Artykuł Ontologia

Jacek Wojtysiak: Dlaczego nie jestem naturalistą

Ontologiczny naturalizm sprowadza wszystko, co istnieje, do przyrody. Jego dziś najpowszechniejszą i najlepiej uzasadniona odmianę – scjentystyczny naturalizm – można wyrazić w uroczo prostej tezie: (NS) istnieją tylko rzeczy, o których mówi (lub będzie mówić) przyrodoznawstwo oraz to, co się na nich nadbudowuje.

Powyższa deklarac­ja zwal­nia nat­u­ral­istów z trud­nego zada­nia dokład­niejszego określe­nia, o jakie rzeczy tutaj chodzi. (Wiado­mo, że są to po pros­tu rzeczy jakoś cza­so­przestrzenne lub fizy­czne). Spór w rodzinie toczy się raczej o to, co i w jaki sposób się na nich nad­bu­dowu­je. Jed­ni trak­tu­ją owo nad­bu­dowywanie luźniej, co niekiedy grozi rozmy­ciem poję­cia przy­rody; inni – ściślej, co niejed­nokrot­nie grozi nielicze­niem się z fenom­e­na­mi, które uzna­je­my za nie-przy­rod­nicze.

Uzasadnienie tezy

Pomińmy ten dylemat. Zwróćmy za to uwagę na sposób, w jaki nat­u­ral­ista uza­sad­nia swo­ją tezę. Otóż rozu­mu­je on mniej więcej następu­ją­co:

(1) W  naszym całoś­ciowym obra­zie rzeczy­wis­toś­ci powin­niśmy się kierować przede wszys­tkim najlep­szą wiedzą.

(2) Poz­naw­cze i tech­niczne sukcesy przy­rodoz­naw­st­wa sytu­u­ją ją (dekla­su­jąc konkurencję!) na pier­wszym miejs­cu spośród wszys­t­kich ludz­kich przed­sięwz­ięć wied­zotwór­czych.

(3) Tak więc w obra­zie rzeczy­wis­toś­ci powin­niśmy się kierować przede wszys­tkim tym, co mówi przy­rodoz­naw­st­wo – a to jest właśnie istotą tezy (NS).

Nie przekonu­je mnie powyższe rozu­mowanie – i to z dwu powodów. Przed­staw­ię je za pomocą prostych ekspery­men­tów myślowych. Tworzą one dwa argu­men­ty: argu­ment z dzieł sztu­ki oraz argu­ment z mon­ad Leib­niza. Pier­wszy z nich pokazu­je, że nat­u­ral­izm scjen­tysty­czny albo pole­ga na ryzykownym prze­jś­ciu z per­spek­ty­wy lokalnej do glob­al­nej, albo opiera się na błęd­nym kole. Z kolei dru­gi argu­ment wykazu­je, że nat­u­ral­izm onto­log­iczny nie musi być nieodłączną cechą przy­rodoz­naw­st­wa lub ontologii na nim zbu­dowanej. W takim razie apolo­gia nat­u­ral­iz­mu w odwoła­niu do nauk przy­rod­niczych – czyli najlep­sza apolo­gia nat­u­ral­iz­mu, jaką znamy – nie jest udana. Dlat­ego nie jestem nat­u­ral­istą.

Argument z dzieł sztuki

Wyobraźmy sobie, że najlep­szą ze wszys­t­kich nauk okaza­ła się his­to­ria sztu­ki. Czy z tego wyni­ka, że w budowa­niu całoś­ciowego obrazu rzeczy­wis­toś­ci powin­niśmy odwoły­wać się przede wszys­tkim do niej? Inny­mi słowy, czy uczeni żyją­cy w świecie, w którym poz­naw­c­zo i tech­nicznie najlepiej wypa­da his­to­ria sztu­ki, powin­ni głosić, że ist­nieją tylko dzieła sztu­ki oraz to, co się jakoś z nimi wiąże?

Więk­szość z nas odpowie na te pyta­nia negaty­wnie. Zakładamy bowiem, że przed­miot naszych spec­jal­isty­cznych badań lub zain­tere­sowań nie może wyz­naczać glob­al­nej ontologii. Jeśli zaś ktoś powie, że przy­rodoz­naw­st­wo jest właśnie taką glob­al­ną ontologią, popa­da w błędne koło: przy­rodoz­naw­st­wo jest glob­al­ną ontologią, gdyż ist­nieje tylko przy­ro­da; a wiemy, że ist­nieje tylko przy­ro­da, gdyż bada ją przy­rodoz­naw­st­wo – glob­al­na ontolo­gia. Kto chce uniknąć błęd­nego koła, musi poprzes­tać na ostat­nim z tych zdań. Wtedy jed­nak powinien przyz­nać, że glob­al­iza­c­ja przy­rodoz­naw­st­wa może mieć takie same pod­stawy jak glob­al­iza­c­ja his­torii dzieł sztu­ki. Nat­u­ral­iza­c­ja ontologii nie wyda­je się prze­cież mniej dog­maty­cznym zawęże­niem niż jej arte­fak­tyza­c­ja.

Argument z monad Leibniza

Załóżmy, że przy­rodoz­naw­st­wo mimo wszys­tko jest glob­al­ną ontologią lub jej epis­temiczną bazą. Pamię­ta­jmy przy tym, że przy­rodoz­naw­st­wo w punkcie dojś­cia może się różnić od przy­rodoz­naw­st­wa w punkcie wyjś­cia. Jest już tak ter­az, gdyż rozmyte (i właś­ci­wie tylko matem­aty­cznie określalne) przed­mio­ty mikrofizy­ki w nikłym stop­niu przy­pom­i­na­ją ciała znane nam z fizy­ki szkol­nej. Wyobraźmy sobie jed­nak, że to podobieńst­wo całkowicie zaniknie, a przy­rodoz­naw­st­wo przyszłoś­ci będzie pos­tu­lować ist­nie­nie przed­miotów matem­aty­cznie iden­ty­fikowal­nych, lecz nie-cza­so­przestrzen­nych lub nie-fizy­cznych (w sto­sunku do jakiegokol­wiek uch­wyt­nego sen­su cza­so­przestrzen­noś­ci lub fizy­cznoś­ci). Przyjmi­jmy, że owe przed­mio­ty speł­ni­a­ją wszys­tkie funkc­je eks­plana­cyjne, predyk­cyjne i unifika­cyjne oraz są pośred­nio potwierdzalne empirycznie i podle­ga­ją jakimś, na przykład statysty­cznym, pra­wom. Wyobraźmy sobie dalej, że naukow­cy, przez wzgląd na ciągłość nau­ki, nazy­wa­ją te nowe obiek­ty mon­ada­mi Leib­niza.

W obliczu przy­rodoz­naw­st­wa mon­ad Leib­niza moż­na wciąż utrzymy­wać tezę (NS). Trud­no ją jed­nak, co najm­niej ze względów ety­mo­log­icznych, nazy­wać tezą nat­u­ral­iz­mu. Jak widać, jeśli ktoś chce opier­ać swą ontologię na przy­rodoz­naw­st­wie, a nie może wyk­luczyć, że zacznie ono (przy zachowa­niu wszys­t­kich rygorów naukowoś­ci) pos­tu­lować ist­nie­nie bytów nie-przy­rod­niczych, nie może tym samym wyk­luczyć odrzuce­nia onto­log­icznego nat­u­ral­iz­mu. I to w imię scjen­tysty­cznego sen­su tezy (NS).

Faktyczna naturalizacja

Ktoś powie, że dywa­gac­je na tem­at tzw. przyszłej nau­ki lub na tem­at królowej nauk w innym możli­wym świecie nic nie wnoszą do zagad­nienia. Fak­ty­cznie bowiem jest nie tylko tak, że przy­rodoz­naw­st­wo odniosło sukces, lecz także sukces odnosi nat­u­ral­iza­c­ja nauk społecznych, human­isty­cznych i filo­zoficznych. Główne bas­tiony anty­nat­u­ral­iz­mu – umysł, matem­aty­ka i kul­tura – ule­ga­ją nat­u­ral­isty­cznej erozji lub prze­bu­dowie. Rozwój wiedzy o bio­log­icznym lub neu­ronal­nym podłożu życia psy­chicznego pozwala nam coraz bardziej poj­mować umysł jako swoisty prze­jaw przy­rody oży­wionej. Podob­nie, choć jeszcze nie zawsze z wystar­cza­jącą stosownoś­cią, moż­na powiedzieć o matem­atyce i kul­turze jako szczegól­nych wyt­worach owego prze­jawu przy­rody.

Do tego dochodzi uznanie idei Boga za naukowo zbęd­ną. Jeśli bowiem jego funkc­je eks­plana­cyjne prze­j­mu­ją czyn­ni­ki przy­rod­nicze, anty­nat­u­ral­izm traci swo­je spoi­wo. Dotąd prze­cież wier­zono, że umysły ludzkie stwor­zone są „na obraz i podobieńst­wo” Boga, umysł Boga stanowi onto­log­iczne zakotwicze­nie matem­aty­ki i innych abstrak­tów, a kul­tura to wyraz przekracza­nia naszej zwierzę­coś­ci w kierunku boskoś­ci. Odrzuce­nie idei Boga ułatwia poj­mowanie kul­tu­ry jako bio­log­iczno-społecznej adap­tacji zwierzę­cia gatunku homo sapi­ens, umysłu – jako mózgu lub czegoś z mózgu, a matem­aty­ki – jako jego użytecznego narzędzia.

Dlaczego wciąż nie?

Dlaczego pomi­mo fak­ty­cznego postępu odd­ol­nej nat­u­ral­iza­cji nadal pozosta­ję anty­nat­u­ral­istą?

Po pier­wsze dlat­ego, że ist­nie­nie niere­dukowal­nie pojętego umysłu jest warunk­iem koniecznym tego postępu. Wyobraź­cie sobie, że otrzy­mu­ję niezbity dowód tezy, iż mój umysł jest mózgiem lub czymś z mózgu. Abym mógł zaak­cep­tować tę tezę, mój umysł musi roz­pa­trzyć przesłan­ki dowodu, sprawdz­ić for­mal­ną poprawność rozu­mowa­nia itp. Inny­mi słowy, aby przekon­ać się o tym, że nie ist­nieje czy nie dzi­ała (lub że ist­nieje czy dzi­ała wtórnie), mój umysł musi ist­nieć i dzi­ałać. I to dzi­ałać według praw logi­ki, a nie kauzal­nych lub statysty­cznych praw przy­rody. Jeśli tak, to tym, do czego moż­na go przekon­ać, jest co najwyżej niere­dukcjon­isty­cz­na teo­ria pod­wójnego aspek­tu, a nie nat­u­ral­isty­cz­na teo­ria umysłu.

Po drugie, jeśli matem­aty­ka była­by tylko wyt­worem naszych skońc­zonych (a więc zma­te­ri­al­i­zowanych) umysłów, nie ist­ni­ały­by choć­by licz­by niewymierne. Podob­no potrafimy skon­struować liczbę π z dokład­noś­cią kilkudziesię­ciu bil­ionów miejsc po przecinku. Wiemy jed­nak, że tych miejsc jest nieskończe­nie wiele. Jeśli więc licz­ba π naprawdę ist­nieje, to albo jest wyt­worem nieskońc­zonego (a więc niez­ma­te­ri­al­i­zowanego) umysłu, albo obiek­ty­wnie bytu­je nieza­leżnie od jakiegokol­wiek umysłu. Żadne z tych rozwiązań nie sprzy­ja nat­u­ral­iz­mowi.

Po trze­cie, nie jestem w stanie uwierzyć w nat­u­ral­iza­cję pewnego frag­men­tu ludzkiej kul­tu­ry. Jest nią muzy­ka barokowa. Owszem, podob­no Wari­ac­je Gold­ber­gowskie speł­ni­ały funkcję bio­log­iczną, ułatwia­jąc hra­biemu Her­manowi Kar­lowi von Key­ser­lin­gowi… zasyp­i­anie. Mogę też uznać funkcję społeczną – jako przedłuże­nie bio­log­icznej – Bachows­kich kan­tat. Co jed­nak ze Sztuką Fugi? Jak piszą znaw­cy tej kom­pozy­cji, jest ona „zupełnie oder­wana”, „nie przys­tosowana do żad­nej rzeczy­wis­toś­ci” (J. Iwaszkiewicz), „nie cieszy, nie służy rozry­w­ce” (A. Schweitzer). Czemu więc służy? Być może poma­gała Kom­pozy­torowi umier­ać. Funkc­ja ta jed­nak została spełniona z ogrom­ną nad­wyżką. Owszem, biolo­gia zna roz­maite nad­wyż­ki. W tym jed­nak przy­pad­ku owa nad­wyż­ka ma wartość samą w sobie. Za pośred­nictwem dźwięków lub samych znaków graficznych odsła­nia bowiem – nieza­leżny od nich – inny świat: poza­przy­rod­niczy świat doskon­ałej har­monii.

A co z Bogiem?

Na koniec dwa słowa o Bogu. Sądzę, że współczes­ny nat­u­ral­isty­czny ateizm wyni­ka ze wspom­ni­anego wyżej przy­rodoz­naw­czego zawęże­nia ontologii. Kto szu­ka Boga jako czyn­ni­ka łata­jącego lokalne dzi­ury naszej wiedzy o przy­rodzie, wcześniej czy później musi ideę takiego Boga porzu­cić. Nie da się prze­cież – jak maw­iał Karl Rah­n­er – wys­tru­gać jej „z drew­na tego świa­ta”. Gdy jed­nak zadamy najgłęb­sze pytanie ogól­nej ontologii – pytanie dlaczego ist­nieje raczej coś niż nic? lub pyta­nia pokrewne – sprawa wyglą­da inaczej. A spór o Boga sta­je się sporem czys­to filo­zoficznym, nieza­leżnym od aktu­al­nych sukcesów przy­rodoz­naw­st­wa i pro­gra­mu nat­u­ral­iza­cji.


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Najnowszy numer można nabyć od 13 grudnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy