Etyka Ontologia Próby filozoficzne

Jakób Ciszyn: Dobro zła – w poszukiwaniu ujścia dualizmu

Łatwo odnajdujemy przeciwieństwa i w oparciu o nie budujemy wizję świata: światło i ciemność, prawda i fałsz, dobro i zło. Czy dwuwartościowa forma poznania jest faktycznie tak oczywista, jak jawi się na pierwszy rzut oka? Prześledźmy odwieczny bój protagonisty z antagonistą, spróbujmy ich zjednać.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w dzia­le „Pró­by filo­zo­ficz­ne”, poświę­co­nym pra­com adep­tów filozofii.


Na co dzień przyj­mu­je­my kon­wen­cję duali­zmu bez­re­flek­syj­nie. Funk­cjo­nu­je ona na tak głę­bo­kim pozio­mie naszej nie­świa­do­mo­ści, tak dale­ko poza hory­zon­tem codzien­nych trosk i roz­my­ślań, że nie zda­je­my sobie spra­wy z tego, że warun­ku­je  wszyst­kie te codzien­ne tro­ski i roz­my­śla­nia, sta­no­wi dla nich ramy i w pew­nym stop­niu umoż­li­wia ich obser­wo­wa­nie, uświa­da­mia­nie i kategoryzację.

Przy­glą­da­jąc się róż­nym kul­tu­rom odna­leźć może­my w nich przed­sta­wie­nia dzie­le­nia świa­ta na dwa. Naj­bar­dziej kla­row­nym, bo odda­ją­cym treść zagad­nie­nia dosłow­nie czar­no na bia­łym  wyda­je się być chiń­ski znak tai chi (popu­lar­nie nazy­wa­ny Yin-Yang). Dwie łez­ki sple­cio­ne w okrę­gu. Jed­na z nich sym­bo­li­zu­je żeń­skość, ciem­ność, wil­got­ność, noc, bier­ność i moż­ność, zło; dru­ga – męskość, jasność, ogień, dzień, aktyw­ność i twór­czość, a tak­że dobro. Roz­kła­da­jąc świat na te czyn­ni­ki czło­wiek jest w sta­nie się w nim odna­leźć i nazy­wać rze­czy. Być może wła­śnie to roz­róż­nie­nie jest jed­ną z pod­staw dla zaist­nie­nia ludz­kiej świa­do­mo­ści, przed­sta­wie­niem sobie dwóch war­to­ści, któ­re moż­na ze sobą porównać.

Innym wyra­zi­stym obra­zo­wa­niem współ­ist­nie­nia pier­wiast­ków dobra i zła jest sta­ro­irań­ski zoro­astryzm. Zur­wan (per­so­ni­fi­ka­cja cza­su) zapra­gnął stwo­rzyć to co dobre, jasne i szla­chet­ne, nie potra­fił jed­nak pomy­śleć tych cech bez prze­ciw­sta­wie­nia im ich prze­ci­wieństw, by móc jed­no odróż­nić od dru­gie­go. Tak przez przy­pa­dek zro­dził nie tyl­ko Ozmun­da, ale i jego anta­go­ni­stę – Ary­ma­na. Kie­dy mło­dy Ozmund chciał stwo­rzyć ogień, Ary­man zakradł się i dodał dym. Tak dwaj bra­cia zbu­do­wa­li świat – łącząc w nim nie­ro­ze­rwal­ny­mi powią­za­nia­mi sprzeczności.

Euro­pej­czy­cy odże­gna­li się od Sza­ta­na, mrocz­ne­go bun­tow­ni­ka, wyrwa­li go jak chwast i wyrzu­ci­li poza nawias akcep­to­wal­no­ści. Po tym akcie w naszych psy­chi­kach pozo­sta­ła rażą­ca dziu­ra zie­ją­ca nie­po­ko­ją­cą pust­ką. Pró­bo­wa­no sobie z nią radzić róż­no­ra­ko, uzna­wa­no nawet jej ist­nie­nie wprost, by zbyć ją jako nicość. To dro­ga póź­ne­go dogma­tu śre­dnio­wiecz­ne­go. Zło uzna­wa­no za brak dobra. Czło­wiek może nie czy­nić dobra, bądź też ująć go ze świa­ta – wte­dy poja­wia się „dziu­ra” w bycie, zło. Takie kon­cep­cje zwą się teo­dy­ce­ami i są one pró­ba­mi obro­ny Boga w obli­czu feno­me­nu zła. Czy są one konieczne?

Na tro­pie Jedni

Powróć­my jesz­cze na moment do sym­bo­lu tai chi. Odda­je on wprost koniecz­ne złą­cze­nie dwóch anta­go­ni­stycz­nych pier­wiast­ków. Mają one kształt kro­pel, bo prze­le­wa­ją się w sie­bie sta­no­wiąc w isto­cie jed­no. Napro­wa­dzać na taką inter­pre­ta­cję mają też kro­pecz­ki prze­ciw­no­ści w samym cen­trum dane­go pola (bia­ła w czar­nej łez­ce i odwrot­nie). Dosko­na­łość okrę­gu osią­ga­na jest poprzez zespo­le­nie prze­ci­wieństw. Dopie­ro kobie­ta i męż­czy­zna, odpo­czy­nek i pra­ca, woda i ogień, mate­ria i duch, poten­cja i akt umoż­li­wia­ją zaist­nie­nie świa­ta oraz naszą jego per­cep­cję – jak irań­ski Zur­wan, tak i my postrze­ga­my tyl­ko dzię­ki kontrastom.

Defi­nio­wa­nie zła jest nie­zwy­kle trud­ne. Oczy­wi­ście wymie­nić moż­na jego naj­okrut­niej­sze prze­ja­wy, któ­rym cięż­ko nie przy­znać dobit­no­ści, ale więk­szość jego powsze­dnich mani­fe­sta­cji wyda­je się rela­tyw­na. Posłu­gu­jąc się po raz wtó­ry histo­rią jako księ­gą przy­pad­ku, prze­śle­dzić może­my prze­ista­cza­nie się kon­we­nan­su. Na zie­miach indo­eu­ro­pej­skich powszech­ny był zwy­czaj pale­nia żon żyw­cem w dzień pogrze­bu ich mężów, wypę­dza­nia star­ców z osad. Koleb­ka ety­ki, Gre­cja, hoł­do­wa­ła zwy­cza­jo­wi rytu­al­nych mor­dów wład­ców w obli­czu kry­zy­su. Akty te uzna­wa­ne były za god­ne i dobre, świad­czą­ce o odwa­dze i odpo­wie­dzial­no­ści. Zwy­cza­je i to co uzna­je­my za dobre lub złe ule­ga­ją zmia­nie. Oba te anta­go­ni­stycz­ne pier­wiast­ki są w isto­cie zespo­lo­ne i zawsze funk­cjo­nu­ją w ramach nie­ro­ze­rwal­nych relacji.

Jed­nia ujawniona

Carl Gustav Jung, wybit­ny psy­chia­tra i obser­wa­tor życia wewnętrz­ne­go, wysnuł teo­rię, że u pod­staw duali­zmu zna­leźć moż­na cha­otycz­ną, hoł­du­ją­cą para­dok­sal­ne­mu zmie­sza­niu prze­ci­wieństw mat­nię, two­rzy­wo pierw­sze. Nie tyl­ko Jung widzi rze­czy w ten spo­sób. Już antycz­ni Gre­cy uzna­wa­li Cha­os za pra­oj­ca wszel­kie­go porząd­ku, a kon­cep­cja ta obec­na jest w róż­no­ra­kich wie­rze­niach. Poprzez pozna­nie mistycz­ne, ujaw­nia­ją­ce powią­za­nia i pomie­sza­nie okre­śleń, odkry­wa­my naj­bliż­szy praw­dzie obraz świa­ta – jest on wszelaki.

Ta żywa Jed­nia nie zna wstrę­tu dla tego co zwy­kli­śmy nazy­wać złem. Wil­ki roz­szar­pu­ją sar­ny, zaś wichu­ry prze­rze­dza­ją wie­ko­we pusz­cze. To nie prze­ja­wy zbęd­nej okrut­no­ści, „dziu­ry” w bycie, a koniecz­ne dla roz­wo­ju i funk­cjo­no­wa­nia znisz­cze­nie, dają­ce miej­sce na wzrost dla nowe­go, sil­niej­sze­go stwo­rze­nia. Sta­re musi ulec roz­pa­do­wi, by jego mate­ria mogła zbu­do­wać nowe. Ponad­to to prze­cież wła­śnie opór, a więc dys­kom­fort i trud, daje czło­wie­ko­wi szan­sę na roz­wój. Tyl­ko uświa­da­mia­jąc sobie wła­sne gra­ni­ce, a potem prze­kra­cza­jąc je, może­my praw­dzi­wie reali­zo­wać swo­je talen­ty. Ten życio­daj­ny opór, podob­nie jak tlen, z cza­sem zmie­ni się w kata. Znisz­czy i roz­ło­ży każ­dy orga­nizm na ele­men­ty skła­do­we, dając miej­sce na bło­go­sła­wio­ny wzrost. Akcep­ta­cja naj­na­tu­ral­niej­sze­go pro­ce­su jakim jest prze­mi­ja­nie, nisz­cze­nie oraz usil­ne hamo­wa­nie nas przez opór, umoż­li­wić może dostrze­że­nie dobra w złu.

Czy cud stwo­rze­nia, bądź jego twór­ca potrze­bu­ją obro­ny w obli­czu feno­me­nu zła? Oczy­wi­ście przed­sta­wić moż­na sobie takie jego prze­ja­wy, któ­re w nie­od­wra­cal­ny spo­sób koja­rzą się nam nagan­nie i odru­chem dobrej woli chce­my je zwal­czać, jed­nak samo w sobie, jako natu­ral­ny pier­wia­stek życia, para­dok­sal­nie, nie jest ono wca­le takie złe, nie tak skraj­nie jak w uję­ciu duali­stycz­nym. By przy­bli­żyć całą tę kon­fun­du­ją­cą praw­dę, moż­na przyj­rzeć się sytu­acji wywo­ła­nej przez COVID-19. Skut­ki jakie przy­nio­sła kwa­ran­tan­na są nie­wąt­pli­we. Kry­zys jed­no­stek, prze­pra­co­wa­nie nie­któ­rych resor­tów i prze­stój w innych, krach eko­no­micz­ny i zagu­bie­nie zaist­nia­ły. Czy to jedy­ne następ­stwa tego pozor­nie złe­go wydarzenia?

Przede wszyst­kim pla­ne­ta prze­ży­ła bez­pre­ce­den­so­we na prze­strze­ni ostat­nie­go stu­le­cia waka­cje. Ludzie mie­li tro­chę cza­su na prze­my­śle­nie swo­jej pozy­cji w tym prze­pięk­nym eko­sys­te­mie. Rów­nież bolącz­ki współ­cze­snych socjo­lo­gów, któ­rzy mar­twią się o dzie­ci wycho­wa­ne w dobro­by­cie, nud­ne i leni­we, pozba­wio­ne doświad­czeń budu­ją­cych sil­ny cha­rak­ter, mogły zostać zale­czo­ne, bowiem każ­dy – w róż­nym stop­niu oczy­wi­ście – doświad­czył pięt­na kry­zy­su, dla więk­szo­ści nad wyraz lek­kie­go, acz poucza­ją­ce­go. Wszy­scy mie­li­śmy też szan­sę zro­zu­mieć cię­żar samot­no­ści i zamknię­cia w klat­ce wła­sne­go miesz­ka­nia – może wpły­nie to na naszą empa­tię wobec odrzu­co­nych, może popra­wi rela­cje rodzin­ne, któ­rych – miej­my nadzie­ję – spo­łe­czeń­stwo będzie wyjąt­ko­wo głod­ne? Może nawet, po tym przy­mu­so­wym egza­mi­nie doj­rza­ło­ści, nauczy­my się mniej kłó­cić i wię­cej dbać o sie­bie samych, naszych bli­skich i będą­cą nam domem pla­ne­tę? Oto jak rela­tyw­ne potra­fi być zło. 


Słow­ni­czek

Carl Gustav Jung – (ur. 26 lip­ca 1875, zm. 6 czerw­ca 1961) wybit­ny psy­chia­tra i myśli­ciel szwaj­car­ski, uczeń Z. Freu­da. Refor­ma­tor psy­cho­ana­li­zy, twór­ca psy­cho­lo­gii ana­li­tycz­nej. W trak­cie odda­nej i powszech­nie doce­nia­nej pra­cy z pacjen­ta­mi prze­szedł kry­zys zała­ma­nia psy­chicz­ne­go i popadł w psy­cho­zę, z któ­rej póź­niej sam się wyle­czył. Po tym wyda­rze­niu jego poglą­dy przy­bra­ły wła­ści­wy jego póź­nej twór­czo­ści gno­styc­ki cha­rak­ter. Uni­kał jed­no­znacz­ne­go okre­śla­nia rze­czy. W swo­ich pra­cach badaw­czych ogra­ni­czał się do szki­co­wa­nia zaob­ser­wo­wa­nych struk­tur, nigdy nie popa­da­jąc w popęd absolutyzacji.

Arche­typ – wzo­rzec nie­ja­ko wdru­ko­wa­ny w naszą pod­świa­do­mość, warun­ku­ją­cy odbiór świa­ta. Poję­cie to ukuł C.G. Jung. W zgo­dzie z jego teo­rią opi­nie i decy­zje jed­nost­ki deter­mi­nu­je w pew­nym stop­niu treść nie­świa­do­mo­ści kolek­tyw­nej, a więc zbio­ru zasad budo­wa­ne­go od zara­nia czło­wie­czeń­stwa. Arche­typ jest cząst­ką tego zbio­ru. Jest to raczej intu­icyj­nie prze­czu­wa­na war­tość, niż inte­lek­tu­al­nie uchwy­ty­wa­ny kon­strukt. Zamy­ka w sobie cechy szcze­gól­ne i uru­cha­mia wraż­li­wość na nie, Jung wymie­nia arche­ty­py mędr­ca, wład­cy, opie­ku­na, czy boha­te­ra. Towa­rzy­szą im licz­ne sym­bo­le, któ­re otwie­ra­ją nas, pod­świa­do­mie, na całą głę­bię wyra­ża­ne­go zagadnienia.

Rela­ty­wizm – pogląd zakła­da­ją­cy rela­cyj­ną zależ­ność sądów. Ozna­cza to, że – w zgo­dzie z tym sta­no­wi­skiem – nie­moż­li­wym jest okre­śle­nie jakie coś jest samo w sobie, a jedy­nie jakim się jawi w obli­czu kon­kret­ne­go kon­tek­stu. Defi­ni­cja może ulec zmia­nie kie­dy defi­nio­wa­ny przed­miot zosta­nie uję­ty w innym świetle.


War­to doczytać:

  1. Jaco­bi, Psy­cho­lo­gia C.G. Jun­ga, War­sza­wa 1993.
  2. Camp­bell, Boha­ter o tysiącu twa­rzy, Poznań 1997.
  3. Skła­dan­ko­wa, Mito­lo­gia Ira­nu, War­sza­wa 1989.

Jakób Ciszyn – magi­ster filo­zo­fii, wycho­waw­ca mło­dzie­ży, dzia­łacz mło­dej sce­ny muzycz­nej Trój­mia­sta (współ­pra­ca z fun­da­cją Ram Tam Tam oraz zespo­łem muzycz­nym Aleph jako woka­li­sta, gita­rzy­sta, twór­ca tek­stów oraz kon­cep­cji); zain­te­re­so­wa­ny reli­gio­znaw­stwem i bada­niem źró­dła kon­wen­cji spo­łecz­nych, ale tak­że eks­plo­ro­wa­niem wol­no­ści poprzez podró­że bez celu i z mini­mal­nym baga­żem, oraz życiem Zie­mi – zarów­no tym zwie­rzę­cym, roślin­nym, jak i atmosferycznym.

 

 

Ilu­stra­cja: Pixabay

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Tytuł plus powyż­szy text to: pro­wo­ka­cja, rela­ty­wizm czy — par­don­ne moi — bzdura?!
    =-O 😉 🙂 :-! :O 😀 O:-)
    … Jung to rów­nież gwiaz­da daw­no prze­brzmia­ła jak Nie­tz­sche, Freud albo Sta­lin /pierwszy językoznawca/…
    O:-) 😀 :O :-! 🙂 😉 =-O
    A dzi­siej­szej mło­dzie­ży gim­ba­zo­wej ulicz­nej i pro­te­stu­ją­cej za namo­wą star­szych, nie­od­po­wie­dzial­nych oraz mało roz­trop­nych może się to nie­ste­ty spodobać…
    O tem­po­ra! O mores!
    Signum temporis!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy