Edukacja filozoficzna Filozofia dla dzieci Filozofia w szkole Wywiady

Intelektualne potyczki z dziećmi w wydaniu Pana Filozofa w Paski [wywiad] 

O filozofowaniu z dziećmi z Jasonem Buckleyem z The Philosophy Man w Londynie rozmawia Łukasz Krzywoń.

Zapisz się do naszego newslettera

Jak­iś czas temu wywiadu udzielał nam Twój przy­ja­ciel Tom Big­gle­stone. Dlat­ego jesteśmy szczęśli­wi, mogąc tym razem poroz­maw­iać Tobą, założy­cielem The Phi­los­o­phy Man, jed­nej z wiodą­cych orga­ni­za­cji prowadzą­cych filo­zoficzne docieka­nia z dzieć­mi w Wielkiej Bry­tanii. Czy możesz nam krótko powiedzieć, jak dłu­go się tym zaj­mu­jesz i co zain­spirowało Cię do filo­zo­fowa­nia z dzieć­mi? Jakie jest filo­zoficzne tło Two­jej pra­cy?

P4C [Phi­los­o­phy for Chil­dren – red.] związa­łem się około 11 lat temu, w 2009 roku. Uczyłem w szkole na Can­vey Island. W szkole nia dzi­ało się za dobrze. Jeden z kolegów, nauczy­ciel ang­iel­skiego, zaprosił mnie na sesję P4C. I to miejsce było jak oaza cywiliza­cji, spoko­ju, dia­logu, przy­jem­noś­ci i myśle­nia w środ­ku raczej chao­ty­cznej i niezor­ga­ni­zowanej szkoły. Wtedy pomyślałem: „O mój Boże, dlaczego nie robię tego od lat?”. Potem szy­bko odbyłem wszys­tkie kursy, jakie mogłem. Przy­pom­ni­ałem sobie też wtedy, że kiedy byłem stu­den­tem w Cam­bridge, ukończyłem kurs prowad­zony przez Rogera Sut­clif­fa [kon­sul­tant Think­ing Schools Inter­na­tion­al, współzarządza por­talem www.p4c.com – red.]. Filo­zofię kończyłem właśnie w Cam­bridge, gdzie ter­az mieszkam. Fak­ty­cznie odbyłem jeden z pier­wszych kursów Rogera. Ale minęło tyle lat, od kiedy zacząłem uczyć, że praw­ie zapom­ni­ałem, że kiedykol­wiek ukończyłem ten kurs. Więc nie miałem okazji ćwiczyć. Robię to w takiej czy innej formie od co najm­niej 10 lat, ale myślę, że tak naprawdę po raz pier­wszy zetknąłem się z tą metodą jeszcze wcześniej, w 1995 roku.

Jak dzi­ała The Phi­los­o­phy Men? Czym się na co dzień zaj­mu­jesz?

Dzi­ałam na różne sposo­by. Od wielu lat prowadzę biule­tyn, który właś­ci­wie zapoc­zątkował moją dzi­ałal­ność. Biule­tyn jest wysyłany do 17500 nauczy­cieli na całym świecie w 93 różnych kra­jach. Reg­u­larnie wysyłam nowy kon­tent: opowieś­ci, filmi­ki i inne podob­ne rzeczy. Dla filo­zoficznych now­icjuszy wysyłam mate­ri­ały w określonej kole­jnoś­ci, od momen­tu, kiedy się zare­jestru­ją. Przez trzy lub cztery miesiące otrzy­mu­ją mate­ri­ały, które mają pomóc im przyzwycza­ić się do tem­atu, a także nowe rzeczy, które wyda­ję. Niek­tórzy z nich kupu­ją książ­ki, które napisałem dawno temu, takie jak Pock­et P4C, a niek­tórzy te nowsze. Moim głównym sposobem na zara­bi­an­ie na życie, jest prowadze­nie warsz­tatów i szkoleń dla nauczy­cieli w szkołach. Cza­sem są to stan­dar­d­owe szkole­nia, ale częś­ciej wyglą­da to tak, że pracu­ję w szkole z dzieć­mi w ciągu dnia, pod­czas gdy nauczy­ciele obser­wu­ją moją pracę, moje metody, a potem dopiero szkolę per­son­el. Myślę, że jest to naprawdę cen­ną rzeczą, aby zobaczyć doświad­c­zonego mod­er­a­to­ra w akcji.

Jaka była Two­ja najwięk­sza przeszko­da, kiedy zaczy­nałeś? Jak sobie z tym poradz­iłeś?

Przy­puszczam, że najwięk­szą przeszkodą dla mnie było to, że po pier­wszych sześ­ciu miesią­cach, od kiedy zacząłem, skończył mi się kon­trakt. Musi­ałem więc od razu znaleźć jakieś grupy, z który­mi mógłbym pra­cow­ać, aby dalej rozwi­jać swo­ją prak­tykę, a także zara­bi­ać na życie. Zor­ga­ni­zowałem więc warsz­taty przez­nac­zone dla szczegól­nie uzdol­nionych dzieci. Była to pra­ca z 20 ucz­ni­a­mi starszych klas szkoły pod­sta­wowej przez jeden dzień. Tak to się zaczęło. A potem dzię­ki między inny­mi biule­tynowi miałem coraz więcej szkoleń w szkołach pod­sta­wowych. Dotar­cie do tych grup dzieci jest najwięk­szym wyzwaniem na początku.

Czy uważasz, że w ostat­nich lat­ach zmieniło się postrze­ganie filo­zo­fowa­nia z dzieć­mi w społeczeńst­wie? To wciąż nie jest main­stream, praw­da?

Tak, nie jest to jeszcze main­stream. Ale mimo to jest sporo szkół w Wielkiej Bry­tanii, które miały okazję tego przy­na­jm­niej spróbować. Zdzi­wiłbym się, gdy­by było wiele szkół pod­sta­wowych, w których dyrek­tor nie słyszał przy­na­jm­niej o filo­zofii dla dzieci. Nawet jeśli więk­szość pra­cown­ików nie prowadzi takich zajęć, w szkole jest ktoś, kto przy­na­jm­niej przeszedł szkole­nie. Jest świado­mość tej możli­woś­ci. Nawet tam, gdzie się tego nie prak­tyku­je, wciąż jest dużo świado­moś­ci i dużo dobrej woli. Każdy, z kim roz­maw­iam, odpowia­da po pros­tu: „Och, to wspani­ałe, co za fajny sposób zara­bi­a­nia na życie”. Ludzie są do tego bard­zo entuz­jasty­cznie nastaw­ieni. Nieste­ty wciąż braku­je szkół, które angażu­ją się w to na tyle, by robić to dobrze. Tak więc dzieje się dużo, ale więk­szość z tego jest na niskim poziomie. Szkoły nie poświę­ca­ją na to wystar­cza­ją­co dużo cza­su, a także nie zda­ją sobie sprawy, jak wielu szkoleń potrze­bu­ją nauczy­ciele, aby przestaw­ić się na taki sposób pra­cy.

Myślisz, że filo­zofia z dzieć­mi stanie się kiedyś częś­cią głównego nur­tu edukacji, czy na zawsze zostanie na jej obrzeżach?

To, co stanie się bardziej powszechne, to pode­jś­cie do sztu­ki wyraża­nia się, wypowiada­nia, ponieważ ist­nieje w tym zakre­sie ogrom­ny prob­lem, przy­na­jm­niej w Wielkiej Bry­tanii. Coraz więcej dzieci ma opóźnienia w mowie lub nie ma okazji usłyszeć praw­idłowej mowy w domu, częś­ciowo w wyniku zanied­bań rodz­iców, którzy są bardziej skon­cen­trowani na wszelkiego rodza­ju sprzę­tach niż na dzieci­ach. Więc tam otwiera się pole dla wiel­kich nierównoś­ci. W związku z tym szkoły będą coraz bardziej starały się orga­ni­zować kon­struk­ty­wne roz­mowy w klasie. Myślę, że filo­zofia dla dzieci jest jed­nym z najlep­szych sposobów osiąg­nię­cia tego celu. Myślę też, że filo­zofia sta­je się coraz bardziej istot­na w kul­turze. I myślę, że będzie stawać się taka szczegól­nie w ciągu najbliższych miesię­cy. Widzę, że np. na forach inter­ne­towych pojaw­ia się dużo szer­sza filo­zoficz­na społeczność.

Szkolisz nauczy­cieli, aby pomóc im uwzględ­nić docieka­nia filo­zoficzne w ramach przed­miotów, których uczą. Czy myślisz, że później im się to uda­je?

To zależy. Powiedzi­ałbym, że w każdej szkole, do której przyjdę, nawet jeśli spędzę tam tylko jeden dzień, ok. 25% per­son­elu po pros­tu to pokocha. Głównie to są ludzie, których styl naucza­nia jest luźniejszy i łatwiej dos­tosowu­ją się do tego sposobu pra­cy. Wszys­tko, czego potrze­bu­ją, to pokazać im, jak to mają robić, a potem będą chcieli to robić jak najwięcej. To są entuz­jaś­ci. Ale żeby zachę­cić do tego całą szkołę, trze­ba wracać i pokazy­wać ludziom jeszcze raz, ponieważ w każdej szkole jest mieszan­ka entuz­jastów i tych, którzy staw­ia­ją pewien opór. Niek­tórzy z tych „opozy­cjon­istów” nigdy nie będą chcieli tego robić, ponieważ ich sposób naucza­nia pole­ga w dużej mierze na kon­troli, struk­turze, posłuszeńst­wie i dzi­ała­jąc tak, mogą być bard­zo skuteczny­mi wychowaw­ca­mi. Nauczanie w taki sposób, jaki pro­ponu­ję jest tak daleko poza ich stre­fa­mi kom­for­tu, że trud­no im zobaczyć jego wartość. Cza­sa­mi spo­tykałem ludzi, którzy naprawdę chcieli­by być w tym dobrzy, ale wiedzą też, że nigdy nie będą, ponieważ przyję­cie innego sposobu naucza­nia jest dla nich naprawdę trudne. Więc nawet jeśli uzna­ją wartość takiego prowadzenia zajęć przez kogoś innego, dla nich samych jest to zbyt duża zmi­ana. A więc im bardziej się zaan­gażu­jesz w pracę z nauczy­ciela­mi, tym więcej osób możesz za sobą por­wać.

Czy uważasz, że nie jest to dodatkowe obciąże­nie dla ich i tak już napię­tych planów naucza­nia? Jak uspraw­iedli­wić stosowanie dociekań filo­zoficznych w szkole, w klasie?

Moż­na zas­tosować dwa pode­jś­cia. Jed­nym z nich jest pró­ba udowod­nienia, że ​​filo­zofia dla dzieci zasługu­je na swój włas­ny, świę­ty, odd­ziel­ny kawałek cza­su, aby po pros­tu robić rzeczy, które są czys­to filo­zoficzne i nie muszą zasługi­wać na swo­je miejsce w pro­gramie naucza­nia. Lub możesz spróbować osadz­ić docieka­nia filo­zoficzne w tym, co ludzie już robią. Ja poszedłem bardziej w tym drugim kierunku, ponieważ stwierdz­iłem, że i tak niewiele szkół chce poświę­cić na to czas. Jeśli nauczy­ciel nie ma wyk­sz­tałce­nia filo­zoficznego, bard­zo trud­no jest mu ułożyć ser­ię lekcji i naprawdę uzyskać coś, co jest rodza­jem zajęć filo­zoficznych ist­nieją­cych samodziel­nie, a nie filo­zoficzny­mi pyta­ni­a­mi do tem­atów, które już real­izu­ją. Dlat­ego zamierzam szkolić nauczy­cieli, aby szukali tem­atów filo­zoficznych i pytań filo­zoficznych w ramach tem­atów, które już real­izu­ją. Ale także po to, by zachę­cić ich do poświęce­nia cza­su zarez­er­wowanego tylko na filo­zofię. Więc kiedy mają czas na filo­zofię, umieszcza­ją w niej ele­men­ty pro­gra­mu naucza­nia, który właśnie prz­er­abi­a­ją. To lep­sze niż stwierdze­nie, że filo­zofia ma się znaleźć we wszys­tkim, co robią, ponieważ wtedy nie dzieje się nic.

Kiedy pisałem swo­ją książkę, w pewnym sen­sie starałem się wykazać, że niekoniecznie trze­ba być filo­zofem, aby prowadz­ić z dzieć­mi dociekanie filo­zoficzne, ale też niekoniecznie każdy filo­zof dał­by sobie radę. Opinie są nieco podzielone w środowisku zawodowym P4C. Jakie jest Two­je zdanie? 

Myślę, że najważniejsze jest nastaw­ie­nie filo­zoficzne. Tak więc, możesz być filo­zofem o bard­zo niefilo­zoficznym usposo­bi­e­niu, kimś, kto praw­dopodob­nie uzyskał tytuł na czołowym wydziale filo­zoficznym, będąc jed­nocześnie osobą w rodza­ju „his­to­ry­ka idei”. Osobą, która jest bard­zo dobra w przy­tacza­niu argu­men­tów i ich kry­tyce oraz w tym, jak się one ze sobą krzyżu­ją. Ale możesz nie mieć intelek­tu­al­nej cieka­woś­ci, by badać pomysły w sposób organ­iczny. Ale równie dobrze może być ktoś, kto nie ma wyk­sz­tałce­nia filo­zoficznego, ale kto jest z natu­ry bard­zo ciekawy poz­naw­c­zo, chęt­ny do głęb­szego zas­tanaw­ia­nia się, chęt­ny do log­icznego i kry­ty­cznego myśle­nia, lubią­cy rozważać i baw­ić się pomysła­mi. To jest bardziej filo­zoficzne usposo­bi­e­nie: skłon­ność do filo­zoficznego dia­logu w formie zabawy. Myślę, że bez tego nie da się obe­jść. Jeśli czy­tasz filo­zofię, jeśli znasz filo­zofię, nie ma wąt­pli­woś­ci, że to poma­ga. Nie rozu­miem, jak ktokol­wiek mógł­by być prawdzi­wym „czar­o­dziejem” w tego rodza­ju sprawach i nie był­by na tyle ciekawy, by przy­na­jm­niej przeczy­tać jakieś filo­zoficzne tek­sty. To nie miało­by sen­su. Nie sądzę, że naprawdę masz poję­cie, czym jest filo­zofia, jeśli nie masz ochoty dowiedzieć się o niej więcej, gdy już się w to zaan­gażu­jesz.

To bard­zo podob­ne do tego, co próbowałem powiedzieć w mojej książce. A jak myślisz, co czyni kogoś dobrym facyl­i­ta­torem?

Myślę, że najważniejsza jest umiejęt­ność słucha­nia (ale takiego słucha­nia naprawdę) tego, co mówią dzieci. Mówię tu raczej o słucha­niu niż o nasłuchi­wa­niu (by usłyszeć coś, co się chce usłyszeć). Chodzi o słuchanie tego, co naprawdę mówią dzieci, zami­ast wyczeki­wa­nia okazji do wstaw­ienia jakiejś filo­zoficznej pereł­ki, która ciebie tylko intere­su­je albo chci­ałbyś, by podob­na pojaw­iła się w dyskusji. Ponieważ nasłuchu­jesz z nastaw­ie­niem tylko na to, możesz prze­gapić coś naprawdę intere­su­jącego, ponieważ nie jesteś otwarty na to, co mówią dzieci. Czekasz tylko, żeby dopa­sowały się do sce­nar­iusza. Myślę, że słuchanie jest niezwyk­le ważne. Kole­jną rzeczą, która moim zdaniem jest bard­zo waż­na, jest pewnego rodza­ju chęć do zabawy. Jestem bard­zo zabawnym facyl­i­ta­torem. Myślę, że tak bard­zo lubię wykony­wać tego rodza­ju pracę, ponieważ daje mi to okazję do zabawy z dzieć­mi. Trochę intelek­tu­al­nie, ale też z humorem. Naprawdę lubię być z nimi obec­nym w 100%, co moim zdaniem jest przy­wile­jem tego rodza­ju zajęć. Daję im swo­ją pełną uwagę. Jestem obec­ny w tym samym momen­cie co oni. Wszyscy jesteśmy zanurzeni w tym samym wspól­nym doświad­cze­niu. Nie muszę myśleć o tym, jak to ocenić lub jak to pasu­je do szer­szego schematu pra­cy i to jest mój przy­wilej. Jeśli chcesz się tym zaj­mować, musisz wygospo­darować sobie czas, w którym możesz być z nimi w pełni obec­ny. Baw się z nimi, odpowiadaj, słuchaj, a to sprawi, że ​​będziesz dobrym facyl­i­ta­torem i sprawi, że zaję­cia z tobą będą przy­jemne dla dzieci.

Intere­su­jące. Poruszyłeś tutaj ważną kwest­ię. Zauważyłem to również w mojej pra­cy, ponieważ nie jestem nauczy­cielem i chodzę do szkół ze swoi­mi umiejęt­noś­ci­a­mi, pomysła­mi i swoim sposobem no to,  jak przeprowadz­ić zaję­cia. Ja też uważam się za zabawnego facyl­i­ta­to­ra. Zas­tanaw­iam się więc tylko, czy nie jest to coś, w co trud­no „wejść” niek­tórym nauczy­cielom, kiedy siedzą z dzieć­mi przez cały dzień w tej samej klasie pięć dni w tygod­niu?

Bard­zo trud­no! Jed­nym ze sposobów pole­canych dla szkół wprowadza­ją­cych P4C w swoim pro­gramie jest zami­ana klas dla nauczy­cieli na czas prowadzenia tych zajęć. To wspani­ały sposób, by stworzyć okazję do innego rodza­ju kon­tak­tu z dzieć­mi. Sam nie mam dzieci, jestem tylko wujem. Kiedy przy­chodzę do szkoły, mam tą dzi­wną „wujkowatą” rolę, nie muszę martwić się szczegól­nie o zarządze­nie zachowaniem w klasie, ponieważ jestem ˜„nowoś­cią” i dzieci zazwyczaj się nie zgry­wa­ją. Zaczy­namy od zera, a nasze zaję­cia nie mają w pewnym sen­sie związku z tym, co wydarzyło się przez resztę dnia. Tak więc moje relac­je z nimi są nieco inne. I to praw­dopodob­nie poma­ga mi być bardziej zabawnym. Więc być może to jest sposób, żeby filo­zofia mogła się wyróż­ni­ać. Jeśli prze­ważnie spędza­sz czas z włas­ną klasą, to po pros­tu na ten czas zamień się klasa­mi z innym nauczy­cielem. To może poz­wolić na nieco inne relac­je z tymi dzieć­mi. Cho­ci­aż niek­tórzy nauczy­ciele mają taki cud­owny kon­takt z włas­ny­mi klasa­mi. Widzi­ałem też nauczy­cieli, których uważam za abso­lut­nie znakomi­tych prak­tyków, bard­zo miłych ludzi, którzy mają także bard­zo fajne, zabawne relac­je ze swoi­mi dzieć­mi, którzy pra­cow­ali z mar­i­onetka­mi, kiedy robili P4C, i robili inne rzeczy, które uznałbym za bard­zo dobre prak­ty­ki, ale mimo to w momen­cie, kiedy ich obser­wowałem, w pewnym sen­sie wracali do zwykłego sposobu naucza­nia. Nie byli w stanie oprzeć się tej chwili, w której moż­na było coś wtrą­cić, by czegoś nauczyć, aby nie wró­cić do try­bu instruowa­nia dzieci. To po pros­tu tak nie dzi­ała. To zupełnie inne światy.

Natknąłem się na dwa główne obozy w bada­ni­ach filo­zoficznych z dzieć­mi. Jeden kładzie duży nacisk na for­mułowanie pytań przez uczniów. Reprezen­tan­ci drugiego nato­mi­ast po pros­tu zada­ją wcześniej przy­go­towane pyta­nia filo­zoficzne pod­czas zajęć. Wyda­je mi się, że two­je pode­jś­cie jest dość wyważone. Co o tym myślisz?

Dlaczego chce­my skła­ni­ać dzieci do tworzenia włas­nych pytań? Kiedy dzieci tworzą własne pyta­nia, są wtedy odpowiedzialne za włas­ną naukę i są tymi pyta­ni­a­mi zain­tere­sowane. Ale jeśli z for­mułowa­nia pytań robisz osob­ny etap zajęć, to dość częs­to sta­je się to raczej nud­nym rytu­ałem. Jest to też ogrom­na przeszko­da na wczes­nych eta­pach zajęć, ponieważ dzieci­a­ki zada­ją po pros­tu bzdurne pyta­nia. Są też ludzie, którzy powiedzieli­by: „Nie ma czegoś takiego jak pytanie o bzdury. W każdym pyta­niu jest filo­zofia”. Cóż, w takim przy­pad­ku to, co robisz, pole­ga na tym, że sam wkładasz tam filo­zofię. Zas­tanaw­iasz się nad ich pytaniem i wprowadza­sz swo­je filo­zoficzne rozu­mie­nie pyta­nia. A to nie jest przyję­cie ich pyta­nia. Przy­pom­i­na to jak­iś rodzaj mag­icznej sztucz­ki, więc równie dobrze możesz być szcz­ery i po pros­tu powiedzieć: „Słucha­j­cie, zadam wam pytanie. Jeśli pod­czas dyskusji zada­cie nowe pytanie i uzna­cie, że jest ono bardziej intere­su­jące niż moje, bard­zo chęt­nie się z wami bim zajmę”. Albo mogę też stworzyć nowe pytanie w reakcji na to, co mówią dzieci. Zbliżyłem się do bard­zo podob­ne­go pode­jś­cia, które pro­ponu­je The Phi­los­o­phy Foun­da­tion. Wystar­czy zadać dzieciom pytanie, aby rozpocząć dyskusję, ponieważ oszczędza to dużo cza­su. A potem miej uszy otwarte na wszelkie pojaw­ia­jące się dodatkowe pyta­nia, kiedy okazu­je się, że to właśnie o tym dzieci chcą roz­maw­iać. Wtedy jest to filo­zoficznie owoc­ne. Wolałbym zachę­cić ich do tworzenia pytań pod koniec dyskusji, kiedy roz­mowa jest „soczys­ta” filo­zoficznie i wszys­tko „wrze”. Mogę wnieść wtedy jak­iś nowy bodziec do zadawanych przez nie pytań. Chcę uszanować ich myśle­nie. Ale nie chcę tego robić przez mój pryz­mat. Chcę to robić poprzez słuchanie  tego, co mają do powiedzenia.

Niedawno zacząłeś także kon­tak­tować się z rodzi­ca­mi i skłoniłeś szkoły do ​​wysyła­nia tych „lep­kich pytań” do domu. Oso­biś­cie jako rodz­ic pokochałem ten pomysł. Jak to dzi­ała? Dlaczego chcesz angażować rodz­iców?

Zain­spirowała mnie do tego Julie Mahon, która pracu­je w szkole pod­sta­wowej Latin Green. Wysyłała do domu dzieci nakle­j­ki (stąd „lep­kie pyta­nia”)  i podzieliła się tym pomysłem ze mną. Pomyślałem, że to fan­tasty­czne. A rodz­i­com i dzieciom naprawdę się to podo­ba. Kiedy odwiedzam szkoły, które to robią, dzieci zada­ją mi te pyta­nia, pamię­ta­ją je słowo w słowo. Jed­nym z powodów, dla których szczegól­nie mi się to podo­ba, jest to, że ist­nieje wiele badań nad tzw. „Mil­lion Word Gap” [bada­nia różnic między dzieć­mi, którym czy­ta się kil­ka książek dzi­en­nie a tymi, którym nie czy­ta się w ogóle – przyp. Łukasz Krzy­woń]. Tak więc różni­ca między zasobem słów dzieci, które słyszą wiele rozmów w domu przed pójś­ciem do szkoły, a zasobem słów tych, które słyszą mało, może wynosić nawet pon­ad mil­ion słów. Ale pod­czas bardziej dro­bi­az­gowych badań ustalono, że nie chodzi tylko o liczbę słów, którą usłysza­ły, ale ważniejsza jest licz­ba rozmów, w które były zaan­gażowane. Tak więc w uboższych rodz­i­nach (to oczy­wiś­cie tylko uogól­nie­nie) mówi się mniej, i więcej mówi się w formie nakazów: „Weź płaszcz, zrób to, nie rób tego!”. Mniej z rozmów ma charak­ter eksplo­racyjny, zaan­gażowany. „Lep­kie pyta­nia” to sposób na ułatwie­nie rodz­i­com takiego zaan­gażowa­nia. Dzieci wraca­ją do domu z nakle­jką, mogą poroz­maw­iać z mamą, tatą, dzi­ad­ka­mi, rodzeńst­wem, a następ­nie wró­cić do szkoły kole­jnego dnia lub w poniedzi­ałek rano (jeśli robią to w week­end) i kon­tyn­uować dyskusję w klasie. Inną korzyś­cią jest to, że wysłanie coty­god­niowych nakle­jek angażu­je tych nauczy­cieli „opozy­cjon­istów”, o których mówiłem wcześniej. Zwięk­sza się więc częs­totli­wość ekspozy­cji na tego rodza­ju myśle­nie, co jest naprawdę ważne.

Czy masz przykład jakiegoś „lep­kiego pyta­nia” na czas COVID‑a w domu?

Kiedy przeglą­dałem pyta­nia, by opub­likować je w naszym biule­tynie, wiele z nich zaczy­nało mieć taki mroczny, nowy wydźwięk. Naprawdę szukałem takich pytań, które mógłbym udostęp­nić i które nie brzmi­ały­by mrocznie, np. „czy mógłbyś myśle­niem uczynić się szczęśli­wym?”. Niek­tóre z pytań dla dzieci na wczes­nym etapie szkoły pod­sta­wowej brzmi­ały: „Gdy­byś miał tajne drzwi, dokąd by one prowadz­iły?”, „Czy dorosłym należy kazać sprzą­tać poko­je?”, „W jaki sposób dzieci są lep­sze od dorosłych ? ”, „Czy rząd powinien mówić ludziom, co mają robić? ”, „Czy rząd powinien pow­strzymy­wać nas od robi­enia rzeczy, które są dla nas złe?”. Wiele z tych pytań miało ten nowy wydźwięk z powodu cza­sów, w których przyszło nam żyć.

Czy pra­ca z dzieć­mi, dociekanie z nimi ważnych kwestii, poma­ga ci oso­biś­cie wieść lep­sze życie, czy też, jak chci­ał­by Sokrates, bardziej prze­myślane życie?

Bez wchodzenia w to, o czym mówił Sokrates, myślę, że upraw­ian­ie filo­zofii z dzieć­mi, szczegól­nie w tym momen­cie,  jest po pros­tu niesamow­itą fra­jdą. Nie ma dosłown­ie niczego, na czym wolałbym spędz­ić mój czas, niż prowadze­nie filo­zoficznych dociekań z dzieć­mi online, ze wzglę­du na ten rodzaj energii, bycie wys­taw­ionym na tę siłę życiową, którą dosta­jesz dzię­ki pra­cy z grupą dzieci. Uważam to za wspani­ały sposób prze­by­wa­nia z młody­mi ludź­mi. Filo­zofia jest bard­zo pomoc­na w każdym dniu tygod­nia. Moja codzi­en­na pra­ca pole­ga na chodze­niu do szkoły i przeprowadza­niu pię­ciu lub sześ­ciu sesji z dzieć­mi, a potem z nauczy­ciela­mi. Mogę to robić każdego dnia. Żału­ję, że muszę przy tym prowadz­ić fir­mę, żeby móc to robić, bo to trochę nudne, ale bycie z dzieć­mi i upraw­ian­ie filo­zofii jest abso­lut­ną rozkoszą, jeśli chodzi o jej wpływ na mnie. Co więcej, jeśli chodzi o wpływ filo­zo­fowa­nia z dzieć­mi na moją osobę? Dzieci cza­sa­mi mówią rzeczy, które włączam później do mojej oso­bis­tej filo­zofii życiowej. Myślę, że to chroni też przed umysłową sta­gnacją, ponieważ cią­gle spo­tykam się z różny­mi punk­ta­mi widzenia.

Oto pytanie od jed­nego z naszych czytel­ników. Co mogą zro­bić rodz­ice, aby przekon­ać swo­je dzieci, że filo­zofia to mądrość, a nie tylko stra­ta cza­su?

Jed­na analo­gia, której uży­wam, choć czys­to instru­men­tal­na, to odwołanie do obrazu bie­gaczy, którzy trenu­ją, bie­ga­jąc po piasku. Nie robią tego dlat­ego, że potem będą ści­gać się na piasku, ale dlat­ego, że bie­ganie po piasku jest trud­niejsze niż bie­ganie po zwartej powierzch­ni. Jeśli więc trenu­jesz bie­ganie po piasku, bie­ganie po nor­mal­nej powierzch­ni sta­je się sto­sunkowo łatwe. A zatem przez analogię, próbu­jąc odpowiedzieć na naprawdę trudne pyta­nia, wyostrza­sz swo­je myśle­nie. I kiedy potem chodzi o bardziej zwycza­jne, przyziemne pyta­nia, to poszuki­wani na nie odpowiedzi jest sto­sunkowo łatwe. A jeśli chodzi o nie­in­stru­men­tal­ną wartość, myślę, że najważniejszą sprawą jest to, jak filo­zofia i upraw­ian­ie filo­zofii łączą się z ludzkim roz­wo­jem. Cho­ci­aż może to być mniej jasne dla niek­tórych ludzi, ludzie lep­iej pros­pe­ru­ją i się rozwi­ja­ją dzię­ki filo­zo­fowa­niu. Jeśli chcesz być szczęśli­wszy jako człowiek, nie wystar­czy po pros­tu coś robić. Moż­na łat­wo dać się wciągnąć i zacząć poświę­cać dużo cza­su i wysiłku na rzeczy, które w rzeczy­wis­toś­ci nie przynoszą ci dużo szczęś­cia. Może to prowadz­ić do uza­leżnień, destruk­cyjnych relacji itd. Tak więc zdol­ność do dys­tan­su wobec codzi­en­noś­ci i głęb­szego myśle­nia o tym, co jest ważne i co ma znacze­nie zwięk­sza szanse na dobre samopoczu­cie i jak sądzę, szan­sę na dobre życie. Czy wrócimy do Sokrate­sa i ponown­ie zbadamy życie? Myślę, że wracamy tu do Sokrate­sa i pyta­nia o bezmyślne życie. Myślę, że nie o to chodzi, że bezmyślne życie nie jest warte życia, ale że bezmyślne życie jest praw­dopodob­nie mniej warte życia. Moż­na wieść bezmyślne życie i po pros­tu dzię­ki szczęś­ciu lub dlat­ego, że mamy nat­u­ral­nie radosne usposo­bi­e­nie, wszys­tko będzie ok. Ale to się dzieje przez przy­padek. To się nie dzieje, ponieważ jest nieprze­myślane. Nato­mi­ast jeśli jesteś optymistą, jeśli chodzi o siłę rozu­mu, wiesz, że rozmyśla­jąc o czymkol­wiek, możesz myśleć o tym lep­iej. Obe­j­mu­je to oczy­wiś­cie możli­wość myśle­nia o włas­nym życiu. Dlat­ego też zaj­mu­ję się filo­zofią. Ponieważ poprzez roz­mowę z inny­mi, wyrażasz to, co myślisz, dowiadu­jesz się tym samym, co sam tak naprawdę myślisz. Przeświad­cze­nie, że najpierw myślisz o rzeczach, a następ­nie wyrażasz swo­je myśli, jest, jak sądzę, w więk­szoś­ci przy­pad­ków fałszy­we. To właśnie dopiero w trak­cie wyraża­nia myśli dowiadu­jesz się, co myślisz. Najpierw jest wypowiedź, a dopiero później „zasysamy” ją z powrotem do naszych głów i robimy z tego coś oso­bis­tego. To poprzez dia­log dowiadu­je­my się, co myślimy.

Powiedzi­ałeś, że sam nie jesteś rodz­icem, ale czy masz jakieś pomysły, jak rodz­ice mogą pod­jąć się filo­zo­fowa­nia z dzieć­mi i jak prowadz­ić z nimi docieka­nia jeden do jed­nego. Jakieś sug­estie?  

Moja najważniejsza rada to zabawa w „adwoka­ta dia­bła”, tak aby nieza­leżnie od odpowiedzi dziec­ka na konkretne pytanie argu­men­tować prze­ci­wnie. Cza­sa­mi poma­ga też bycie naprawdę szczegól­nie upar­tym w swo­jej opinii lub posi­adani opinii, która jest po pros­tu absurdal­na i zmusze­nie w ten sposób dzieci do przekony­wa­nia cię, że tak nie jest. Mając miskę zupy możesz powiedzieć: „To jest mój nowy kapelusz. Jak myślisz, czy to kapelusz, czy to miska na zupę? Dlaczego moja miska na zupę nie może być kapeluszem?”. Po pros­tu dysku­tuj i myślę, że dzieciom naprawdę się to spodo­ba. To trochę jak intelek­tu­al­na zabawa w walkę z dzieć­mi. To wspani­ały sposób i dzieciom naprawdę się to podo­ba. Zabawa ta ma swo­je własne zasady, włas­ną „etykę”, tak jak w przy­pad­ku prawdzi­wej wal­ki: nie uży­wasz siły fizy­cznej, aby całkowicie przytłoczyć dziecko, pozwalasz mu cieszyć się wysiłkiem odpy­cha­nia się i testowa­nia włas­nej siły. Podob­nie, jeśli robisz coś w rodza­ju intelek­tu­al­nej „bój­ki” z dzieck­iem: nie rzu­casz argu­men­tów, wyko­rzys­tu­jąc wszyt­skie swo­je zdol­noś­ci umysłowe i doświad­cze­nie, które masz, ale dajesz mu coś do przezwycięże­nia, spiera­nia się. Dzieci mogą cieszyć się poczu­ciem, że mają nad tobą jakąś jed­no­ra­zową przewagę itd. Więc moja rada to spróbuj takiej intelek­tu­al­nej bój­ki. Myślę, że to ciekawe pode­jś­cie.

Nie wspom­nieliśmy jeszcze o Mr Spot (Panu Kropce) i Mr Stripe (Panu Pasku). Opowiedz nam krótko o tym pro­jek­cie.

Spot and Stripe zain­spirowane było moją codzi­en­ną rozry­wką. Kiedyś oglą­dałem nagranie wideo o szachach Ser­ba Mato Jel­icia. Opowiadał on codzi­en­nie o par­ti­ach szachów i te opowieś­ci zawsze zaczy­nały się i kończyły dokład­nie w ten sam sposób. Oso­ba ta nieza­wod­nie pro­dukowała jed­no wideo dzi­en­nie. Kiedy to oglą­dałem, pomyślałem: „Jak mógłbym zro­bić to samo z filo­zofią dla dzieci? Jak mogę stworzyć ciekawe krótkie filmy, które dają to satys­fakcjonu­jące uczu­cie rozpoczę­cia i zakończenia w ten sam sposób?”. Stąd właśnie pochodzi Spot i Stripe. Są to więc dwie postaci, które lubią zadawać pyta­nia, a potem się ze sobą nie zgadzać. Zawsze mają różne punk­ty widzenia. To, co robią, to rozpoczy­nanie kłót­ni. Może to być coś w rodza­ju: „Czy dobrze jest odkryć miejsce, w którym nikt nigdy wcześniej nie był?” Spot będzie na to wszys­tko odpowiadał z chę­cią, a Stripe będzie naprawdę bojaźli­wy. Albo może to być coś znacznie poważniejszego, na przykład: „Jeśli zła oso­ba stworzyła naprawdę dobrą sztukę, to czy moż­na się nią cieszyć?” itd. Potem tak przeko­marza­ją się wza­jem­nie, a na końcu pyta­ją: „Co ty o tym myślisz?”. I obaj mówią: „Hmm­mm…”. Tak zawsze kończą. To cud­owne, kiedy chodzę do szkoły, a cza­sa­mi dzieci mówią: „Och, jesteś Pan Stripe?”. Jestem wów­czas bliżej czu­cia się cele­bry­tą niż kiedykol­wiek!

Wywiad przeprowadz­ił i przetłu­maczył Łukasz Krzy­woń

Jason Buck­ley – od około dziesię­ciu prowadzę zaję­cia i szkole­nia z filo­zofii dla dzieci. Kiedy byłem nauczy­cielem języ­ka ang­iel­skiego w liceum, ulu­bioną częś­cią mojej pra­cy było odwiedzanie klas siód­mych, aby opowiadać filo­zoficzne his­to­rie i prowadz­ić dyskus­je. Pewnego razu jeden z chłopców powiedzi­ał: „Yay! To człowiek filo­zofii!” i nazwa została. Moje hob­by, improw­iz­owana kome­dia i sto­ry­telling, wprowadzam do zajęć z filo­zofii, tak aby była to for­ma intelek­tu­al­nej i inte­gru­jącej zabawy dla dzieci (i dorosłych), która jest jed­nocześnie „głęboką” zabawą. Prowadzę stronę www.thephilosophyman.com, gdzie po sub­skrypcji na blogu otrzy­mać moż­na bezpłat­ny, coty­god­niowy biule­tyn zaw­ier­a­ją­cy pomysły na nauczanie. Prowadzę również ses­je filo­zofii Zoom dla dzieci i dorosłych za pośred­nictwem por­tali www.p4he.org i www.giftcourses.co.uk.

 

Łukasz KrzywońŁukasz Krzy­woń – mag­is­ter filo­zofii, absol­went Uni­w­er­syte­tu Śląskiego. Autor podręczni­ka do prowadzenia filo­zoficznych dociekań z dzieć­mi i młodzieżą pt. Filo­zo­fuj z dzieć­mi, który został wydany w sty­czniu 2019 r. przez Wydawnict­wo Aca­d­e­mi­con. Od 2004 r. miesz­ka w Irlandii. Od wielu lat pracu­je tam z dzieć­mi i z młodzieżą, prowadząc m.in. docieka­nia filo­zoficzne w szkołach. Spec­jal­ista od filo­zofii dla dzieci z The Phi­los­o­phy Foun­da­tion w Lon­dynie i akty­wny członek europe­jskiego sto­warzyszenia SOPHIA, pro­mu­jącego filo­zo­fowanie z dzieć­mi. Obec­nie uczy o ochronie środowiska w szkołach dla Green-Schools Ire­land. Orga­nizu­je też kół­ka bęb­niarskie, męskie krę­gi, uczy polinezyjskiego Sasa, chińskiego Tai Chi, malu­je artysty­czne murale wraz z różny­mi gru­pa­mi tworzy artysty­czne man­dale, uczy prak­ty­ki uważnoś­ci i relak­sacji. Jego pra­ca mag­is­ter­s­ka Ukry­ty Blask ukaza­ła się drukiem w roku 2005.

Po więcej infor­ma­cji na tem­at filo­zo­fowa­nia z dzieć­mi zajrzyj do naszego dzi­ału Filo­zofia dla dzieci.

 

Ilus­trac­ja: Jason Buck­ley, szkoła pod­sta­wowa Stivi­ci­hall, zdję­cie autorstwa Stephena Well­sa, www.clarityproductionsmedia.com

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Intere­su­ją­ca inic­jaty­wa. Sądzę jed­nak, że filo­zofia to zbyt trud­na dziedz­i­na dla dzieci. Jeżeli coś tam zrozu­mieją to piąte przez dziesiąte.

  • Tylko żeby z tego nowej wojny /ulicznej/ albo kole­jnej rewolucji neomarxistowskiej/postpostmodernistycznej i kul­tur­owej nie było jak ma to dziś miejsce m.in. w UK, UE, USA, Skan­dy­nawii! I jeszcze nie w Polsce, jeszcze, choć począt­ki sexualne/sexistowskie i deprawa­cyjne już są…
    Stra­ch się bać! Dan­ger?!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy