Artykuł Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Jacek Jarocki: Ludzie na niby

Wydaje się, że XXI wiek może być pod wieloma względami przełomowy. Postęp technologiczny pozwala dokonywać rzeczy wcześniej niewyobrażalnych: eksplorować odległe planety, zgłębiać tajniki ludzkiego ciała, wydłużać życie. Stąd też chwila, gdy staniemy oko w oko ze sztucznym człowiekiem, stworzonym na nasz obraz i podobieństwo, jest jedynie kwestią czasu.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 6 (18), s. 52–54. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Rok 2049. Spu­sto­szo­na i zde­wa­sto­wa­na Zie­mia w niczym nie przy­po­mi­na pla­ne­ty, któ­rą nazy­wa­li­śmy domem. Ska­żo­ne ruiny daw­nych metro­po­lii nie nada­ją się do zamiesz­ka­nia, zaś ludz­kość tło­czy się w mia­stach, peł­nych bru­du i wil­go­ci, szpe­co­nych wszech­obec­ny­mi rekla­ma­mi. Miesz­kań­cy żyją w cia­snych, ciem­nych miesz­ka­niach, nie wie­dzą, czym są rośli­ny ani blask słoń­ca. Mimo to – ludz­kość trwa. Tyl­ko jak dłu­go?

W łonie ludz­kie­go gatun­ku roz­wi­ja się bowiem zagro­że­nie, któ­re może zmieść zasta­ny porzą­dek. Są nim andro­idy – maszy­ny, któ­re peł­nią funk­cję nie­wol­ni­ków i któ­re już raz prze­ciw­sta­wi­ły się swo­im twór­com. Ich pierw­szy bunt został zdła­wio­ny; wpro­wa­dzo­no pro­ce­du­ry, któ­re mają chro­nić czło­wie­ka przed ich gnie­wem. Wyda­je się, że wystar­czy tyl­ko wyeli­mi­no­wać garst­kę sta­rych, nie­po­słusz­nych egzem­pla­rzy, aby przy­wró­cić daw­ny ład. Zada­nie to powie­rzo­ne jest łow­com andro­idów. Jed­nym z nich jest ofi­cer poli­cji KD6‑3.7, zwa­ny w skró­cie K (Ryan Gosling). Mimo że sam jest maszy­ną, wyko­nu­je sumien­nie swo­je obo­wiąz­ki, a po pra­cy odda­je się rodzin­ne­mu życiu z holo­gra­mo­wą kobie­tą, Joi (Ana de Armas). Sie­lan­ka nie trwa jed­nak dłu­go.

Android – też człowiek?

Wszyst­ko zmie­nia się w dniu, kie­dy w pobli­żu miej­sca zamiesz­ka­nia jed­ne­go z bun­tow­ni­ków zosta­ją zna­le­zio­ne kości kobie­ty, któ­ra – jak wska­zu­ją oglę­dzi­ny – zmar­ła przy poro­dzie. Rzecz w tym, że szcząt­ki zawie­ra­ją rów­nież numer seryj­ny, co dowo­dzi, że maszy­ny osią­gnę­ły zdol­ność roz­mna­ża­nia, zare­zer­wo­wa­ną dotąd wyłącz­nie dla czło­wie­ka. K otrzy­mu­je zada­nie zatar­cia wszel­kich śla­dów tego zaj­ścia – włącz­nie ze zna­le­zie­niem i wyeli­mi­no­wa­niem dziec­ka. Jed­nak im dłu­żej poli­cjant pro­wa­dzi śledz­two, tym wię­cej dowo­dów prze­ma­wia za tym, iż to on jest synem odna­le­zio­nej kobie­ty. Dodat­ko­wo w ślad za nim wyru­sza Luv (Sylvia Hoeks), wysłan­nicz­ka wła­ści­cie­la fir­my pro­du­ku­ją­cej andro­idy, Nian­de­ra Wallace’a (Jared Leto), któ­ry – pcha­ny ambi­cją – uwa­ża, iż bio­lo­gicz­na repli­ka­cja andro­idów umoż­li­wi praw­dzi­wą rewo­lu­cję w kolo­ni­zo­wa­niu i wyko­rzy­sty­wa­niu zaso­bów natu­ral­nych Wszech­świa­ta.

Wyre­ży­se­ro­wa­ny przez Deni­sa Villeneuve’a Bla­de Run­ner 2049 sta­no­wi bez­po­śred­nią kon­ty­nu­ację nakrę­co­ne­go w roku 1982 przez Ridleya Scot­ta Łow­cy andro­idów, a zara­zem podej­mu­je te same – w znacz­nej mie­rze filo­zo­ficz­ne – pro­ble­my, doty­czą­ce rela­cji pomię­dzy bio­lo­gicz­nym czło­wie­kiem a sztucz­ną inte­li­gen­cją. Dziś jed­nak zagad­nie­nie to prze­sta­ło być już czy­sto inte­lek­tu­al­ną zaba­wą w opo­wia­da­nie histo­rii „co by było, gdy­by…”. Tem­po postę­pu tech­no­lo­gicz­ne­go nie pozo­sta­wia złu­dzeń, że wkrót­ce sta­nie­my przed pro­ble­mem kon­tak­tu ze stwo­rzo­ną przez nas for­mą życia. Czy sam fakt, że jeste­śmy jej auto­ra­mi, upraw­nia nas do jej wyko­rzy­sty­wa­nia? A jeże­li naszym dzie­łem będzie isto­ta świa­do­ma? Czy jeże­li stwier­dzi­my, że sztucz­na inte­li­gen­cja ode­gra­ła swo­ją rolę, to – wyj­mu­jąc kabel z gniazd­ka – dopu­ści­my się mor­der­stwa? I na czym pole­ga róż­ni­ca mię­dzy czło­wie­kiem praw­dzi­wym, a sztucz­nie stwo­rzo­ną imi­ta­cją? Bla­de Run­ner 2049 pró­bu­je odpo­wie­dzieć na część tych pytań.

Skąd wiesz, że nie jestem androidem?

Pierw­sze pyta­nie, jakie sta­wia przed nami film, jest nastę­pu­ją­ce: skąd może­my wie­dzieć, kto jest andro­idem, a kto nie? Na ekra­nie odpo­wiedź wyda­je się pro­sta: andro­idy posia­da­ją nume­ry seryj­ne. Łatwo wyobra­zić sobie jed­nak, co by się sta­ło, gdy­by istot­nie mogły się one roz­mna­żać, a zatem gdy­by nie moż­na ich było w żaden spo­sób odróż­nić od bio­lo­gicz­nych ludzi.

Pro­blem ten sta­no­wi część więk­sze­go zagad­nie­nia, któ­re w filo­zo­fii nazy­wa się pro­ble­mem innych umy­słów. Po raz pierw­szy został on sfor­mu­ło­wa­ny przez angiel­skie­go filo­zo­fa Ber­tran­da Rus­sel­la. Wyj­ścio­we pyta­nie brzmi: skąd wiem, że ludzie do­okoła mnie to świa­do­me isto­ty, a nie zapro­gra­mo­wa­ne auto­ma­ty? Zdro­wo­roz­sąd­ko­wa odpo­wiedź na nie wyda­je się rów­nie oczy­wi­sta: ponie­waż zacho­wu­ją się tak jak ja. Kie­dy czu­jesz ukłu­cie igłą, a następ­nie się krzy­wisz, to widząc kogoś, kto po nakłu­ciu igłą rów­nież się krzy­wi, zakła­dasz, iż towa­rzy­szy mu to samo dozna­nie co tobie. Pro­blem w tym, twier­dzi Rus­sell, że taka odpo­wiedź sta­no­wi wyraz intu­icji nie­po­par­tych żad­nym argu­men­tem. Andro­id mógł­by prze­cież posia­dać odpo­wied­nik ukła­du ner­wo­we­go, któ­ry – pobu­dzo­ny – gene­ro­wał­by nie tyl­ko gry­mas, ale rów­nież sło­wa „Ależ to nie­przy­jem­ne!”. Nie ozna­cza to jed­nak, iż andro­id cokol­wiek by czuł. Co gor­sza, nie mamy żad­ne­go spo­so­bu, aby zaj­rzeć do umy­słów innych ludzi i oce­nić, czy cze­go­kol­wiek dozna­ją. Wszyst­ko, co widzi­my, to zacho­wa­nia, ale ich przy­czy­ną nie muszą być koniecz­nie praw­dzi­we uczu­cia rado­ści, smut­ku czy bólu. Myśl tę zauwa­żył już w XVII wie­ku Kar­te­zjusz, któ­ry mówi:

oto spo­strze­gam przez okno ludzi prze­cho­dzą­cych uli­cą. […] Cóż jed­nak napraw­dę widzę prócz cza­pek i szat, pod któ­ry­mi mogły­by się ukry­wać auto­ma­ty.

Całe szczę­ście wyda­je się, że wie­my przy­naj­mniej, iż jeste­śmy ludź­mi – mimo wszyst­kich wąt­pli­wo­ści trud­no było­by nam przy­jąć, że andro­id nie wie, iż jest andro­idem. Podob­nie myśli Rick Dec­kard (Har­ri­son Ford), głów­ny boha­ter ory­gi­nal­ne­go Łow­cy ­andro­idów, któ­ry zapy­ta­ny przez K, czy ­towa­rzy­szą­cy mu pies jest auto­ma­tem, odpo­wia­da: „Nie wiem. Sam go spy­taj”. Film drą­ży jed­nak dalej: skąd możesz wie­dzieć, że nie jesteś andro­idem? Ofi­cer K przed dłu­gi czas wie­rzy, że nie jest zwy­czaj­ną maszy­ną. Rów­nież Dec­kard czu­je się czło­wie­kiem, choć jego roz­mo­wa z Wallace’em kwe­stio­nu­je to zało­że­nie. Jeże­li jesteś andro­idem, to nie wiesz i nigdy nie będziesz wie­dział, jak czu­je się czło­wiek – a bez moż­li­wo­ści porów­na­nia nie spo­sób podać prze­ko­nu­ją­ce­go dowo­du na rzecz tego, kim napraw­dę jesteś. Jeże­li doda­my do tego moż­li­wość fabry­ko­wa­nia wspo­mnień, dowie­dze­nie tego sta­nie się prak­tycz­nie nie­moż­li­we (zob. „Filo­zo­fuj!” 2017, nr 1 (13), poświę­co­ny zagad­nie­niu toż­sa­mo­ści oso­bo­wej).

Od człowieka do bytu obliczeniowego

Wska­za­ne wyżej pyta­nia mają cha­rak­ter epi­ste­mo­lo­gicz­ny: za ich pomo­cą pró­bu­je­my wyson­do­wać, w jakim stop­niu wła­dze poznaw­cze pozwa­la­ją odróż­nić czło­wie­ka od maszy­ny. Zadaj­my jed­nak pyta­nie meta­fi­zycz­ne: czy takie roz­róż­nie­nie w ogó­le jest zasad­ne? Inny­mi sło­wy, czy napraw­dę ist­nie­je podział na ludzi i andro­idy? A jeże­li tak – to jakie kry­te­rium decy­du­je o ich sta­tu­sie?

W świe­cie wykre­owa­nym przez twór­ców fil­mu Blade Run­ner 2049 mię­dzy ludź­mi i andro­ida­mi zacho­dzi głę­bo­ka i jak naj­bar­dziej real­na róż­ni­ca, któ­ra jest pod­sta­wą funk­cjo­no­wa­nia spo­łe­czeń­stwa. Jej zakwe­stio­no­wa­nie powo­do­wa­ło­by, iż nie­moż­li­we sta­ło­by się trak­to­wa­nie sztucz­nych ludzi jako zwy­czaj­nych narzę­dzi, prze­zna­czo­nych do spraw­ne­go wyko­ny­wa­nia swo­ich obo­wiąz­ków. Jakie jed­nak racje prze­ma­wia­ły­by za tym, że andro­idy to nic wię­cej jak maszy­ny? Film poda­je co naj­mniej dwie moż­li­we odpo­wie­dzi.

W jed­nej ze scen ofi­cer K suge­ru­je, że o takiej róż­ni­cy mogło­by decy­do­wać posia­da­nie duszy. Zasto­so­wa­nie takie­go kry­te­rium jest jed­nak kło­po­tli­we – i to nie tyl­ko dla­te­go, że nie daje się ono wyko­rzy­stać w prak­ty­ce. Sko­ro zarów­no czło­wiek, jak i andro­id zło­że­ni są z tych samych skład­ni­ków, to dla­cze­go jed­no ma duszę, dru­gie zaś nie? Choć wszyst­ko zale­ży od tego, jak rozu­mie­my (bynaj­mniej nie jed­no­znacz­ny) ter­min „dusza”, dla­cze­go Bóg nie mógł­by obda­rzać duszą zarów­no jeden, jak i dru­gi orga­nizm. Nie spo­sób rów­nież rozu­mieć duszy jako sie­dli­ska emo­cji: jak bowiem suge­ru­je film, tym, co odróż­nia czło­wie­ka od maszy­ny, z pew­no­ścią nie jest empa­tia. Choć andro­idy pod­da­wa­ne są okre­so­wym testom, któ­re pozwa­la­ją okre­ślić, czy nie zaczy­na­ją prze­ja­wiać uczuć, nie ozna­cza to, iż egzem­pla­rze, któ­re nie prze­cho­dzą spraw­dzia­nu, sta­ją się ludź­mi. Wprost prze­ciw­nie: są one eli­mi­no­wa­ne.

Innym moż­li­wym kry­te­rium było­by pocho­dze­nie: czło­wiek to byt natu­ral­ny, owoc setek tysię­cy lat ewo­lu­cji, andro­id nato­miast został wytwo­rzo­ny sztucz­nie. Fakt ten zda­je się suge­ro­wać, że choć czło­wiek wykształ­cił świa­do­mość, maszy­na jej nie posia­da. Jed­nak i to kry­te­rium oka­zu­je się nie­ja­sne. Dla­cze­go kopia świa­do­mej isto­ty sama mia­ła­by nie być świa­do­ma? Wyda­je się, że naj­waż­niej­szą rolę odgry­wa tu prze­ko­na­nie, iż sko­ro pozna­li­śmy mecha­nizm skła­da­nia sztucz­ne­go czło­wie­ka i ów mecha­nizm nie obej­mu­je świa­do­mo­ści, to sam andro­id rów­nież nie jest świa­do­my. Być może jed­nak ule­ga­my zwy­kłe­mu uprze­dze­niu, podob­ne­mu do tego, któ­re­go ofia­rą padł Kar­te­zjusz, gdy stwier­dził, że auto­ma­ta­mi są zwie­rzę­ta, zaś wyda­wa­ne przez nie odgło­sy – na przy­kład pisk przy kop­nię­ciu – jest ana­lo­gicz­ny do dźwię­ku gene­ro­wa­ne­go przez powie­trze w pisz­czał­kach orga­nów. Fakt, że nie rozu­mie­my, jak isto­ty, któ­rych nie nazy­wa­my ludź­mi, mogą być świa­do­me, nie ozna­cza, iż nie są one świa­do­me.

A zatem być może nie ma żad­ne­go prze­ko­nu­ją­ce­go kry­te­rium odróż­nie­nia pod wzglę­dem świa­do­mo­ści isto­ty bio­lo­gicz­nej od tej wytwo­rzo­nej sztucz­nie? Film wyraź­nie suge­ru­je taką odpo­wiedź. Co wię­cej, wbrew pozo­rom, wska­zu­je on na brak takiej róż­ni­cy nie tyl­ko w przy­pad­ku ludzi i andro­idów, ale rów­nież dwóch innych rodza­jów istot. Jeden z nich, Joi, to byt obli­cze­nio­wy, a zatem gene­ro­wa­ny za pomo­cą zer i jedy­nek. Dru­gi – Nian­der Wal­la­ce – sta­no­wi przy­kład postu­lo­wa­ne­go przez trans­hu­ma­ni­stów zespo­le­nia czło­wie­ka z ele­men­ta­mi maszy­ny. O ile „czło­wie­czeń­stwo” Wallace’a nie budzi naszych wąt­pli­wo­ści, o tyle Joi wyda­je się być zwy­kłą kom­pu­te­ro­wą symu­la­cją. Jak jed­nak słusz­nie stwier­dza, skła­da się ona z kodu zero-jedyn­ko­we­go, podob­nie jak czło­wiek – z kodu DNA. Pyta­nie brzmi: czy mamy tu do czy­nie­nia z róż­ni­cą jako­ści, czy może wyłącz­nie stop­nia?

Android jako wyzwanie

Praw­do­po­dob­nie pew­ne­go dnia sta­nie­my oko w oko przed isto­tą, któ­ra – choć do nas podob­na – będzie stwo­rzo­na naszy­mi ręko­ma. Filo­zo­ficz­ne argu­men­ty suge­ru­ją, że nigdy nie będzie­my wie­dzieć, czy napraw­dę jest ona świa­do­ma. Co wię­cej: nie będzie­my w sta­nie podać prze­ko­nu­ją­ce­go argu­men­tu, dla­cze­go nie mie­li­by­śmy jej trak­to­wać jak czło­wie­ka. To zaś wymu­sza­ło­by na nas respek­to­wa­nie jej praw i etycz­ne postę­po­wa­nie wzglę­dem niej. Bez odpo­wie­dzi pozo­sta­je pyta­nie, czy andro­idy będą potra­fi­ły potrak­to­wać nas w ten sam spo­sób.


Jacek Jaroc­ki – Dok­to­rant w Kate­drze Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia umy­słu, histo­ria filo­zo­fii ana­li­tycz­nej, filo­zo­fia nauki. Poza nauką inte­re­su­je się muzy­ką (pro­wa­dzi blog z recen­zja­mi oraz gry­wa w zespo­le), współ­cze­sną lite­ra­tu­rą fran­cu­ską oraz nisko­bu­dże­to­wy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Fot.: Kadr z fil­mu Bla­de Run­ner 2049



tytuł : Bla­de Run­ner 2049
reży­se­ria: Denis Vil­le­neu­ve
gatu­nek: thril­ler, sci-fi
czas trwa­nia: 2 godz. 43 min.
pro­duk­cja: Kana­da, USA, Wiel­ka Bry­ta­nia
pre­mie­ra: 3 paź­dzier­ni­ka 2017 (świat)
sce­na­riusz: Hamp­ton Fan­cher, Micha­el Gre­en

 

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Pan Jaroc­ki sta­wia tezę — że opi­sy­wa­ny film jest “bez­po­śred­nią kon­ty­nu­acją” fil­mu Ridleya Scot­ta. Myślę, że każ­dy filo­zof na poważ­nie (a tej powa­gi zabra­kło) ana­li­zu­ją­cy dzie­ło popkul­tu­ry powi­nien roz­po­cząć od obser­wa­cji podo­bieństw i róż­nic dzieł, któ­re rze­ko­mo podej­mu­ją tę samą tema­ty­kę, a nawet jed­no ma ucho­dzić za kon­ty­nu­ację. Nie­ste­ty autor pomi­nął, cze­go żaden filo­zof moim zda­niem nie ma pra­wa zro­bić, ten pod­sta­wo­wy dia­lek­tycz­ny moment i prze­szedł natych­miast do pry­wat­nych roz­wa­żań na temat rela­cji andro­id-czło­wiek, kom­plet­nie pomi­ja­jąc fak­ty natu­ry jaki­mi są dwa wspo­mnia­ne fil­my, trak­tu­jąc je czy­sto instru­men­tal­nie jako okra­sę wła­snych wynu­rzeń teo­re­tycz­nych. To cze­go napraw­dę zabra­kło to obser­wa­cji, że film z 2017 roku jest pod­ręcz­ni­ko­wą łopa­to­lo­gicz­ną reali­za­cją kla­sycz­nej hol­ly­wo­odz­kiej mito­lo­gii poświę­ce­nia się czło­wie­ka dla obo­wiąz­ku (jak to w kinie ame­ry­kań­skim obo­wiąz­ku woj­skow­se­go czy poli­cyj­ne­go) — to w war­stwie beha­wio­ral­nej pod­sta­wo­we zało­że­nie i prze­kaz fil­mu, któ­ry przede wszyst­kim, nie zapo­mi­naj­my o tym — jest nar­ra­cją psy­cho­lo­gicz­ną, regu­lu­ją­cą związ­ki emo­cjo­nal­ne z rze­czy­wi­sto­ścią. Odwrot­nie film z roku 1982 jest typo­wym Noir unu­rza­nym w pasjach, ego­izmie, bez­kom­pro­mi­so­wa­ości głów­ne­go boha­te­ra (Dec­kard), któ­ry za wszel­ką cenę sta­ra się “być sobą” w nie­wdzięcz­nej roli “psa”, ulicz­ne­go gliny/ cyn­gla na łasce sko­rum­po­wa­nej kapi­ta­li­zme wszech­obec­nej poli­cji. Jak moż­na było pomi­nąć ten tak rażą­cy kon­trast? Ano moż­na było, sko­ro na uwa­dze ma się nie praw­dę o rze­czy­wi­sto­ści, ale wła­sne filo­zo­ficz­ne fana­be­rie. Nato­miast jeśli mamy myśleć o anr­do­idzie na poważ­nie, to prze­cież nie może­my sta­wiać tezy, że jakiś ame­ry­kań­ski reży­ser, czy nawet P.K.Dick opi­su­ją rze­czy­wi­ste rela­cje ludzi i myślą­cych maszyn. Zno­wu z filo­zo­ficz­ne­go punk­tu widze­nia potrak­to­wa­nie mate­ria­łu pod tym kątem to brak powa­gi. To co opi­su­je Dick, co podej­mu­je Scott, a co bana­li­zu­je, żeby nie powie­dzieć “sku**ia”, Vil­le­nu­eve to Kan­tow­ska esen­cja sztucz­no­ści same­go czło­wie­ka, odar­ta z fan­ta­zma­tu “duszy”. Andro­id to w skró­cie czło­wiek współ­cze­sny — nie tyl­ko świa­do­my bra­ku meta­fi­zy­ki, ale wprost obło­żo­ny zaka­zem odwo­ły­wa­nia się do tej meta­fi­zy­ki nawet jako pew­nej gry filo­zo­ficz­nej. P.K.Dick zma­ga się z wła­sny­mi wyobra­że­nia­mi, wła­sny­mi wie­rze­nia­mi na temat tego czym jest czło­wiek, a nie z jakąś real­no­ścią rela­cji ludzi i andro­idów. Jeśli filo­zof nie potra­fi odróż­nić zma­gań z pry­wat­ny­mi (czy nawet publicz­ny­mi) fan­ta­zma­ta­mi, od real­no­ści rozu­mia­nej w kate­go­riach eks­pe­ry­men­tu, to ska­za­ny jest na wytwa­rza­nie komen­ta­rzy bez pokry­cia i bez jakiej­kol­wiek filo­zo­ficz­nej wagi. Tego wszyst­kie­go tu zabra­kło. A prze­cież temat jest fun­da­men­tal­ny. Jak psy­cho­lo­gia ludz­ka osa­czo­na przez empi­ryzm źle rozu­mia­ny, pod­le­gły kapi­ta­li­stycz­nej machi­nie uprzed­mio­to­wie­nia w for­mie repro­du­ko­wal­nej esen­cji, czło­wiek zan­dro­idy­zo­wa­ny, odar­ty nie tyle z ducho­wo­ści ile z publicz­nych praw do bycia isto­tą ducho­wą, ma funk­cjo­no­wać? Bo prze­cież w pra­wie do ducho­wo­ści nie cho­dzi o to by naka­zy­wać i wyma­gać posia­da­nia duszy, ale wła­śnie o to by mieć wol­ny wybór, pra­wo wąt­pie­nia jak i pra­wo wia­ry, pra­wo do eks­pe­ry­men­tu. A andro­id to czło­wiek zmu­szo­ny przy­znać wła­sną bru­tal­ną natu­ral­ność — natu­ral­ność oddol­ną, cze­micz­no-fizycz­ną. Bo czym­że się róż­ni repro­duk­cja w fabry­ce od repro­duk­cji w łonie mat­czy­nym? Więc tego wszyst­kie­go mi w tym arty­ku­le zabra­kło. Świa­do­mo­ści, że sztu­ka nie ma zdol­no­ści roz­pa­try­wa­nia żad­nych form przy­szłych, że opi­su­je rze­czy­wi­stość zasta­ną i do tej rze­czy­wi­sto­ści powin­na odno­sić się ana­li­za. Andro­idów jako takich nie ma i dopó­ki ich nie będzie nie moż­na o nich nic praw­dzi­we­go powie­dzieć. Co jest — to machi­na kor­po­ra­cyj­na, któ­ra sta­ra się odwró­cić naszą uwa­gę od lobo­to­mi­za­cji, ume­cha­nicz­nie­nia kul­tu­ry i nor­ma­li­za­cji tego oddu­cho­wio­ne­go para­dyg­ma­tu czło­wie­czeń­stwa. Po takim fil­mie każ­dy świa­tły czło­wiek powi­nien bić na alarm. A co się bije w tym arty­ku­le, to już pozo­sta­wiam nie­do­po­wie­dzia­ne.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy