Filozofia współczesna Fragment z klasyka

Jean-Paul Sartre: Egzystencjalizm jest humanizmem

Zapisz się do naszego newslettera

Źró­dło: ten­że, Egzy­sten­cja­lizm jest huma­ni­zmem, przeł. K. Sze­żyń­ska-Mać­ko­wiak i J. Kra­jew­ski, War­sza­wa: Muza 1998, s. 22–47.


Co nazy­wa­my egzystencjalizmem?

Więk­szość ludzi uży­wa­ją­cych tego sło­wa była­by bar­dzo zakło­po­ta­na chcąc je obja­śnić, ponie­waż od cza­su gdy egzy­sten­cja­lizm jest w modzie, chęt­nie okre­śla się np. jakie­goś muzy­ka albo mala­rza jako egzy­sten­cja­li­stę. […] W grun­cie rze­czy sło­wo to nabra­ło takiej pojem­no­ści, że wła­ści­wie nie ma już żad­ne­go zna­cze­nia. […] W rze­czy­wi­sto­ści jest to dok­try­na naj­mniej skan­da­licz­na, naj­bar­dziej suro­wa: prze­zna­czo­na jest wyłącz­nie dla spe­cja­li­stów w dzie­dzi­nie nauki i sztu­ki oraz dla filo­zo­fów. I może być łatwo zdefiniowana.

[…] To, co jest nam wspól­ne, to po pro­stu uzna­nie, że ist­nie­nie poprze­dza isto­tę rze­czy (egzy­sten­cja poprze­dza esen­cję) lub, jeże­li ktoś woli, że punk­tem wyj­ścia powin­na być subiek­tyw­ność. Co nale­ży przez to rozu­mieć? Weź­my pod uwa­gę jakiś przed­miot wyko­na­ny przez czło­wie­ka, na przy­kład książ­kę lub nóż do roz­ci­na­nia kar­tek. Ten przed­miot wyko­nał rze­mieśl­nik na pod­sta­wie pew­ne­go pomy­słu. Rze­mieśl­nik posłu­gi­wał się nie tyl­ko pomy­słem, ale rów­nież zna­jo­mo­ścią tech­ni­ki pro­duk­cji, poprze­dza­ją­cej ist­nie­nie przed­mio­tu. Tech­ni­ka ta jest czę­ścią pomy­słu i sta­no­wi w zasa­dzie pod­sta­wę wyko­na­nia. Tak więc nóż do roz­ci­na­nia kar­tek jest przed­mio­tem, któ­ry powsta­je w jakiś spo­sób i któ­ry ma okre­ślo­ne prze­zna­cze­nie użyt­ko­we. Nie moż­na sobie wyobra­zić czło­wie­ka, któ­ry by pro­du­ko­wał nóż do papie­ru, nie wie­dząc, do cze­go ma on słu­żyć. Powie­my więc, że w odnie­sie­niu do noża isto­ta (to zna­czy połą­cze­nie spo­so­bu wyko­na­nia i kon­cep­cji) poprze­dza egzy­sten­cję. W ten spo­sób jest dla mnie ści­śle okre­ślo­ne ist­nie­nie dane­go noża lub danej książ­ki. Mamy tu więc tech­nicz­ny obraz świa­ta, w któ­rym pro­duk­cja poprze­dza istnienie.

Poję­cie Boga Stwo­rzy­cie­la we wszyst­kich nie­mal cza­sach utoż­sa­mia­ne jest z poję­ciem naj­wyż­sze­go ręko­dziel­ni­ka. […] Tak więc kon­cep­cja czło­wie­ka w umy­śle Boga odpo­wia­da kon­cep­cji noża w umy­śle rze­mieśl­ni­ka. Bóg two­rzy czło­wie­ka odpo­wied­nio do tech­ni­ki i kon­cep­cji, dokład­nie tak, jak rze­mieśl­nik wytwa­rza nóż do papie­ru, odpo­wied­nio do defi­ni­cji i tech­ni­ki wyko­na­nia. W ten spo­sób czło­wiek indy­wi­du­al­ny reali­zu­je pew­ną kon­cep­cję umy­słu boskie­go. W ate­izmie filo­zo­fów XVIII wie­ku usu­nię­to poję­cie Boga, ale nie usu­nię­to prze­ko­na­nia, że isto­ta rze­czy poprze­dza jego egzystencję. […] 

Egzy­sten­cja­lizm ate­istycz­ny repre­zen­to­wa­ny prze­ze mnie jest bar­dziej kon­se­kwent­ny. Gło­si on, że jeże­li nie ist­nie­je Bóg, to ist­nie­je przy­naj­mniej jeden byt, któ­re­go egzy­sten­cja poprze­dza isto­tę, jeden byt, któ­ry ist­nie­je przed moż­li­wo­ścią zde­fi­nio­wa­nia go przez czyjś umysł, i że tym bytem jest czło­wiek […]. Co zna­czy w tym wypad­ku, że egzy­sten­cja poprze­dza isto­tę? To zna­czy, że czło­wiek naj­pierw ist­nie­je, zda­rza się, powsta­je na świe­cie, a dopie­ro póź­niej się defi­niu­je. Czło­wie­ka w poję­ciu egzy­sten­cja­li­sty nie moż­na defi­nio­wać dla­te­go, że jest on pier­wot­nie niczym. Będzie on czymś dopie­ro póź­niej i to będzie takim, jakim się sam uczy­ni. […] Czło­wiek przede wszyst­kim będzie tym, co sta­no­wi reali­za­cję jego woli. […] Tak więc pierw­szym kro­kiem egzy­sten­cja­li­zmu będzie uświa­do­mie­nie czło­wie­ko­wi, czym jest on sam, i zło­że­nie na nie­go cał­ko­wi­tej odpo­wie­dzial­no­ści za wła­sne ist­nie­nie. Ale mówiąc, że czło­wiek jest odpo­wie­dzial­ny za sie­bie, chce­my powie­dzieć, że jest on odpo­wie­dzial­ny nie tyl­ko za swą wła­sną indy­wi­du­al­ność, ale rów­nież za wszyst­kich innych ludzi. […] Kie­dy mówi­my, że czło­wiek doko­nu­je wybo­ru sie­bie same­go, mamy na myśli, że wybie­ra każ­dy z nas. Lecz przez to chce­my rów­nież powie­dzieć, że doko­nu­jąc wybo­ru wybie­ra­my za wszyst­kich ludzi. W isto­cie każ­dy nasz czyn, poprzez któ­ry stwa­rza­my w sobie czło­wie­ka według wła­snej woli, pocią­ga jed­no­cze­śnie za sobą stwo­rze­nie wzo­ru czło­wie­ka takie­go, jakim według nas być powi­nien. […] W ten spo­sób jestem odpo­wie­dzial­ny za sie­bie same­go i za wszyst­kich ludzi i stwa­rzam pewien wzór czło­wie­ka przez sie­bie wybra­ny. Wybie­ra­jąc sie­bie – wybie­ram człowieka.

To nam pozwa­la zro­zu­mieć, co kry­ją w sobie sło­wa tro­chę gór­no­lot­ne, jak nie­po­kój, osa­mot­nie­nie, bez­na­dziej­ność. […] Przede wszyst­kim, co rozu­mie­my przez nie­po­kój? […] To zna­czy: czło­wiek anga­żu­jąc się i zda­jąc sobie spra­wę, że jest nie tyl­ko tym, któ­re­go isto­tę wybrał, lecz ponad­to pra­wo­daw­cą wybie­ra­ją­cym jed­no­cze­śnie i sie­bie, i całą ludz­kość, nie może uciec od poczu­cia swo­jej cał­ko­wi­tej i głę­bo­kiej odpo­wie­dzial­no­ści. […] Choć ukry­wa­ny, nie­po­kój zawsze się poja­wi. To jest ten wła­śnie nie­po­kój, któ­ry Kier­ke­ga­ard nazy­wał trwo­gą Abra­ha­ma. Zna­cie tę histo­rię: anioł roz­ka­zał Abra­ha­mo­wi zło­żyć w ofie­rze wła­sne­go syna. Wszyst­ko było­by w porząd­ku, gdy­by rze­czy­wi­ście anioł przy­był i powie­dział: „Ty jesteś Abra­ha­mem, ty zło­żysz w ofie­rze swe­go syna”. Lecz każ­dy mógł­by zapy­tać: przede wszyst­kim czy to napraw­dę anioł i czy ja napraw­dę jestem Abra­ha­mem — Kto mi to udo­wod­ni? […] A jeże­li sły­szę gło­sy, kto mi udo­wod­ni, że one pocho­dzą z nie­ba, a nie z pie­kła lub z pod­świa­do­mo­ści […]? Kto udo­wod­ni, że to ja wła­śnie jestem wyzna­czo­ny, aby narzu­cić ludz­ko­ści moją kon­cep­cję czło­wie­ka i mój wybór? Nigdy nie znaj­dę żad­ne­go dowo­du, żad­ne­go zna­ku, któ­ry by mnie o tym prze­ko­nał. […] Dla każ­de­go czło­wie­ka wszyst­ko prze­bie­ga tak, jak­by cała ludz­kość mia­ła oczy zwró­co­ne na jego czy­ny i na nim się wzo­ro­wa­ła. I każ­dy czło­wiek powi­nien sobie powie­dzieć: czy to wła­śnie ja mógł­by mieć pra­wo dzia­ła­nia w ten spo­sób, aby ludz­kość wzo­ro­wa­ła się na moich czynach? […] 

A kie­dy mówi­my o osa­mot­nie­niu […] chce­my powie­dzieć jedy­nie, że Bóg nie ist­nie­je i że trze­ba z tego wycią­gnąć kon­se­kwen­cje aż do koń­ca. […] Dosto­jew­ski napi­sał: „Gdy­by Bóg nie ist­niał, wszyst­ko było­by dozwo­lo­ne”. To wła­śnie jest punk­tem wyj­ścia dla egzy­sten­cja­li­zmu. W rze­czy samej wszyst­ko jest dozwo­lo­ne, jeże­li Bóg nie ist­nie­je i w kon­se­kwen­cji czło­wiek jest osa­mot­nio­ny, gdyż nie znaj­du­je ani w sobie, ani poza sobą punk­tu opar­cia. Przede wszyst­kim zaś nie znaj­du­je uspra­wie­dli­wie­nia. Jeże­li rze­czy­wi­ście egzy­sten­cja poprze­dza isto­tę, nigdy nie będzie moż­na się uspra­wie­dli­wiać powo­ły­wa­niem się na natu­rę ludz­ką. Ina­czej mówiąc, nie ist­nie­je deter­mi­nizm, czło­wiek jest wol­ny, czło­wiek jest wol­no­ścią. Z dru­giej stro­ny, jeże­li Bóg nie ist­nie­je, nie widzi­my przed sobą war­to­ści czy naka­zów, któ­re uspra­wie­dli­wia­ły­by nasze postę­po­wa­nie. Tak więc nie mamy ani poza sobą, ani przed sobą w dzie­dzi­nie wyż­szych war­to­ści potwier­dze­nia czy uspra­wie­dli­wie­nia. Jeste­śmy sami, nikt nas nie uspra­wie­dli­wi. To chciał­bym wyra­zić mówiąc, że czło­wiek jest ska­za­ny na wol­ność. Ska­za­ny, ponie­waż nie jest stwo­rzo­ny przez sie­bie same­go, a pomi­mo to wol­ny, ponie­waż raz rzu­co­ny w świat, jest odpo­wie­dzial­ny za wszyst­ko, co robi. […] Jako przy­kład, któ­ry pozwo­li wam lepiej zro­zu­mieć sło­wo „osa­mot­nie­nie”, przy­to­czę histo­rię jed­ne­go z mych uczniów, któ­ry zwró­cił się do mnie w nastę­pu­ją­cych oko­licz­no­ściach: jego rodzi­ce żyli w nie­zgo­dzie, ojciec skła­niał się do kola­bo­ra­cji, star­szy brat został zabi­ty pod­czas ofen­sy­wy nie­miec­kiej w roku 1940 […]. Miesz­ka­li we dwo­je z mat­ką, bar­dzo zgłę­bio­ną pół­z­dra­dą swe­go męża oraz śmier­cią star­sze­go syna. Jedy­ną pocie­chą był dla niej młod­szy syn. W tym momen­cie mło­dy czło­wiek miał do wybo­ru: albo […] zacią­gnię­cie się do Fran­cu­skich Wol­nych Sił – co było rów­no­znacz­ne z porzu­ce­niem mat­ki – albo pozo­sta­nie z mat­ką i poma­ga­nie jej w życiu. Zda­wał sobie spra­wę, że […] jego znik­nię­cie […] pogrą­ży­ło­by ją w roz­pa­czy. […] Wahał się więc mię­dzy dwo­ma […] rodza­ja­mi moral­no­ści: z jed­nej stro­ny moral­ność współ­czu­cia, poświę­ce­nie dla jed­nost­ki, a z dru­giej – moral­ność o szer­szym zakre­sie. […] Nale­ża­ło wybrać mię­dzy nimi. Kto mógł­by mu pomóc w wybo­rze? Dok­try­na chrze­ści­jań­ska mówi: […] kochaj­cie bliź­nich waszych […] etc. Ale […] kogo powin­no się kochać jako bliź­nie­go swe­go: towa­rzy­sza bro­ni czy mat­kę? […] Żad­na moral­ność poda­na w prze­pi­sach nie może na to odpo­wie­dzieć. […] Powie­cie, że ten mło­dy czło­wiek przy­naj­mniej poszedł do swe­go pro­fe­so­ra, aby go zapy­tać o radę. Ale jeże­li szu­ka­cie rady na przy­kład u księ­dza – to wy wybie­ra­cie tego księ­dza i w grun­cie rze­czy wie­cie już mniej wię­cej, co on wam dora­dzi. Ina­czej mówiąc, wybrać dorad­cę to zna­czy już zaan­ga­żo­wać się same­mu. […] Tak więc uczeń przy­cho­dząc do mnie znał już odpo­wiedź, któ­rą mógł­bym mu dać, i istot­nie mia­łem dla nie­go tyl­ko jed­ną odpo­wiedź: jest pan wol­ny, niech pan wybie­ra […] Żad­na moral­ność powszech­na nie może panu wska­zać, jak nale­ży postą­pić. W ogó­le nie ma żad­nych wska­zó­wek na świe­cie. Ale kato­li­cy odpo­wie­dzą: są wska­zów­ki. Załóż­my to. W każ­dym jed­nak wypad­ku to ja sam tyl­ko doko­nam wybo­ru ich zna­cze­nia. […] Moż­na było wycią­gnąć inne wnio­ski […]. On sam więc [poje­dyn­czy czło­wiek] pono­si cał­ko­wi­tą odpo­wie­dzial­ność za odszy­fro­wa­nie zna­ku. Osa­mot­nie­nie narzu­ca samo­dziel­ny wybór wła­sne­go bytu. Osa­mot­nie­niu towa­rzy­szy niepokój.


Pobierz tekst w PDF.


Najnowszy numer można nabyć od 4 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy