Antropologia Artykuł

Jacek Wojtysiak: Trzy transcendencje

Termin transcendencja i terminy pokrewne pochodzą od łacińskiego czasownika transcendere, czyli: przekraczać. Filozofowie nieraz przypisywali człowiekowi zdolność przekraczania (transcendowania) samego siebie. Różnie jednak ją rozumieli. Główne koncepcje ludzkiej transcendencji można sprowadzić do trzech: religijnej, progresywnej i utopijnej.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 5 (17), s. 16–18. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku  PDF.


Religia

Według kon­cep­cji pierw­szej, reli­gij­nej, czło­wiek w swych aspi­ra­cjach nie zado­wa­la się tym, co docze­sne. Dąży więc do Boga lub do jakie­goś podob­ne­go bytu naj­wyż­sze­go. Zgod­nie z tym uję­ciem wszel­kie ludz­kie dosko­na­le­nie, zwłasz­cza moral­ne i poznaw­cze, to prze­jaw tego dąże­nia – prze­jaw trans­cen­do­wa­nia jako ducho­we­go skie­ro­wa­nia się ku Bogu. Ludz­kie wykra­cza­nie poza sie­bie ku Bogu ma być zwień­czo­ne zjed­no­cze­niem z Nim. Nale­ży jed­nak przy tym pamię­tać, że owo zjed­no­cze­nie nie jest utoż­sa­mie­niem oraz że nie doko­nu­je się ono wyłącz­nie siła­mi ludz­ki­mi.

Postęp

Dru­ga kon­cep­cja – nazwij­my ją pro­gre­syw­ną – trak­tu­je czło­wie­ka jako isto­tę, któ­ra w róż­nych aspek­tach swe­go życia zawsze chce „wię­cej i lepiej”. Dla­te­go ludz­kość nie­ustan­nie się roz­wi­ja, a więc trans­cen­du­je aktu­al­ny poziom egzy­sten­cji, wcho­dząc na pozio­my coraz to wyż­sze. Doko­nu­je się to zwłasz­cza poprzez przy­rost wie­dzy oraz inno­wa­cje tech­nicz­ne. Dzię­ki nim prze­cięt­ne­mu czło­wie­ko­wi współ­cze­sne­mu żyje się lepiej niż w minio­nych epo­kach, a spo­dzie­wać się moż­na, że żyć się będzie jesz­cze lepiej. Tak rozu­mia­ny postęp moż­na porów­nać do prze­cho­dze­nia do coraz to więk­szych liczb w prze­dzia­le od zera do jed­no­ści. Od 0,3 moż­na przejść na przy­kład do 0,36, do 0,369 lub do 0,52. Nigdy jed­nak nie osią­gnie się licz­by 1. Jest ona tyl­ko fik­cyj­nym ide­ałem.

Być jak Bóg?

Kon­cep­cja trze­cia róż­ni się od dru­giej tym, że ide­ału nie trak­tu­je jako fik­cję, lecz jako osią­gal­ny cel. Ten cel – bio­lo­gicz­ną i poznaw­czą dosko­na­łość – czło­wiek może osią­gnąć wyłącz­nie wła­sny­mi siła­mi. Inny­mi sło­wy, czło­wiek, prze­kra­cza­jąc sie­bie, może dzię­ki sobie stać się „jak Bóg”.

Dru­ga kon­cep­cja ludz­kiej trans­cen­den­cji wyda­je się naj­bar­dziej roz­sąd­na i reali­stycz­na. Moim zda­niem pomi­ja ona jed­nak waż­ny fakt: nasza natu­ral­na skłon­ność ku temu, co naj­wyż­sze lub dosko­na­łe, świad­czy o jego ist­nie­niu. Bez real­ne­go ist­nie­nia bytu dosko­na­łe­go postęp ludz­ko­ści przy­po­mi­nał­by bez­sen­sow­ną tułacz­kę ku górze bez wierz­choł­ka lub z mira­żem cią­gle odda­la­ją­ce­go się szczy­tu.

Dla wyznaw­ców kon­cep­cji trze­ciej ów szczyt jest osią­gal­ny w tym sen­sie, że życio­wa i poznaw­cza dosko­na­łość leży w naszym zasię­gu i może być rezul­ta­tem wyłącz­nie naszej pra­cy. Nie wie­rzę w to. Dla­cze­go?

Głów­nym prze­ja­wem życio­wej dosko­na­ło­ści jest szczę­śli­wa nie­śmier­tel­ność. Czło­wiek zaś nie może jej osią­gnąć, gdyż jego życie (i jakość tego życia) zale­ży od mnó­stwa zewnętrz­nych czyn­ni­ków, któ­rych nie spo­sób w cało­ści kon­tro­lo­wać. Zresz­tą każ­dy z nich jest wyczer­py­wal­ny i zależ­ny od kolej­nych – wyczer­py­wal­nych – czyn­ni­ków. Wyobraź­my sobie, że ktoś z nas dożył, jak biblij­ny Metu­sze­lach (cie­ka­we, jakie tech­ni­ki prze­dłu­ża­nia życia sto­so­wał?), dzie­wię­ciu­set sześć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu lat. Wystar­czy jed­nak zmia­na lub wyczer­pa­nie jed­ne­go z warun­ków jego egzy­sten­cji, by nie żył ani minu­ty dłu­żej. Aby żyć bez koń­ca, trze­ba „pod­łą­czyć się” do wiecz­ne­go i nie­za­leż­ne­go źró­dła ist­nie­nia. Trud­no jed­nak przy­pusz­czać, by leża­ło to w naszej mocy.

Podob­nie moż­na pomy­śleć o poznaw­czej dosko­na­ło­ści, czy­li o zdo­by­ciu cze­goś podob­ne­go do wszech­wie­dzy, choć­by w posta­ci osta­tecz­nej teo­rii wszyst­kie­go. Wie­dza każ­de­go skoń­czo­ne­go pod­mio­tu – czy to ludz­kie­go, czy to tech­nicz­ne­go – jest aspek­tyw­na, a więc nie uchwy­tu­je bada­ne­go przed­mio­tu w cało­ści, we wszel­kich jego wymia­rach. Co gor­sza, uwzględ­nie­nie jakie­goś nowe­go wymia­ru lub danej może kazać zre­wi­do­wać wszyst­ko to, co wyda­wa­ło się nam, że wie­my. Zresz­tą trud­no też przy­pusz­czać, że nawet gdy­by­śmy mie­li kom­plet­ną wie­dzę, potra­fi­li­by­śmy to udo­wod­nić. Twier­dze­nia limi­ta­cyj­ne meta­lo­gi­ki uczą nas, że prak­tycz­nie w każ­dym bogat­szym sys­te­mie wie­dzy nie każ­de zda­nie praw­dzi­we jest jego (udo­wod­nio­ną) tezą.

Powyż­sze argu­men­ty każą mi trak­to­wać trze­cią kon­cep­cję ludz­kiej trans­cen­den­cji jako uto­pij­ną. Wię­cej: jako rady­kal­nie nie­re­ali­stycz­ną i nie­roz­sąd­ną. Z kolei prze­ko­na­nie o celo­wo­ści naszych natu­ral­nych skłon­no­ści nie pozwa­la mi poprze­stać na kon­cep­cji dru­giej i wie­dzie mnie w stro­nę reli­gij­nej nadziei zwią­za­nej z kon­cep­cją pierw­szą. Sądzę, że ludz­ka potrze­ba postę­pu i wysił­ki zwią­za­ne z pró­ba­mi jego reali­za­cji świad­czą o naszym gło­dzie Boga – gło­dzie, któ­ry może być zaspo­ko­jo­ny wyłącz­nie przez Nie­go.

Transhumanizm

Któ­rą z omó­wio­nych kon­cep­cji trans­cen­den­cji moż­na przy­pi­sać trans­hu­ma­ni­zmo­wi? Ze wzglę­du na wie­lo­nur­to­wość tego ruchu i ogól­ni­ko­wość jego haseł trud­no tu o jed­no­znacz­ną odpo­wiedź. Przy­pusz­czam jed­nak, że trans­hu­ma­nizm – przy­naj­mniej w swych rady­kal­niej­szych i ory­gi­nal­niej­szych odmia­nach – repre­zen­tu­je trze­cią kon­cep­cję trans­cen­den­cji, a więc kon­cep­cję ludz­kie­go samoubós­twienia lub auto­de­ifi­ka­cji. Jeden z czo­ło­wych przed­sta­wi­cie­li trans­hu­ma­ni­zmu, Max More, uzna­je takie „zaszu­flad­ko­wa­nie” za nie­po­ro­zu­mie­nie. Według nie­go trans­hu­ma­nizm postu­lu­je „nie­ustan­ny postęp, a nie sta­tycz­ny stan” dosko­na­ło­ści. Z dru­giej jed­nak stro­ny ist­nie­ją poważ­ne prze­słan­ki, by doszu­ki­wać się w trans­hu­ma­ni­zmie postu­la­tu sta­wa­nia się „jak Bóg”.

Po pierw­sze, idea „nie­ustan­ne­go postę­pu” w sen­sie dru­giej kon­cep­cji trans­cen­den­cji jest banal­na i dość powszech­na. Jeśli więc trans­hu­ma­ni­ści mają wno­sić do myśli laic­kiej coś rela­tyw­nie nowe­go i cie­ka­we­go, musi to być idea rady­kal­niej­sza – idea postę­pu, w któ­rym istot­nie prze­kra­cza się gra­ni­ce, w ramach któ­rych ludzie mogli się dotąd roz­wi­jać. I poza któ­ry­mi znaj­do­wać się mogli jedy­nie bogo­wie.

Po dru­gie, wśród postu­la­tów trans­hu­ma­ni­stycz­nych znaj­du­je się postu­lat prze­kształ­ce­nia ludzi w post­lu­dzi, czy­li „oso­by o bez­pre­ce­den­so­wych zdol­no­ściach fizycz­nych, inte­lek­tu­al­nych i psy­cho­lo­gicz­nych, nie­ogra­ni­czo­ne, samo­pro­gra­mu­ją­ce się i poten­cjal­nie nie­śmier­tel­ne indy­wi­dua” (Max More). Jak rozu­mieć natu­rę takich istot? Trud­no oprzeć się wra­że­niu, że muszą to być isto­ty – życio­wo i poznaw­czo – nie­mal dosko­na­łe. Jeśli doda­my do tego, że isto­ty te mają nie tyle być lepiej przy­sto­so­wa­ne do oto­cze­nia (niż ich poprzed­ni­cy), ile same kon­tro­lo­wać ewo­lu­cję, spra­wa sta­je się oczy­wi­sta: nie mogą to być jej kolej­ne two­ry.

Po trze­cie, nie­któ­rzy wpły­wo­wi auto­rzy trans­hu­ma­ni­stycz­ni wprost suge­ru­ją, że mamy sta­wać się coraz „bar­dziej podob­ni do Boga” lub naby­wać „jako­ści, za pomo­cą któ­rych jest opi­sy­wa­ny sam Bóg” (Ray Kurz­we­il). Jak doda­je prze­ni­kli­wy komen­ta­tor: „trans­hu­ma­nizm, tak jak wyobra­ża sobie fuzję mię­dzy czło­wie­kiem oraz inte­li­gent­ny­mi maszy­na­mi, tak samo sta­ra się osła­bić gra­ni­ce mię­dzy tym, co ludz­kie, a tym, co boskie” (Hava Tirosh-Samu­el­son).

Być może się mylę, a trans­hu­ma­nizm jest tyl­ko nową wer­sją sta­rej idei postę­pu. Jeśli tak, to zamiast snuć ide­olo­gicz­ne wizje przy­szło­ści lepiej ogra­ni­czyć się do kon­kret­nych inno­wa­cji tech­nicz­nych, któ­re nie­dłu­go real­nie ulep­szą nasze życie i pozna­wa­nie. Jeśli jed­nak się nie mylę, trans­hu­ma­nizm jest ideą tyleż nie­re­ali­stycz­ną, co nie­bez­piecz­ną. Nie moż­na wszak – bez szko­dy dla wła­snej toż­sa­mo­ści – stać się tym, kim z natu­ry stać się nie moż­na. Dla­te­go czło­wiek czy­nią­cy sie­bie Bogiem w naj­lep­szym razie przy­po­mi­na kary­ka­tu­rę i jed­ne­go, i dru­gie­go. Tak jak czło­wiek prze­kształ­ca­ją­cy sie­bie w kom­pu­ter lub jego infor­ma­tycz­ne zaso­by.


Jacek Woj­ty­siak – Pro­fe­sor filo­zo­fii, kie­row­nik Kate­dry Teo­rii Pozna­nia Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II. W pra­cy nauko­wej tro­pi dwa sło­wa: być i dla­cze­go. Poza tym lubi leniu­cho­wać na łonie rodzi­ny, czy­tać Biblię, słu­chać muzy­ki baro­ko­wej i kon­tem­plo­wać przy­ro­dę. Uza­leż­nio­ny od sło­wa dru­ko­wa­ne­go i od dys­ku­to­wa­nia ze wszyst­ki­mi o wszyst­kim. Hob­by: zbie­ra­nie cza­pek z róż­nych moż­li­wych świa­tów.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Han­na Urban­kow­ska

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy