest praw­dzi­wy, musi­my zarów­no podać na to dowód, jak i oba­lić wszyst­kie inne poglą­dy. Trze­ba dowieść, albo że jest Bóg, albo że go nie ma, albo że nie wie­my, czy jest, czy go nie ma. Trze­ba dowieść, że jest życie przy­szłe, albo że go nie ma, albo że nie wie­my, czy jest, czy go nie ma. I podob­nie jest ze wszyst­ki­mi inny­mi rodza­ja­mi rze­czy, jakie wspo­mnia­łem: z mate­rią, prze­strze­nią, cza­sem, z umy­sła­mi innych ludzi, z inny­mi umy­sła­mi, któ­re nie są umy­sła­mi ani ludzi, ani zwie­rząt. Aże­by dowieść, że jakiś poszcze­gól­ny pogląd na Wszech­świat jest popraw­ny, trze­ba dowieść, gdy cho­dzi o te rze­czy, albo że one ist­nie­ją, albo że nie ist­nie­ją, albo że my nie wie­my, czy one ist­nie­ją, czy też nie ist­nie­ją. I wszyst­kie te zagad­nie­nia, jak widzi­cie, moż­na roz­wa­żać z osob­na dla nich samych. Istot­nie wie­lu filo­zo­fów nie pró­bo­wa­ło podać ogól­ne­go opi­su cało­ści Wszech­świa­ta. Pró­bo­wa­li oni tyl­ko odpo­wie­dzieć na jakieś jed­no lub na kil­ka spo­śród tych zagad­nień wtórnych.

Jest jesz­cze inny rodzaj zagad­nień wtór­nych, jakie w moim rozu­mie­niu nale­ży szcze­gól­nie wymie­nić. Wie­lu filo­zo­fów spę­dzi­ło znacz­ną część swe­go cza­su na pró­bach, aby zde­fi­nio­wać bar­dziej jasno, jaka róż­ni­ca zacho­dzi mię­dzy tymi róż­ny­mi rodza­ja­mi rze­czy. Na przy­kład, jaka jest róż­ni­ca mię­dzy przed­mio­tem mate­rial­nym i aktem świa­do­mo­ści, mię­dzy mate­rią i umy­słem, mię­dzy Bogiem i czło­wie­kiem, i temu podob­ne. I na te pyta­nia, doty­czą­ce defi­ni­cji, bynaj­mniej nie tak łatwo odpo­wie­dzieć, jak by moż­na mnie­mać. l nie trze­ba myśleć, że są to pyta­nia, któ­re doty­czą po pro­stu słów. Dobra defi­ni­cja rodza­jów rze­czy, o któ­rych twier­dzi­my, iż są we Wszech­świe­cie, oczy­wi­ście powięk­sza jasność nasze­go poglą­du. Ale nie jest to też jedy­nie spra­wa jasno­ści. Gdy, na przy­kład, pró­bu­je­my okre­ślić, co rozu­mie­my przez „przed­miot mate­rial­ny”, to znaj­du­je­my, że jest wie­le róż­nych wła­sno­ści, któ­re przed­miot mate­rial­ny może posia­dać, a o któ­rych nigdy uprzed­nio nie myśle­li­śmy; i nasz wysi­łek, by to zde­fi­nio­wać, może nasi w ten spo­sób pro­wa­dzić do wnio­sku, że całe kla­sy rze­czy mają pew­ne wła­sno­ści, albo że nie mają pew­nych innych wła­sno­ści, o któ­rych byśmy nigdy nie pomy­śle­li, gdy­by­śmy po pro­stu zado­wo­li­li się stwier­dze­niem, że są przed­mio­ty mate­rial­ne we Wszech­świe­cie, nie docie­ka­jąc, co rozu­mie­my przez to stwierdzenie.

Może­my więc powie­dzieć, że duża kla­sa mniej waż­nych pro­ble­mów filo­zo­ficz­nych pole­ga na tym, iż się dys­ku­tu­je, czy duże kla­sy rze­czy, o jakich wspo­mnia­łem, ist­nie­ją, czy też nie ist­nie­ją; oraz czy my po pro­stu nie wie­my, czy one ist­nie­ją, czy nie ist­nie­ją; a tak­że na pró­bach defi­nio­wa­nia tych klas i na roz­wa­ża­niu, w jakich one pozo­sta­ją do sie­bie sto­sun­kach. Znacz­na część wywo­dów filo­zo­ficz­nych pole­ga­ła na roz­trzą­sa­niu tych zagad­nień, doty­czą­cych Boga, życia przy­szłe­go, mate­rii, umy­słów, prze­strze­ni i cza­su. I o wszyst­kich tych zagad­nie­niach moż­na powie­dzieć, iż nale­żą do tej dzie­dzi­ny filo­zo­fii, któ­rą zwie­my metafizyką.

Teraz docho­dzi­my do pew­nej kla­sy zagad­nień, o któ­rych moż­na powie­dzieć, iż nale­żą do innych dzia­łów filo­zo­fii, lecz mają rów­nież oczy­wi­ste zna­cze­nie dla pierw­sze­go głów­ne­go pro­ble­mu, któ­ry doty­czy ogól­ne­go opi­su Wszech­świa­ta. Jed­nym z naj­bar­dziej natu­ral­nych pytań, jakie powsta­ją, gdy ktoś stwier­dza jakiś fakt, któ­ry mamy skłon­ność poda­wać w wąt­pli­wość, jest pyta­nie: jak pan to poznał? I jeśli oso­ba dana odpo­wia­da na to pyta­nie tak, iżby poka­zać, że nie dowie­dzia­ła się o tym fak­cie w żaden z tych spo­so­bów, w jakie moż­na zdo­być rze­czy­wi­stą wie­dzę, jako prze­ciw­sta­wie­nie pro­stej wia­ry, co się tyczy fak­tów tego rodza­ju — to wypro­wa­dzi­my wnio­sek, że ta oso­ba w rze­czy­wi­sto­ści fak­tu tego nie zna. Inny­mi sło­wy, sta­le przyj­mu­je­my w życiu potocz­nym, że jest tyl­ko ogra­ni­czo­na licz­ba spo­so­bów, w jakie moż­na zdo­być rze­czy­wi­stą wie­dzę o pew­nych rodza­jach fak­tów; i że jeże­li dana oso­ba stwier­dza jakiś fakt ‚o któ­rym nie dowie­dzia­ła się w żaden z tych spo­so­bów, to fak­tycz­nie nie zna tego fak­tu. Otóż filo­zo­fo­wie rów­nież bar­dzo sze­ro­ko posłu­gi­wa­li się tym rodza­jem argu­men­tów. Pró­bo­wa­li kla­sy­fi­ko­wać wyczer­pu­ją­co wszel­kie moż­li­we rodza­je spo­so­bów, w jakie może­my pozna­wać rze­czy; a następ­nie wypro­wa­dza­li wnio­sek, że sko­ro pew­ne rze­czy, któ­re stwier­dza­li inni filo­zo­fo­wie, albo w któ­re oni sami uprzed­nio wie­rzy­li, nie są zna­ne w jeden tych spo­so­bów, to te rze­czy nie są zna­ne w ogóle.

Stąd też znacz­na część wywo­dów filo­zo­fii pole­ga­ła fak­tycz­nie na tym, iż pró­bo­wa­no pokla­sy­fi­ko­wać wyczer­pu­ją­co wszel­kie spo­so­by, w jakie może­my pozna­wać rze­czy; albo też, że pró­bo­wa­no opi­sać dokład­nie poszcze­gól­ne spo­so­by ich poznawania.

To pyta­nie: jak pozna­je­my i wie­my w ogó­le cokol­wiek, obej­mu­je impli­ci­te trzy róż­ne rodza­je pytań.

Pierw­sze jest tego rodza­ju. Gdy ktoś nas pyta, jak pozna­je­my daną rzecz, to może to zna­czyć, że pyta: Czym jest pozna­nie tej rze­czy lub wie­dza o niej? Jakie­go rodza­ju rze­czą jest pozna­nie, co zacho­dzi, gdy pozna­je­my tę rzecz? Na czym pole­ga to zda­rze­nie, któ­re nazy­wa­my pozna­niem? To pierw­sze pyta­nie, jakie­go rodza­ju rze­czą jest pozna­nie — co zacho­dzi, gdy coś pozna­je­my - to pyta­nie, któ­re jest wspól­ne filo­zo­fii i psy­cho­lo­gii; wie­lu filo­zo­fów pró­bo­wa­ło dać na nie odpo­wiedź. Pró­bo­wa­li oni roz­róż­nić rodza­je rze­czy, jakie dzie­ją się w naszych umy­słach, gdy pozna­je­my róż­ne rze­czy; i pró­bo­wa­li wska­zać, co jest wspól­ne im wszyst­kim, jeśli w ogó­le jest im coś wspólne.

Ale, po dru­gie, jest też coś inne­go, co moż­na mieć na myśli, gdy się sta­wia pyta­nie, czym jest pozna­nie. Albo­wiem nie mówi­my, że zna­my jakieś twier­dze­nie, na przy­kład, że mate­ria ist­nie­je, o ile nie chce­my stwier­dzić, że to twier­dze­nie jest praw­dzi­we: że jest praw­dą, iż mate­ria ist­nie­je. Tak więc w pyta­niu, czym jest pozna­nie, zawar­te jest pyta­nie, co rozu­mie­my, mówiąc, że jakieś twier­dze­nie jest praw­dzi­we. To pyta­nie jest róż­ne od pyta­nia psy­cho­lo­gicz­ne­go, któ­re doty­czy tego, co zacho­dzi w naszym umy­śle, gdy coś pozna­je­my czy też coś wie­my. Ogól­nie mówio­no też, że pyta­nie, co to jest praw­da, jest pyta­niem, nale­żą­cym do logi­ki w naj­szer­szym zna­cze­niu tego ter­mi­nu. A logi­kę, lub co naj­mniej pew­ne jej czę­ści, uwa­ża się za dział filozofii.

I wresz­cie moż­na mieć jesz­cze inną rzecz na myśli, pyta­jąc, jak pozna­je­my lub jak coś wie­my. Moż­na mieć mia­no­wi­cie na myśli to, jaką mamy rację, by w daną rzecz wie­rzyć. Albo inny­mi sło­wy: jaką inną zna­my rzecz, któ­ra dowo­dzi, że ta rzecz jest praw­dą? I filo­zo­fo­wie rze­czy­wi­ście wie­le zaj­mo­wa­li się rów­nież i tym pyta­niem; pyta­niem, w jakie róż­ne spo­so­by moż­na dowieść, że jakieś zda­nie jest praw­dzi­we; jakie są te wszyst­kie, róż­ne, rodza­je racji, któ­re są dobry­mi racja­mi, by o czymś mieć prze­świad­cze­nie. I to pyta­nie rów­nież zali­cza się do dzia­łu logiki.

Tak więc jest ogrom­na dzie­dzi­na filo­zo­fii, któ­ra zaj­mu­je się róż­ny­mi spo­so­ba­mi, na jakie pozna­je­my rze­czy; i wie­lu filo­zo­fów nie­mal wyłącz­nie zaj­mo­wa­ło się zagad­nie­nia­mi, któ­re nale­żą do tej dziedziny.

Wresz­cie, jeże­li mamy dać peł­ne przed­sta­wie­nie filo­zo­fii, to musi­my wspo­mnieć jesz­cze jed­ną kla­sę zagad­nień. Jest dział filo­zo­fii, któ­ry nazy­wa się ety­ką lub filo­zo­fią moral­ną; i ten dział zaj­mu­je się kla­są zagad­nień, któ­re są zupeł­nie róż­ne od wszyst­kich tych zagad­nień, jakie dotych­czas wyli­cza­łem. W życiu potocz­nym wciąż wszy­scy sta­wia­my takie pyta­nia, jak: Czy taki a taki wynik dobrze będzie osią­gnąć? Czy też będzie to złe? Czy takie a takie dzia­ła­nie słusz­nie będzie wyko­nać, czy też nie­słusz­nie? I filo­zo­fia moral­na, ety­ka, sta­ra się prze­pro­wa­dzić kla­sy­fi­ka­cję wszyst­kich tych róż­nych rodza­jów rze­czy, któ­re mogą być dobre albo złe, słusz­ne albo nie­słusz­ne; i to w ten spo­sób, aże­by moż­na było powie­dzieć: nic nie może być dobre, o ile nie posia­da pew­nych cech cha­rak­te­ry­stycz­nych, albo tej czy innej spo­śród cech cha­rak­te­ry­stycz­nych; i podob­nie nic nie może być złe, o ile nie ma pew­nych cech cha­rak­te­ry­stycz­nych, albo tej czy innej spo­śród cech cha­rak­te­ry­stycz­nych. Podob­nie rzecz się ma z pyta­niem, jakie rodza­je dzia­łań były­by słusz­ne, a jakie niesłuszne.

Wszyst­kie te zagad­nie­nia ety­ki mają bar­dzo wiel­kie zna­cze­nie dla nasze­go ogól­ne­go opi­su Wszech­świa­ta, a to z dwóch racji.

Po pierw­sze, z pew­no­ścią jed­nym z naj­bar­dziej waż­nych fak­tów, doty­czą­cych Wszech­świa­ta, jest to, iż są w nim te róż­ni­ce tego, co dobre i złe, tego, co słusz­ne i nie­słusz­ne. I wie­lu ludzi myśla­ło, że z fak­tu, iż są te róż­ni­ce, moż­na wypro­wa­dzić inne wnio­ski, co się tyczy tego, co jest we Wszechświecie.

Po dru­gie zaś, wią­żąc wyni­ki ety­ki, co się tyczy tego, co może być dobre lub złe, z kon­klu­zja­mi meta­fi­zy­ki, co się tyczy rodza­jów rze­czy, jakie są w ogó­le we Wszech­świe­cie, zdo­by­wa­my środ­ki, by odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czy Wszech­świat, ogól­nie bio­rąc, jest dobry czy zły, i jak dobry lub zły w porów­na­niu z tym, jaki by mógł być: jest to pyta­nie tego rodza­ju, któ­re rze­czy­wi­ście wie­le roz­wa­ża­li róż­ni filozofowie.

W kon­klu­zji tedy myślę, że to, co poda­łem powy­żej, jest słusz­nym opi­sem tego rodza­ju pytań, jakie roz­wa­ża­ją filozofowie. […] 


Pobierz tekst w PDF.


Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy