Artykuł

James Tartaglia: Czy jesteśmy tylko mózgami?

Jeśli świadomość jest czymś fizycznym, to mamy dobre powody, aby uważać, że jesteśmy tylko mózgami. Jeśli jednak nie jest ona czymś fizycznym, istnieją inne możliwości jej zrozumienia.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2015 nr 4, s. 6–8. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Być może jednak tak

Na pierwszy rzut oka odpowiedź przecząca na tytułowe pytanie jest oczywista. „My” odnosi się do członków gatunku homo sapiens, a jego przedstawiciele nie są przecież mózgami. Z drugiej jednak strony filozoficzne rozważania mogą nas doprowadzić do zwątpienia w słuszność takiej odpowiedzi. Przecież mógłbym stracić ręce i nogi, a nadal istnieć. Może nawet mógłbym stracić całą resztę. Jeśli byłbym w stanie doświadczyć, że straciłem swoje ciało („O rany! Gdzie jest moje ciało?”), nie mógłbym być martwy. Przynajmniej w sensie filozoficznym (a nie czysto medycznym), w którym śmierć oznacza ustanie wszelkiego doświadczenia (nie należy go sobie wyobrażać jako całkowitej ciemności, ponieważ w takim przypadku nadal mielibyśmy jakiś rodzaj doświadczenia). A powinniśmy śmierć (nieistnienie) ujmować filozoficznie, ponieważ takie ujęcie jest bardziej podstawowe. Ujęcie medyczne jest tylko próbą zidentyfikowania kryteriów tego pierwszego. Zawsze istnieje obawa, że doświadczanie przez osobę trwa pomimo ustania akcji serca czy oddechu. Stąd lekarze uznają rozróżnienie między śmiercią kliniczną a śmiercią mózgu. Zatem to śmierć mózgu musi być tym kluczowym momentem naszej śmierci. Skoro warunkiem naszego istnienia jest nasze doświadczanie, a wszystko, czego nam trzeba, aby doświadczać, to aktywność mózgu, to może jednak mimo wszystko my to nasz mózg.

Nawet jeśli uznajecie śmierć za przejście do innego rodzaju doświadczania, to nadal uważacie doświadczanie za element, który zapewnia wasze dalsze istnienie. Gdyby Bóg zdecydował zakończyć wasze niebiańskie doświadczanie, wówczas należałoby uznać, że bylibyście martwi – tym razem ostatecznie. Aktualnie oczywiście jesteśmy zwierzętami pewnego rodzaju, tak jak jesteśmy studentami, księgowymi itd., jednak te przypadłości, zgodnie z filozoficznym ujęciem naszego istnienia, nie należą do istoty naszego istnienia. Tak więc w świetle powyższych zastrzeżeń twierdzenie, iż jesteśmy naszymi mózgami, nie brzmi już tak niewiarygodnie. To przecież w mózgach powstają nasze doświadczenia i to one wydają się wszystkim, co istotne dla naszego istnienia.

Między dualizmem a fizykalizmem

Filozofowie dualiści zaprzeczają takiemu ujęciu naszego bytu. Uważają, że doświadczanie jest możliwe nawet bez mózgu. Łatwo sobie taką możliwość wyobrazić (spróbujcie!) – w końcu doskonale ona pasuje do naszego rozumienia życia po śmierci. Jednak dziś ujmowanie nas jako niematerialnych umysłów zamieszkujących nasze ciała nie brzmi już wiarygodnie. Nie teraz, gdy nauka dowiodła istnienia zależności naszych doświadczeń od określonych regionów mózgu. Nie po tylu wiekach filozoficznej krytyki idei współoddziaływania tego, co niefizyczne (dusza), z tym, co fizyczne (ciało). Bez względu na to, co dzieje się po śmierci, przynajmniej w trakcie normalnego życia mamy więcej niż dość racji za tym, aby odrzucić przekonanie, że będziemy kiedykolwiek w stanie zgodnie z prawdą pomyśleć sobie: „O nie! Straciłem/łam mój mózg!”. Raz jeszcze zatem wracamy do twierdzenia, że jesteśmy naszymi mózgami.

Problem jednakże polega na tym, że takie twierdzenie ma sens jedynie przy założeniu, że świadomość jest czymś fizycznym, że nasze doświadczenia to zdarzenia mózgowe. Jeśli jednak zastanowić się nad tym, czym jest doświadczenie, oraz nad tym, czym jest zdarzenie mózgowe, pomysł, że te dwie rzeczy są tym samym, wydaje się wykluczony. Weźcie łyk kawy i zastanówcie się nad jego doświadczeniem. A teraz wyobraźcie sobie aktywność neuronalną w swoim mózgu. Trudno dostrzec jakiekolwiek podobieństwo, prawda? Zatem powiedzenie, że doświadczenie i zdarzenie mózgowe to jedno i to samo, ma mniej więcej tyle sensu, co stwierdzenie, że Bronisław Komorowski jest tym samym, co rzeka Wisła! Nasze pojęcia byłego już prezydenta Polski oraz najdłuższej polskiej rzeki są tak radykalnie odmienne, że jest dla nas oczywiste, iż nie mogą być tym samym. Podobnie rzecz wygląda z doświadczeniami i zdarzeniami w mózgu. Odmienność ta może pchnąć was do myślenia, że zdarzenia mózgowe nie są przyczyną doświadczenia, ale wtedy będziemy mieli dwie odrębne rzeczy, o odrębnej naturze, powiązane ze sobą przyczynowo w sposób tajemniczy. To zaś oznacza powrót na pozycje dualistyczne.

Jest to problem, z którym fizykalistyczna filozofia umysłu boryka się od połowy poprzedniego stulecia. Filozofowie Gilbert Ryle (1949) oraz Ullin Place (1956) zaproponowali pewne sposoby jego rozwiązania, których w różnych wersjach fizykaliści się trzymają. Pierwsze rozwiązanie polega na stwierdzeniu, że doświadczenie jest iluzją, twierdzimy, że mamy doświadczenia, ale jedyne co istnieje, to nasze twierdzenia. Zgodnie z drugim rozwiązaniem należy przyjąć, że nasze pojęcia doświadczeń są wysoce nieprecyzyjnymi pojęciami zdarzeń mózgowych. Tak więc pojęcie doświadczania łyku kawy, jakie się w nas pojawia, jest w zasadzie pojęciem zdarzenia mózgowego opisanego jedynie z innej perspektywy niż w przypadku obserwacji tego zdarzenia za pomocą urządzeń skanujących mózg.

Do niedawna zakładałem, że któreś z tych wyjaśnień musi być poprawne, bo inaczej musielibyśmy stawiać filozofię w absurdalnej opozycji względem nauki. Byłem zwolennikiem jednej z wersji fizykalizmu. Zmieniłem jednak zdanie po tym, jak uświadomiłem sobie dwie rzeczy.

Po pierwsze, że można odrzucić fizykalizm, nie odrzucając nauki. Po drugie, że oba fizykalistyczne rozwiązania ostatecznie głoszą to samo: istnieje tylko to, co fizyczne. Przyjąwszy, że pierwsze rozwiązanie, negujące istnienie doświadczeń, jest wysoce nieprawdopodobne, a drugie prowadzi do równie nieprawdopodobnych konkluzji, stwierdziłem, że świadomość nie jest czymś fizycznym. No dobrze, ale w takim razie czym ona jest?

Inny sposób myślenia o świadomości

Oto nowy sposób myślenia o świadomości, zainspirowany książką Jerry’ego J. Valberga, Dream, Death, and the Self (Śmierć, sen i jaźń), która zasługuje na znacznie więcej uwagi, niż do tej pory jej poświęcono. Jej autor proponuje, abyśmy myśleli o świadomości raczej jak o „horyzoncie”, w granicach którego pojawia się świat, niż jak o czymś, co samo się pojawia (doświadczenie smaku kawy na przykład). Chociaż myśl Valberga ujmuję nieco inaczej niż on sam, uważam, że jest ona kluczowa dla naszego rozumienia świadomości.

Załóżmy, że zastanawiacie się nad problemem świadomości w trakcie snu. Rzeczywiście byłby to dziwny sen, ale przecież w snach wszystko może się zdarzyć. Załóżmy zatem, że śniąc, znajdujecie się, powiedzmy, w Akademii Platońskiej i zastanawiacie się nad fizykalistycznym twierdzeniem, że wasze doświadczenie jest zdarzeniem w mózgu. Problem ten byłby tak samo zdumiewający jak na jawie, jednak byłby nawet jeszcze bardziej skomplikowany. A to dlatego, że zdarzenie mózgowe, o którym teraz rozprawiacie, miałoby miejsce w mózgu ze snu, mózgu, który znajduje się w wyśnionej Akademii. No ale przecież we śnie nie ma żadnego mózgu, tak jak nie ma żadnych rąk czy nóg – wszystko to są jedynie rzeczy „zmyślone” przez świadomość. Mózg znajdujący się w Akademii Platońskiej, jak i cała reszta ciała, istnieją jedynie w kontekście („horyzoncie”) snu. Oczywiście, w waszej śpiącej głowie, tej złożonej na poduszce, będzie miało miejsce zdarzenie mózgowe, ale to nie o tym zdarzeniu mózgowym będziecie rozmyślać we śnie, a o tym zachodzącym w mózgu znajdującym w Akademii Platońskiej, którym to zdarzeniem ostatecznie wasze doświadczenie z pewnością nie jest.

Tym, co świadomość zdaje się robić, jest wytwarzanie kontekstu doświadczenia, wszystko, co realne, istnieje natomiast poza tym kontekstem. Tak więc realny świat, w którym znajdujecie się w stanie snu, jest poza światem snu. Czymkolwiek byłoby wasze senne doświadczenie, to jest ono czymś spoza snu. Jeśli jednak w ten sposób świadomość działa w trakcie snu, to być może działa ona podobnie na jawie. Jeśli tak, wówczas to, do czego nasze doświadczenie ostatecznie się sprowadza, nie może być z wnętrza kontekstu wytworzonego przez świadomość na jawie, kontekstu, który zawiera w sobie całe fizyczne uniwersum. Zatem to coś nie może być czymś fizycznym. Tak jak ostateczna rzeczywistość doświadczenia w trakcie snu (mózg śpiącego) znajduje się poza „horyzontem” doświadczenia snu i nie może być czymś ze snu, tak też rzeczywistość leżąca u podstaw doświadczenia na jawie musi znajdować się poza kontekstem doświadczenia na jawie. A zatem nie może ona być fizyczna. Czym zatem jest ta podstawowa rzeczywistość? Istnieje ona niezależnie od naszego doświadczenia, jednak próbujemy o niej mówić sensownie przez pryzmat naszego doświadczenia fizycznego świata. Nasze pojęcie fizycznego świata nie jest w stanie uchwycić natury tej rzeczywistości, ponieważ musiałoby unikać odwoływania się doświadczenia, niemniej jest to najlepsze rozumienie tej rzeczywistości, jakie jest w naszym zasięgu.

Ten dyskurs o czymś na zewnątrz, o czymś „poza” fizycznym światem może przypominać język religijny. Z tego też powodu współczesna filozofia, filozofia wieku nauki, starała się konsekwentnie takiego sposobu mówienia unikać. Jednak, jak argumentuję w mojej książce Philosophy in a Meaningless Life (Filozofia w życiu pozbawionym sensu), akceptacja tego ziarna prawdy, które kryją w sobie różne religie, w celu rozwiązania filozoficznych problemów nie doprowadzi nas do odkrycia sensu życia, którego poszukuje się w religiach tradycyjnych. Nie doprowadzi też do odrzucenia naukowego światopoglądu. Będzie jedynie stanowiło filozoficzny dodatek do naukowego obrazu świata – dodatek, który pozwoli nam zrozumieć, że nie jesteśmy tylko mózgami.

Przetłumaczył Artur Szutta


James Tartaglia – wykładowca na Uniwersytecie w Keele (Wielka Brytania), znawca filozofii Richarda Rorty’ego (autor trzech książek na jego temat), specjalizuje się też w filozofii umysłu, a ostatnio napisał książkę poświęconą filozofii i sensowi życia. Uwielbia komponować i grać na saksofonie. Nagrał już kilka własnych płyt jazzowych.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści.

 

Przykładowe pytania do dyskusji:
1. Skąd wiemy, że otaczający nas ludzie nie są zombi?
2. Na postawie czego przypisujemy innym osobom stany umysłowe, np. uczucia, odczucia bólu, doznania kolorów, przekonania, pragnienia?

Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy