Sprawy filozofów

Jan Woleński: Umiędzynarodowienie humanistyki polskiej

Poniż­szym tek­stem inau­gu­ru­je­my nowy dział publi­cy­sty­ki – „Spra­wy filo­zo­fów”, w któ­rym będzie­my publi­ko­wać tek­sty będą­ce gło­sa­mi na waż­ne dla śro­do­wi­ska filo­zo­ficz­ne­go tema­ty. Zachę­ca­my do dyskusji!


Nie miej­sce tutaj nawet na pobież­ną ana­li­zę refor­my nauki i szkol­nic­twa wyż­sze­go wpro­wa­dzo­nej tzw. usta­wą 2.0. Zaj­mo­wa­łem się tym w innych swo­ich tek­stach („Glos­sa do zasad ewa­lu­acji”, PAU­za Aka­de­mic­ka, 420(2018), s. 3; „Art. 266 usta­wy Gowi­na jest wadli­wy i wyma­ga napra­wy; „Naiw­ni refor­ma­to­rzy nauki; „Będzie nie tyl­ko obciach”, PAU­za Aka­de­mic­ka 449(2018), s. 3; „Powrót do rze­czy­wi­sto­ści, „Usta­wa 2.0 i huma­ni­sty­ka”, Forum Aka­de­mic­kie 4(2019), s. 30–31; „Nie blo­kuj­my reform Gowi­na?; „Kolej­ny bubel w refor­mo­wa­niu nauki”, PAU­za Aka­de­mic­ka 457, s. 3; „Mini­ster Gowin o swo­im naj­waż­niej­szym osią­gnię­ciu”, Gaze­ta Wybor­cza (Kra­kow), 21 wrze­sień 2019, s. 2 i „Filo­zo­fia i tzw. refor­ma nauki”, Ruch Filo­zo­ficz­ny 76(1)(2020), s. 245–250). Moja oce­na tego przed­się­wzię­cia jest zde­cy­do­wa­nie kry­tycz­na. Fak­tycz­nie, jest to refor­ma inna niż wszyst­kie, jak zapew­nia p. Gowin, ale wbrew jego samo­chwal­czym oznaj­mie­niom – gorsza. 

Wspo­mi­nam o swo­im jed­no­znacz­nie nega­tyw­nym sta­no­wi­sku do „refor­my” Gowi­na, aby wska­zać na ogól­ny kon­tekst moich dal­szych uwag. Dalej zamie­rzam się zająć, zresz­tą nie po raz pierw­szy, kwe­stią szcze­gó­ło­wą, mia­no­wi­cie umię­dzy­na­ro­do­wie­niem huma­ni­sty­ki pol­skiej. Pro­blem jest oczy­wi­ście ogól­niej­szy, ponie­waż inter­na­cjo­na­li­za­cja (całej) nauki pol­skiej jest pożą­da­ną war­to­ścią, ale poru­szam tyl­ko podwór­ko huma­ni­stycz­ne i do pew­ne­go stop­nia (ale tyl­ko porów­naw­cze­go) nauk spo­łecz­nych. Moim punk­tem odnie­sie­nia jest filo­zo­fia, bo nale­żę do tej dyscypliny. 

Dość powszech­nie gło­szo­na teza jest taka: „Nowe, tj. wpro­wa­dzo­ne przez tzw. usta­wę 2.0, zasa­dy ewa­lu­acji nauki sprzy­ja­ją umię­dzy­na­ro­do­wie­niu huma­ni­sty­ki pol­skiej”. W trak­cie pane­lu „Filo­zo­fia w Pol­sce po refor­mie. Szan­se i zagro­że­nia” moż­na było usły­szeć opi­nię „O, teraz filo­zo­fo­wie pol­scy będą publi­ko­wa­li w dobrych cza­so­pi­smach”. Dla­cze­go? Ano dla­te­go, że sys­tem punk­ta­cji będzie ich do tego przy­mu­szał. Otóż, twier­dzę, że tego rodza­ju prze­wi­dy­wa­nia są nader ryzykowne.

Ewa­lu­acja zakła­da punk­ta­cję publi­ka­cji – zarów­no arty­ku­łów, jak i ksią­żek. Wpro­wa­dzo­ny sys­tem wzbu­dza wie­le kon­tro­wer­sji, m.in. tym, że mia­ry punk­to­we są zbyt kon­wen­cjo­nal­ne. W ogól­no­ści, tzw. pre­sti­żo­we cza­so­pi­sma i wydaw­nic­twa, przede wszyst­kim zagra­nicz­ne, zyska­ły znacz­nie więk­sze kwo­ty punk­to­we od kra­jo­wych – prze­cięt­ne pol­skie pismo filo­zo­ficz­ne (ogól­niej, huma­ni­stycz­ne) ma od 20–40 punk­tów, a zagra­nicz­ne, uzna­ne za dobre – co naj­mniej 100 (wszyst­kie dane licz­bo­we poda­ję w dużym przy­bli­że­niu, bo waż­ne są zasa­dy, a nie deta­le). Fak­tem jest, że naukow­cy bra­li udział w kon­struk­cji ska­li punk­to­wej, ale, po pierw­sze, ich usta­le­nia zosta­ły potem zmie­nio­ne, a po dru­gie, trud­no było osią­gnąć kon­sen­sus mię­dzy przed­sta­wi­cie­la­mi poszcze­gól­nych dys­cy­plin. W tej dru­giej per­spek­ty­wie poja­wił się kon­flikt mię­dzy np. histo­ry­ka­mi i filo­lo­ga­mi pol­ski­mi a przed­sta­wi­cie­la­mi bar­dziej mię­dzy­na­ro­do­wych dys­cy­plin, np. filo­zo­fii i teo­re­tycz­nych nauk spo­łecz­nych, np. socjo­lo­gii i psy­cho­lo­gii. Pierw­si powia­da­ją: „My słu­ży­my kul­tu­rze naro­do­wej i musi­my publi­ko­wać w języ­ku pol­skim”, a dru­dzy: „My słu­ży­my nauce jako takiej i chce­my, aby nasz doro­bek był sze­ro­ko zna­ny w świe­cie”. Stąd nacisk tych dru­gich na publi­ka­cje w języ­kach mię­dzy­na­ro­do­wych, a tych pierw­szych – aby „ich” publi­ka­to­ry nauko­we posia­da­ły wyso­kie punktacje. 

Kon­flikt (nie jest niczym nowym) jest nie­roz­wią­zy­wal­ny, ale trze­ba go łago­dzić, a nie wzmac­niać. Obec­ny sys­tem ewa­lu­acji czy­ni to dru­gie, przy czym oli­wy do ognia dole­wa­ją nie­zbyt odpo­wie­dzial­ne gło­sy przy­rod­ni­ków (podzie­la­ne przez część huma­ni­stów), że śro­do­wi­sko huma­ni­stycz­ne tor­pe­du­je refor­mę. Trze­ba po pro­stu przy­jąć do wia­do­mo­ści, że pew­ne spe­cjal­no­ści są „bar­dziej” mię­dzy­na­ro­do­we od innych i na to nie ma rady. Tak jest np. w filo­zo­fii – logi­cy, filo­zo­fo­wie języ­ka czy filo­zo­fo­wie nauki mają więk­sze szan­se na publi­ka­cje zagra­nicz­ne niż np. histo­ry­cy filo­zo­fii. Mówię wła­śnie o szan­sach, a nie o koniecz­no­ściach, np. moja mono­gra­fia o szko­le lwow­sko-war­szaw­skiej zro­bi­ła nie­złą karie­rę świa­to­wą, ale to był wynik roz­ma­itych oko­licz­no­ści, a nie tyl­ko mojej chę­ci publi­ka­cji za granicą.

Nie ma badań doty­czą­cych mię­dzy­na­ro­do­wej aktyw­no­ści publi­ka­cyj­nej pol­skich huma­ni­stów. A bez tego wszel­kie postu­la­ty w tym zakre­sie są zawie­szo­ne w próż­ni. Jaki pro­cent Pola­ków publi­ku­je? W jakich cza­so­pi­smach? W jakich wydaw­nic­twach? Ile ksią­żek? Ile arty­ku­łów w pra­cach zbio­ro­wych? Jak to roz­kła­da się na dys­cy­pli­ny? Moje wła­sne hipo­te­zy suge­ru­ją, że jeśli 10% pol­skich filo­zo­fów publi­ku­je w wydaw­nic­twach zagra­nicz­nych, bo jest to bar­dzo dobry wynik i pew­nie lep­szy niż w wie­lu innych seg­men­tach huma­ni­sty­ki. Kon­struk­to­rzy sys­te­mu ewa­lu­acyj­ne­go zapo­mi­na­ją, że arty­kuł w pra­cy zbio­ro­wej wyda­nej w Sprin­ge­rze jest czę­sto bar­dziej war­to­ścio­wy niż tekst zamiesz­czo­ny w „Erken­nt­nis”. Tym­cza­sem punk­ta­cja ofi­cjal­na to cał­ko­wi­cie igno­ru­je, pre­fe­ru­jąc cza­so­pi­sma w sto­sun­ku do mono­gra­fii zbio­ro­wych. Dodat­ko­wo, np. Prze­gląd Filo­zo­ficz­ny, naj­waż­niej­sze pol­skie cza­so­pi­smo filo­zo­ficz­ne, został wyce­nio­ny na 20 „oczek”, nato­miast Filo­zo­fia Nauki Rocz­ni­ki Filo­zo­ficz­ne – na 40. Róż­ni­ca bie­rze się stąd, że Prze­gląd jest tyl­ko filo­zo­ficz­ny, Filo­zo­fia Nauki ma w swej dome­nie tak­że m.in. pra­wo kano­nicz­ne, a Rocz­ni­ki – filo­zo­fię i teo­lo­gię. W kon­se­kwen­cji, że pra­ca opu­bli­ko­wa­na w dwóch ostat­nich cza­so­pi­smach ma dwu­krot­nie wyż­szą war­tość niż arty­kuł zamiesz­czo­ny w pierwszym. 

Jeśli ktoś ogło­si arty­kuł w Jour­nal of Phi­lo­so­phy (200 punk­tów), to jego pra­ca zosta­je uzna­na za 10 razy bar­dziej war­to­ścio­wą od arty­ku­łu w Prze­glą­dzie Filo­zo­ficz­nym. Ewen­tu­al­ne wyja­śnie­nie, że wyżej punk­to­wa­na jest inter­dy­scy­pli­nar­ność jest tak absur­dal­ne, że nawet nie war­to tego komen­to­wać. Został tak­że wpro­wa­dzo­ny ran­king wydaw­nictw – kra­jo­wych i zagra­nicz­nych. Mono­gra­fia wyda­na w Oxford Uni­ver­si­ty Press otrzy­mu­je 200 punk­tów, nato­miast w Sprin­ger Ver­lag – 80 punk­tów. Nie wia­do­mo, jaka jest przy­czy­na tej nume­ro­lo­gii (trud­no to nazwać ina­czej). Załóż­my, że jakiś X, zaj­mu­ją­cy się teo­lo­gią i pra­wem kano­nicz­nym, opu­bli­ku­je w Filo­zo­fii Nauki 15-stron­ni­co­wy arty­kuł o meto­do­lo­gicz­nych pod­sta­wach kano­nicz­ne­go pra­wa mał­żeń­skie­go, a w Rocz­ni­kach Filo­zo­ficz­nych – tekst (podob­nej obję­to­ści) o kon­tro­wer­sjach wokół try­ni­ta­ry­zmu we wcze­snym śre­dnio­wie­czu. Te pra­ce zbio­rą 80 punk­tów, tyle samo, co pra­wie 400-stron­ni­co­wa mono­gra­fia w języ­ku angiel­skim wyda­nia w Sprin­ger Ver­lag – nie prze­sa­dzam, bo moja książ­ka Seman­tics and Truth, wyda­na w tym roku, jest wła­śnie w takiej sytu­acji). Konia z rzę­dem za uza­sad­nie­nie, że opi­sa­na sytu­acja ma cokol­wiek wspól­ne­go z obiek­tyw­ną oce­ną efek­tów pra­cy naukowej.

Jed­no z fun­da­men­tal­nych nie­po­ro­zu­mień pole­ga na tym, że mie­sza się ewa­lu­ację jako narzę­dzie oce­ny kon­kret­ne­go auto­ra i jako instru­ment oce­ny dys­cy­pli­ny w ramach np. uczel­ni. Tę dru­ga kwe­stia wyma­ga­ła­by szer­sze­go potrak­to­wa­nia. W szcze­gól­no­ści nie wia­do­mo, skąd wzię­ła się licz­ba 12 osób jako mini­mum dla ewa­lu­acji danej dys­cy­pli­ny w ramach uczel­ni – jeden z pomoc­ni­ków p. Gowi­na oświad­czył, że być może z uwa­gi na licz­bę apo­sto­łów i jest to bar­dzo kla­row­ny symp­tom pozio­mu nie­któ­rych refor­ma­to­rów. W wyni­ku tego część indy­wi­du­al­ne­go dorob­ku ulat­nia się. Groź­ne są też wymu­sze­nia na zmia­nie przy­na­leż­no­ści do dys­cy­plin w celu wypeł­nie­nia defi­cy­tu, np. w mod­nych naukach o komu­ni­ka­cji, koszem filo­zo­fów – to zna­czy: albo Pan(i) zapi­sze się do dys­cy­pli­ny ewa­lu­owa­nej u nas, albo do widze­nia. Dalej, zasto­so­wa­ne ska­le są nomi­nal­ne lub, co naj­wy­żej, porząd­ku­ją­ce, ale w opar­ciu o nie sto­su­je się algo­ryt­my z ope­ra­cja­mi mate­ma­tycz­ny­mi nie dopusz­czal­ny­mi na tych ska­lach, wycią­ga się śred­nie, sto­su­je się współ­czyn­ni­ki. Waż­niej­sze dla roz­wa­ża­ne­go tema­tu jest to, iż licz­ba „punk­to­wa” przy­zna­wa­na za tzw. publi­ka­cje pre­sti­żo­we i tak zosta­je zmniej­szo­na, nie mówiąc już o tym, że moż­na przed­sta­wić do ewa­lu­acji tyl­ko 4 publikacje. 

Tak czy ina­czej, wbrew inten­cjom wiel­bi­cie­li publi­ka­cji „za gra­ni­cą” i punk­to­wa­niu wedle tego kry­te­rium rezul­ta­ty są dale­kie od ocze­ki­wań, ponie­waż wca­le nie świad­czą o war­to­ści pra­cy nauko­wej. Czy to zna­czy, że ape­lu­ję o to, aby nie wychy­lać nosa z rodzi­me­go zaścian­ka? Oczy­wi­ście, że nie i sam do tego nama­wiam młod­szych kole­gów. Nauka sta­ła się zaję­ciem maso­wym i jakieś kry­te­ria oce­ny muszą być przy­ję­te, cho­ciaż­by w związ­ku z awan­sa­mi lub przy­zna­wa­niem dota­cji. I w tym wzglę­dzie publi­ka­cje zagra­nicz­ne win­ny być cenio­ne, nie­kie­dy nawet wyżej niż „pol­skie”, ale mam poważ­ne wąt­pli­wo­ści, czy tak, jak to regu­lu­je obec­na usta­wa i jej pro­pa­ga­to­rzy. Ot, np. weź­my przy­kład (nie wymy­ślo­ny). Dobrze, gdy mło­dzi filo­zo­fo­wie publi­ku­ją w dobrym zagra­nicz­nym cza­so­pi­śmie, np. takim, w któ­rym uka­za­ły się arty­ku­ły Dana Zaha­vie­go i Davi­da Chal­mer­sa. Wsze­la­ko to, że XY z Pol­ski opu­bli­ku­je pra­cę tam, gdzie ogło­si­li swo­je rze­czy obaj rze­cze­ni filo­zo­fo­wie, fak­tycz­nie zna­ni na ryn­ku mię­dzy­na­ro­do­wym, nie świad­czy o niczym spe­cjal­nym. Moim zda­niem, obaj mogli­by się nauczyć spo­ro, gdy­by przy­je­cha­li do Pol­ski, a więc „nazwi­sko­ma­nia” nie jest żad­nym kry­te­rium war­to­ści. Zgo­da, że im więk­szy pro­cent publi­ka­cji zagra­nicz­nych, tym więk­sza zna­jo­mość danej dzie­dzi­ny nauki w świe­cie, a na tym powin­no nam zale­żeć. Trze­ba jed­nak mie­rzyć zamia­ry na siły, a nie odwrot­nie. Jesz­cze raz zwra­cam uwa­gę na to, że tyl­ko 10% (o ile moja hipo­te­za jest słusz­na) filo­zo­fów pol­skich publi­ku­je w pre­sti­żo­wych wydaw­nic­twach, a to jed­nak nie­wie­le, oraz że nie­któ­re dys­cy­pli­ny muszą mieć cha­rak­ter wyraź­nie naro­do­wy. Z dru­giej stro­ny, nie byli­śmy, nie jeste­śmy i nie będzie­my nauko­wym (huma­ni­stycz­nym, filo­zo­ficz­nym itd.) pęp­kiem świa­ta i nie my decy­du­je­my o pozio­mie nauki w ska­li glo­bal­nej. To, co jest naszym obo­wiąz­kiem i co może­my wyko­nać, pole­ga na dba­niu o wyso­ki poziom huma­ni­sty­ki w Polsce.

Realia są takie, że rów­nież nauka pod­le­ga glo­ba­li­za­cji, a więc uczest­nic­two w świa­to­wym życiu nauko­wym jest nie­zbęd­ne. W tej per­spek­ty­wie nale­ży oce­niać publi­ka­cje pol­skich auto­rów za gra­ni­cą (pomi­jam tutaj oczy­wi­stą satys­fak­cję oso­bi­stą). Są one jed­nym, a nie jedy­nym czy nawet pod­sta­wo­wym mier­ni­kiem jako­ści pra­cy nauko­wej. Trze­ba też pamię­tać, że pre­stiż nauko­wy w huma­ni­sty­ce budu­je się nawet nie lata­mi, ale dzie­się­cio­le­cia­mi. Punk­to­za czy też punk­to­ma­nia są bar­dzo wąt­pli­wy­mi narzę­dzia­mi, znacz­nie gor­szy­mi od oce­ny eks­perc­kiej, zwłasz­cza gdy mia­ry są złe z meto­do­lo­gicz­ne­go punk­tu widze­nia. Wra­ca­jąc do umię­dzy­na­ro­do­wie­nia, nie jest ono tyl­ko wyni­kiem publi­ka­cji zagra­nicz­nych. Trze­ba pamię­tać o orga­ni­zo­wa­niu mię­dzy­na­ro­do­wych imprez nauko­wych w Pol­sce i uczest­ni­cze­niu w tako­wych za gra­ni­cą, stu­dio­wa­niu Pola­ków, zwłasz­cza dok­to­ran­tów, w zagra­nicz­nych uczel­niach, pol­skich obco­ję­zycz­nych cza­so­pi­smach czy współ­pra­cy z reno­mo­wa­ny­mi doma­mi wydaw­ni­czy­mi w publi­ka­cji ksią­żek pol­skich auto­rów. Ile osób pamię­ta, jakie zna­cze­nie mia­ła koope­ra­cja PWN z Reidlem (potem Klu­we­rem) dla filo­zo­fii w Pol­sce i jej zna­jo­mo­ści w świe­cie? Na to wszyst­ko trze­ba środ­ków, któ­rych nie ma. Budżet nauki pol­skiej wyno­si mniej niż 1% PKP, a zale­ca­ny poziom w UE – 2%. Obec­ny kry­zys zapew­ne spo­wo­du­je zmniej­sze­nie nakła­dów na naukę. A bez przy­zwo­ite­go finan­so­wa­nia tego sek­to­ra, tak­że umię­dzy­na­ro­do­wie­nie huma­ni­sty­ki będzie iluzją.

Najnowszy numer można nabyć od 1 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

9 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Pozwo­lę sobie zauwa­żyć, że w przy­ję­tej w usta­wie ter­mi­no­lo­gii jaką insty­tu­cjo­nal­nie wymu­sza apa­rat admi­ni­stra­cyj­ny poję­cie ewa­lu­acji uży­te jest w mało wia­ry­god­ny i nie­zgod­ny ze stan­dar­da­mi tej sub­dy­scy­pli­ny spo­sób. Para­me­try­za­cja, podob­nie jak akre­dy­ta­cja, audyt, moni­to­ring nie jest ewa­lu­acją. Ta ostat­nia zakła­da mini­mal­ne choć­by uspo­łecz­nie­nie nie tyl­ko przyj­mo­wa­ne­go arbi­tral­nie pro­jek­tu ewa­lu­acji, ale tak­że meto­do­lo­gię i meto­dy­kę jej reali­za­cji trak­tu­jąc ją nie jako instru­ment pomia­ru i kon­tro­li, ale wspar­cia, a nawet dia­lo­gu poprzez róż­no­rod­ne stra­te­gie par­ty­cy­pa­cji. Od same­go począt­ku prak­ty­kę zawłasz­cza­nia ter­mi­nu ewa­lu­acji sygna­li­zo­wa­ło Pol­skie Towa­rzy­stwo Ewa­lu­acyj­ne wska­zu­jąc też iż jed­no z uży­wa­nych w pro­ce­du­rach para­me­try­za­cji kry­te­rium, a mia­no­wi­cie umię­dzy­na­ro­do­wie­nie pomy­lo­ne jest z hege­mo­ni­za­cją nauki. Na umię­dzy­na­ro­do­wio­nej liście cza­so­pism nauko­wej popraw­no­ści nie ma 3/4 świa­ta! Trud­no więc tu mówić o umiędzynarodowieniu.
    Leszek Kor­po­ro­wicz WSMiP UJ

  • No tak, ale musi­my powie­dzieć o sta­nie nauki czy filo­zo­fii w Pol­sce. Na obec­ną chwi­lę cyto­wa­ni są wyłącz­nie naukow­cy czy filo­zo­fo­wie zagra­nicz­ni, pod­czas gdy nasi twór­cy są baga­te­li­zo­wa­ni. Pol­ska filo­zo­fia czy nauka jest scho­wa­na pod koł­der­kę tego ogro­mu infor­ma­cji znaj­du­ją­cych się na Zacho­dzie. Stan wie­dzy w naszym kra­ju uległ zmia­nie w cza­sach powo­jen­nych, wcze­śniej ist­nia­ły szko­ły pol­skie tj.: lwow­sko-war­szaw­ska, poznań­ska, kra­kow­ska itd. dzi­siaj już jeste­śmy ucze­ni w związ­ku z wyma­ga­nia­mi poli­tycz­ny­mi, albo pod wła­dzą rosyj­ską, albo nie­miec­ką. Moż­na by się zapy­tać kim dzi­siaj jest Polak? Czy jest to Euro­pej­czyk, oby­wa­tel świa­ta czy w koń­cu po pro­stu Polak? 

    Nie cho­dzi tutaj o to, że rynek wydaw­ni­czy w naszym kra­ju jest za mały, ale ponie­waż może nie ma go wca­le? Na stu­diach trze­ba two­rzyć osob­ne pro­gra­my do nauki filo­zo­fii w Pol­sce, gdyż ich doko­na­nia nie bra­ne są pod uwa­gę, a ist­nia­ło tam wie­lu istot­nych myśli­cie­li, jed­nak nie dla świa­ta, ale dla nasze­go kraju. 

    Glo­ba­li­za­cja jest ten­den­cją świa­to­wą, ale nasz rodzi­my “fol­kor” czy jak­by tutaj nazwać lokal­ne podwór­ko, jest być może i ist­not­niej­szy, więc też war­to o nie­go dbać.

    • Nie jest tak źle. Jeśli rzecz doty­czy filo­zo­fii, to mamy, w pasie od Skan­dy­na­wii do Bał­ka­nów, naj­dłuż­szą nie­prze­rwa­ną tra­dy­cję filo­zo­ficz­ną. Wpraw­dzie nie jeste­śmy mocar­stwem, ale filo­zo­fia pol­ska jest jakoś zna­na, a nie­któ­re jej dzia­ły (logi­ka) nawet bar­dzo. Oczy­wi­scie mogło­by być lepiej i chcie­li­by­śmy, aby tak było. W swo­im arty­ku­le pró­bu­ję odpo­wie­dzieć na pyta­nie, dla­cze­go nie jest.

    • Odgór­ne i siło­we umie­dzy­no­ra­do­wie­nie huma­ni­sty­ki polskiej?!
      Punk­ta­cja za dru­ko­wa­nie arty­ku­łów?! /UE/
      Pań­stwo­we dofinansowanie?!
      To jest isto­ta problemu?!
      Prof. JW?!

      • Mię­dzy inny­mi, tak wiel­ki i uni­wer­sal­ny Sokra­tes nie łapał­by się obec­nie na tzw. pra­cow­ni­ka naukowego/rzemieślnika, pro­du­cen­ta punk­to­wa­nych, kolej­nych, nic nie wno­szą­cych nowe­go i odkryw­cze­go arty­ku­łów, czy wolu­mi­nów nisko­na­kła­do­wych a wyplu­wa­nych w ramach bez­piecz­nej oraz wygod­nej (etat), uni­wer­sy­tec­kiej, tzw. pra­cy nauko­wej, oczy­wi­ście doto­wa­nej z gran­tów unij­nych (gdyż za dar­mo to już nie jak kie­dyś), czy­li z pie­nię­dzy rów­nież bied­ne­go pol­skie­go podatnika!
        Zgroza!

      • Czy Pan uwa­ża, że odpo­wia­dam twier­dzą­co na te pyta­nia? Co do finan­so­wa­nia, nie ma prze­szkód, aby Pan został sponsorem.

    • Swe­go cza­su prof. JW naigry­wal się publicz­nie /na wykładzie/ z biblij­nej fra­zy “praw­da was wyzwo­li” por. J 8.32 NT/Biblia.

      • Wpraw­dzie nie bar­dzo na temat, ale odpo­wiem. W samej rze­czy, zwró­ci­łem uwa­gę na to, ze sło­wo “praw­da” w zacy­to­wa­nym zda­niu, ma inne zna­cze­nie niż roz­wa­ża­ne w epi­ste­mo­lo­gii. Jeśli PIK uznał to za naigra­wa­nie się, to raczej nie skorzystał(a) z wykła­du. Ale dla pocie­sze­nia PIKa (PIKi) dodam, że uwa­żam to zda­nie (o wyzwa­la­ją­cej praw­dzie) za nie­zbyt mądre. Nad­to, praw­da jed­nak nie wyzwo­li­ła PIKa(i), skor zacho­wu­je anonimowość.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy