Etyka Fragment z klasyka

Immanuel Kant: O kłamstwie

Źró­dło: I. Kant, O domnie­ma­nym pra­wie do kłam­stwa z pobu­dek miło­ści ludz­kiej, przeł. A. Grze­liń­ski i D. Pakal­ski, w: ten­że, Dzie­ła zebra­ne, Toruń: Wydaw­nic­two Nauko­we Uni­wer­sy­te­tu im. Miko­ła­ja Koper­ni­ka 2012, t. VI, s. 411–415


Pierw­sze pyta­nie brzmi (…): czy ktoś, w przy­pad­ku gdy nie może unik­nąć odpo­wie­dzi „tak” lub „nie”, posia­da upraw­nie­nie (pra­wo), by nie być praw­do­mów­nym. Dru­gim pyta­niem jest, czy nie jest on wręcz zobo­wią­za­ny, gdy znie­wa­la go występ­ny przy­mus, twier­dzić coś wbrew praw­dzie, aby zapo­biec gro­żą­ce­mu mu lub komu­kol­wiek inne­mu przestępstwu.

Praw­do­mów­ność w przy­pad­kach, któ­rych nie moż­na unik­nąć, jest obo­wiąz­kiem czło­wie­ka w sto­sun­ku do każ­de­go inne­go[1]*, jaka­kol­wiek nie mia­ła­by z tego wynik­nąć nie­ko­rzyść dla któ­rejś z osób; i mimo że twier­dze­niem fał­szy­wym nie czy­nię nic złe­go temu, kto bez­praw­nie na mnie nasta­je, nie­mniej jed­nak popeł­niam fałsz, czym sprze­ci­wiam się naj­głęb­szej isto­cie obo­wiąz­ku w ogól­no­ści; fałsz ten może być zatem nazwa­ny kłam­stwem (…). Spra­wiam bowiem, że w stop­niu, jaki zale­ży ode mnie, wszel­kie moż­li­we twier­dze­nia (dekla­ra­cje) sta­ją się nie­wia­ry­god­ne, a zatem i wszel­kie pra­wa zagwa­ran­to­wa­ne umo­wa­mi sta­ją się niczym i tra­cą moc, a to z kolei ozna­cza nie­pra­wość wobec czło­wie­czeń­stwa w ogóle.

W ten spo­sób do kłam­stwa, jeśli zde­fi­niu­je­my je jako zło­żo­ną roz­myśl­nie nie­praw­dzi­wą dekla­ra­cję, nie trze­ba już dodat­ku (…), że musi ono komuś wyrzą­dzić krzyw­dę (…). Kłam­stwo bowiem zawsze wyrzą­dza krzyw­dę, nawet jeśli nie komuś w spo­sób szcze­gól­ny, to jed­nak zawsze ludz­ko­ści w ogó­le, jako że czy­ni ono źró­dło pra­wa czymś bezużytecznym.

Kłam­stwo doko­na­ne w dobrej wie­rze może jed­nak przez przy­pa­dek (…) pod­le­gać karze zgod­nie z pra­wem cywil­nym; nato­miast [­kłam­stwo], któ­re tyl­ko przez przy­pa­dek unik­nie kary, może zostać potę­pio­ne jako nie­pra­wość przez pra­wo zwy­cza­jo­we. Ozna­cza to, że jeśli, dopusz­cza­jąc się kłam­stwa, prze­szko­dzi­łeś przy­szłe­mu mor­der­cy popeł­nić zbrod­nię, jesteś w spo­sób praw­ny odpo­wie­dzial­ny za wszel­kie moż­li­we tego kon­se­kwen­cje. Jeśli jed­nak trzy­ma­łeś się ści­śle praw­dy, to spra­wie­dli­wość publicz­na nie może wyto­czyć żad­nych zarzu­tów, bez wzglę­du na to, jakie nie­prze­wi­dzia­ne kon­se­kwen­cje mogły­by z [twe­go postę­po­wa­nia] wynik­nąć. Kie­dy już zgod­nie z praw­dą odpo­wie­dzie­li­śmy „tak” na pyta­nie mor­der­cy, czy prze­śla­do­wa­ny znaj­du­je się w domu, wciąż jest moż­li­we, by ten nie­po­strze­że­nie wymknął się i uszedł, czyn zaś nie został popeł­nio­ny. Jed­nak jeśli skła­mie­my i powie­my, że ści­ga­ne­go czło­wie­ka nie ma w domu, a ten (o czym nie wie­dzie­li­by­śmy) napraw­dę opu­ścił­by schro­nie­nie, przez co mor­der­ca dopadł­by go i doko­nał zbrod­ni, wte­dy w zgo­dzie z pra­wem może­my zostać oskar­że­ni o spo­wo­do­wa­nie jego śmier­ci. Jeśli bowiem oznaj­mił­byś praw­dę taką, jaka była ci zna­na, mor­der­ca mógł­by w cza­sie prze­trzą­sa­nia domu w poszu­ki­wa­niu ofia­ry zostać uję­ty przez przy­by­łych na pomoc sąsia­dów, a zbrod­ni uda­ło­by się zapo­biec. Zatem kto kła­mie, nawet jeśli czy­ni to w dobrej wie­rze, musi być tak­że przed try­bu­na­łem odpo­wie­dzial­ny za wyni­ka­ją­ce stąd kon­se­kwen­cje i nie­za­leż­nie od tego, jak nie­prze­wi­dy­wal­ne mogły by się one oka­zać, być goto­wym ponieść za nie karę. Praw­do­mów­ność jest bowiem obo­wiąz­kiem, któ­ry trze­ba uwa­żać za pod­sta­wę wszel­kich gwa­ran­to­wa­nych umo­wa­mi obo­wiąz­ków, któ­ra to zasa­da, gdy przy­zwo­li się tu na naj­mniej­sze ustęp­stwo, sta­je się chwiej­na i nieużyteczna.

Być praw­do­mów­nym (szcze­rym) we wszyst­kim, co wypo­wia­da­my, jest zatem świę­tym i bez­wa­run­ko­wym naka­zem rozu­mu, naka­zem, któ­re­go nie moż­na ogra­ni­czać żad­ny­mi konwenansami.

To, że oso­ba będą­ca w moim domu dozna krzyw­dy na sku­tek praw­do­mów­no­ści, jest zale­d­wie pew­nym przy­pad­kiem (…), nie zaś wol­nym czy­nem (…). Przy­zna­nie bowiem komuś pra­wa do wyma­ga­nia od innych kłam­stwa, z któ­re­go cią­gnął­by korzyść, spo­wo­do­wa­ło­by rosz­cze­nie sprzecz­ne z wszel­ką legal­no­ścią. Każ­dy czło­wiek ma jed­nak nie tyl­ko pra­wo, ale i jak naj­ści­ślej­szy obo­wią­zek praw­do­mów­no­ści w wypo­wie­dziach, któ­rych nie jest w sta­nie unik­nąć, jak­kol­wiek mogą one przy­nieść krzyw­dę jemu lub innym. Wła­ści­wie to nie on sam wyrzą­dza krzyw­dę temu, kto jej dozna­je, ale powo­du­je ją przy­pa­dek. Nie ma on bowiem wca­le wol­no­ści wybo­ru, gdyż praw­do­mów­ność (jeśli musi on w ogó­le mówić) jest obo­wiąz­kiem bez­wa­run­ko­wym. Dla­te­go [nie uznam] za swo­ją zasa­dę twier­dze­nia: „mówić praw­dę jest obo­wiąz­kiem, ale tyl­ko w sto­sun­ku do tego, kto ma pra­wo do praw­dy”, po pierw­sze dla­te­go, że zasa­da ta o tyle nie jest jasno sfor­mu­ło­wa­na, iż praw­da nie jest jakąś wła­sno­ścią, do któ­rej ktoś ma zagwa­ran­to­wa­ne pra­wo, a ktoś inny nie; przede wszyst­kim jed­nak dla­te­go, że obo­wią­zek praw­do­mów­no­ści (jedy­na dys­ku­to­wa­na tu kwe­stia) nie czy­ni sam przez się roz­róż­nie­nia pomię­dzy oso­ba­mi, w sto­sun­ku do któ­rych trze­ba go prze­strze­gać, a oso­ba­mi, w sto­sun­ku do któ­rych moż­na być z nie­go zwol­nio­nym; jest to bowiem we wszel­kich sto­sun­kach mię­dzy ludź­mi obo­wią­zek bez­wa­run­ko­wy.

[1]* Wolę w tym miej­scu nie wyostrzać tej zasa­dy do posta­ci: „Nie­praw­do­mów­ność jest pogwał­ce­niem obo­wiąz­ku wzglę­dem same­go sie­bie”. – Przy­na­le­ży to bowiem do ety­ki, to zaś, o czym w tej chwi­li dys­ku­tu­je­my, jest obo­wiąz­kiem praw­nym. Nauka o cno­cie widzi w takim wykro­cze­niu tyl­ko nie­go­dzi­wość, któ­rej zarzut ścią­ga na sie­bie kłamca.


Pobierz tekst w PDF.

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy