Artykuł Felieton Logika

Jan Woleński: Trzecia (nowożytna) rewolucja antropologiczna

wolenski baner logo czarne l
Po dwóch wstrząsach rewolucyjnych w myśleniu o człowieku dokonuje się trzeci, związany z techniką komputerową. Coraz częściej człowiek jest porównywany nie ze zwierzętami, ale z komputerami – ze swoim wynalazkiem.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2018 nr 6 (24), s. 42–43. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Pierwsza była dziełem Kopernika – odebrał Ziemi, siedzibie gatunku homo sapiens, centralne miejsce we Wszechświecie. Ziemianie musieli się pogodzić z tym, że egzystują dość daleko od centrum. Darwin jest odpowiedzialny za rewolucję drugą, gdyż włączył gatunek ludzki w uniwersalną ewolucję przyrody. Jeszcze można było cieszyć się przeświadczeniem, że człowiek jest właśnie sapiens, istotą myślącą. Ma ten atrybut dzięki posiadaniu umysłu. Tu jednak rzecz okazała się delikatna. Sam Darwin nie negował tego, że zwierzęta są bytami psychicznymi (celowo w tym miejscu nie używam słowa „umysł”). Pogląd ten był o tyle ważny, że ostatecznie wyparł kartezjańskie pojmowanie zwierząt jako maszyn, którego skutkiem było traktowanie np. głosu bitego psa jako zgrzytu mechanizmu. Kartezjanizm był bodaj najbardziej radykalną negacją przypuszczenia, że zwierzęta mają umysły. Niemniej darwinizm nie implikuje tezy, że istnieją umysły animalne i zarazem pozaludzkie. Od razu wyjaśnię, że nie rozważam w tym tekście umysłów nadprzyrodzonych w sensie teologicznym. Z drugiej strony, twierdzenie, że zwierzęta mają umysły, jest na pewno niesprzeczne z teorią ewolucji. Wszelako jeśli ktoś je uznaje, musi odpowiedzieć na pytanie, czy każde zwierzę ma umysł, czy też tylko niektóre są weń wyposażone. Inaczej mówiąc, trzeba sformułować jakieś kryterium pozwalające odróżnić istoty rozumne (posiadające umysł) od bezrozumnych.

Prosta wskazówka sugeruje, aby do sprawy podejść funkcjonalnie, tj. wedle zachowania zwierząt sugerującego, że rozwiązują problemy logiczne. W 1615 r. odbyła się na Uniwersytecie w Cambridge debata na temat psiej logiki – dyskusji przysłuchiwał się król Jakub I. Problem dotyczył tego, czy psy myśliwskie tropiące w trakcie łowów stosują logikę, w szczególności tzw. prawo sylogizmu dysjunktywnego, w postaci „A lub B, a więc jeśli nie‑A, to B” (kwestia ta była już rozważana w starożytności przez Chryzypa). Przypuśćmy, że pies dociera do rozwidlenia dróg. Tropiona zwierzyna ucieka w prawo lub lewo. Pies ustala, że nie w lewo, a więc biegnie w prawo. John Preston (z Queens’ College) bronił tezy, że psy stosują logikę, natomiast jego oponent Matthew Wren (z Pembroke College), że psy jedynie kierują się węchem. Simon Reade (z Christ’s College), który moderował debatę, przyznał rację Wrenowi. Król – zapalony myśliwy – zauważył, iż oponent powinien jednak lepiej myśleć o psach, a nieco gorzej o sobie. Wren zręcznie wybrnął z sytuacji, powiadając, że psy królewskie w przeciwieństwie do innych są wyjątkowe, ponieważ polują na polecenie władcy.

Dzisiejsze dyskusje dotyczą bardziej tzw. maszyn myślących niż zwierząt. Powód jest bardzo prosty. O ile ograniczenia zwierząt są oczywiste i trudne do przekroczenia, to ulepszanie maszyn jest możliwe w sposób, który trudno przewidzieć. Wskazuje na to historia. Rozmaite urządzenia: liczące, translatorskie itp., używane od dawna i ciągle udoskonalane, traktowano jako instrumenty wspomagające człowieka i służące przyspieszaniu wykonywania rozmaitych operacji, przede wszystkim obliczeniowych. Rozwój technologiczny sprawił, że efektywność ludzkich czynności, np. w ramach nawigacji morskiej czy lotniczej, była nie do pomyślenia bez udziału coraz bardziej skomplikowanych urządzeń. Standardowy pogląd był jednak taki, że środki techniczne nie są twórcze w tym sensie, że działają wedle mechaniki zaprojektowanej przez człowieka. Sytuacji tej nie zmieniły pierwsze komputery. Uważano, że działają wedle programów deterministycznych, tj. jedynie wykonują stosowne instrukcje.

Na początku lat 50. Alan Turing przedstawił głośny argument wskazujący, że człowiek nie jest w stanie odpowiedzieć, czy komunikuje się z drugim człowiekiem, czy komputerem, o ile test jest przeprowadzany za pomocą pytań rozstrzygnięcia, tj. takich, na które odpowiada się „tak” lub „nie”. To zmieniło nastawienie części teoretyków – wielu zaczęło uważać, że nie ma jakościowej różnicy pomiędzy umysłem a komputerem. Efektem tego była obliczeniowa teoria umysłu, traktująca umysł jako maszynę obliczeniową (w przeciwieństwie do funkcjonalizmu, głoszącego, że o umysłowości decydują funkcje). Kolejnymi punktami dla komputacjonizmu było pojawienie się maszyn uczących się, programów korygujących błędy, wyszukujących problemy do rozwiązania czy użytkowników itd. Teza, że można wytworzyć komputery nie tylko imitujące umysły, ale będące nimi, zdobywa coraz więcej zwolenników. Przeciwnicy tej koncepcji niekiedy powołują się na tzw. twierdzenia limitacyjne, tj. wskazujące, że pewne problemy nie mogą być rozwiązane algorytmicznie, aczkolwiek ludzkie umysły z nimi sobie radzą. Na to odpowiada się, że jest to sprawa akcydentalna. Nie wyklucza się także urządzeń hybrydowych, tj. komputerów z implementowanymi elementami organicznymi w postaci ludzkich tkanek. Odpowiednia komplikacja tych dodatków może sprawić, że odpowiedź na pytanie, czy to jeszcze maszyna, czy już człowiek, stanie się trudna. I jak było do przewidzenia, teza, że są umysły pozaludzkie w postaci komputerów, budzi poważne opory emocjonalne, podobnie jak to było w przypadku rewolucji kopernikańskiej czy darwinowskiej. Komputacjonizm jest oskarżany o to, że degraduje człowieka jako jedyny byt posiadający umysł w sensie ścisłym. Niemniej wytworzenie umysłów pozaludzkich wydaje się kwestią czasu. I to jest trzecia rewolucja antropologiczna. Czy będzie czwarta i kolejne? Trudno oczywiście prorokować, ale wydaje się, że taką może być odkrycie cywilizacji pozaziemskich. Pytanie, czy jesteśmy sami w Kosmosie, czy też mamy kolegów, zawsze napędzało literaturę science fiction – czasem odnosiło się do pewnych faktów, jak np. sławne kanały na Marsie. Prasa donosi o rejestrowaniu coraz to nowych sygnałów z odległych obiektów kosmicznych. Jeśli pochodzą od umysłów – to od jakich?


Jan Woleński – emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Członek PAN, PAU i Międzynarodowego Instytutu Filozofii. Interesuje się wszystkimi działami filozofii, jego hobby to opera i piłka nożna.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Justyna Madajewska

Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy