Antropologia Felieton Filozofia kultury Ontologia

Jacek Jaśtal: Tajemnice śmierci

Zapisz się do naszego newslettera

Karol wszedł jesz­cze raz do wody i ująw­szy tył łodzi, pchnął ją sil­nie w stro­nę nad­pły­wa­ją­cych, poru­sza­jąc moc­no noga­mi. Ale jed­no­cze­śnie poczuł, że ośli­zgłe deski łodzi wymy­ka­ją się mu spod dło­ni. Uczuł gwał­tow­ny, nie­moż­li­wy ból w pier­siach, zaczerp­nął wody do ust i nogi odmó­wi­ły mu posłuszeństwa.

Ostat­nim wysił­kiem odwró­cił się na ple­cy i zoba­czył nad sobą wyso­ki bia­ły obłok i lilio­we poprzecz­ne chmur­ki nad nim, i nie­bo bez dna i koń­ca, top­nie­ją­ce w błę­kit. Trwa­ło to led­wie uła­mek sekun­dy, jed­nak poczuł i zro­zu­miał wszyst­ko to, cze­go nie rozu­miał przez całe życie, a zwłasz­cza tam­tej nocy w Werfen. Zasło­na świa­ta ustą­pi­ła, roz­dar­ła się, zni­kła i ujrzał – nie, nawet nie ujrzał – ale dotknął pal­ca­mi, przez któ­re prze­le­wa­ła się bez­barw­na woda, żywej tajem­ni­cy, któ­ra prze­sta­ła już być dla nie­go tajem­ni­cą. Była tyl­ko sło­dy­czą bez mia­ry i spo­ko­jem tak wiel­kim, o jakim tyl­ko śmierć daje pojęcie.

I pod­czas kie­dy odna­la­zł­szy zna­cze­nie świa­ta, świat ten bez żalu porzu­cał, przez chwi­lę jesz­cze widział sto­ją­ce­go Desmon­da z jed­ną ręką pod­nie­sio­ną ku niebu.

Jaro­sław Iwasz­kie­wicz, Młyn nad Utratą

 

– „Jak dobrze i lek­ko! Gdzież ból? Gdzie?…”
Zaczął się przysłuchiwać.
– „Ach, tak, to ból! Ach cóż to zna­czy!… A śmierć?…”

Na próż­no szu­kał tego zwy­kłe­go, bez­gra­nicz­ne­go stra­chu, któ­rym go daw­niej przej­mo­wa­ła. Nie było go.
– „Śmierć? jaka? gdzież ona?…”
Nie widział jej przed sobą.
Zamiast śmier­ci była tyl­ko światłość.
– Ach, to tak! – zawo­łał gło­śno. – Co za szczęście!

Dla nie­go wszyst­ko to było dzie­łem jed­nej sekun­dy; dla ota­cza­ją­cych kona­nie trwa­ło jesz­cze prze­szło dwie godzi­ny. W pier­si cho­re­go rzę­ża­ło i prze­wra­ca­ło się, cia­ło znu­żo­ne drga­ło. Potem wszyst­ko ucichło.
– Skoń­czy­ło się! – szep­nął ktoś, pochy­la­jąc nad nim.
On usły­szał te sło­wa i powtó­rzył je w duszy.
Skoń­czy­ło się, o tak! Śmierć się skoń­czy­ła, już jej nie ma.

Lew Toł­stoj, Śmierć Iwa­na Iljicza

Tomy napi­sa­ne o śmier­ci, wszyst­kie nasze usta­le­nia, opi­sy i tezy, odbi­ja­ją się w koń­cu od tego, co naj­waż­niej­sze: oso­bi­ste­go jej doświad­cze­nia. Jak zauwa­żał nie­je­den filo­zof, umie­ra­ją zawsze inni, nie ja. Mimo wszyst­ko jed­nak, chcąc zro­zu­mieć, ale nie mając ku temu żad­nych narzę­dzi, snu­je­my wyobra­że­nia na temat tego, jak to jest umie­rać. Opi­sów takich jak przy­to­czo­ne wyżej moż­na w lite­ra­tu­rze zna­leźć bez liku. Bar­dzo czę­sto śmierć poja­wia się w nich jako moment wyzwo­le­nia, kul­mi­na­cja pro­ce­sów poznaw­czych, moment peł­ne­go doświad­cze­nia sie­bie i cało­ścio­we­go sen­su na mia­rę nawet już nie tyl­ko wła­sne­go życia, ale uniwersum.

Rzecz w tym, że wszyst­kie te pró­by są jak mate­ma­tycz­na funk­cja ogra­ni­czo­na przez limes, jak opis podró­ży do miej­sca, z któ­re­go nie ma powro­tu. Jeśli możesz o nim opo­wie­dzieć, to zna­czy, że tam nie byłeś. Nikt osta­tecz­nie nie wie, co napraw­dę czu­je czło­wiek umie­ra­ją­cy na zawał pod­czas pły­wa­nia, co czu­je śmier­tel­nie cho­ry, patrząc w ostat­nich sekun­dach żywo­ta na zgro­ma­dzo­ną wokół łoża rodzi­nę, co mogli czuć tysięcz­ni boha­te­ro­wie, któ­rych moment dotknię­cia owe­go limes opi­sy­wa­no tyle­kroć tak pre­cy­zyj­nie, z taką wraż­li­wo­ścią – i pewnością.

Jedy­ne, co może­my powie­dzieć o śmier­ci, to tyle, że jest. Wszyst­ko inne, co mówi­my o śmier­ci, nie jest o śmier­ci, ale jest o nas – o naszych kło­po­tach z wła­snym ist­nie­niem. O naszych lękach przed przy­szło­ścią i nadzie­jach na przy­szłość, o trau­mie po stra­cie bli­skich i rado­ści z wła­sne­go jesz­cze-trwa­nia, o żalu prze­mi­ja­nia i wypa­try­wa­nej osta­tecz­nej uldze, o nie­prze­wi­dy­wal­no­ści losu i prze­wi­dy­wal­no­ści powol­ne­go znie­do­łęż­nia­nia, o koniecz­no­ści roz­li­cza­nia się ze swo­ją prze­szło­ścią i jed­no­cze­snej nie­moż­li­wo­ści zamknię­cia tego rachun­ku, o zmien­no­ści świa­ta wokół nas i zara­zem jego sta­łych pra­wach. A tak­że o prze­róż­nych indy­wi­du­al­nych i zbio­ro­wych, kul­tu­ro­wo osa­dzo­nych i na wła­sne potrze­by wymy­śla­nych tech­ni­kach radze­nia sobie z wszyst­ki­mi tymi sprzecz­ny­mi doświadczeniami.

W fil­mie I. Berg­ma­na Siód­ma pie­częć rycerz po prze­gra­nej ze Śmier­cią par­tii sza­chów, któ­rej staw­ką było jego życie, pyta:
– Wyja­wisz swo­je tajemnice?
– Nie mam żad­nych tajem­nic – odpo­wia­da Śmierć.
– Zatem nic nie wiesz?
– Jestem nieświadoma.
I tyl­ko tyle da się o niej powie­dzieć na pewno.


Jacek Jaś­tal – Dok­tor hab. filo­zo­fii, pra­cu­je na Poli­tech­ni­ce Kra­kow­skiej. Zaj­mu­je się meta­ety­ką oraz histo­rią ety­ki i moral­no­ści. Wol­ne chwi­le poświę­ca na czy­ta­nie ksią­żek histo­rycz­nych oraz słu­cha­nie muzy­ki ope­ro­wej. Pasjo­nat dłu­go­dy­stan­so­wych wypraw rowerowych.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Zuzan­na Bołtryk

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy