Etyka Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Jan Kłos: Schadenfreude – czyli zgubna droga do fałszywej moralności [recenzja]

Czy film Kler Smarzowskiego, piętnując szpetne postawy części duchowieństwa, przyczynia się do oczyszczenia moralnego, czy też raczej rodzi ryzyko budowania niedojrzałej, faryzejskiej moralności?

Pier­wot­nie pla­no­wa­łem nazwać ten tekst: Fary­ze­usz i cel­nik – dwie posta­wy moral­ne. Osta­tecz­nie jed­nak posta­wi­łem na powyż­szy tytuł, bo wyda­je mi się, że głę­biej odda­je rzecz, o któ­rą mi tutaj cho­dzi. Nie­za­leż­nie od dyle­ma­tów wokół tytu­łu poczu­łem wewnętrz­ne pona­gle­nie, żeby się podzie­lić reflek­sją na temat aktu­al­ne­go pod­ocho­ce­nia wywo­ła­ne­go w wie­lu krę­gach pro­jek­cją fil­mu Kler. Zazna­czam jed­nak, że film jest tutaj jedy­nie pre­tek­stem do uję­cia szer­sze­go zja­wi­ska, a mia­no­wi­cie odrzu­ca­nia zła i jed­no­cze­śnie upodo­ba­nia w jego oglą­da­niu. Taka to jest pokręt­na przy­pa­dłość ludz­kie­go ducha. Skąd tytu­ło­we Scha­den­freu­de i co to ma do fil­mu? Wia­do­mo, że Scha­den­freu­de to radość z cudzej bie­dy, czer­pa­nie przy­jem­no­ści z cudze­go nie­szczę­ścia, zado­wo­le­nie z cudze­go grze­chu. Zna­my histo­rię fary­ze­usza i cel­ni­ka. Fary­ze­usz z zado­wo­le­niem porów­nu­je sie­bie z cel­ni­kiem, bo jest prze­ko­na­ny, że przy­naj­mniej we wła­snych oczach wyj­dzie dobrze na tym porów­na­niu. Nie jest ze mną jesz­cze tak źle, tam­ten jest gor­szy. Widz patrzy obu­rzo­ny na pod­łe­go boha­te­ra i woła: co za ohyd­ny typ, a w duchu myśli: nie jest ze mną jesz­cze tak źle. I zaraz przy­jem­ne cie­pło roz­le­wa się po jego trzewiach.

Nie­za­leż­nie wsze­la­ko od biblij­ne­go potę­pie­nia tej posta­wy, czy­li od czy­sto reli­gij­ne­go wymia­ru przy­po­wie­ści, nasza kul­tu­ra wzbo­ga­ci­ła się o nega­tyw­ny para­dyg­mat postę­po­wa­nia, któ­ry okre­śla­my sło­wem „fary­ze­izm”. Obej­mu­je on te złe cechy – nade wszyst­ko fał­szu i obłu­dy – któ­re mani­fe­sto­wał fary­ze­usz modlą­cy się w świą­ty­ni. I zga­dza­my się – chy­ba że ktoś nie rozu­mie zna­cze­nia sło­wa „fary­ze­izm” – że opi­su­je ono posta­wę ze wszech miar nagan­ną. Dla­cze­go fary­ze­usz został odrzu­co­ny? Ano dla­te­go, że doj­rza­ła moral­ność nie rodzi się tam, gdzie ktoś mówi: nie jest ze mną jesz­cze tak źle, tam­ten jest gor­szy, tylu ludzi jest gor­szych. Doj­rza­ła moral­ność ma szan­sę ukształ­to­wać się raczej tam, gdzie ktoś może powie­dzieć: to dobry czło­wiek, jak dużo mi jesz­cze bra­ku­je do jego posta­wy. Fary­ze­usz w isto­cie cie­szy się, że ma pod ręką cel­ni­ka, na któ­re­go może pal­cem poka­zać. Fary­ze­usz nie chce, by cel­nik się popra­wił, nie chce, by kto­kol­wiek się popra­wiał. Dla­te­go jego moral­ność jest fał­szy­wa, nie­doj­rza­ła i nie daje szans na wzrost.

Doj­rza­ła moral­ność rodzi się tam, gdzie porów­nu­je­my sie­bie do dobrych wzor­ców, dostrze­ga­jąc wła­sne wady, a nie tam, gdzie z nie­zdro­wą cie­ka­wo­ścią i pozor­nie z obrzy­dze­niem, choć jed­no­cze­śnie z lubo­ścią patrzy­my na boha­te­rów nega­tyw­nych, bo tak popra­wia­my sobie samo­po­czu­cie. Oto i pokręt­na dia­lek­ty­ka świa­tła i ciem­no­ści. Zło odpy­cha i kusi jed­no­cze­śnie. Odru­cho­wo go odrzu­ca­my, ale też odru­cho­wo zatrzy­mu­je­my, gdy dobro sta­wia zbyt trud­ne wyma­ga­nia. Łudzi­my się, że jego mrok naszą ciem­ność nie­co roz­świe­tli. Jest to wysi­łek próż­ny, bo też jest wewnętrz­nie sprzecz­ny. Roz­świe­tlić wszak, jak suge­ru­je samo sło­wo, potra­fi jedy­nie świa­tło, któ­re pada na to, co mrocz­ne. A jakież świa­tło może padać od nega­tyw­nej posta­ci? Odpo­wiedź narzu­ca się sama – żad­ne. Skąd zatem to cho­ro­bli­wie dobre samo­po­czu­cie, kie­dy patrzy się na ekran, a tam szu­ja, pijak i oszust, krę­tacz i sek­su­al­ny dewiant? Z pew­no­ścią nie z ekra­nu, tyl­ko z samo­za­do­wo­le­nia wytwo­rzo­ne­go przez wła­sną psy­chi­kę. Wła­sna psy­chi­ka z lęku przed utra­tą pozy­tyw­ne­go obra­zu sie­bie, chęt­nie takie samo­za­do­wo­le­nie wytwa­rza. Zaczy­na­my krę­cić się wokół sie­bie, co rusz spo­glą­da­jąc w luster­ko: mimo wszyst­ko jed­nak ład­ny jestem. W porów­na­niu z inny­mi nie­źle wypa­dam. Nar­cyz tań­czy do wła­snej melodii.

Taka jest moja pod­sta­wo­wa wąt­pli­wość wobec fil­mu Kler i podob­nych mu pro­duk­cji. Wiel­ki pisarz bry­tyj­ski Gra­ham Gre­ene (ur. 1904, zm. 1991), któ­ry w 1922 roku porzu­cił angli­ka­nizm na rzecz Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go, w wie­lu kwe­stiach pozo­stał oso­bą kon­tro­wer­syj­ną. Jego tak­że inte­re­so­wa­ły dyle­ma­ty moral­ne, tak­że zagu­bio­nych księ­ży. Sma­rzow­ski nie wymy­ślił tu nic nowe­go. To Gre­ene w powie­ści Sła­wa i chwa­ła opi­sy­wał losy księ­dza, do któ­re­go przy­lgnę­ło zna­mien­ne okre­śle­nie „whi­sky priest” (w wol­nym tłu­ma­cze­niu: ksiądz od whi­sky), któ­ry nad­mier­nie spo­ży­wa wymie­nio­ny tru­nek, oczy­wi­ście ma kochan­kę i dziec­ko z nią. U Greene’a jed­nak poka­zy­wa­na postać nie jest pła­ska i jed­no­aspek­to­wa jak u Sma­rzow­skie­go. Gre­ene przy­naj­mniej pró­bu­je poka­zać zma­ga­nie się dobra ze złem w czło­wie­ku, bo to jest naj­cie­kaw­sze i tyl­ko to jest waż­ne, jeśli czło­wiek-arty­sta ma ambi­cję uka­zać jakąś praw­dę o człowieku.

Kościół od wie­ków przy­po­mi­na taką pod­sta­wo­wą praw­dę – mia­no­wi­cie prze­ko­nu­je świat o grze­chu. Świat się śmie­je. Kościół od wie­ków czy­ta wier­nym, że dia­beł jak lew ryczą­cy krą­ży, szu­ka­jąc kogo pożreć (1 P 5, 8). Wier­ni nie dowie­rza­ją. Wie­lu wyda­je się, że to tyl­ko taka barw­na meta­fo­ra. Sko­ro jed­nak łamią się i upa­da­ją wiel­cy, to nie o meta­fo­rze tu mowa. Gdy­by Sma­rzow­ski zechciał zadu­mać się nad samą per­fi­dią zła i pozor­ną bez­rad­no­ścią dobra, nad tajem­ni­cą nie­pra­wo­ści, i z tego duma­nia wycią­gnął jakiś głęb­szy wnio­sek, war­to było­by popa­trzeć i war­to było­by na to popa­trzeć. Tym­cza­sem nie uczy­nił tego, zatem nie­je­den fary­ze­usz odej­dzie przy­jem­nie pokrze­pio­ny, pozo­sta­jąc fary­ze­uszem, nie­je­den nar­cyz zatrze­po­cze powie­ka­mi i zachwy­ci się wła­sną uro­dą. Reży­ser zaś odje­dzie połech­ta­ny szu­mem braw w prze­ko­na­niu, że wiel­kiej rze­czy dokonał. 


Jan Kłos – pra­cow­nik Katolic­kiego Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II, inte­re­su­je się dok­try­na­mi spo­łecz­no-poli­tycz­ny­mi, środ­ka­mi maso­we­go prze­ka­zu, sys­te­mem poli­tycz­nym Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Lau­re­at Nagro­dy im. Micha­ela Nova­ka za rok 2006. Autor wie­lu publi­ka­cji, m.in. książ­ki Kry­zys cywi­li­za­cji euro­pej­skiej wobec chrze­ści­jań­stwa w myśli Juana Dono­so Cor­tésa (Lublin: Wydaw­nic­two Aca­de­mi­con, 2017).

Fot.: Some rights rese­rved by thi­si­smy­url, CC0

Najnowszy numer można nabyć od 1 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Pozwo­lę sobie zacy­to­wać: ”Skąd zatem to cho­ro­bli­wie dobre samo­po­czu­cie, kie­dy patrzy się na ekran, a tam szu­ja, pijak i oszust, krę­tacz i sek­su­al­ny dewiant”. Nie wiem jak wyglą­da­ło to u Pana ale ja na przy­kład nie zna­la­złam w sobie gra­ma dobre­go samo­po­czu­cia po obej­rze­niu KLE­Ru, tak samo sytu­acja wyglą­da­ła u moich zna­jo­mych. Było we mnie i jest do tej pory dużo znie­sma­cze­nia, odra­zy i potę­pie­nia. Wyda­je mi się, że nikt ”nor­mal­ny” nie czer­pie przy­jem­no­ści z oglą­da­nia pedofilii.
    ”Gdy­by Sma­rzow­ski zechciał zadu­mać się nad samą per­fi­dią zła i pozor­ną bez­rad­no­ścią dobra, nad tajem­ni­cą nie­pra­wo­ści, i z tego duma­nia wycią­gnął jakiś głęb­szy wniosek…”
    Wnio­ski to powi­nien wycią­gnąć kler, paść w koń­cu na kola­na, odrzu­cić butę i prze­pro­sić każ­de skrzyw­dzo­ne dziec­ko. Postą­pić dokład­nie tak, jak naucza:
    1. Rachu­nek sumienia.
    2. Żal za grzechy.
    3. Moc­ne posta­no­wie­nie poprawy.
    4. Wyzna­nie grze­chów czy­li szcze­ra spowiedź.
    5. Zadość­uczy­nie­nie Panu Bogu i bliźniemu.

    ”Tym­cza­sem nie uczy­nił tego, zatem nie­je­den fary­ze­usz odej­dzie przy­jem­nie pokrze­pio­ny, pozo­sta­jąc fary­ze­uszem, nie­je­den nar­cyz zatrze­po­cze powie­ka­mi i zachwy­ci się wła­sną uro­dą” napraw­dę tyl­ko do takich wnio­sków Pan doszedł?

    • Podo­ba mi się wypo­wiedź Justy­ny. Dodam: “…zadu­mać się nad samą per­fi­dią zła i pozor­ną bez­rad­no­ścią dobra…” — a to aku­rat Sma­rzow­ski zro­bił, ale może jakieś krzy­wie­nie poznaw­cze nie pozwa­la dostrzec panu Kłosowi…

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy