Artykuł Logika Teoria argumentacji

Krzysztof A. Wieczorek: #14. Jak nie stoczyć się po równi pochyłej

Działanie A samo w sobie wydaje się słuszne lub przynajmniej niegroźne. Jeśli je jednak podejmiemy, doprowadzimy do B, które z kolei spowoduje C, ono zaś wywoła D itd. aż do ostatecznego skutku N. Oczywiste jest, że N w żaden sposób nie można zaakceptować. Dlatego nie wolno nam uczynić A.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 6 (18), s. 28–29


Doko­ny­wa­nie mody­fi­ka­cji gene­tycz­nych u nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci w celu wyeli­mi­no­wa­nia jakiejś groź­nej cho­ro­by może wyda­wać się dzia­ła­niem ze wszech miar słusz­nym. Dopro­wa­dzi to jed­nak nie­chyb­nie do tego, że nie­któ­rzy rodzi­ce zapra­gną, aby w podob­ny spo­sób zapew­nić swo­je­mu potom­stwu bystry umysł, dłu­gie życie w zdro­wiu czy też pre­dys­po­zy­cje do bycia mistrzem w wybra­nej dys­cy­pli­nie spor­tu. Kolej­ni będą chcie­li, aby ich dziec­ko mia­ło taki, a nie inny wzrost, wagę, kolor oczu lub wło­sów. Gdy takie prak­ty­ki sta­ną się powszech­ne, ludzie „zwy­czaj­ni”, u któ­rych nic zawcza­su nie popra­wio­no, będą uwa­ża­ni za gor­szych, znaj­dą się na mar­gi­ne­sie świa­ta rzą­dzo­ne­go przez nową rasę panów – pięk­nych, sil­nych i zdro­wych. Czy napraw­dę chce­my żyć w takim świe­cie?

Powyż­sza wypo­wiedź to przy­kład tak zwa­ne­go argu­men­tu rów­ni pochy­łej, w lite­ra­tu­rze anglo­ję­zycz­nej nazy­wa­ne­go argu­men­tem ślis­kiego zbo­cza – slip­pe­ry slo­pe argu­ment (ści­ślej mówiąc, jest to jed­na z odmian tego argu­men­tu, okre­śla­na zwy­kle jako „empi­rycz­na rów­nia pochy­ła”). Argu­men­ty tego typu pada­ją czę­sto pod­czas dys­ku­sji doty­czą­cych wie­lu waż­nych i kon­tro­wer­syj­nych kwe­stii etycz­nych i spo­łecz­nych, takich jak inży­nie­ria gene­tycz­na, pra­wo do abor­cji czy euta­na­zji, wol­ność sło­wa i jej ogra­ni­cza­nie, dostęp do nar­ko­ty­ków itp. Argu­men­ty rów­ni pochy­łej przes­trzegają przed wyko­na­niem pew­ne­go kro­ku, ponie­waż – mówiąc obra­zo­wo –
jeśli go zro­bi­my, może­my poru­szyć mały kamyk, któ­ry, ude­rza­jąc w kolej­ny, a potem w jesz­cze następ­ny i następ­ny, uru­cho­mi w koń­cu groź­ną lawi­nę. Choć pew­ne dzia­ła­nie samo w sobie może wyda­wać się uspra­wie­dli­wio­ne, a cza­sem nawet pożą­da­ne, to jed­nak, w myśl kon­klu­zji argu­men­tu, nie nale­ży go podej­mo­wać, ponie­waż sta­nie się ono pierw­szym ogni­wem łań­cu­cha kolej­nych, nastę­pu­ją­cych po sobie wyda­rzeń, z któ­rych przy­naj­mniej ostat­nie jest trud­ne lub wręcz nie­moż­li­we do zaak­cep­to­wa­nia.

Sofizmat czy zasadne ostrzeżenie?

Argu­men­ty rów­ni pochy­łej wymy­ka­ją się jed­no­znacz­nej oce­nie, budząc kon­tro­wer­sje wśród bada­ją­cych je logi­ków i teo­re­ty­ków argu­men­ta­cji. Nie­któ­rzy bada­cze trak­tu­ją je jako co naj­wy­żej zręcz­ne wybie­gi reto­rycz­ne lub nawet z grun­tu błęd­ne sofi­zma­ty, stra­szą­ce mało praw­do­po­dob­ny­mi nega­tyw­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi jakie­goś słusz­ne­go w grun­cie rze­czy dzia­ła­nia. Inni z kolei widzą w nich waż­ne ostrze­że­nie przed real­ny­mi, choć na pierw­szy rzut oka trud­no dostrze­gal­ny­mi, skut­ka­mi uczy­nie­nia cze­goś, co tyl­ko wyda­je się dobre.

Kry­ty­cy rów­ni pochy­łych zwra­ca­ją czę­sto uwa­gę, że ryso­wa­ne w tych argu­men­tach czar­ne sce­na­riu­sze, cho­ciaż mogą budzić gro­zę, w rze­czy­wi­sto­ści mają małą szan­sę na reali­za­cję. Dłu­gość postu­lo­wa­ne­go łań­cu­cha zda­rzeń prze­ma­wia bowiem jed­no­znacz­nie na nie­ko­rzyść argu­men­tu. To, że wyda­rze­nia, o któ­rych mowa w argu­men­cie, spo­wo­du­ją kolej­ne, nie jest bowiem zwy­kle pew­ne, lecz tyl­ko do pew­ne­go stop­nia praw­do­po­dob­ne. W takim razie szan­se na to, że fak­tycz­nie doj­dzie do osta­tecz­ne­go fatal­ne­go skut­ku, przed któ­rym argu­ment prze­strze­ga, są w rze­czy­wi­sto­ści bar­dzo małe – wska­zu­je na to rachu­nek praw­do­po­do­bień­stwa. Jeśli na przy­kład szan­se na to, że pew­ne A spo­wo­du­je B, wyno­szą 60%, na to, że B wywo­ła C rów­nież 60% itd., to jeśli cały taki łań­cuch zda­rzeń skła­da się z czte­rech ogniw, praw­do­po­do­bień­stwo doj­ścia do ostat­nie­go z nich wyno­si oko­ło 13%. Gdy ogniw jest sie­dem, jest to już zale­d­wie 3%.

Z dru­giej stro­ny, jak wska­zu­ją obroń­cy argu­men­tów rów­ni pochy­łej, nie­trud­no zauwa­żyć, że dłu­gą dro­gę czę­sto o wie­le łatwiej jest poko­nać przy pomo­cy wie­lu małych kro­ków niż jed­nym susem. Zarów­no wśród praw świa­ta przy­ro­dy, jak przede wszyst­kim i tych, któ­re opi­su­ją zacho­wa­nia ludzi, zna­leźć moż­na wie­le przy­kła­dów swo­istych mecha­ni­zmów „sta­cza­nia się po rów­ni pochy­łej”, spra­wia­ją­cych, że ostrze­że­nia zawar­te w przy­naj­mniej nie­któ­rych argu­men­tach slip­pe­ry slo­pe trze­ba brać poważ­nie. Mecha­ni­zmy takie odpo­wie­dzial­ne są za to, że zro­bie­nie jed­ne­go kro­ku w pew­nym kie­run­ku znacz­nie zwięk­sza szan­se na to, że zosta­nie wyko­na­ny następ­ny, któ­ry z kolei czy­ni bar­dziej praw­do­po­dob­nym kolej­ny itd. Trud­no na przy­kład odmó­wić słusz­no­ści ostrze­że­niu skie­ro­wa­ne­mu do oso­by, któ­ra chcia­ła­by „na pró­bę” zażyć sub­stan­cję zmie­nia­ją­cą świa­do­mość, szcze­gól­nie w sytu­acji, gdy wie­my, że oso­ba ta ma ten­den­cje do popa­da­nia w uza­leż­nie­nia: Nie­wiel­ka daw­ka nar­ko­ty­ku dostar­czy ci przy­jem­nych doznań, któ­re będziesz chciał powtó­rzyć. Po kil­ku następ­nych pró­bach poja­wi się lek­kie uza­leż­nie­nie psy­chicz­ne od zaży­wa­nej sub­stan­cji, któ­re następ­nie prze­kształ­ci się w uza­leż­nie­nie fizycz­ne. Orga­nizm nie będzie potra­fił nor­mal­nie funk­cjo­no­wać bez kolej­nych, coraz więk­szych dawek nar­ko­ty­ku. Dopro­wa­dzi to osta­tecz­nie do cięż­kie­go uza­leż­nie­nia, wyma­ga­ją­ce­go dłu­go­trwa­łe­go lecze­nia lub nawet mogą­ce­go skoń­czyć się śmier­cią.

Kiedy równia jest pochyła?

Oce­nia­jąc war­tość kon­kret­ne­go argu­men­tu rów­ni pochy­łej, nale­ży przede wszyst­kim roz­wa­żyć, czy postu­lo­wa­ny w nim ciąg zda­rzeń ma uza­sad­nie­nie w jakimś zna­nym mecha­ni­zmie – tak jak w przy­to­czo­nym wyżej przy­kła­dzie, odwo­łu­ją­cym się do mecha­ni­zmu powsta­wa­nia uza­leż­nień. Czy zro­bie­nie pierw­sze­go kro­ku zwięk­sza w jakiś spo­sób praw­do­po­do­bień­stwo wyko­na­nia kolej­nych – aż do ostat­nie­go, w wyni­ku któ­re­go powsta­nie sytu­acja, jakiej na pew­no chcie­li­by­śmy unik­nąć – czy też cały opi­sa­ny w argu­men­cie łań­cuch wyda­rzeń to tyl­ko nie­po­par­te niczym „gdy­ba­nie”?

Nie jest to jed­nak wszyst­ko. Oce­nia­jąc argu­ment rów­ni pochy­łej musi­my zwró­cić rów­nież uwa­gę na to, jak groź­ny jest osta­tecz­ny sku­tek, przed któ­rym argu­ment ten ostrze­ga, i jak duże korzy­ści wią­żą się z wyko­na­niem pierw­sze­go kro­ku, któ­ry do owe­go skut­ku może dopro­wa­dzić. Trze­ba tu doko­nać swo­iste­go rachun­ku moż­li­wych zysków i strat, bio­rąc oczy­wi­ście pod uwa­gę praw­do­po­do­bień­stwo zre­ali­zo­wa­nia się całe­go opi­sa­ne­go w argu­men­cie sce­na­riu­sza. Rachu­nek taki może wypaść róż­nie w przy­pad­ku róż­nych argu­men­tów. Cza­sem stwier­dzi­my, że mimo wszyst­ko war­to zary­zy­ko­wać i pod­jąć pew­ne dzia­ła­nie, nawet jeśli może ono spo­wo­do­wać w przy­szło­ści nie­chcia­ne kon­se­kwen­cje. W innej sytu­acji postę­po­wa­nie takie uzna­my jed­nak za zbyt nie­bez­piecz­ne.

Na koniec zauważ­my, że argu­men­ty rów­ni pochy­łej – nie­co para­dok­sal­nie – mogą cza­sem pomóc zapo­biec temu, przed czym ostrze­ga­ją. Jeśli bowiem dzię­ki argu­men­to­wi zda­my sobie spra­wę, jakie mogą być odle­głe skut­ki jakie­goś dzia­ła­nia, może­my w porę pod­jąć środ­ki zarad­cze i do powsta­nia tych skut­ków nie dopu­ścić. Aby tak się sta­ło, musi­my jed­nak potrak­to­wać argu­ment nie jako groź­bę, do cze­go pewien krok nie­uchron­nie dopro­wa­dzi, jeśli tyl­ko go wyko­na­my, ale jako ostrze­że­nie, do cze­go może on dopro­wa­dzić, jeśli nie zacho­wa­my odpo­wied­niej ostroż­no­ści. Wyda­je mi się, że takie wła­śnie podej­ście do argu­men­tów rów­ni pochy­łej jest naj­wła­ściw­sze i może przy­nieść naj­wię­cej korzy­ści, zarów­no tym, któ­rzy te argu­men­ty sły­szą, jak i tym, któ­rzy sami je for­mu­łu­ją.


Krzysz­tof A. Wie­czo­rek – Adiunkt w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Inte­re­su­je go przede wszyst­kim tzw. logi­ka nie­for­mal­na, teo­ria argu­men­ta­cji i per­swa­zji, związ­ki mię­dzy logi­ką a psy­cho­lo­gią. Pry­wat­nie jest miło­śni­kiem zwie­rząt (ale tyl­ko żywych, nie na tale­rzu). Ama­tor­sko upra­wia bie­gi dłu­go­dy­stan­so­we.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Lubo­mi­ra Przy­byl­ska

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy