Artykuł Filozofia religii Ontologia

Jacek Wojtysiak: Pierwsza Przyczyna

Zdarzenia lub rzeczy, z którymi mamy do czynienia, rozpatrujemy często w aspekcie związków przyczynowych. Zasadniczo jest tak, że dowolny element jakiegoś łańcucha przyczynowego jest zarazem przyczyną jednych przedmiotów, jak i skutkiem innych. Czy jednak istnieje byt, który jest przyczyną, nie będąc skutkiem? Taki byt filozofowie nazywają Pierwszą Przyczyną, spierając się o jego istnienie i naturę.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2019 nr 3 (27), s. 28–29. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Z różnych argu­men­tów na rzecz ist­nienia Pier­wszej Przy­czyny przed­staw­ię dwa. Sfor­mułu­ję je w postaci reduc­tio ad absur­dum, czyli pokażę, do jakich kłopotli­wych, paradok­sal­nych czy wręcz absurdal­nych kon­sek­wencji prowadzi negac­ja tezy dowod­zonej. Jeśli więc chce­my tych kon­sek­wencji uniknąć, powin­niśmy uznać, że Pier­wsza Przy­czy­na ist­nieje. Po uzna­niu jej ist­nienia zas­tanow­ię się nad jej cecha­mi. Postaram się przy tym nie zanudz­ić Was abstrakcją – cały wywód okraszę swo­jski­mi przykłada­mi. Zas­trzegam jed­nak, że roz­pa­try­wana kwes­t­ia jest bard­zo skom­p­likowana, a jej rozwiązanie zależy od przyję­tych przez nas roz­maitych założeń. Argu­ment pier­wszy jest w szczegól­noś­ci zależny od założeń na tem­at natu­ry cza­su; nato­mi­ast argu­ment dru­gi jest zależny przede wszys­tkim od założeń co do natu­ry samej przy­czynowoś­ci. Rozpoz­nanie oraz ocenę tych założeń pozostaw­iam czytel­nikom.

Paradoks Sylwestra

Od 30 lat nie uczest­niczę w obrzę­dach syl­we­strowych. Pamię­tam jed­nak, że w Syl­wes­tra jakieś kilka­naś­cie sekund przed północą uczest­ni­cy obrzę­du ustaw­ia­ją się w krąg, po czym odlicza­ją: 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1. Wtedy następu­je wiel­ki pisk i strze­la­ją szam­pa­ny. Wresz­cie mamy Nowy Rok.

Pomyśl­cie, co by było, gdy­by odliczanie zacząć wcześniej. Cała zabawa trwała­by dłużej. Tyle że pier­wszą liczbą nie była­by dziesiąt­ka, lecz na przykład set­ka. Co by jed­nak było, gdy­by odliczanie nie miało początku? Mielibyśmy wieczny Syl­west­er! Z jed­nej strony fajnie. Z drugiej strony Nowy Rok nigdy by nie nad­szedł. Nie sposób wszak odliczyć lub prze­jść wiecznoś­ci. (Jak pisał pon­ad 200 lat temu Immanuel Kant, „nieskońc­zoność szeregu pole­ga właśnie na tym, że nie może być nigdy do koń­ca doprowad­zona”). Co gorsza, dwie dowol­nie wybrane chwile trud­no było­by wtedy od siebie odróżnić, sko­ro i jed­ną, i drugą poprzedza­ła­by taka sama otchłań nieskońc­zonoś­ci. Zbiór liczb całkow­itych ujem­nych mniejszych od ‑1 jest prze­cież równo­liczny ze zbiorem liczb całkow­itych ujem­nych mniejszych na przykład od ‑6. Rozu­miemy to, choć nie „doświad­cza­my”, gdyż nikt z nas nigdy nie policzył do koń­ca ele­men­tów tych zbiorów.

Zwolen­ni­cy argu­men­tu w sty­lu paradok­su Syl­wes­tra uważa­ją, że każ­da przy­czy­na musi w swym trwa­niu lub dzi­ała­niu zaj­mować pewien okres oraz że wśród okresów zna­j­du­ją się okresy najkrót­sze, dalej już niepodzielne. Jeśli każdej przy­czynie przy­porząd­ku­je­my po jed­nym okre­sie, to w przy­pad­ku braku Pier­wszej Przy­czyny nie ist­ni­ał­by okres pier­wszy, a tym samym nie doliczylibyśmy się okre­su obec­nego i wys­tępu­jącego w nim zdarzenia. Lub odwrot­nie: gdy­byśmy numerowali przy­czyny zdarzenia, którego jesteśmy ter­az świad­ka­mi (zaczy­na­jąc od jego bezpośred­niej przy­czyny, potem prze­chodząc do przy­czyny tej przy­czyny i tak dalej), nigdy nie dotar­libyśmy do jego ostate­cznej przy­czyny. Znaczy to, że nigdy nie dowiedzielibyśmy i nie moglibyśmy się dowiedzieć, skąd się to zdarze­nie wzięło. Jakkol­wiek bowiem cofal­ibyśmy się w cza­sie, jego praprzy­czyny zawsze tkwiły­by w mrokach nieskońc­zonoś­ci.

Nie wchodząc w głęb­szą dyskusję nad powyższym argu­mentem, jed­ną rzecz należy pod­kreślić. Jego zwolen­ni­cy nie negu­ją (lub nie muszą negować) ist­nienia matem­aty­cznej lub teo­log­icznej nieskońc­zonoś­ci. Nie twierdzą, że nie ist­nieje żaden ide­al­ny lub intencjon­al­ny obiekt nieskońc­zony – taki jak na przykład zbiór liczb nat­u­ral­nych lub zbiór liczb całkow­itych. Nie twierdzą też, że Bóg nie może być nieskońc­zony, choć­by w takim sen­sie, że Jego trwanie wol­no mod­e­lować za pomocą tego ostat­niego zbioru. Uważa­ją tylko, że dzi­ała­jące w cza­sie przy­czyny nie mogą tworzyć nieskońc­zonych, bezpoczątkowych łańcuchów. Trud­no bowiem pomyśleć, że świat jest wiecznym Syl­westrem.

Paradoks pożyczki

Od razu zaświad­czam: nigdy nie żyłem na kredyt. Są jed­nak ludzie, którzy muszą poży­czać pieniądze. Wyobraź­cie sobie Jana, który musi kupić samochód, ale nie ma gotów­ki. Prosi więc o pomoc Jolę. Jola też nie ma pieniędzy, lecz ma przy­jaciółkę Jad­wigę. Ona także nie ma pieniędzy, choć ma zna­jo­moś­ci w para­banku. Para­bank jest na grani­cy bankruct­wa, ale nikt o tym nie wie, więc poży­cza pieniądze z jakiegoś banku. Bank ten z kolei poży­cza z innego banku i tak dalej.

Zwyk­le taki ciąg poży­czek zatrzy­mu­je się na banku, który naprawdę ma pieniądze. Wyobraź­cie sobie jed­nak pro­ces poży­cza­nia, w którym brakowało­by takiego banku. Wtedy Jan może kupił­by samochód za poży­c­zone pieniądze. Jed­nak w całej tej pro­ce­durze wszys­tkie pieniądze były­by poży­c­zone i nie było­by oso­by czy insty­tucji, która by je real­nie posi­adała. (Pieniądze trze­ba zwró­cić!). Czy taka sytu­ac­ja jest możli­wa? Pomi­jam pytanie, czy jest efek­ty­w­na – wyda­je się oczy­wiste, że sys­tem finan­sowy, w którym braku­je rzeczy­wistych posi­adaczy pieniędzy lub ich pokrycia, nie może być efek­ty­wny.

Wielu „przy­jaciół” Pier­wszej Przy­czyny pos­tu­lu­je jej ist­nie­nie właśnie po to, by zag­waran­tować bazę dla dzi­ała­nia zwykłych przy­czyn. W tym uję­ciu każ­da przy­czy­na, która jest zarazem skutkiem, ma moc spraw­ia­nia czegokol­wiek, ale tylko tak jak ktoś kupu­ją­cy za poży­c­zone pieniądze. Nieskońc­zony łańcuch dłużników nie da nam rzeczy­wis­tego poży­czko­daw­cy. Jeśli pieniądze nie biorą się znikąd, musi ist­nieć ich posi­adacz. Tak samo z przy­czy­na­mi. Gdy­by wszys­tkie przy­czyny miały charak­ter względ­ny – czyli były­by zarówno przy­czy­na­mi, jak i skutka­mi – dzi­ałały­by jak­by na kredyt. Nie było­by jed­nak niko­go, kto udzielał­by kredy­tu. Moc spraw­cza przy­czyn brała­by się z niczego.

Ponown­ie, nie będę wchodz­ił w dyskusję nad argu­mentem. Zwrócę tylko uwagę na jed­ną rzecz. Jego zwolen­nik nie musi się angażować w spory o to, ile zwykłych przy­czyn ist­nieje, jak dzi­ała­ją lub jakie łańcuchy tworzą. Być może przy­czyn takich jest nieskońc­zona ilość, być może nawet układa­ją się w łańcuchy koliste. Ważne jest tylko to, że żad­na z tych przy­czyn nie może ist­nieć lub dzi­ałać, jeśli – tak lub inaczej – nie otrzy­ma swej mocy spraw­czej od czegoś, co posi­a­da ją z siebie. W skali glob­al­nej nie da się prze­cież ist­nieć bez gwaran­ta lub zabez­pieczenia. Za ist­nie­nie i dzi­ałanie ktoś w końcu musi zapłacić – i to zapłacić tym, co rzeczy­wiś­cie ma.

Najwyższy Dawca

Jaki­mi cecha­mi odz­nacza się Pier­wsza Przy­czy­na? Z pewnoś­cią ma ona przewagę nad pozostały­mi przy­czy­na­mi – one są zależne od niej, ona zaś nie jest zależ­na od niczego. Z tej cechy oraz na pod­staw­ie pewnych dodatkowych założeń metafizy­cznych zwolen­ni­cy moc­nego rozu­mienia Pier­wszej Przy­czyny (a do niego się tu ograniczę) wyprowadza­ją jej kole­jne właś­ci­woś­ci.

Najważniejsza z nich pole­ga na tym, że Pier­wsza Przy­czy­na ist­nieje sama z siebie i jest nieogranic­zona w swym ist­nie­niu. Jeśli­by tak nie było, Pier­wsza Przy­czy­na musi­ała­by po pros­tu wyłonić się z nicoś­ci lub mogła­by ulec wycz­er­pa­niu. Gdy­by dop­uś­cić pier­wsze, jej pos­tu­lowanie nie speł­ni­ało­by swego celu: ist­nie­nie i moc kauzal­na przy­czyn brały­by się ostate­cznie znikąd. Gdy­by dop­uś­cić drugie, Pier­wsza Przy­czy­na (wbrew swej naturze) nie była­by nieza­leżnym i pełnym dys­po­nen­tem swego ist­nienia i funkcjonowa­nia.

Po drugie, Pier­wsza Przy­czy­na musi dzi­ałać inaczej niż zwykłe przy­czyny: każ­da ze zwykłych przy­czyn dzi­ała dzię­ki czemuś od siebie różne­mu, a Pier­wsza Przy­czy­na dzi­ała z siebie samej, bez żad­nego mate­ri­ału lub zewnętrznego warunku.

Po trze­cie, Pier­wsza Przy­czy­na jest dokład­nie jed­na. Dwie pier­wsze przy­czyny mogły­by na siebie wpły­wać lub siebie ograniczać. W ten sposób ich nieza­leżność i nieogranic­zoność uległy­by zach­wia­n­iu.

Po czwarte, pier­wsza przy­czy­na posi­a­da wszys­tko, co wartoś­ciowe. Posi­a­da jed­nak nie dosłown­ie, lecz – by wró­cić do metafory finan­sowej – tak jak właś­ci­ciel pieniędzy, który może za nie kupić to, co jest na rynku. W przy­pad­ku Pier­wszej Przy­czyny jej kon­to jest nieogranic­zone, a tym, co może ona spraw­iać, jest niemal wszys­tko.

Patrząc na powyższe cechy, trud­no się dzi­wić, że Pier­wszą Przy­czynę nier­az iden­ty­fikowano z Bogiem. Zresztą pamię­ta­jąc choć­by o tym, że jedynym doświad­czanym przez nas śla­dem nieza­leżnoś­ci kauzal­nej, jest wol­ność, trud­no Pier­wszą Przy­czynę pojąć bez porów­na­nia do oso­by. Ludzie religi­jni ten ostat­ni aspekt Pier­wszej Przy­czyny uważa­ją za najważniejszy. Przy czym głęb­sza religi­jność wyraża się nie w metaforyce bankiera, lecz w metaforyce Najwyższego Daw­cy.


Jacek Woj­tysi­ak – Pro­fe­sor filo­zofii, kierown­ik Kat­edry Teorii Poz­na­nia Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego Jana Pawła II. Autor podręczników do filo­zofii: Pochwała cieka­woś­ci oraz Filo­zofia i życie. W pra­cy naukowej tropi dwa słowa: byćdlaczego. Poza tym lubi leni­u­chować na łonie rodziny, czy­tać Bib­lię, słuchać muzy­ki barokowej i kon­tem­plować przy­rodę. Uza­leżniony od słowa drukowanego i od dysku­towa­nia ze wszys­tki­mi o wszys­tkim. Hob­by: zbieranie cza­pek z różnych możli­wych światów.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Han­na Urbankows­ka

Najnowszy numer można nabyć od 10 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy