Fragment z klasyka

Immanuel Kant: Imperatyw kategoryczny

Źró­dło: ten­że, Uza­sad­nie­nie meta­fi­zy­ki moral­no­ści, rozdz. 2, przeł. M. War­ten­berg, PWN, War­sza­wa 1953, s. 30–32, 38–41, 50–54, 60–65.


[…] Z miło­ści do ludzi skłon­ny jestem przy­znać, że sto­sun­ko­wo naj­więk­sza część naszych postęp­ków odpo­wia­da obo­wiąz­ko­wi; ale przy­glą­da­jąc się bli­żej ich zamy­słom i zabie­gom, natra­fia­my wszę­dzie na to kocha­ne wła­sne ja, któ­re się zawsze wysu­wa na czo­ło. Na nim to, a nie na ści­słym naka­zie obo­wiąz­ku, któ­ry nie­raz wyma­ga zapar­cia się sie­bie, opie­ra się ich zamiar. Nie trze­ba też być wca­le nie­przy­ja­cie­lem cno­ty, ale tyl­ko chłod­nym obser­wa­to­rem, któ­ry naj­żyw­sze­go nawet pożą­da­nia dobra nie uwa­ża od razu za jego rze­czy­wi­stość, żeby w pew­nych chwi­lach (szcze­gól­niej z postę­pem lat i z wła­dzą sądze­nia przez doświad­cze­nie po czę­ści wyćwi­czo­ną, po czę­ści do obser­wa­cji wyostrzo­ną) zwąt­pić o tym, czy też rze­czy­wi­ście znaj­du­je się w świe­cie jakaś praw­dzi­wa cno­ta. I tutaj nic nie może nas uchro­nić przed zupeł­nym odstą­pie­niem od naszych idei obo­wiąz­ku ani zacho­wać w duszy naszej uza­sad­nio­ne­go sza­cun­ku dla jego pra­wa, jak tyl­ko jasne prze­ko­na­nie, że cho­ciaż­by nawet nigdy nie ist­nia­ły czy­ny wypły­wa­ją­ce z tak czy­stych źró­deł, tutaj jed­nak wca­le nie o to cho­dzi, czy to lub owo się dzie­je, ale o to, że rozum sam przez się i nie­za­leż­nie od wszyst­kich zja­wisk naka­zu­je, co dziać się powin­no. Doma­ga się więc czy­nów, na któ­re świat dotych­czas nie dał jesz­cze przy­kła­dów, o któ­rych wyko­nal­no­ści ten, kto wszyst­ko na doświad­cze­niu opie­ra, mógł­by nawet bar­dzo powąt­pie­wać, któ­re wsze­la­ko rozum nie­od­par­cie naka­zu­je. Choć­by nawet dotych­czas nie było ani jed­ne­go rze­tel­ne­go przy­ja­cie­la, to nie­mniej moż­na np. doma­gać się od każ­de­go czło­wie­ka czy­stej rze­tel­no­ści w przy­jaź­ni, ponie­waż obo­wią­zek ten, jako obo­wią­zek w ogó­le, leży przed wszel­kim doświad­cze­niem, w idei rozu­mu skła­nia­ją­ce­go wolę za pomo­cą zasad a prio­ri.

Dodaj­my, że jeże­li nie chce się poję­ciu moral­no­ści odma­wiać zgo­ła wszel­kiej praw­dy i odnie­sie­nia do jakie­go­kol­wiek moż­li­we­go przed­mio­tu, to trze­ba przy­znać, iż pra­wo jego ma tak roz­le­głe zna­cze­nie, że musi posia­dać waż­ność nie tyl­ko dla ludzi, ale dla wszyst­kich rozum­nych istot w ogó­le, nie tyl­ko w przy­pad­ko­wych oko­licz­no­ściach i z wyjąt­ka­mi, ale bez­względ­nie koniecz­nie: wte­dy jest jasne, że żad­ne doświad­cze­nie nie może dać powo­du do wnio­sko­wa­nia choć­by tyl­ko o moż­li­wo­ści takich praw apo­dyk­tycz­nych. Albo­wiem jakim pra­wem dla tego, co posia­da waż­ność może tyl­ko w przy­pad­ko­wych warun­kach ludz­kich, może­my wyjed­nać nie­ogra­ni­czo­ny sza­cu­nek jako dla powszech­ne­go prze­pi­su [obo­wią­zu­ją­ce­go] każ­dą natu­rę rozum­ną i jak mie­li­by­śmy uwa­żać pra­wa, okre­śla­ją­ce naszą wolę, za pra­wa okre­śla­ją­ce wolę rozum­nej isto­ty w ogó­le i jedy­nie jako takie tak­że naszą wła­sną, gdy­by były one tyl­ko empi­rycz­ne i nie pocho­dzi­ły cał­ko­wi­cie a prio­ri z czy­ste­go, ale prak­tycz­ne­go rozumu? […] 

Każ­da rzecz w przy­ro­dzie dzia­ła podług praw. Tyl­ko isto­ta rozum­na posia­da wła­dzę dzia­ła­nia według przed­sta­wie­nia praw, tj. według zasad, czy­li posia­da wolę. Ponie­waż do wypro­wa­dze­nia czy­nów z praw potrzeb­ny jest rozum, prze­to wola nie jest niczym innym jak prak­tycz­nym rozumem. […] 

Przed­sta­wie­nie obiek­tyw­nej zasa­dy, o ile ona wolę zmu­sza, nazy­wa się naka­zem (rozu­mu), a for­mu­ła naka­zu zwie się impe­ra­ty­wem.

Wszyst­kie impe­ra­ty­wy wyra­ża­ją powin­ność i wska­zu­ją przez to na sto­su­nek obiek­tyw­ne­go pra­wa rozu­mu do woli, któ­rej co do jej subiek­tyw­nej wła­sno­ści pra­wo to nie okre­śla z koniecz­no­ścią (wska­zu­ją na przy­mus). Mówią one, że było­by dobrze coś uczy­nić lub cze­goś zanie­chać, ale mówią to woli, któ­ra nie zawsze dla­te­go coś czy­ni, że przed­sta­wia się jej, iż dobrze jest tak postą­pić. Prak­tycz­nie dobre jest zaś to, co skła­nia wolę za pomo­cą przed­sta­wień rozu­mu, a więc nie z subiek­tyw­nych przy­czyn, lecz obiek­tyw­nie, tj. na mocy zasad mają­cych waż­ność dla każ­dej rozum­nej isto­ty jako takiej. Róż­ni się ono od tego, co przy­jem­ne, jako tego, co na wolę wpływ wywie­ra jedy­nie za pomo­cą uczu­cia (Emp­fin­dung), z przy­czyn wyłącz­nie subiek­tyw­nych, któ­re mają waż­ność tyl­ko dla zmy­słu tej lub owej isto­ty, a nie jako zasa­da rozu­mu, któ­ra dla każ­de­go jest obowiązująca. […] 

Wszel­kie impe­ra­ty­wy naka­zu­ją albo hipo­te­tycz­nie, albo kate­go­rycz­nie. W pierw­szym wypad­ku przed­sta­wia­ją prak­tycz­ną koniecz­ność moż­li­we­go czy­nu jako środ­ka pro­wa­dzą­ce­go do cze­goś inne­go, cze­go chce­my (albo przy­naj­mniej może­my chcieć). Kate­go­rycz­nym był­by impe­ra­tyw, któ­ry przed­sta­wiał­by czyn jako sam w sobie, bez wzglę­du na inny cel, jako obiek­tyw­nie konieczny.

Ponie­waż każ­de pra­wo prak­tycz­ne przed­sta­wia moż­li­wy czyn jako dobry i dla­te­go jako koniecz­ny dla pod­mio­tu dają­ce­go się prak­tycz­nie kie­ro­wać rozu­mem, prze­to wszyst­kie impe­ra­ty­wy są for­mu­ła­mi okre­śla­ją­cy­mi czyn, któ­ry jest koniecz­ny według zasa­dy dobrej woli jakie­go­kol­wiek rodza­ju. Gdy­by czyn był dobry tyl­ko jako śro­dek do cze­goś inne­go, w takim razie impe­ra­tyw jest hipo­te­tycz­ny; jeże­li przed­sta­wia­my sobie czyn jako dobry sam w sobie, a więc jako koniecz­nie [wystę­pu­ją­cy] w woli zgod­nej samej przez się z rozu­mem jako jej zasa­dą, to impe­ra­tyw jest kate­go­rycz­ny. […]

Jeże­li pomy­ślę sobie hipo­te­tycz­ny impe­ra­tyw w ogó­le, to nie wiem z góry, co on będzie zawie­rał, dopó­ki nie jest mi dany waru­nek. Jeże­li zaś pomy­ślę sobie impe­ra­tyw kate­go­rycz­ny, to zaraz wiem, co on zawie­ra. Ponie­waż bowiem impe­ra­tyw prócz pra­wa zawie­ra tyl­ko koniecz­ność mak­sy­my zgod­no­ści z tym pra­wem, pra­wo zaś nie zawie­ra żad­ne­go warun­ku, do któ­re­go było­by ogra­ni­czo­ne, prze­to nie pozo­sta­je nic prócz powszech­no­ści pra­wa w ogó­le, z któ­rym mak­sy­ma czy­nu ma być zgod­na, a któ­rą to zgod­ność wła­ści­wie jedy­nie impe­ra­tyw przed­sta­wia jako konieczną.

Kate­go­rycz­ny impe­ra­tyw jest więc tyl­ko jeden i brzmi nastę­pu­ją­co: postę­puj tyl­ko według takiej mak­sy­my, dzię­ki któ­rej możesz zara­zem chcieć, żeby sta­ła się powszech­nym prawem.

[…] [W]szystkie impe­ra­ty­wy obo­wiąz­ku może­my wypro­wa­dzić z tego jedy­ne­go impe­ra­ty­wu jako z ich zasady […].

Ponie­waż powszech­ność pra­wa, według któ­re­go doko­nu­ją się skut­ki, sta­no­wi to, co wła­ści­wie w naj­ogól­niej­szym zna­cze­niu (ze wzglę­du na for­mę) nazy­wa­my przy­ro­dą, tj. bytem rze­czy (Das Dase­in der Din­ge), o ile jest on okre­ślo­ny według powszech­nych praw, prze­to ogól­ny impe­ra­tyw obo­wiąz­ku mógł­by tak­że brzmieć nastę­pu­ją­co: postę­puj tak, jak gdy­by mak­sy­ma two­je­go postę­po­wa­nia przez wolę twą mia­ła się stać ogól­nym pra­wem przy­ro­dy.

Chcę teraz wymie­nić nie­któ­re obo­wiąz­ki według zwy­kłe­go ich podzia­łu na obo­wiąz­ki wzglę­dem sie­bie i wzglę­dem dru­gich, na obo­wiąz­ki zupeł­ne i niezupełne.

1. Ktoś, komu życie sprzy­krzy­ło się wsku­tek sze­re­gu nie­szczęść, któ­re wzmo­gły się aż do bez­na­dziej­no­ści, posia­da jesz­cze na tyle rozu­mu, że może się sie­bie zapy­tać, czy ode­bra­nie sobie życia nie sprze­ci­wia się obo­wiąz­ko­wi wobec sie­bie. Pró­bu­je wte­dy, czy też mak­sy­ma jego czy­nu może się stać ogól­nym pra­wem przy­ro­dy. Mak­sy­ma jego brzmi zaś: Z miło­ści wła­snej bio­rę sobie za zasa­dę skró­cić sobie życie, jeże­li w razie swe­go dłuż­sze­go trwa­nia bar­dziej gro­zi ono cier­pie­nia­mi, niż obie­cu­je przy­jem­no­ści. Zacho­dzi tyl­ko jesz­cze pyta­nie, czy ta zasa­da miło­ści wła­snej może stać się ogól­nym pra­wem przy­ro­dy. Ale tutaj widzi­my wnet, że przy­ro­da, któ­rej pra­wem było­by nisz­cze­nie same­go życia przez to samo uczu­cie, któ­re­go celem jest pobu­dza­nie do popie­ra­nia życia, popa­da­ła­by sama z sobą w sprzecz­ność, a więc nie mogła­by ist­nieć jako przy­ro­da, że zatem owa mak­sy­ma żad­ną mia­rą nie może być ogól­nym pra­wem przy­ro­dy i dla­te­go cał­ko­wi­cie się sprze­ci­wia naj­wyż­szej zasa­dzie wszel­kie­go obowiązku.

2. Kogoś inne­go bie­da zmu­sza do poży­cze­nia pie­nię­dzy. Wie on dobrze, że nie będzie mógł ich oddać, widzi jed­nak tak­że, że nikt mu nie udzie­li pożycz­ki, jeże­li solen­nie nie przy­rzek­nie, iż w ozna­czo­nym cza­sie ją zwró­ci. Ma ocho­tę dać takie przy­rze­cze­nie, ma jed­nak jesz­cze tyle sumie­nia, że pyta się sie­bie: czy nie jest nie­do­zwo­lo­ne i czy nie sprze­ci­wia się obo­wiąz­ko­wi w taki spo­sób wydo­by­wać się z bie­dy? Daj­my na to, że posta­no­wi jed­nak tak [postą­pić]; wów­czas jego mak­sy­ma czy­nu brzmia­ła­by nastę­pu­ją­co: jeże­li uwa­żam, że jestem w potrze­bie, to chcę poży­czyć pie­nię­dzy i obie­cać oddać je, cho­ciaż wiem, że to nigdy nie nastą­pi. Ta zasa­da miło­ści wła­snej lub wła­snej korzy­ści da się może dobrze pogo­dzić z całym moim przy­szłym powo­dze­niem, jed­nak­że nasu­wa się pyta­nie, czy takie postę­po­wa­nie jest słusz­ne. Zamie­niam więc wyma­ga­nie miło­ści wła­snej na ogól­ne pra­wo i sta­wiam pyta­nie w ten spo­sób: jak mia­ła­by się rzecz wte­dy, gdy­by moja mak­sy­ma sta­ła się ogól­nym pra­wem? Wów­czas widzę zaraz, że nie może ona mieć zna­cze­nia ogól­ne­go pra­wa przy­ro­dy i sama z sobą się zga­dzać, lecz musi koniecz­nie sobie zaprze­czać. Albo­wiem ogól­ność pra­wa, że każ­dy, czu­jąc się w bie­dzie, może obie­cy­wać, co mu przyj­dzie na myśl, w zamia­rze nie­do­trzy­ma­nia obiet­ni­cy, unie­moż­li­wia­ła­by samo przy­rze­cze­nie i cel, w jakim je daje­my, ponie­waż nikt nie wie­rzył­by, że mu coś [napraw­dę] obie­ca­no, lecz śmiał­by się z wszyst­kich takich oświad­czeń jako z pustych zmyśleń.

3. Ktoś trze­ci odkry­wa w sobie talent, któ­ry przy pew­nym wykształ­ce­niu mógł­by go zro­bić czło­wie­kiem pod wie­lo­ma wzglę­da­mi uży­tecz­nym. Znaj­du­je się jed­nak w dogod­nych warun­kach i woli raczej odda­wać się przy­jem­no­ściom niż sta­rać się o roz­sze­rze­nie i popra­wie­nie swych szczę­śli­wych zdol­no­ści przy­ro­dzo­nych. Jesz­cze pyta się jed­nak, czy jego mak­sy­ma zanie­dby­wa­nia darów przy­ro­dzo­nych, prócz swej zgod­no­ści z jego pocią­giem do uciech, zga­dza się tak­że z tym, co nazy­wa­my obo­wiąz­kiem. Wte­dy prze­ko­ny­wa się, że przy­ro­da mogła­by wpraw­dzie przy takim ogól­nym pra­wie zawsze jesz­cze ist­nieć, cho­ciaż­by czło­wiek (tak, jak miesz­kań­cy wysp Morza Połu­dnio­we­go) pozwo­lił rdze­wieć swe­mu talen­to­wi i sta­rał się życie swe obró­cić tyl­ko na próż­niac­two, roz­kosz, roz­mna­ża­nie się, sło­wem na ucie­chy; ato­li nie może on żad­ną mia­rą chcieć, żeby sta­ło się to ogól­nym pra­wem przy­ro­dy, albo żeby zosta­ło wsz­cze­pio­ne w nas jako takie przez przy­ro­dzo­ny instynkt. Albo­wiem jako rozum­na isto­ta chce on koniecz­nie, żeby się w nim roz­wi­nę­ły wszyst­kie wła­dze, ponie­waż są mu one prze­cież uży­tecz­ne i dane do roz­ma­itych moż­li­wych celów.

4. Na koniec ktoś czwar­ty, komu dobrze się wie­dzie, widząc, że inni (któ­rym mógł­by prze­cież dopo­móc) muszą wal­czyć z wiel­ki­mi trud­no­ścia­mi, myśli sobie: co mnie to obcho­dzi? niech każ­dy będzie tak szczę­śli­wy, jak Bóg zechce, albo jak sam potra­fi; nicze­go mu nie odbio­rę ani nawet nicze­go nie będę mu zazdro­ścił, nie mam tyl­ko żad­nej chę­ci przy­czy­niać się do jego powo­dze­nia lub wspo­ma­gać go w bie­dzie! W isto­cie, gdy­by taki spo­sób myśle­nia stał się ogól­nym pra­wem przy­ro­dy, mógł­by ród ludz­ki bar­dzo dobrze ist­nieć, a nawet bez wąt­pie­nia jesz­cze lepiej, ani­że­li wte­dy, kie­dy każ­dy ple­cie o współ­czu­ciu i życz­li­wo­ści, a nawet przy oka­zji usi­łu­je peł­nić coś podob­ne­go, nato­miast, gdzie tyl­ko może, oszu­ku­je, pra­wa ludzi sprze­da­je lub je w inny jakiś spo­sób naru­sza. Ato­li cho­ciaż jest moż­li­we, że według owej mak­sy­my ogól­ne pra­wo przy­ro­dy mogło­by ist­nieć, to jed­nak nie jest moż­li­we chcieć, żeby taka zasa­da posia­da­ła wszę­dzie zna­cze­nie pra­wa przy­ro­dy. Albo­wiem wola posta­na­wia­ją­ca to sprze­ci­wia­ła­by się sama sobie, ponie­waż może się prze­cież zda­rzyć nie­je­den taki wypa­dek, w któ­rym czło­wiek ten potrze­bu­je miło­ści i współ­czu­cia dru­gich, a w któ­rym przez takie pra­wo, wyni­ka­ją­ce z wła­snej jego woli, pozba­wił­by sam sie­bie wszel­kiej nadziei pomo­cy, któ­rej sobie życzy. […] 

Twier­dzę oto: czło­wiek i w ogó­le każ­da isto­ta rozum­na ist­nie­je jako cel sam w sobie, nie tyl­ko jako śro­dek, któ­re­go by ta lub owa wola mogła uży­wać wedle swe­go upodo­ba­nia, lecz musi być uwa­ża­ny zara­zem za cel zawsze, we wszyst­kich swych czy­nach, odno­szą­cych się tak do nie­go same­go jak też do innych istot rozum­nych. Wszel­kie przed­mio­ty [ku któ­rym kie­ru­ją się nasze] skłon­no­ści mają tyl­ko war­tość warun­ko­wą. Gdy­by bowiem skłon­no­ści i opar­te na nich potrze­by nie ist­nia­ły, to przed­miot ich był­by bez war­to­ści. Same zaś skłon­no­ści jako źró­dła potrzeb nie tyl­ko nie mają żad­nej bez­względ­nej war­to­ści, tak aby ich sobie życzyć, ale nawet musi być powszech­nym życze­niem każ­dej isto­ty rozum­nej, żeby się od nich zupeł­nie uwolnić. […] 

Jeże­li więc ma ist­nieć naj­wyż­sza prak­tycz­na zasa­da, a w sto­sun­ku do woli ludz­kiej impe­ra­tyw kate­go­rycz­ny, to musi ona być taka, że z przed­sta­wie­nia tego, co jest koniecz­nie dla każ­de­go celem — ponie­waż jest celem samym w sobie — two­rzy obiek­tyw­ną zasa­dę woli, a więc może słu­żyć za ogól­ne prak­tycz­ne pra­wo. Pod­sta­wą tej zasa­dy jest to, że natu­ra rozum­na ist­nie­je jako cel sam w sobie. Tak przed­sta­wia sobie czło­wiek koniecz­nie wła­sne swo­je ist­nie­nie; o tyle więc powyż­sza zasa­da jest subiek­tyw­ną zasa­dą czy­nów ludz­kich. Tak jed­nak przed­sta­wia sobie tak­że każ­da inna isto­ta rozum­na swo­je ist­nie­nie według tej samej rozu­mo­wej zasa­dy, któ­ra jest waż­na tak­że dla mnie, a więc jest ona zara­zem obiek­tyw­ną zasa­dą, z któ­rej jako z naj­wyż­szej prak­tycz­nej pod­sta­wy muszą się dać wypro­wa­dzić wszyst­kie pra­wa woli. Prak­tycz­ny impe­ra­tyw brzmieć więc będzie nastę­pu­ją­co: Postę­puj tak, byś czło­wie­czeń­stwa tak w twej oso­bie, jako też w oso­bie każ­de­go inne­go uży­wał zawsze zara­zem jako celu, nigdy tyl­ko jako środ­ka. Przyj­rzyj­my się, czy to się da wykonać.

Pozo­stań­my przy poprzed­nio wymie­nio­nych przykładach:

Po pierw­sze ten, kto nosi się z myślą o samo­bój­stwie, zada sobie, zgod­nie z poję­ciem koniecz­ne­go obo­wiąz­ku wzglę­dem sie­bie same­go, pyta­nie, czy jego czyn może zga­dzać się z ideą czło­wie­czeń­stwa jako celu same­go w sobie. Jeże­li się zabi­ja, żeby unik­nąć przy­kre­go sta­nu, w takim razie posłu­gu­je się oso­bą tyl­ko jako środ­kiem do zacho­wa­nia zno­śne­go sta­nu aż do koń­ca życia. Ato­li czło­wiek nie jest rze­czą, a więc czymś, cze­go by moż­na było uży­wać tyl­ko jako środ­ka, lecz musi być przy wszyst­kich swych czy­nach uwa­ża­ny zawsze za cel sam w sobie. A zatem nie mogę czło­wie­kiem w mej oso­bie w żaden spo­sób roz­po­rzą­dzać, nie mogę go kale­czyć, gubić lub zabi­jać. (Ści­ślej­sze okre­śle­nie tej zasa­dy w celu unik­nię­cia wszel­kie­go nie­po­ro­zu­mie­nia, np. jeże­li cho­dzi o ampu­ta­cję człon­ków dla zacho­wa­nia zdro­wia, o nie­bez­pie­czeń­stwo, na któ­re życie swo­je nara­żam, żeby je zacho­wać, itd., mogę tutaj pomi­nąć; nale­ży ono do ety­ki właściwej.)

Po dru­gie, co się tyczy koniecz­ne­go, czy­li należ­ne­go obo­wiąz­ku wzglę­dem dru­gich, to ten, kto ma zamiar dać innym kłam­li­wą obiet­ni­cę, prze­ko­na się zaraz, że chce dru­gie­go czło­wie­ka użyć tyl­ko za śro­dek, bez wzglę­du na to, że czło­wiek ten zara­zem cel w sobie zawie­ra. Albo­wiem czło­wiek, któ­re­go przez taką obiet­ni­cę chcę użyć do wła­snych celów, nie może żad­ną mia­rą godzić się na mój spo­sób postę­po­wa­nia wzglę­dem nie­go, a więc sam nie może zawie­rać w sobie celu mego czy­nu. Wyraź­niej uwy­dat­nia się to pogwał­ce­nie zasa­dy innych ludzi, gdy przy­to­czy­my przy­kła­dy tar­gnię­cia się na cudzą wol­ność i wła­sność. Albo­wiem widzi­my wte­dy jasno, że ten, kto naru­sza pra­wa ludzi, jest skłon­ny posłu­gi­wać się oso­bą innych tyl­ko jako środ­kiem, nie uwzględ­nia­jąc tego, że jako isto­ty rozum­ne nale­ży ich cenić zawsze zara­zem jako cele, tj. tyl­ko jako takich, któ­rzy ze wzglę­du na ten sam czyn muszą tak­że móc zawie­rać w sobie cel.

Po trze­cie, co do przy­pad­ko­we­go (będą­ce­go zasłu­gą) obo­wiąz­ku wzglę­dem same­go sie­bie, to nie wystar­cza, że czyn nie sprze­ci­wia się czło­wie­czeń­stwu w naszej oso­bie, jako celo­wi same­mu w sobie, lecz musi się tak­że z nim zga­dzać. W czło­wie­czeń­stwie tkwią zadat­ki więk­szej dosko­na­ło­ści, któ­re nale­żą do celu przy­ro­dy ze wzglę­du na czło­wie­czeń­stwo w pod­mio­cie, któ­rym jeste­śmy; zanie­dby­wa­nie ich zga­dza­ło­by się może z bie­dą z utrzy­ma­niem ludz­ko­ści jako celu same­go w sobie, ale nie z krze­wie­niem tego celu.

Po czwar­te, co do obo­wiąz­ku będą­ce­go zasłu­gą wzglę­dem dru­gich, to celem przy­ro­dzo­nym, któ­ry mają wszy­scy ludzie, jest wła­sna ich szczę­śli­wość. Wpraw­dzie ludz­kość mogła­by ist­nieć, gdy­by nikt niczym nie przy­czy­niał się do szczę­śli­wo­ści dru­gich, ale przy tym nicze­go jej umyśl­nie nie ujmo­wał, jed­nak­że sta­no­wi to tyl­ko nega­tyw­ną, a nie pozy­tyw­ną zgod­ność z czło­wie­czeń­stwem jako celem samym w sobie, gdy­by każ­dy nie sta­rał się tak­że popie­rać celów dru­gich ludzi, ile tyl­ko może. Albo­wiem cele pod­mio­tu, jako będą­ce­go celem samym w sobie, muszą o ile moż­no­ści być tak­że moimi cela­mi, jeże­li owo przed­sta­wie­nie ma we mnie wywo­ły­wać cał­ko­wi­ty skutek.


Pobierz tekst w PDF.


Najnowszy numer można nabyć od 1 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy