Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2023 nr 3 (51), s. 40–41. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.
John M. Keynes był synem Johna N. Keynesa, znanego logika z czasów „przedlogistycznych”, korespondował z Bertrandem Russellem, George’em E. Moore’em i Ludwigiem Wittgensteinem, miał nie tylko ogólne zainteresowania filozoficzne, ale opublikował też ważne dzieło o podstawach rachunku prawdopodobieństwa, A Treatise on Probability, które ukazało się w 1921 r. (Russell napisał bardzo pozytywną recenzję tej książki). Niemniej jego wspomniany traktat z 1936 r. jest pozbawiony poważniejszych treści filozoficznych, chociaż przyczynił się do ugruntowania społecznej filozofii liberalizmu.
Georg Simmel (zob. na s. 27 tego numeru) był przede wszystkim filozofem, jednym z pionierów socjologii w Niemczech – dzisiaj określenie „filozof społeczny” byłoby chyba najlepsze dla ujęcia jego miejsca w historii myśli. W 1900 r. ukazała się jego książka Filozofia pieniądza, do dzisiaj chyba jedyny traktat tak zatytułowany i rozważający swój tytułowy problem z bardzo różnych punktów widzenia, w przeciwieństwie do dzieła Keynesa, zawierającego diagnozę jemu współczesnej rzeczywistości ekonomicznej i formułującego wskazania, jak uniknąć recesji gospodarczej podobnej do tej z lat 1929–1933.
Główne przesłanie książki Simmela, do dzisiaj nadal prekursorskiej, nawet z perspektywy pięciu ćwierćwieczy od jej pierwszego wydania, daje się wyrazić w krótkim stwierdzeniu, że pieniądz mierzy świat, „tka społeczną sieć”. Jest to niewątpliwie pewna metafora, na pewno przypisująca pieniądzowi fundamentalną rolę w ludzkiej historii, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej. Metaforyczność stwierdzenia Simmela od razu prowokuje do rozmaitych prób literalizacji (udosłownienia) tej myśli. Nie jest to łatwe i okazuje się, że filozof ten, zwolennik socjologii formalnej zorientowanej na analizę relacji międzyludzkich, tka w swojej książce rozmaite opowieści o tym, jak pieniądz organizuje stosunki międzyludzkie. Te rozważania są wysoce akademickie (chociaż Simmelowi zarzucano – czynił to m.in. Ernst Cassirer, jeden z czołowych neokantystów – brak systematyczności, a więc coś, co w postkantowskiej niemieckiej tradycji akademickiej było bardzo poważną obiekcją) i osadzone w subiektywistycznej i relatywistycznej koncepcji człowieka. Nic nie odbierając rozważaniom Simmela, warto zwrócić uwagę na to, że pieniądz jest „bohaterem” bardzo wielu metafor, często nawet bardzo dosadnych, z których wiele ma wyraźną treść filozoficzną, zwłaszcza etyczną. Funkcjonują one w obiegu codziennym, dziełach literackich, nauczaniu religijnym itd. Gdy jedni chwalą dbałość o wartości mierzone ilością pieniądza, inni zalecają ubóstwo (łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego), a nawet pogardę dla tkania społecznej sieci przez płatnicze środki monetarne.
Ot, weźmy chociażby powiedzenie „pieniądz rządzi światem, tak biednymi, którym go brak, jak i bogatymi, którzy są jego niewolnikami”, autorstwa Trygvego Gulbranssena. W filmie Kabaret (1972, reż. Bob Fosse) znajdujemy piosenkę Money, Money, która zdaje się wyrażać nie tylko zacytowaną myśl norweskiego pisarza, ale również to, że pieniądz mierzy świat. Jeśli ktoś nie zna genezy słów pecunia non olet („pieniądz nie śmierdzi”), może sobie pomyśleć, że chwalą one powabny zapach banknotów i monet. Są dwie wersje historii tej sentencji. Jedna przypisuje ją Wespazjanowi, cesarzowi rzymskiemu, który wprowadził podatek od publicznych szaletów, a gdy jego syn Tytus uznał to za coś mało poważnego, miał odpowiedzieć, że pieniądze nie śmierdzą. Wedle innej wersji chodziło o podatek od garbarzy zbierających mocz i używających go do czyszczenia skór. Inne znane powiedzenie głosi, że czas to pieniądz – ma ono swoje odpowiedniki w wielu językach, może nawet wszystkich, a w języku polskim mamy przysłowie „czas jest wartościowy, tracąc go, traci się pieniądze, które by się wtedy zarobiło”. Z pewnego punktu widzenia to dłuższe wyjaśnienie jest trywializacją, ponieważ ogólna intencja rzeczonego powiedzenia jest chyba taka, że należy czas wykorzystywać w sposób optymalny, bowiem jego strata jest, lub przynajmniej może być, równie dotkliwa jak utrata majątku. Trzeba więc doceniać temporalny aspekt naszego istnienia jako coś fundamentalnego, równie ważnego jak to, że nie jesteśmy w stanie egzystować bez pieniądza. Ale są i negatywne sądy o pieniądzach, np. „kiedy pieniądze mówią, prawda milczy”, „kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze” czy „pieniądz dobry sługa, ale zły przewodnik”. Te sentencje traktują pieniądze jako mamonę, a więc to, co mami (chociaż aramejskie słowo ma’mon oznaczało zysk). Można z tą myślą związać powiedzenie, że pieniądze nie dają szczęścia, aczkolwiek badania socjologiczne prowadzone w tym zakresie sugerują, że ludzie mają na ten temat nader różne zdania, np. że forsa ułatwia osiągnięcie szczęścia.
I jeszcze jedna uwaga. Jednym ze skutków inflacji jest spadek wartości pieniądza. Jest to zjawisko realne, dosłowne. Wszelako można mówić też przenośnie o spadku wartości rozmaitych rzeczy z powodu ich nadmiaru w relacji do rzeczywistych potrzeb, np. wartości przepisów prawnych, dzieł artystycznych itd. Wtedy, by wrócić do Simmela, tkanie społecznej sieci jest patologiczne, a nie konstruktywne. Ale wolno też skorzystać z Keynesa i próbować ustalić, jak osiągnąć ekwilibrium w różnych przypadkach tego, co można określić jako pieniądz społeczny, wydatkowany dla osiągnięcia różnych celów ważnych dla wspólnego bytu.
Jan Woleński – emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Członek PAN, PAU i Międzynarodowego Instytutu Filozofii. Interesuje się wszystkimi działami filozofii, jego hobby to opera i piłka nożna.
Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.
< Powrót do spisu treści numeru.
Ilustracja: Lubomira Platta














Skomentuj