Epistemologia Felieton

Jan Woleński: Filozofia i zabobon

Słowniki i encyklopedie filozoficzne rzadko podają odrębne hasła dotyczące zabobonów. Na tym tle książka Sto zabobonów J.M. Bocheńskiego (wydana w 1987 r.) jest pozycją wyjątkową, tym bardziej że nosi podtytuł Krótki filozoficzny słownik zabobonów.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 6 (36), s. 45–46. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Autor defi­niu­je zabo­bon epi­ste­micz­nie, tj. jako „wie­rze­nie, któ­re jest (1) oczy­wi­ście w znacz­nym stop­niu fał­szy­we, a mimo to (2) uwa­ża­ne za na pew­no praw­dzi­we”. Gdy­by rzecz nazwać: „Sto suge­stii do słow­ni­ka filo­zo­ficz­ne­go” i pomi­nąć przed­mo­wę, taki tytuł był­by rów­nie dobry. Zde­cy­do­wa­na więk­szość skład­ni­ków Stu zabo­bo­nów pokry­wa się z hasła­mi wystę­pu­ją­cy­mi w typo­wych dyk­cjo­na­rzach filo­zo­ficz­nych. Bocheń­ski uwa­żał filo­zo­fię za naukę i chciał oczy­ścić idee filo­zo­ficz­ne z zabo­bon­nych nale­cia­ło­ści, któ­ry­mi poglą­dy filo­zo­fów obro­sły w toku dzie­jów. I tak np. nauka jako taka nie jest oczy­wi­ście zabo­bo­nem, ale na jej temat powsta­ły roz­ma­ite prze­są­dy (= zabo­bo­ny), np. że jest zawsze i wszę­dzie. Reli­gia jest zja­wi­skiem zło­żo­nym, w szcze­gól­no­ści spo­so­bem odno­sze­nia się do sacrum, ale zabo­bo­nem jest jej mie­sza­nie z magią. Bocheń­ski był prze­ko­na­ny, że jeśli weź­mie­my pod uwa­gę jakiś pogląd filo­zo­ficz­ny obcią­żo­ny zabo­bo­nem, moż­na sto­sun­ko­wo łatwo ziden­ty­fi­ko­wać część zabo­bon­ną i to, co sta­no­wi rze­tel­ną treść nauko­wą. Wpraw­dzie Bocheń­ski nie był ani scjen­ty­stą, ani pozy­ty­wi­stą, ale w grun­cie rze­czy wie­rzył w jeden wek­tor tych sta­no­wisk, mia­no­wi­cie w to, że dys­po­nu­je­my meto­dą pozwa­la­ją­cą oddzie­lić to, co w danym poglą­dzie jest nauką, od tego, co nią nie jest, a na doda­tek sama ta pro­ce­du­ra jest nauko­wa. Sprze­ci­wiał się jed­nak uzna­niu scjen­ty­zmu i pozy­ty­wi­zmu za uni­wer­sal­ne klu­cze poznaw­cze, bo taka iden­ty­fi­ka­cja była­by zabo­bo­nem. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że Sto zabo­bo­nów jest, by tak rzec, oso­bi­stym słow­ni­kiem filo­zo­ficz­nym i fawo­ry­zu­je tre­ści, któ­re Bocheń­ski aprobował.

Wła­sny inte­res filo­zo­ficz­ny Bocheń­skie­go widać już w tytu­le, gdyż sło­wo „zabo­bon” ma wydźwięk pejo­ra­tyw­ny. Oto defi­ni­cja słow­ni­ko­wa: „Prze­sąd, zabo­bon – bez­pod­staw­na, upar­cie żywio­na i nie­wraż­li­wa na argu­men­ta­cję wia­ra w ist­nie­nie związ­ku przy­czy­no­wo-skut­ko­we­go mię­dzy dany­mi zda­rze­nia­mi. Wypły­wać ona może ze ste­reo­ty­pów zako­rze­nio­nych w tra­dy­cji i kul­tu­rze”. Ta cha­rak­te­ry­sty­ka jest epi­ste­mo­lo­gicz­nie bogat­sza od wyja­śnie­nia Bocheń­skie­go, gdyż odwo­łu­je się do cze­goś wię­cej niż praw­dzi­wość, fał­szy­wość i prze­ko­na­nie (uwa­ża­nie). W związ­ku z tym moż­na zabo­bo­ny roz­wa­żać w świe­tle dys­tynk­cji, wpro­wa­dzo­nej przez Ajdu­kie­wi­cza, anty­­­irracjonalizmu i irra­cjo­na­li­zmu – pozna­nie racjo­nal­ne (jako prze­ciw­staw­ne irra­cjo­nal­ne­mu) to takie, któ­re jest inter­su­biek­tyw­nie spraw­dzal­ne i inter­su­biek­tyw­nie komu­ni­ko­wal­ne. Zna­czy to, że jeśli A jest wytwo­rem pozna­nia racjo­nal­ne­go w tym sen­sie, to jego spraw­dze­nie jest każ­de­mu dostęp­ne. Inter­su­biek­tyw­na spraw­dzal­ność i inter­su­biek­tyw­na komu­ni­ko­wal­ność są dwie­ma stro­na­mi tego same­go meda­lu, ponie­waż to, co inter­su­biek­tyw­nie komu­ni­ko­wal­ne, jest tak­że inter­per­so­nal­nie spraw­dzal­ne i na odwrót. W samej rze­czy, inter­su­biek­tyw­ność nie tole­ru­je żad­ne­go nie­re­du­ko­wal­ne­go resi­du­um kognitywnego.

Roz­waż­my jakiś pro­sty zabo­bon, np. prze­ko­na­nie, że w pią­tek jest dniem feral­nym dla zda­wa­nia egza­mi­nów. Jeśli X zda w pią­tek, wyznaw­ca zabo­bo­nu powie, że tak szczę­śli­wie zło­ży­ło się, a jeśli oble­je, to wła­śnie dla­te­go, ze jest to dzień nie­szczę­śli­wy dla egza­mi­no­wa­nych. Czy tego rodza­ju prze­ko­na­nia są inter­su­biek­tyw­ne? Na pozór tak, bo ich wyznaw­cy uży­wa­ją języ­ka potocz­ne­go i wska­zu­ją na pro­ste fak­ty. Gdy jed­nak zosta­ną zapy­ta­ni o szcze­gó­ły, odpo­wia­da­ją mniej wię­cej tak: „Nie poj­miesz tego, dopó­ki nie uwie­rzysz, że pią­tek jest dniem feral­nym”, a to sta­no­wi odwo­ła­nie się do sfe­ry pry­wat­nej (w sen­sie epi­ste­mo­lo­gicz­nym) i posta­wę irra­cjo­nal­ną, gdyż zgod­ną z dowol­nym fak­tem. Roz­wa­ża­ny przy­kład bar­dziej odpo­wia­da zacy­to­wa­nej defi­ni­cji słow­ni­ko­wej niż defi­ni­cji Bocheńskiego.

Ana­li­za tego pro­ste­go przy­kła­du może być uogól­nio­na i zasto­so­wa­na np. do astro­lo­gii, nume­ro­lo­gii czy wie­lu prze­ko­nań spo­łecz­nych. Trze­ba być jed­nak ostroż­nym z uwa­gi na pejo­ra­tyw­ny cha­rak­ter słów „zabo­bon” i „prze­sąd”. Inter­lo­ku­tor, któ­re­mu powie­my, że ule­ga zabo­bo­no­wi pecho­we­go piąt­ku, zapew­ne nie obra­zi się. Wsze­la­ko czło­wiek reli­gij­ny lub zwo­len­nik okre­ślo­nej dok­try­ny poli­tycz­nej na pew­no obra­zi się, gdy usły­szy, że wie­rzy w prze­są­dy. Fak­tycz­nie, wie­le dok­tryn ma hybry­do­wy cha­rak­ter i zawie­ra ele­men­ty zarów­no irra­cjo­nal­ne, jak i racjo­nal­ne. Jestem agno­sty­kiem, ale dowo­dy na ist­nie­nie Boga poda­ne np. przez Toma­sza z Akwi­nu uwa­żam za inter­su­biek­tyw­nie komu­ni­ko­wal­ne i potra­fię z nimi pole­mi­zo­wać. Nato­miast sło­wa kapła­na o prze­isto­cze­niu mam za pozba­wio­ne inter­su­biek­tyw­ne­go sen­su, zatem irra­cjo­nal­ne. Stwier­dze­nie to jest pochod­ną defi­ni­cji poda­nej przez Ajdu­kie­wi­cza i mojej akcep­ta­cji anty­ir­ra­cjo­na­li­zmu w kon­tek­ście filo­zo­fii ana­li­tycz­nej. Powi­nie­nem jed­nak uznać, że z per­spek­ty­wy wia­ry reli­gij­nej rzecz wyglą­da inaczej.

Przy­kład „teo­lo­gicz­ny” doty­ka filo­zo­fii. Nie uwa­żam jej za za naukę, inter­su­biek­tyw­na spraw­dzal­ność nie jest bowiem pod­sta­wo­wa w tej per­spek­ty­wie. Np. zga­dzam się z tym, że sądy o bytach nad­przy­ro­dzo­nych nie są tak testo­wal­ne, ale spra­wa ist­nie­nia przed­mio­tu per­cep­cji przed­sta­wia się ina­czej. Wsze­la­ko inter­su­biek­tyw­na komu­ni­ko­wal­ność jest koniecz­na dla zacho­wa­nia posta­wy anty­irracjonalnej, ponie­waż to warun­ku­je apli­ka­cję meto­dy ana­li­tycz­nej. Łatwo to powie­dzieć, a trud­niej zre­ali­zo­wać. Czy jed­nak jest rze­czą wła­ści­wą trak­to­wa­nie poglą­dów filo­zo­ficz­nych jako zabo­bon­nych? Zapew­ne nie­któ­re moż­na tak kwa­li­fi­ko­wać, ale nie ma ogól­ne­go kry­te­rium. Sam mam trud­no­ści z rozu­mie­niem nie­któ­rych oznaj­mień Hus­ser­la lub Heideg­ge­ra, ale nie uwa­żam ich za wyraz prze­są­dów. Jest tak, że res ad prin­ci­pia meta­phi­lo­so­phi­ca venit. Za Dan­tem moż­na powie­dzieć lascia­te ogni spe­ran­za, że to może się zmie­nić, ale, wbrew Bocheń­skie­mu, nie wszyst­ko, co irra­cjo­nal­ne, jest zabobonne.


Jan Woleń­ski – eme­ry­to­wa­ny pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, pro­fe­sor Wyż­szej Szko­ły Infor­ma­ty­ki i Zarzą­dza­nia w Rze­szo­wie. Czło­nek PAN, PAU i Mię­dzy­na­ro­do­we­go Insty­tu­tu Filo­zo­fii. Inte­re­su­je się wszyst­ki­mi dzia­ła­mi filo­zo­fii, jego hob­by to ope­ra i pił­ka nożna.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Ewa Czarnecka

Najnowszy numer można nabyć od 1 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy