Antropologia Artykuł

Hanna Urbankowska: Filozof nie powinien być sam

Refleksja filozoficzna bywa egocentryczna. Jej punkt wyjścia stanowi często doświadczenie „ja”: własnego bycia, własnej świadomości.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 4 (22), s. 23–25. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Ma to swo­je dobre strony: bada­jąc bezpośred­nie doświad­cze­nie ist­nienia, filo­zofia zaczy­na od kwestii fun­da­men­tal­nej. Przy­pom­nieć tu moż­na kartez­jańskie cog­i­to ergo sum. Ale też taka reflek­s­ja, sku­pi­ona na włas­nym „ja” filo­zo­fa, zostaw­ia z koniecznoś­ci na drugim planie nie tylko świat, ale i innych ludzi. Zaczy­na­jąc od doświad­czenia włas­nego bycia, izolu­je pod­miot. Stąd rodzące się pyta­nia o charak­ter, a nawet możli­wość ist­nienia zewnętrznego, przed­miotowego świa­ta. Ja ist­nieję – tego jestem pewien, bezpośred­nio doświad­czam mojego ist­nienia. Ale jak udowod­nić ist­nie­nie świa­ta, który mi się jawi? Jaka jest jego natu­ra? Jaki ma on sens dla mnie, poz­na­jącego? Takie pyta­nia staw­ia ego­cen­trycz­na filo­zofia.

Skra­jnym przy­pad­kiem tego typu myśle­nia jest solip­syzm: postawa filo­zo­fa, który zas­tanaw­ia­jąc się, czy ist­nieje cokol­wiek poza nim samym, dochodzi do kon­kluzji, że wobec braku dowodów moż­na śmi­ało zwąt­pić w real­ność świa­ta. Pier­wszym przykła­dem takiego filo­zo­fa był­by grec­ki sofista Gor­giasz, utrzy­mu­ją­cy, że nic nie ist­nieje (a gdy­by nawet ist­ni­ało, to było­by niepoz­nawalne). Ta przepaść między poz­na­ją­cym człowiekiem a światem, nakreślona przez ego­cen­tryczną filo­zofię, zni­ka jed­nak bez śladu w codzi­en­nym życiu. Zda­je się, że i sam Gor­giasz, jako błyskotli­wy retor zaan­gażowany w poli­tykę, swoim życiem udowad­ni­ał, że wierzy i w real­ność świa­ta, i w ludzi, i w sens dzi­ała­nia. Jaka jest zatem alter­naty­wa wobec filo­zofii wychodzącej od „ja”?

Nie ist­nieje Ja w sobie, ist­nieje tylko Ja pod­sta­wowego słowa Ja–Ty i pod­sta­wowego słowa Ja–Ono. Kiedy człowiek mówi Ja, chodzi mu o jed­no z nich [Mar­tin Buber, Ja i Ty].

Dwa pod­sta­wowe słowa, o których mówi Buber, opisu­ją dwo­jakie odniesie­nie człowieka do świa­ta i innych. Relac­ja Ja–Ono doty­czy tych przy­pad­ków, gdy doświad­cza­my świa­ta, badamy go, uży­wamy, manip­u­lu­je­my nim. To jest ten świat, o który może­my pytać: ist­nieje czy nie ist­nieje, do czego się może przy­dać? W ten sposób odbier­amy świat, robiąc zakupy, czy­ta­jąc gazetę, prowadząc roz­mowę z panią z banku. Relac­ja Ja–Ty stanowi z kolei wyróżnioną sferę, sferę prawdzi­wego spotka­nia z drugim człowiekiem. Inny, jaki pisał Emmanuel Lév­inas, nie jest kole­jną rzeczą ze świa­ta. Twarz Innego wzy­wa nas do odpowiedzial­noś­ci za drugiego człowieka, wprowadza w świat ety­ki, w świat wartoś­ci. Ksiądz Józef Tis­chn­er napisze metaforycznie, że w twarzy drugiego człowieka dostrzec moż­na Krzyż: pio­nowa bel­ka oznacza dobro, ruch ku górze, pozioma – ciąże­nie ku zie­mi, zło.

Ty jesteś we mnie, a ja w Tobie, iż niesiemy siebie jako swe ciężary [ks. Józef Tis­chn­er, Filo­zofia dra­matu].

Kim jest człowiek wedle filo­zofii dia­logu? Przede wszys­tkim, jak napisze ksiądz Tis­chn­er, uczest­nikiem dra­matu, którego scenę stanowi świat. Jest wol­ny i musi sobie swo­ją wol­ność i god­ność uświadomić. Dra­mat toczy się między człowiekiem a człowiekiem, tu dokonu­ją się najważniejsze wybo­ry. Człowiek może otworzyć się na drugą osobę, ale może też kła­mać, grać, jak rasowy aktor, zakładać różne mas­ki. Może spotkać drugiego, lecz równie dobrze może go minąć, potrak­tować przed­miotowo. Pomiędzy ludź­mi pojaw­ia się zarówno ciężar odpowiedzial­noś­ci, jak i lekkość, gdy czy­jaś obec­ność jest wybaw­ie­niem: od samot­noś­ci, od przeszłoś­ci. Tym­cza­sem gra toczy się o najwyższą stawkę, na przestrzeni między dobrem a złem. Śmierć jest ostate­cznym końcem dra­matu. Za swo­je wybo­ry ponosimy odpowiedzial­ność. I filo­zofia, jeśli ma się na coś przy­dać, powin­na dopomóc w tym, by zagu­bionego, częs­to cier­piącego człowieka ocal­ić.

Idea nieskońc­zonoś­ci – coś nieskończe­nie więcej zawarte w czymś mniej – wydarza się konkret­nie jako relac­ja z twarzą [Emmanuel Lév­inas, Całość i nieskońc­zoność. Esej o zewnętrznoś­ci].

W spotka­niu z Innym człowiek sty­ka się z równoległym wszechświatem. Prawdzi­we spotkanie niesie za sobą cza­sem i prze­bu­dowę całego ludzkiego świa­ta. Zmienia się sens rzeczy, hier­ar­chia ich ważnoś­ci, per­spek­ty­wa. A nawet więcej: w relacji z inny­mi ludź­mi także nasze ist­nie­nie nabiera sen­su. Odna­j­du­je­my swo­je miejsce wśród blis­kich. Pra­ca człowieka zaczy­na być pracą dla rodziny lub wspól­no­ty. Nad­morskie miasteczko sta­je się miejscem, w którym wspól­nie spędza­my wakac­je. Dobra książ­ka nabiera wartoś­ci, gdy jest poży­c­zona od przy­ja­ciela. Sam człowiek defini­u­je już siebie inaczej: jest ojcem rodziny, czy­imś dzieck­iem, mężem czy żoną. W świ­etle filo­zofii dia­logu dobrze zrozu­mieć moż­na pustkę odczuwaną po ode­jś­ciu bliskiej oso­by. Człowiek czu­je się wtedy pozbaw­iony nie jakiegoś ele­men­tu zewnętrznego świa­ta, ale wręcz częś­ci samego siebie. I jest to praw­da, sko­ro nasza tożsamość ksz­tał­tu­je się i trwa w relacji z inny­mi.

Prawdzi­we spotkanie nie zawsze łączy się z dialo­giem w dosłownym sen­sie, z roz­mową. Moż­na tu pomyśleć o bliskoś­ci mat­ki i małego dziec­ka, która oby­wa się bez słów. Albo o spotka­niu dwój­ki starych przy­jaciół, którzy mil­czą, po pros­tu ciesząc się swoim towarzys­t­wem. W takich relac­jach dobrze widać, czym jest spotkanie: bycie z kimś, które roz­cią­ga się także na ten czas, kiedy dru­ga oso­ba fizy­cznie gdzieś odchodzi. Te szczególne, wyróżnione relac­je, kon­sty­tu­u­ją ludzką tożsamość. Są szczególne, bo nie z każdym człowiekiem moż­na się w podob­ny sposób spotkać, wyma­ga to cza­su i angażu­je całą istotę człowieka. Ale bez prawdzi­wych spotkań traci się człowieczeńst­wo; umy­ka to, co najis­tot­niejsze. Filo­zofia dia­logu myśli o człowieku nie tylko jako o duchowo-cielesnej całoś­ci, wyposażonej w takie atry­bu­ty jak wol­ność i god­ność, ale przede wszys­tkim jako o kimś, kto – zma­ga­jąc się z codzi­en­nym życiem – sam w sobie nie jest i nie powinien być kom­plet­ny; w swoim życiu potrze­bu­je i szu­ka bliskoś­ci drugiej oso­by.

Cho­ci­aż my, śmiertel­ni­cy, też nie widz­imy nigdy Boga bez świa­ta, a tylko świat w Bogu, widząc, ksz­tał­tu­je­my wiecznie postać Boga [Mar­tin Buber, Ja i Ty].

Zarówno Buber, Lév­inas, jak i ksiądz Tis­chn­er porusza­ją się w kręgu wiary. Jak pisał Lév­inas, w twarzy Innego widoczny jest ślad Nieskońc­zonego. Stąd pod­sta­wowy nakaz ety­czny, widoczny w twarzy drugiego człowieka: „Nie zabi­jaj!”. Inny jest bezbron­ny, ponosimy za niego odpowiedzial­ność dlat­ego właśnie, że jako ludzie jesteśmy zdol­ni również do czynienia zła.

Nieskońc­zony – Bóg – jest ukry­ty w świecie i nie należy, jak pisał z kolei Buber, szukać go poza światem, ale jak­by poprzez świat. Spotkanie z Innym czy spotkanie z przy­rodą jest, pośred­nio, spotkaniem z samym Stwór­cą. I On jest – nie tylko, ale również – Osobą, z którą pozosta­je­my w relacji, może najważniejszej ze wszys­t­kich. I wobec Boga, podob­nie jak w relac­jach z ludź­mi, łatwiej jest wypowiedzieć słowo Ja–Ono niż Ja–Ty. Inny­mi słowy: łatwiej jest defin­iować, „ksz­tał­tować postać Boga” według swo­jej wiedzy, niż wejść z Nim w żywą, zaskaku­jącą relację. A tylko takie spotkanie może wpisać się w krąg dia­logu, który może rozwinąć i przemienić ludzką tożsamość.

Filo­zofia dia­logu jest myśle­niem pełnym metafor. Wprowadza pewne poję­cia (jak Inny, Twarz czy Tis­chnerows­ki dra­mat), które ułatwia­ją myśle­nie o świecie ludz­kich relacji w nowy sposób. Nie kon­cen­tru­je się na budowie pre­cyzyjnego sys­te­mu. Odwołu­je się do naszych odczuć i intu­icji. Uzna­jąc spotkanie za pod­sta­wowe wydarze­nie ludzkiego życia, nie staw­ia już pytań pod­sta­wowych: o ist­nie­nie człowieka, o real­ność świa­ta, o możli­wość dowiedzenia ist­nienia Boga. Obec­ność Nieskońc­zonego i siła, z jaką przeni­ka świat, jest owocem wiary. Filo­zofia dia­logu stanowi nato­mi­ast namysł nad ludzką kondy­cją, nad god­noś­cią człowieka, wagą naszych dzi­ałań w świecie. Ukazu­je, że człowiek jako oso­ba jest całoś­cią duchowo-cielesną, ale nie samowystar­czal­ną. Nawet nie do koń­ca odręb­ną, gdyż prawdzi­wie real­izu­je się jako część więk­szej całoś­ci. A nawet więcej: to ta całość, bogate relac­je z inny­mi, współt­worzą istotę człowieka. Moż­na powiedzieć, że prawdzi­we życie toczy się tylko w dobrym towarzys­t­wie.


Han­na Urbankows­ka – Ur. w 1987 r. W 2016 r. obroniła na UW rozprawę poświę­coną roz­maitym uję­ciom sacrum w myśli Hei­deg­gera. Pasjonu­je się niemieckim ide­al­izmem, myślą Hei­deg­gera i filo­zofią pol­ską.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: © by okalinichenko

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy