Edukacja filozoficzna Próby filozoficzne

Igor Skórzybót: Alfabet ludzkich myśli

„Alfabet ludzkich myśli” jest konceptem stworzonym przez Gottfrieda Leibniza. Według Couturata był to rodzaj „algebry myślenia”, zakładającej istnienie elementarnych pojęć dla wszystkich języków.

Tekst uka­zał się w dzia­le „Pró­by filo­zo­ficz­ne”, poświę­co­ne­go pra­com adep­tów filozofii.


Obec­nie, po upły­wie kil­ku­set lat, lin­gwi­sty­ka może badać znacz­nie więk­szą ilość języ­ków. Wciąż udo­sko­na­la­ny jest natu­ral­ny meta­ję­zyk seman­tycz­ny, któ­ry obej­mu­je te inde­fi­ni­bi­lia. Głów­nym fila­rem lin­gwi­stycz­nych kon­cep­cji Leib­ni­za było jed­na­ko­woż two­rze­nie cha­rac­te­ri­sti­ca uni­ver­sa­lis, czy­li pod­sta­wo­we­go języ­ka mogą­ce­go opi­sy­wać wszel­kie zagad­nie­nia mate­ma­tycz­ne, fizycz­ne i meta­fi­zycz­ne. Wie­lu naukow­ców, zwłasz­cza fizy­ków, uwa­ża dziś sym­bo­le logi­ki mate­ma­tycz­nej i teo­rii mno­go­ści za pod­sta­wo­we zna­ki „alfa­be­tu ludz­kich myśli”; ich marze­niem jest spro­wa­dze­nie języ­ków wszyst­kich nauk do jed­ne­go pod­sta­wo­we­go cha­rac­te­ri­sti­ca uni­ver­sa­lis. I to marze­nie jest wciąż niespełnione.

Leib­niz jako lingwista

Waż­ne dla tej pra­cy będzie wyka­za­nie, że XVII- i XVIII-wiecz­na lin­gwi­sty­ka róż­ni się zna­czą­co od lin­gwi­sty­ki dzi­siej­szej. Nie cho­dzi tu jedy­nie o roz­wój metod, zwłasz­cza sta­ty­sty­ki, lecz głów­nie o kon­tekst spo­łecz­ny tam­tych cza­sów. Ówcze­sny euro­po­cen­tryzm, prze­ko­na­nie o wyż­szo­ści okcy­den­tu nad cywi­li­za­cja­mi nie­eu­ro­pej­ski­mi, wpły­wał na naukę. Pro­wa­dzo­no wpraw­dzie bada­nia na temat języ­ków innych grup etnicz­nych, lin­gwi­ści sku­pia­li się jed­nak­że przede wszyst­kim na języ­kach z gru­py indo­eu­ro­pej­skiej. Już w roku 1603 Ludo­vi­ca Ber­to­ni wydał dzie­ło Arte de la len­gua ayma­ra, gdzie podzi­wiał język ayma­ra – uży­wa­ny do dziś w czę­ściach Peru i Boli­wii – jako nie­by­wa­le gięt­ki i wital­ny, mogą­cy z łatwo­ścią wyra­żać abs­trak­cje; sam Leib­niz zresz­tą był zafa­scy­no­wa­ny mno­go­ścią języ­ków naturalnych.

Got­t­fried Leib­niz, jako wybit­ny mate­ma­tyk, był zafa­scy­no­wa­ny kom­bi­na­to­ry­ką, kon­kret­niej ilo­ścią moż­li­wych prawd (lub nie­prawd) dają­cych się wyra­zić w języ­ku zło­żo­nym z dwu­dzie­stocz­te­ro­li­te­ro­we­go alfa­be­tu – była to licz­ba 243 650 000 000 001–24/23. Wychwa­lał tak­że babe­lizm i uwa­żał za nie­moż­li­wy powrót do języ­ka pier­wot­ne­go (ada­mo­we­go) ani jego iden­ty­fi­ka­cję. Nie­mniej zaska­ku­ją­ce może być to, dla­cze­go czło­wiek, któ­re­go onto­lo­gia była mona­do­lo­gią zain­te­re­so­wał się stwo­rze­niem języ­ka uni­wer­sal­ne­go. „Podob­nie jak mia­sto z róż­nych stron oglą­da­ne wyda­je się coraz to inne i sta­no­wi jak­by zwie­lo­krot­nio­ny per­spek­ty­wicz­nie widok, tak dzię­ki nie­skoń­czo­nej mno­go­ści sub­stan­cji pro­stych tyle samo jest jak­by roz­ma­itych wszech­świa­tów, któ­re są wsze­la­ko wido­ka­mi tego same­go wszech­świa­ta odpo­wia­da­ją­cy­mi roz­ma­itym punk­tom widze­nia każ­dej mona­dy”, pisał Leib­niz. Trze­ba pamię­tać, że był on tak­że ire­ni­stą, bywał na dwo­rach, zaj­mo­wał się dyplo­ma­cją. Uwa­żał, że stwo­rze­nie jed­ne­go języ­ka mogło­by przy­wró­cić pokój w Europie.

Pro­gram Leib­ni­za reali­zo­wa­ny przez całe jego życie miał za zadanie:

1)    zna­le­zie­nie inde­fi­ni­bi­liów – pojęć pier­wot­nych, cha­rak­te­ry­stycz­nych dla wszyst­kich języków;

2)    stwo­rze­nie gra­ma­ty­ki idealnej;

3)    stwo­rze­nie uni­wer­sal­nych reguł wymo­wy znaków;

4)    opra­co­wa­nie słow­nic­twa zna­ków, z któ­rych moż­na by za pomo­cą rachun­ków (podob­nych do tych uży­wa­nych przez mate­ma­ty­ków) for­mu­ło­wać praw­dzi­we wypowiedzi.

Umber­to Eco zauwa­ża, że „istot­ny wkład Leib­ni­za zawie­ra się w czwar­tym punk­cie pro­jek­tu, co potwier­dza zara­zem ta oko­licz­ność, że zaprze­stał on w koń­cu prób reali­za­cji trzech pozo­sta­łych”. Sam „alfa­bet ludz­kich myśli” miał być narzę­dziem, dzię­ki któ­re­mu myśl zosta­ła­by wzmoc­nio­na, tak jak wzrok dzię­ki tele­sko­po­wi. Waria­cje liter dane­go alfa­be­tu i ana­li­za słów z nich utwo­rzo­nych pozwa­la­ły­by na oce­nę i odkry­cie wszel­kich rze­czy. Aby to było moż­li­we, wszyst­kie nauki musia­ły­by dać się spro­wa­dzać do jedy­ne­go języka.

Próby stworzenia języka uniwersalnego

Do XVI wie­ku pró­by two­rze­nia języ­ków sztucz­nych były zwią­za­ne nie­ro­ze­rwal­nie z misty­ką (m. in. kaba­ła) oraz reli­gią. Opie­ra­ły się na pró­bie odna­le­zie­nia „języ­ka ada­mo­we­go”, a hipo­te­zy doty­czą­ce tako­we­go, mało mia­ły wspól­ne­go z nauką, były raczej np. nacjonalistyczne.

Rezul­tat tych prac moż­na stre­ścić cyta­tem z Salim­be­ne z Parmy:

[Fry­de­ryk II] zapra­gnął spraw­dzić, jakim języ­kiem prze­mó­wi­ły­by, osią­ga­jąc wiek mło­dzień­czy, dzie­ci, któ­rym nie dane było wcze­śniej z nikim roz­ma­wiać. Naka­zał prze­to niań­kom i mam­kom kar­mić je […], a zaka­zał do nich prze­ma­wiać. Chciał bowiem dowie­dzieć się, czy mówi­ły­by języ­kiem hebraj­skim, któ­ry był pierw­szy, czy grec­kim, łaciń­skim, a może arab­skim, o ile nie mówi­ły­by języ­kiem rodzi­ców, z któ­rych się poczę­ły. Tru­dził się jed­nak na próż­no, albo­wiem tak nie­mow­lę­ta, jak i pod­rost­ki wszyst­kie pomarły”.

XVI wie­ku poja­wi­ły się pierw­sze pro­gra­my „języ­ków filo­zo­ficz­nych” mają­cych na celu wyeli­mi­no­wa­nie Baco­now­skich ido­li z języ­ka – leib­ni­zjań­ski wyda­je się naj­bar­dziej zaawan­so­wa­ny. Dopie­ro od XVIII wie­ku zaczę­ły powsta­wać tzw. „mię­dzy­na­ro­do­we języ­ki pomoc­ni­cze” – sztucz­ne języ­ki aspi­ru­ją­ce do mia­na uni­wer­sal­nych, czer­pią­ce z wie­lu języ­ków, stwo­rzo­ne, aby wszy­scy ludzie mogli nimi mówić.

Według Umber­to Eco pod­sta­wo­wą zale­tą języ­ka angiel­skie­go jako lin­gua fran­ca jest to, że moż­na w nim mówić błęd­nie. W takim razie jest w nim coś wspól­ne­go dla więk­szo­ści, jeśli nie wszyst­kich, kul­tur. Ale nie o to prze­cież cho­dzi­ło Leib­ni­zo­wi. Angiel­ski jest zwy­kłym języ­kiem natu­ral­nym, nie „alfa­be­tem ludz­kich myśli”.

Pró­by stwo­rze­nia języ­ków sztucz­nych opie­ra­ły się na zupeł­nie innych filo­zo­fiach niż leib­ni­zjań­ska, choć zazwy­czaj sta­ra­ły się speł­nić pierw­sze trzy jej punk­ty. Naj­bar­dziej zna­nym praw­do­po­dob­nie jest esperanto.

Z cie­kaw­szych języ­ków sztucz­nych war­to wymie­nić loż­ban i toki pona. Ten pierw­szy jest języ­kiem opar­tym na pre­dy­ka­tach, o bar­dzo pro­stej gra­ma­ty­ce. Z zało­że­nia ma być jed­nak neu­tral­ny kul­tu­ro­wo. Bliż­szy „alge­brze myśli” wyda­je się sztucz­ny język toki pona (w toki pona ozna­cza to zarów­no „pro­sty język”, jak i „dobry język”). Po raz pierw­szy zapre­zen­to­wa­ny w roku 2001, rów­nież w celu udo­wod­nie­nia hipo­te­zy Sapi­ra-Whor­fa, według autor­ki Son­ji Lang jest zain­spi­ro­wa­ny filo­zo­fią tao­istycz­ną – sło­wa „pro­sty” i „dobry” jest w nim wyra­ża­ne jed­nym wyra­zem „pona”. Choć nie został stwo­rzo­ny jako pomoc­ni­czy język mię­dzy­na­ro­do­wy, a za jego pomo­cą nie da opi­sy­wać się pojęć nauko­wych, może przy­po­mi­nać nie­co ory­gi­nal­ny pomysł Leib­ni­za. Alfa­bet toki pona skła­da się z dzie­wię­ciu spół­gło­sek i pię­ciu samo­gło­sek o usta­lo­nych regu­łach wymo­wy. Gra­ma­ty­ka jest bar­dzo pro­sta, może aspi­ro­wać do mia­na ide­al­nej, jeśli za kry­te­rium oce­ny przyj­mie­my wła­śnie pro­sto­tę. Podob­nie jak w espe­ran­to, dłuż­sze wyra­że­nia two­rzy się, łącząc kil­ka słów (np. „jan pona” – dosłow­nie „dobry czło­wiek” – ozna­cza przy­ja­ciel); jed­nak w odróż­nie­niu od espe­ran­to baza słów jest zamknię­ta, jest ich oko­ło stu dwu­dzie­stu, two­rzo­nych na pod­sta­wie róż­nych języ­ków natu­ral­nych. Przez to w języ­ku tym jest wie­le dwu­znacz­no­ści (np. „telo pima­je wawa” – „moc­na ciem­na ciecz” – może ozna­czać zarów­no kawę, jak i ropę naf­to­wą). Poza tym oczy­wi­stym jest, że i ten język nie poma­ga w for­mo­wa­niu praw­dzi­wych sądów, o co cho­dzi­ło Leibnizowi.

Wie­le jest języ­ków sztucz­nych aspi­ru­ją­cych (bądź nie) do mia­na lin­gua fran­ca, dają­cych się (bądź nie) spro­wa­dzić do zbio­ru ele­men­tar­nych pojęć, pry­mi­ty­wów (tych z kolei czer­pa­nych z języ­ków natu­ral­nych, indo­eu­ro­pej­skich bądź też innych, na pod­sta­wie badań lin­gwi­stycz­nych bądź sztucz­nych, wymy­ślo­nych), jed­nak żaden z nich nie może opi­sy­wać wszyst­kich nauk. Jedy­nym punk­tem z pro­gra­mu Leib­ni­za, jaki speł­nia­ją, jest wymo­wa zna­ków, ale w związ­ku ze sła­bym roz­po­wszech­nie­niem języ­ków sztucz­nych jest to mar­ne pocie­sze­nie. Lin­gwi­sty­ka zresz­tą zna­la­zła lep­szy spo­sób na wyod­ręb­nia­nie indefinibiliów.

Naturalny metajęzyk semantyczny

Leib­niz zda­wał sobie spra­wę, że kla­sy­fi­ka­cja Wszech­świa­ta, tzw. podział kate­go­rial­ny, jest rze­czą nie­moż­li­wą, gdyż nie­obiek­tyw­ną, auto­ry­ta­tyw­nie usta­lo­ną, opar­tą na domy­słach. To jeden z pro­ble­mów, któ­ry nie pozwa­lał na stwo­rze­nie sztucz­ne­go języ­ka peł­ne­go i spój­ne­go. Podob­nie było z iden­ty­fi­ko­wa­niem inde­fi­ni­bi­liów. Mimo iż Boole (w Inve­sti­ga­tion on the Laws of Tho­ught) zauwa­żył, że nie­zli­czo­ne ludz­kie języ­ki zdo­ła­ły zacho­wać przez wie­ki tak wie­le cech wspól­nych, dopie­ro po upły­wie ponad trzy­stu lat od śmier­ci Leib­ni­za Andrzej Bogu­sław­ski (na wykła­dzie „O zało­że­niach seman­ty­ki” wygło­szo­nym na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim w roku 1964) stwier­dził, że narzę­dzia lin­gwi­stycz­ne pozwa­la­ją już na zna­le­zie­nie owych naj­prost­szych ele­men­tów wspól­nych dla każ­de­go języ­ka. Tak oto naro­dził się natu­ral­ny meta­ję­zyk seman­tycz­ny (NSMnatu­ral seman­tic meta­lan­gu­age). Anna Wierz­bic­ka, jego głów­na twór­czy­ni, począt­ko­wo sku­pi­ła się na języ­kach indo­eu­ro­pej­skich, wyod­ręb­nia­jąc dla nich – w pra­cy Seman­tic pri­mi­ti­ves z roku 1972 – 14 wyra­zów wspól­nych. Póź­niej­sze bada­nia, pro­wa­dzo­ne na dużą ska­lę przez mię­dzy­na­ro­do­wy zespół bada­czy (mię­dzy inny­mi Clif­fa God­dar­da) zaję­ły się więk­szą ilo­ścią języ­ków. Obec­nie licz­ba tych słów to nie­co ponad 60. Pro­gram ten wciąż jest udo­sko­na­la­ny, trwa ana­li­za danych języ­ko­wych spły­wa­ją­cych z całe­go świa­ta, acz­kol­wiek Wierz­bic­ka mówi, iż wię­cej inde­fi­ni­bi­liów praw­do­po­dob­nie już nie znajdziemy.

Moż­na nie zga­dzać się z teza­mi Wierz­bic­kiej, jako­by NSM był bar­dzo zna­czą­cym narzę­dziem, któ­re moż­na sto­so­wać w psy­cho­lo­gii, ety­ce i „gdzie­kol­wiek indziej” (NSM jest tu narzę­dziem „inwa­zji” lin­gwi­sty­ki na inne dzie­dzi­ny – wizja Wierz­bic­kiej róż­ni się więc od Chomsky’ego, zain­te­re­so­wa­ne­go rów­nież inny­mi dys­cy­pli­na­mi). Meto­do­lo­gia wyod­ręb­nia­nia inde­fi­ni­bi­liów jest jed­nak na tyle dobra (w sen­sie: uzna­na przez spo­łecz­ność nauko­wą, wykła­da­na na uni­wer­sy­te­tach), że NSM moż­na uznać za speł­nie­nie pierw­sze­go punk­tu pro­gra­mu Leibniza.

Ale czy kto­kol­wiek może powie­dzieć, że natu­ral­ny meta­ję­zyk seman­tycz­ny satys­fak­cjo­no­wał­by go w cało­ści? Zapew­ne pro­gram badaw­czy bar­dzo by mu się podo­bał, tak samo jak hipo­te­zy sta­wia­ne przez Wierz­bic­ką doty­czą­ce zasto­so­wa­nia NSM w innych naukach. Jed­nak NSM nie jest narzę­dziem, za pomo­cą któ­re­go może­my odkry­wać praw­dę o Wszech­świe­cie; Leib­niz poszu­ki­wał cha­rac­te­ri­sti­ca uni­ver­sa­lisjedy­ne­go języ­ka umoż­li­wia­ją­ce­go oce­nia­nie popraw­no­ści rozu­mo­wań na pod­sta­wie same­go zapi­su na wzór aryt­me­ty­ki i geo­me­trii, pozwa­la­ją­ce­go wyra­żać praw­dy na temat nauki: mate­ma­ty­ki, fizy­ki, nauk przy­rod­ni­czych, meta­fi­zy­ki. Dla­cze­go nie uda­ło się to ani twór­com języ­ków sztucz­nych, ani bada­czom uczest­ni­czą­cym w pro­gra­mie natu­ral­ne­go meta­ję­zy­ka seman­tycz­ne­go (choć ci nie­wąt­pli­wie, wyod­ręb­nia­jąc inde­fi­ni­bi­lia, speł­ni­li pierw­sze z punk­tów pro­gra­mu Leib­ni­za)? Powo­dem tego nie jest wszak­że natu­ra języ­ka. Nauki nie są bowiem na tyle zuni­fi­ko­wa­ne, aby za pomo­cą same­go tyl­ko wspól­ne­go języ­ka wyra­żać praw­dy na temat Wszechświata.

Języ­ki apo­ste­rio­rycz­ne nie poma­ga­ją zatem w stwo­rze­niu cha­rac­te­ri­sti­ca uni­ver­sa­lis. Po głęb­szym zasta­no­wie­niu się moż­na jed­nak stwier­dzić, że wyni­ka to z samej defi­ni­cji. Nawet jeśli język był­by zro­zu­mia­ły dla wszyst­kich ludzi, to nie wyni­ka z tego, że pomo­że on w poro­zu­mie­wa­niu się z cywi­li­za­cją kosmicz­ną czy też, bar­dziej pro­za­icz­nie, z maszy­na­mi. Przy­miot­nik „ludz­kie” w „alfa­be­cie ludz­kich myśli” to ozna­ka dale­ko posu­nię­te­go antropocentryzmu.

Zde­cy­do­wa­nie lep­szy był­by więc język aprio­rycz­ny. Leib­niz wspo­mi­na o dzia­łal­no­ści logi­ków. Może to w tej dzie­dzi­nie nale­ży szu­kać alfa­be­tu ludz­kich myśli?

Principia mathematica

Z nur­tów filo­zo­fii mate­ma­ty­ki powsta­łych przed XIX wie­kiem inte­re­so­wać nas będzie wyłącz­nie realizm, uza­leż­nia­ją­cy ist­nie­nie obiek­tów mate­ma­tycz­nych jedy­nie od ich wewnętrz­nej nie­sprzecz­no­ści (obec­nie w mate­ma­tycz­nym spo­rze o uni­wer­sa­lia współ­cze­sne for­my reali­zmu kon­ku­ru­ją z kon­struk­ty­wi­zmem, któ­ry uzna­je ist­nie­nie obiek­tów mate­ma­tycz­nych wte­dy i tyl­ko wte­dy, gdy są one kon­stru­owal­ne). Mate­ma­ty­ka ma też olbrzy­mi wpływ na teo­rie fizycz­ne. Wię­cej słów o tym powiem w kolej­nym paragrafie.

XIX wie­ku powsta­ły nowe nur­ty: wspo­mnia­ny kon­struk­ty­wizm, for­ma­lizm oraz logi­cyzm. Nas inte­re­so­wać będzie szcze­gól­nie ten ostat­ni. Stan­fordz­ka Ency­klo­pe­dia Filo­zo­fii poda­je, że pierw­sze ozna­ki logi­cy­zmu moż­na zoba­czyć już u Leib­ni­za, acz­kol­wiek nie znaj­dzie­my tu na ten temat wię­cej szcze­gó­łów. Szcze­gól­nie  czwar­ty punkt pro­gra­mu Leib­ni­za zbli­żo­ny jest do logi­cy­zmu (co nie powin­no dzi­wić, gdyż jak wspo­mnia­no, Leib­niz podzi­wiał pra­ce logików).

Logi­cyzm to kie­ru­nek filo­zo­fii mate­ma­ty­ki zakła­da­ją­cy, że jej pod­sta­wy moż­na oprzeć na bazie logicz­ne­go rachun­ku zdań. Według logi­cy­stów mate­ma­ty­ka może zostać spro­wa­dzo­na do szcze­gól­ne­go rodza­ju for­mal­nej teo­rii logicz­nej, wypro­wa­dza­ją­cej ana­li­tycz­nie wnio­ski (imple­men­tu­jąc aksjo­ma­ty) z pew­ne­go zesta­wu definicji.

Na prze­ło­mie XIXXX wie­ku doko­na­ła się rewo­lu­cja w logi­ce, głów­nie za spra­wą Got­tlo­ba Fre­ge­go i Giu­sep­pe Peano. Przed wyda­niem Begrif­fs­schrift Fre­ge­go, zawie­ra­ją­ce­go zaląż­ki logi­ki pre­dy­ka­tów stop­nia dru­gie­go, naj­waż­niej­szą teo­rią logicz­ną była wciąż liczą­ca sobie ponad dwa tysią­ce lat sylo­gi­sty­ka Ary­sto­te­le­sa. Już aksjo­ma­ty­ka liczb natu­ral­nych Peano opar­ta na pra­wach logi­ki wpły­nę­ła na roz­wój logi­cy­zmu. Fre­ge oparł na logi­ce całą aryt­me­ty­kę. Głów­nym dzie­łem w tej dzie­dzi­nie jest jed­nak nie­do­koń­czo­ne (pla­no­wa­ne na czte­ry tomy, wyda­no trzy) Prin­ci­pia Mathe­ma­ti­ca Ber­tran­da Rus­sel­la i Alfre­da N. Whi­te­he­ada. Auto­rzy przede wszyst­kim stwo­rzy­li spój­ną teo­rię rachun­ku eli­mi­nu­ją­cą (dzię­ki teo­rii typów) pro­ble­my pod­staw mate­ma­ty­ki, głów­nie anty­no­mii klas samo­zw­rot­nych (zwa­ną tak­że „para­dok­sem Rus­sel­la”). Pro­ble­mem oka­za­ło się jed­nak spro­wa­dze­nie mate­ma­ty­ki do samej logi­ki. Koniecz­ny do dowo­dze­nia mate­ma­tycz­ne­go, poza aksjo­ma­ta­mi logi­ki, oka­zał się aksjo­mat nie­skoń­czo­no­ści oraz aksjo­mat wybo­ru. Rus­sell i Whi­te­he­ad nie chcie­li ich włą­czyć do swo­je­go sys­te­mu, ponie­waż postu­lo­wa­ły ist­nie­nie pew­ne­go typu obiek­tów bez instruk­cji, jak je skon­stru­ować. Logi­cyzm więc nie powiódł się, ale auto­rom Prin­ci­pia Mathe­ma­ti­ca uda­ło się spro­wa­dzić (wraz z kon­ty­nu­ato­ra­mi ich myśli) mate­ma­ty­kę do logi­ki i teo­rii mno­go­ści, two­rząc przy tym język (pozba­wio­ny seman­ty­ki), któ­ry przy­naj­mniej czę­ścio­wo mógł­by satys­fak­cjo­no­wać Leib­ni­za. Owszem, jest on trud­ny, trud­niej­szy niż postu­lo­wa­ne cha­rac­te­ri­sti­ca uni­ver­sa­lis, ale wspól­ne dla wszyst­kich dzie­dzin nauki jest to, że ich współ­cze­sne teo­rie moż­na uznać za „trud­niej­sze w odbio­rze” dla oso­by nie­bę­dą­cej spe­cja­li­stą, niż było to w począt­kach cza­sów nowo­żyt­nych – jest to pew­ne­go rodza­ju odwró­ce­nie tren­du, bowiem Mate­ma­tycz­ne zasa­dy filo­zo­fii przy­ro­dy New­to­na czy inne dzie­ła tam­tych cza­sów są „prost­sze” niż meta­fi­zycz­ne, tele­olo­gicz­ne roz­wa­ża­nia scho­la­sty­ków średniowiecznych.

Fizyczny imperializm

Hel­ge Kragh nazy­wa fizycz­nym impe­ria­li­zmem cha­rak­te­ry­stycz­ny dla wie­lu fizy­ków, m.in. Tiple­ra, pogląd, iż wszyst­kie nauki – przy­rod­ni­cze oraz spo­łecz­ne – moż­na spro­wa­dzić do fizy­ki. Tipler ujął to naj­moc­niej: „Inwa­zja na inne dys­cy­pli­ny jest nie­unik­nio­na, a w rze­czy samej postęp w nauce moż­na mie­rzyć zakre­sem pod­bo­ju innych dys­cy­plin przez fizy­kę”, acz­kol­wiek reduk­cjo­nizm doty­czą­cy spro­wa­dza­nia nauk do fizy­ki jest dość sta­rą kwe­stią. „Teo­rie wszyst­kie­go” two­rzo­ne przez Kar­te­zju­sza czy Bosko­vi­ca, czy też hipo­te­za ete­ru, nie­zwy­kle popu­lar­na wśród XIX-wiecz­nych fizy­ków, moż­na uznać za pró­by opar­cia nauki na fun­da­men­tach pod­sta­wo­wej teo­rii fizycz­nej. Z całą pew­no­ścią moż­na już powie­dzieć, że tak wybit­ni fizy­cy począt­ków dwu­dzie­ste­go wie­ku jak Bohr, Born czy Som­mer­feld uwa­ża­li, że che­mia jest jedy­nie sto­so­wa­ną fizy­ką kwantową.

Impe­ria­lizm fizycz­ny jest czymś zupeł­nie innym niż zwy­kłe mie­sza­nie się poszcze­gól­nych dys­cy­plin. Nan­cy Car­tw­ri­ght twier­dzi, iż pra­wa che­mii i bio­lo­gii nie pocho­dzą z fizy­ki, ale wszyst­kie zna­ko­mi­cie się dopeł­nia­ją. W impe­ria­li­zmie fizycz­nym cho­dzi o bez­pod­staw­ne prze­ko­na­nie o wyż­szo­ści wła­snej dzie­dzi­ny, uzur­po­wa­nie jej pra­wa do bycia tą naj­waż­niej­szą, z któ­rej wywo­dzą się inne.

Wyda­wać by się mogło, że brak wiel­kich postę­pów w two­rze­niu „teo­rii wszyst­kie­go” w ostat­nich latach mógł­by osła­bić fizycz­ny impe­ria­lizm. Jest jed­nak wręcz prze­ciw­nie. Nale­ży wspo­mnieć Roge­ra Penrose’a. Ten wybit­ny mate­ma­tyk i fizyk sta­wia w książ­kach Nowy umysł cesa­rza oraz Cie­nie umy­słu odważ­ne hipo­te­zy doty­czą­ce kwe­stii umy­słu i samo­świa­do­mo­ści pomi­mo tego, że nie jest spe­cja­li­stą w tych dzie­dzi­nach. Uży­wa do tego fizy­ki (co praw­da w dużej mie­rze „nowej fizy­ki” – nie­ko­niecz­nie już odkry­tej), a już samo to jest ozna­ką impe­ria­li­zmu. Waż­niej­sze są jed­nak jego wie­lo­krot­nie wygła­sza­ne (choć­by w wykła­dzie w Cen­trum Nauki Koper­nik w listo­pa­dzie 2015 roku) roz­wa­ża­nia, dla­cze­go te kon­cep­cje są kon­tro­wer­syj­ne. Więk­szość naukow­ców (z racji pro­fe­sji Pen­ro­se odno­si się w więk­szo­ści do fizy­ków) twier­dzi, iż „mózg jest kom­pu­te­rem”. Dzia­ła­nie kom­pu­te­ra jest w peł­ni wyja­śnia­ne przez fizy­kę, co stwa­rza jej łatwą dro­gę do pod­bo­ju kolej­nych dzie­dzin – głów­nie psy­cho­lo­gii, a pośred­nio, przez neu­ro­so­cjo­lo­gię, neu­ro­po­li­to­lo­gię, neu­ro­fi­lo­zo­fię, tak­że nauk spo­łecz­nych, a nawet filo­zo­fii, z któ­rej, chcąc nie chcąc, fizy­ka się wywo­dzi i w któ­rej, co zaraz posta­ram się udo­wod­nić, wciąż tkwi.

Teo­ria strun”, głów­na kan­dy­dat­ka na teo­rię wszyst­kie­go, nie daje żad­nych prze­wi­dy­wań – tez dają­cych się zwe­ry­fi­ko­wać empi­rycz­nie. Jest więc co naj­wy­żej hipo­te­zą. Wpły­nę­ła zde­cy­do­wa­nie bar­dziej na roz­wój mate­ma­ty­ki niż fizy­ki, co nie powin­no dzi­wić, doty­czy bowiem jedy­nie bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne­go mecha­ni­zmu mate­ma­tycz­ne­go, któ­re­go twór­cy uzur­pu­ją sobie pra­wo do wyja­śnia­nia natu­ry Wszech­świa­ta (jak już wspo­mnia­no, nie tyl­ko fizy­ki). Sam pomysł, żeby była ona „teo­rią wszyst­kie­go” – teo­rią wiel­kiej uni­fi­ka­cji wszel­kich sił fizycz­nych – poja­wił się nie­spo­dzie­wa­nie. Powin­no się myśleć o nim z uwzględ­nie­niem panu­ją­ce­go wte­dy prze­ko­na­nia o „koń­cu histo­rii”. W spo­łe­czeń­stwie zachod­nim domi­no­wa­ło prze­świad­cze­nie o trium­fie eko­no­mii libe­ral­nej, któ­ra mia­ła wyja­śnić wszyst­ko. Podob­nie myśla­no o demo­kra­cji libe­ral­nej; dla­cze­go więc nie mia­no by myśleć w ten spo­sób o fizy­ce? Nur­ty te zosta­ły nega­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­ne przez pro­ble­my na świe­cie, że wymie­nię tyl­ko takie oczy­wi­sto­ści jak tzw. głód struk­tu­ral­ny czy zmia­ny kli­ma­tycz­ne; stru­ny pozo­sta­ją za to jed­nym z naj­po­pu­lar­niej­szych obsza­rów badań na wydzia­łach i w insty­tu­tach fizyki.

Leonard Sus­skind odrzu­ca ata­ki na nie­fal­sy­fi­ko­wal­ność „teo­rii strun”, pro­sząc o „zosta­wie­nie nauki naukow­com”; nie zna przy tym prac Pop­pe­ra, któ­ry nie wyma­gał od teo­rii fal­sy­fi­ko­wal­no­ści na każ­dym eta­pie przy­go­to­wań. Pro­blem, jaki zauwa­ża­ją filo­zo­fo­wie nauki, socjo­lo­go­wie nauki, a tak­że spo­ra część naukow­ców brzmi: „jak dłu­go musi­my cze­kać?”. Czy czter­dzie­ści lat od stwo­rze­nia pod­staw „teo­rii strun” to nie za dłu­go, aby fizy­cy dalej nad nią pra­co­wa­li? Czy nie powin­ni jej porzu­cić, może zosta­wić mate­ma­ty­kom? Trze­ba też zauwa­żyć, choć jest to temat na inną pra­cę, iż przyj­mo­wa­nie „teo­rii strun” jako teo­rii nauko­wej może stwo­rzyć nie­bez­piecz­ny pre­ce­dens uzna­wa­nia za nauko­we innych nie­da­ją­cych żad­nych prze­wi­dy­wań samo­zwań­czych „teo­rii”, wszel­kie­go rodza­ju para­nauk, jak np. psy­cho­lo­gia kwan­to­wa, a tak­że dawać argu­men­ty pseu­do­nau­ce, jak na przy­kład denia­li­stom kli­ma­tycz­nym (odrzu­ca­ją­cym – wbrew sta­no­wi­sku nauki – antro­po­ge­nicz­ność zmian kli­ma­tu przy jed­no­cze­snym powo­ły­wa­niu się na daw­no odrzu­co­ne hipo­te­zy, jak np. wpływ dzia­łal­no­ści Słoń­ca na ostat­nie ocieplenie).

Moż­na powie­dzieć, że „teo­ria strun” – jako nie­fal­sy­fi­ko­wal­na oraz nie­we­ry­fi­ko­wal­na – nie nale­ży ani do fizy­ki, ani w ogó­le do współ­cze­snej nauki. Dla­cze­go zatem, mimo upad­ku towa­rzy­szą­cych jej nur­tów spo­łecz­nych, hipo­te­za strun pozo­sta­je tak bar­dzo popu­lar­nym dzia­łem badań w insty­tu­tach fizyki?

Odpo­wiedź brzmi: ponie­waż jest ona nową meta­fi­zy­ką – meta­fi­zy­ką matematyczną.

Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że kon­cep­cje mate­ma­tycz­ne mia­ły już od począt­ku XX wie­ku olbrzy­mi wpływ na fizy­kę, poma­ga­jąc – czę­sto w zaska­ku­ją­cy spo­sób – zro­zu­mieć pra­wa przy­ro­dy; jed­nak ostat­nie sło­wo zawsze nale­ża­ło tu do nauk empi­rycz­nych. Ponad­to: jed­nym z wcze­śniej­szych poglą­dów na filo­zo­fię mate­ma­ty­ki był pla­to­nizm, mówią­cy o tym, że idee mate­ma­tycz­ne ist­nie­ją w oddziel­nym świe­cie (przez Penrose’a nazwa­nym „pla­toń­skim świa­tem idei mate­ma­tycz­nych”). Pla­to­nizm jest rady­kal­ną wer­sją reali­zmu w filo­zo­fii mate­ma­ty­ki. Fizy­cy i mate­ma­ty­cy od daw­na uzna­ją wpływ przy­naj­mniej czę­ści z nich na świat real­ny – być może jedy­nie w związ­ku z nie­zwy­kle roz­le­głym zasto­so­wa­niem teo­rii mate­ma­tycz­nych w fizy­ce, być może ze wzglę­dów meta­fi­zycz­nych. Według Penrose’a pogląd ten domi­nu­je wśród mate­ma­ty­ków i fizy­ków. Obec­nie jed­nak wie­lu fizy­ków decy­du­je się uznać pew­ne wyja­śnie­nie świa­ta za wiel­ce praw­do­po­dob­ne jedy­nie dla­te­go, że jest on dosko­na­łym mecha­ni­zmem mate­ma­tycz­nym. Mate­ma­ty­ka pod­bi­ła fizy­kę, któ­ra chcia­ła doko­nać tego same­go z inny­mi dzie­dzi­na­mi (przy oka­zji two­rząc jedy­ną akcep­to­wal­ną przez XXI-wiecz­ne śro­do­wi­sko nauko­we meta­fi­zy­kę). Mate­ma­ty­ka, któ­ra jak wyka­za­no w Prin­ci­pia Mathe­ma­ti­ca, da się spro­wa­dzić do logi­ki i teo­rii mnogości.

Podsumowanie

Speł­nie­nie marze­nia wie­lu fizy­ków – praw­dzi­wość teo­rii strun i inwa­zja fizy­ki na inne dzie­dzi­ny – ozna­cza­ła­by speł­nie­nie marze­nia Leib­ni­za, pra­gnie­nia stwo­rze­nia pro­ste­go języ­ka, któ­rym naj­le­piej opi­sać pra­wa nauki: mate­ma­ty­ki, fizy­ki, nauk przy­rod­ni­czych, a tak­że meta­fi­zy­ki. Języ­kiem tym była­by logi­ka mate­ma­tycz­na i teo­ria mno­go­ści. Jak skom­pli­ko­wa­na nie była­by ta dys­cy­pli­na, dostar­cza ona pro­stych sym­bo­li, z któ­rych moż­na uło­żyć wie­le, a być może wszyst­ko. Marze­nie to jest jed­nak nadal niespełnione.

Z dru­giej stro­ny, trud­no było­by wyobra­zić sobie fizy­kę nie­opar­tą na mate­ma­ty­ce, któ­ra ma tak­że coraz więk­sze zna­cze­nie w bio­lo­gii, a tak­że w naukach spo­łecz­nych. To marze­nie może się speł­nić, nawet jeśli porzu­ci­my fizycz­ny impe­ria­lizm, a nie odrzu­ci­my Pop­pe­ra. Śmiem podej­rze­wać więc, że ta idea jest mniej uto­pij­na niż idee Zamenhofa.


Igor Skó­rzy­bót – trzy­krot­ny uczest­nik fina­łu OF, absol­went I Liceum Ogól­no­kształ­cą­ce­go w Lębor­ku, od nie­daw­na stu­dent kogni­ty­wi­sty­ki i publi­cy­sta „Osiem Dzie­więć”, poza swo­im kie­run­kiem stu­diów zain­te­re­so­wa­ny głów­nie filo­zo­fią i socjo­lo­gią nauki.

 

 

autor ilu­stra­cji: baur­ka

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • To jest nie­sa­mo­wi­te, ‘pró­by filo­zo­ficz­ne stu­den­tów lep­sze niż felie­to­ny czy arty­ku­ły zawo­do­wych filo­zo­fów! Gratulacje.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy