Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2025 nr 5 (65), s. 42–43. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.
Renesansowe nawiązywanie do kultury antyku dotyczyło także muzyki. Realizowała je tzw. Camerata florencka, grono kompozytorów i teoretyków muzyki, powołane prawdopodobnie w 1576 roku. Zainicjował je hrabia Giovanni de Bardi, a do grupy tej należeli m.in. Giulio Caccini (znany też jako Giulio Romano), Vincenzo Galilei (ojciec Galileo Galileusza, autor teoretycznego dzieła Dialogi o muzyce antycznej i nowej, programowego manifestu cameraty), Girolamo Mei, Jacopo Peri i Ottavio Rinuccini. Wszyscy oni byli przedstawicielami odrodzenia i propagatorami idei tej epoki, a więc miłośnikami kultury antycznej. Jednym z ich celów było odnowienie starożytnego teatru muzycznego i tym miała być właśnie opera. Zadanie nie było łatwe, ponieważ niewiele wiedziano o muzyce greckiej poza jej skąpymi opisami, znajdującymi się głównie w zachowanych tekstach pitagorejczyków, Platona czy Arystotelesa. Wiedza o muzyce greckiej była znacznie szczuplejsza niż o sztuce, literaturze czy architekturze. Mei odkrył hymny Mesodenesa, pochodzące z II w. n.e., które zostały opisane we wspomnianym dziele Galileusza, ale to nie wystarczało do odtworzenia antycznej harmoniki muzycznej. Podobnie jak w innych próbach rekonstrukcji kultury antyku, członkowie cameraty założyli, że muzyka grecka była odmienna od średniowiecznej. Postulowali radykalne odejście od muzyki polifonicznej i kontrapunktu, dodatkowo uważając, że są to znamiona kultury religijnej. Jako antidotum zaproponowali tzw. monodię, tj. deklamowany wiersz z towarzyszeniem instrumentu (lutni lub klawesynu), ale dość prędko pojawił się akompaniament orkiestrowy. Renesansowi teoretycy teatru muzycznego sądzili, że antyczny teatr muzyczny był właśnie monodyczny, gdyż polifoniczna wielogłosowość nie nadawała się do przedstawienia tekstu, bardzo istotnego elementu widowiska teatralnego, mającego, zgodnie z duchem odrodzenia, wyrażać myśli, motywacje i uczucia konkretnych ludzi „z tego świata”.
Pierwsze utwory operowe były nazywane dramma per musica (termin „opera” pojawił się kilkadziesiąt lat później). Powstały one pod koniec XVI w., a były to: Dafne Periego (1597; partytura zaginęła) i dwie Eurydyki (Periego oraz Cacciniego, obie wystawione w 1600 r.). Znamienne i całkiem zrozumiałe jest to, że postacie bohaterów pierwszych oper (Dafne, Orfeusz, Eurydyka) zostały zaczerpnięte z mitologii i literatury antycznej. Niemniej jednak trzeba zachować ostrożność w twierdzeniu, że opera renesansowa stanowiła adekwatną rekonstrukcję starożytnego teatru muzycznego. Dokładniej mówiąc, można mieć uzasadnione wątpliwości, czy takowe odtworzenie jest w ogóle możliwe. Wygląda raczej na to, że koncepcja opery, wedle Cameraty florenckiej, była projekcją estetycznych i fabularnych przeświadczeń odrodzenia w przeszłość, traktowaną jako normatywny wzorzec kulturowy. To ostatnie stwierdzenie ma swoje pokrycie w analizie dzieła Galileiego. Powoływał się on na wysoką ocenę muzyki przez starożytnych, czego dowodem miało być jej włączenie, już w starożytności, do quadrivium, obok arytmetyki, geometrii i astronomii. Muzyka była, zgodnie z tradycją sięgającą do pitagorejczyków, rzeczywiście nauką o dźwiękach i ich stosunkach, ale poddanych nie tyle kryteriom estetycznym, ile matematycznym. W konsekwencji harmonika muzyczna była fenomenem opartym na proporcjach liczbowych. Przy pewnej interpretacji muzyka stanowiła kosmologię, a więc globalną teorię Wszechświata. Natomiast teoretycy florenccy kierowali się bardziej uczuciową i estetyczną rolą muzyki, a nie jej strukturą matematyczną. Tak czy inaczej, domniemana rola muzyki w teatrze greckim nie wypływała z należenia do quadrivium.
Koncepcję cameraty radykalnie zakwestionował Fryderyk Nietzsche w swoim głośnym dziele Narodziny tragedii, aczkolwiek interesowała go nie tyle geneza opery, ile charakter muzyki greckiej. Uważał, że była ona (muzyka) bliższa poezji niż harmonii proporcji w sensie filozofii antycznej, czyli formalno- ‑matematycznej podstawy dźwiękowej skali muzycznej. Przypuśćmy, że Nietzsche ma rację, tj. muzyka antyczna wypływała bardziej z poezji niż matematyki. Jeśli ten pogląd jest trafny, to trzeba by oczekiwać, że Platon winien był zakazać muzyki w idealnym państwie, którego mieszkańcy mają kierować się rozumem, a nie sercem i uczuciem. Nic jednak nie wiadomo, aby pierwszy „rektor” Akademii głosił poglądy tak nieprzychylne muzyce. Podajemy ten przykład, aby unaocznić, jak ryzykowne jest spekulowanie na temat związków kultury późniejszej z wcześniejszą, nawet jeśli sporo wiadomo o preferencjach tej pierwszej. W samej rzeczy można utrzymywać, że nie ma konfliktu pomiędzy koncepcją Nietzschego a analizą Vinzenzo Galileusza, ponieważ florentczycy bynajmniej nie zaprzeczali emocjonalnemu wyrazowi muzyki, aczkolwiek zapewne nie znali, jako że nie mogli znać, melodycznej materii dźwiękowej stosowanej w greckim antyku. Do dzisiaj nie została ona zrekonstruowana w sposób na tyle zupełny, aby stanowić podstawę dla wysnuwania uzasadnionych przypuszczeń w kwestii ewentualnych paralel pomiędzy muzyczną starożytnością a pomysłami twórców opery, jako gatunku w ramach muzyki. Tak czy inaczej, dalsze dzieje opery poświadczają, że element uczuciowo-ekspresywno-fabularny zdecydowanie dominuje w tym gatunku muzycznym i ma swój podstawowy wyraz w warstwie wokalnej, a nie w akompaniamencie.
Jan Woleński – emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Członek PAN, PAU i Międzynarodowego Instytutu Filozofii. Interesuje się wszystkimi działami filozofii, jego hobby to opera i piłka nożna.
Współautor: Przemysław Krzywoszyński
Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.
< Powrót do spisu treści numeru.
Ilustracja: Lubomira Platta
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.















Skomentuj