Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2025 nr 3 (63), s. 41–43. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.
Tego popołudnia Nainoa został wybudzony z krótkiej drzemki przez pytanie Mau: „Czy jesteś pewien, że zwrot pod wiatr był prawidłowy?”. Mau nigdy wcześniej nie zadawał takich pytań, ale (z czego Nainoa doskonale zdawał sobie sprawę) ten zwrot był krytycznym punktem rejsu na północ. Gdyby został popełniony rażący błąd w nawigacji i łódź znajdowałaby się na zachód od wyspy, a nie na wschód, zwrot oddalałby ich od lądu i postawił w niezwykle trudnym położeniu. Mając zawsze na uwadze możliwość popełnienia tak poważnego błędu, Nainoa starannie sprawdzał swoją nawigację na każdym etapie, ale pytanie Mau skłoniło go do ponownego przeanalizowania swojej decyzji. Poszedł na dziób, by nikt mu nie przeszkadzał, i zaczął od początku przypominać sobie wszystkie swoje obliczenia. Gdy to robił, intuicyjnie zdał sobie sprawę, że rzeczywiście miał rację: łódź znajdowała się na wschód od Hawajów i nie było potrzeby powtarzania w myślach każdego zwrotu i zmiany kursu, jaki wykonali w czasie rejsu. Kiedy Nainoa wrócił na rufę, by powiedzieć Mau, że jest pewien, iż wyspy są przed nimi, Mau natychmiast zaakceptował jego osąd: „Dobrze, płyniemy w tym kierunku!”.
B. R. Finney, B. T. Kilonsky, S. Somsen, E. D. Stroup, Re-Learning a Vanishing Art, s. 81.
Słuchasz swojej intuicji?
– Zawsze, już nieraz wyszło mi to na dobre.
– Staram się, ale nie zawsze umiem ją rozpoznać.
– Czasami z premedytacją ją ignoruję.
– Nie ufam przeczuciom.
– Ja chyba nie mam intuicji.
Pytanie z testu na „inteligencję praktyczną” dostępnego w Internecie
Warto od czasu do czasu zrobić sobie jakiś internetowy test. Bynajmniej jednak nie dlatego, by się czegoś o sobie dowiedzieć – wyniki większości z nich powiedzą nam więcej o preferencjach redaktora lub rojeniach jakiegoś czata AI niż o nas samych (akurat w naszym przypadku zakreślenie ostatniej odpowiedzi skutkuje czasami podsumowaniem: „zazwyczaj kierujesz się intuicją”). Znacznie ciekawsze jest sprawdzenie, o co się nas pyta i jak się właściwie interpretuje różne odpowiedzi, czyli śledzenie niejawnych założeń i paradygmatów. Tu nasz test rzeczywiście zaskakuje: jeszcze niedawno wiązanie inteligencji z intuicją byłoby po prostu niemożliwe. Klasyczna psychologia radykalnie te dwie kwestie oddzielała, pierwszą wiążąc z racjonalnością i logicznym myśleniem, drugą – albo z emocjami, albo wręcz z irracjonalnymi, parapsychologicznymi mitami.
Powody tej niechęci do intuicji były złożone. Z jednej strony naukowa psychologia podkreślała w ten sposób swoją odrębność w stosunku do klasycznej filozofii, w której pewne formy intuicji traktowano jako fundament poznania. Tak niektórzy filozofowie (wymieńmy choćby Kartezjusza, Pascala i Spinozę) rozwiązywali problem uzasadnienia podstawowych, niepodważalnych prawd, z których wywodzili resztę wiedzy, co według psychologów niebezpiecznie trąciło mistycyzmem. Z drugiej strony psychologia wciąż jednak przyjmowała tradycyjny podział na racjonalne myślenie oraz niedojrzałe i nieprzewidywalne emocje czy „uczucia”. Sytuacja uległa zmianie, gdy kilka dekad temu zaczęto uświadamiać sobie złożoność emocji oraz ich znaczenie dla procesów kognitywnych, zwłaszcza w warunkach niepewności i presji czasu. Kategoria intuicji odżyła, świetnie się bowiem nadawała do opisywania pewnych stanów mentalnych leżących u podstaw naszej codziennej aktywności.
Wkrótce te procesy mentalne ochrzczono mianem „myślenia szybkiego”, niezbędnego, by sprawnie działać, ale obarczonego licznymi błędami. Tak ujęta intuicja ma szereg istotnych cech. Po pierwsze, jej wskazania są natychmiastowe. Po drugie – subiektywnie pewne. Po trzecie, nie mają charakteru dyskursywnego; osoba kierująca się intuicją nie jest w stanie wyjaśnić swoich przekonań w kategoriach przyczynowych zależności, a często nawet nie potrafi ich wyrazić w języku. Po czwarte wreszcie, wskazania te są zawodne. Mają zatem formę pewnych przesądów czy heurystyk, które niekiedy mogą być pomocne, ale generalnie są niepewne i zwodnicze.
Nowe podejście do procesów poznawczych otwiera jednak możliwość jeszcze innego rozumienia intuicji. Przyjrzymy się jednemu z jej potencjalnych przykładów – pierwotnej sztuce nawigowania bez użycia przyrządów.
Przywołana wyżej wyprawa Mau Piailuga i Nainoi Thomsona na łodzi Hōkūle‘a odbyła się w 1980 roku i stanowiła przełom w badaniach nad historią i kulturami wysp Pacyfiku. Do tego czasu konkurowały ze sobą dwie koncepcje zasiedlenia tego rejonu świata: od strony Ameryki przez przypadkowe i niemożliwe do odwrócenia dryfy łodzi rybackich (co przetestował Thor Heyerdahl w słynnej wyprawie Kon-Tiki w 1947 roku) oraz przez planowe i powtarzalne wyprawy od strony Azji. Ta druga teoria (ostatecznie potwierdzona niedawno przez badania DNA) zakładała, że pacyficzni nawigatorzy byli zdolni do wielokrotnego przemierzania tych samych tras na dystansach tysięcy mil morskich pustego oceanu mniej więcej od czasów Homera. Wydawało się to całkowicie niedorzeczne. Na Hawajach znano mity o dalekich wyprawach na południe w kierunku Tahiti. Od kilku pokoleń nie było jednak już nikogo, kto potrafiłby posługiwać się tradycyjnymi metodami nawigacji. Kogoś takiego organizatorzy wyprawy znaleźli na odległych Wyspach Karolińskich w Mikronezji. W 1976 roku Mau Piailug w ciągu miesiąca przepłynął na Hōkūle’a z Hawajów na Tahiti. Ponieważ jednak pojawiły się zarzuty dotyczące pomocy z zewnątrz, a na dodatek doszło do poważnego konfliktu wśród załogi, Mau odmówił udziału w rejsie powrotnym. Wkrótce dał się jednak namówić na powtórzenie eksperymentu, ale w wersji jeszcze trudniejszej: miał nauczyć swojej sztuki młodego Hawajczyka, który następnie pod jego kontrolą miał prowadzić rejs. Tym uczniem był właśnie Nainoa.
Podstawowy problem szkolenia polegał oczywiście na tym, że praktykowana przez Mau sztuka nawigacji nie miała żadnej reprezentacji pisanej. Cały proces odbywał się wyłącznie w głowie nawigatora, który nieustannie analizował wszystkie dostępne dane (przemieszczanie się względem widocznych w danej chwili gwiazd, kierunki i siłę wiatrów i prądów morskich, ukształtowanie fal i chmur, zachowanie ryb i ptaków itd.) i na bieżąco korygował kurs (Nainoa wkrótce miał przekonać się o przykrej niedogodności tej metody: by nie przegapić zmian, nawigator przez całą podróż nie może spać na raz dłużej niż 20 minut). Mentalne reprezentacje procesu nawigacji były w związku z tym niesłychanie skomplikowane. Obejmowały m.in. zmiany wyglądu dowolnej części nieba w ciągu dnia i roku, tworzenie pamięciowego zapisu całej trasy oraz konstruowanie wirtualnego ruchomego punktu odniesienia (tzw. wyspy etak), względem którego w myśli korygowano kurs. Nauka polegała zatem nie tyle na przekazaniu gotowych schematów łączenia wiedzy poprzednich pokoleń (np. „gwiezdnego szlaku” z wyspy A do wyspy B czy układu prądów) z aktualnymi danymi i ich interpretowania, co na skłonieniu ucznia do wypracowania własnych metod radzenia sobie z problemami nawigacji. Nainoa np. nie był w stanie opanować umiejętności konstruowania etak, ale szkoląc się z Mau wynalazł własny, niepraktykowany wcześniej system korygowania trasy. Swoje umiejętności potwierdził w praktyce, kierując rejsem z Hawajów na Tahiti i z powrotem, a później także odbywając rejsy w obrębie całego tzw. trójkąta pacyficznego (Hawaje, Nowa Zelandia, Wyspa Wielkanocna).
Sam Nainoa, wychowywany według zachodnich wzorców, wielokrotnie podkreślał, że podstawę jego umiejętności stanowi intuicja. I rzeczywiście, można interpretować jego sztukę zgodnie ze schematem „szybkiego myślenia”. Niewątpliwie jest ona trudna do sformalizowania w postaci logicznych zależności i przekazania w formie dyskursywnej, a kolejne decyzje są efektem nagle pojawiającego się poczucia pewności (Mau nie potrafił np. wyjaśnić swoich decyzji wynikających z obserwacji fal, choć obserwacje te uważał za kluczowe). Co więcej, rodzi się także pokusa, by w porównaniu ze współczesną nawigacją umiejętność nawigowania bez przyrządów traktować jednak jako coś gorszego, na co jesteśmy skazani, jeśli nie mamy przyrządów – podobnie jak myślenie wolne jest poznawczo efektywniejsze niż myślenie szybkie, choć czasami musimy bazować na tym drugim.
Jeśli jednak uważniej przyjrzymy się temu, jak w czasie rejsu postępowali Mau i Nainoa, to ich intuicja ukaże się jako coś bardziej złożonego: wydaje się nie podstawą nauki nawigacji, ale jej kulminacją, wynikiem wieloletniego gromadzenia doświadczeń, mozolnych ćwiczeń i społecznej wymiany wiedzy. Nie jest przypadkiem, że Nainoa odwołuje się do intuicji nie na początku swojej przygody, ale dopiero na końcu – po dwóch trudnych miesiącach spędzonych na morzu. Jest to ten rodzaj intuicji, który podziwiamy u profesjonalistów najwyższej klasy – wybitnych lekarzy, naukowców, sędziów, inżynierów, artystów, charyzmatycznych menadżerów czy prawdziwych mężów stanu. Często nie da się jej w pełni zastąpić schematami oraz nowoczesnymi technikami zbierania i analizowania danych. Nie ma jednak sensu przeciwstawiać tak rozumianej intuicji rzetelnej wiedzy; jest ona jej ukoronowaniem, a nie gorszym zastępnikiem.
Jeśli tak popatrzymy na intuicję, to odpowiedź w przywołanym na początku teście: „ja chyba nie mam intuicji” powinna zostać zakreślona przez większość z nas. Trochę szkoda, że zafascynowani technologicznym rozwojem zapominamy już o potrzebie jej kształcenia.
Warto doczytać:
- B. R. Finney, B. T. Kilonsky, S. Somsen, E. D. Stroup, Re-Learning a Vanishing Art, „The Journal of the Polynesian Society”1986, vol. 95, no. 1, s. 41–90.
Jacek Jaśtal – dr hab. filozofii, pracuje na Politechnice Krakowskiej. Zajmuje się metaetyką oraz historią etyki i moralności. Wolne chwile poświęca na czytanie książek historycznych oraz słuchanie muzyki operowej. Pasjonat długodystansowych wypraw rowerowych.
Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.
< Powrót do spisu treści numeru.
Ilustracja: Małgorzata Uglik
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.















Skomentuj