Artykuł Filozofia języka

Krzysztof A. Wieczorek: #19. Przyganiał kocioł garnkowi, czyli argumenty „ty też”

Nikt z nas nie jest chodzącym ideałem. Czy fakt ten odbiera nam jednak prawo do krytykowania innych? Czy krytykę pewnego zachowania powinniśmy uznać za mniej zasadną, gdy dowiemy się, że osobie, która ją przeprowadziła, też można coś zarzucić?

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj!” 2018 nr 5 (23), s. 29–30. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


W cza­sie dyskusji zdarza się, że jeden z jej uczest­ników zarzu­ca drugiemu naganne zachowanie, stwierdza, że ten zro­bił coś niewłaś­ci­wego, postąpił nieety­cznie itp. W takich sytu­ac­jach w odpowiedzi słyszy on bard­zo częs­to coś w rodza­ju: „Kry­tyku­jesz mnie, a sam zachowu­jesz się podob­nie!”. Na przykład:

A: Widzi­ałem, że ścią­gałaś na sprawdzian­ie. To nieucz­ci­we.

B: I kto to mówi? Prze­cież niedawno sam odd­ałeś pracę semes­tral­ną przepisaną z inter­ne­tu!

A: Te polowa­nia, które tak lubisz, to okrutne i bezsen­sowne mor­dowanie niewin­nych zwierząt.

B: Oburza­sz się na mnie, a sama żywisz się mięsem zwierząt zabi­janych w rzeź­ni­ach.

Wypowiedzi osób B w powyższych dialo­gach określane są częs­to z łaciny jako argu­men­ty tu quoque, czyli „ty też”. Ich istotę dobrze odd­a­je znane powiedze­nie: „Przy­ga­ni­ał kocioł gar­nkowi, a sam smoli”. Nietrud­no zauważyć, że argu­men­ty takie stanow­ią swoiste połącze­nie argu­men­tów typu two wrongs, o których pisałem w poprzed­nim odcinku cyk­lu [„Filo­zo­fuj!” 2018, nr 4 (22) ], z ad hominem [„Filo­zo­fuj!” 2016, nr 2 (8) i 3 (9)]. W różnorod­nych klasy­fikac­jach argu­men­tów tu quoque trak­towane są zwyk­le właśnie jako odmi­ana ad hominem.

Argumenty skuteczne…

Argu­men­tom tu quoque na pewno trud­no odmówić skutecznoś­ci, szczegól­nie w sytu­acji, gdy pada­ją one pod­czas sporu toc­zonego przed pub­licznoś­cią – jako przykład posłużyć tu może dwóch poli­tyków debatu­ją­cych w telewiz­yjnym lub radiowym studiu. W takich sytu­ac­jach argu­men­ty „ty też” łączą najważniejsze korzyś­ci, jakie zwyk­le wiążą się z uży­ciem two wrongs oraz ad hominem. Się­ga­ją­ca po taki argu­ment oso­ba (w powyższych przykładach B) zysku­je pod­wójnie. Po pier­wsze, wypom­ni­any jej przez adw­er­sarza wys­tępek może nie wydawać się już taki zły, gdy zosta­je zestaw­iony z innym, podob­nym do niego lub nawet gorszym. Po drugie, prze­ci­wnik, który ją zaatakował (dysku­tant A), ter­az sam zosta­je zepch­nię­ty do obrony. Zwyk­le zaczy­na się on tłu­maczyć ze swo­jego zachowa­nia, przez co niepostrzeże­nie zmienia się tem­at dyskusji – przes­ta­je ona doty­czyć zarzu­tu postaw­ionego oso­bie B, a jej głównym wątkiem sta­je się zachowanie A. Dodatkowo przy­na­jm­niej część słucha­jącej dyskusji pub­licznoś­ci może zacząć uważać A za hipokry­tę, który sam robi to, za co kogoś innego kry­tyku­je. Z punk­tu widzenia oso­by B są to oczy­wiś­cie korzyś­ci trudne do przece­nienia.

…ale czy zasadne?

Argu­men­ty tu quoque są podob­ne do ad hominemtwo wrongs nie tylko pod wzglę­dem skutecznoś­ci, ale również w aspekcie mery­to­rycznej zasad­noś­ci – a ściślej mówiąc, jej braku. W więk­szoś­ci wypad­ków trud­no ocenić je inaczej niż jako wprawdzie zręczny, ale jed­nocześnie pozbaw­iony więk­szej wartoś­ci wybieg erysty­czny. Jak­iż bowiem wniosek moż­na wyprowadz­ić z przesłan­ki, że oso­ba, która kry­tyku­je jakieś zachowanie, sama postępu­je podob­nie? Na pewno nie taki, że jej kry­ty­ka jest nieuza­sad­niona. Fakt, że ktoś jest hipokry­tą, nie spraw­ia, że staw­iane przez niego zarzu­ty są bezwartoś­ciowe. Kry­tykowane przez niego dzi­ałanie nie sta­je się w żaden sposób lep­sze tylko dlat­ego, że robi on – lub kiedyś zro­bił – coś podob­ne­go.

Dodatkowo częs­to zdarza się, że oso­ba uży­wa­ją­ca argu­men­tu „ty też” zarzu­ca swe­mu opo­nen­towi zachowanie tylko pozornie podob­ne do tego, którego doty­czyła skierowana pier­wot­nie w jej stronę kry­ty­ka, albo nawet wyty­ka mu jakieś zupełnie inne, niezwiązane z tem­atem dyskusji naganne dzi­ała­nia, byle tylko zdyskredy­tować go w oczach pub­licznoś­ci i zepch­nąć do obrony. Na przykład:

A: Pana dzi­ała­nia doprowadz­iły budżet państ­wa do wielomil­ionowych strat. To jest najwięk­sza afera gospo­dar­cza ostat­nich lat.

B: Na pana miejs­cu zająłbym się najpierw strata­mi, jakie ponoszą pana dzieci z powodu niepła­conych przez pana od lat ali­men­tów. To jest dopiero prawdzi­wa afera!

W takich przy­pad­kach mery­to­rycz­na wartość argu­men­tu tu quoque jest oczy­wiś­cie zerowa. Stanowi on wyjątkowo brzy­d­ki (choć, nieste­ty, częs­to bard­zo skuteczny) chwyt erysty­czny, którego zas­tosowanie świad­czy częs­to o tym, że oso­bie, która go użyła, braku­je innych, uza­sad­nionych argu­men­tów, za pomocą których mogła­by się bronić. Powin­niśmy o tym pamię­tać, jeśli zna­j­du­je­my się wśród pub­licznoś­ci słucha­jącej dyskusji, w której ktoś na postaw­iony mu zarzut odpowia­da: „ty też!”.

Krytykujesz kogoś? Przygotuj się na kontratak

Obrona przed argu­mentem „ty też”, szczegól­nie pod­czas pub­licznych dyskusji, jest niezwyk­le trud­na. Nat­u­ral­nym odruchem zaatakowanej przy jego pomo­cy oso­by jest chęć wytłu­maczenia się z zarzu­tu, jaki postaw­ił jej adw­er­sarz. Jeśli jed­nak zacznie to robić, zmieni tem­at dyskusji z trud­nego dla prze­ci­wni­ka na bard­zo niewygod­ny dla siebie. Jeśli nie chce do tego dop­uś­cić, musi zachować zim­ną krew, co najwyżej krótko odnieść się do zarzu­tu (albo nawet zupełnie go zig­norować) i kon­sek­went­nie trzy­mać się pier­wot­nego wątku dyskusji. Oczy­wiś­cie, najlepiej było­by, aby każdy, kto przys­tępu­je do kry­ty­ki kogoś innego, sam był krys­tal­icznie czysty pod każdym wzglę­dem, tak aby prze­ci­wnik nie mógł mu odpowiedzieć „poucza­sz mnie, a sam nie jesteś bez winy”. Jest to jed­nak sytu­ac­ja praw­ie niemożli­wa do osiąg­nię­cia – zwyk­le każde­mu moż­na wypom­nieć jak­iś mniejszy lub więk­szy grzeszek (fak­ty­czny lub dom­nie­many), co nieucz­ci­wi dysku­tan­ci potrafią bezwzględ­nie wyko­rzys­tać. Dlat­ego też, jeśli zamierza­sz kogoś skry­tykować, lep­iej zaw­cza­su zas­tanów się, jak zareagu­jesz na ripostę: „ty też” – jej pojaw­ie­nie się jest bowiem wielce praw­dopodob­ne.


Krzysztof A. Wiec­zorek – Adi­unkt w Insty­tu­cie Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Śląskiego. Intere­su­je go przede wszys­tkim tzw. logi­ka niefor­mal­na, teo­ria argu­men­tacji i per­swazji, związ­ki między logiką a psy­chologią. Pry­wat­nie jest miłośnikiem zwierząt (ale tylko żywych, nie na talerzu). Ama­torsko upraw­ia bie­gi dłu­godys­tan­sowe.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: quick­lines­tu­dio

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • W komu­nikacji społecznej są zawsze prob­le­my od wielu, wielu lat. Ale ist­nieje dyscy­plina naukowa Seman­ty­ka ling­wisty­cz­na. Każdy z dysku­tu­ją­cych rozu­mie słowo po swo­je­mu i to jest przy­czy­na kon­flik­tów społecznych. A w poli­tyce każdy jest cen­trum świa­ta bo myśli że ma zawsze rację. Braku­je nam wszys­tkim Dyskur­su aby dopre­cy­zować wszys­tkie indy­wid­u­alne znacze­nie słowa. Dzisi­aj najwięk­szym kon­flik­tem w świecie jest kon­flikt między Ukrainą a Rosją. Gdy Ukraiń­cy przepły­wawszy przez granicę morską z Rosją zostali zaatakowani i okaza­ło się że powo­dem było niedyscy­pli­narne prze­jś­cie przez granicę, bo są reguły kon­trolne tak samo jak w samolotach…gdy chcą wle­cieć na jakiekol­wiek lot­nisko uprzedza­ją że lot­nisko przy­latu­ją a zarządza­ją­cy infor­mu­ją w jakim miejs­cu lądować.
    I to typowy poli­ty­czny kon­flikt seman­ty­czny a moż to była prowokac­ja? Jaki cel tej prowokacji on ma niesamow­itą ilość inter­pre­tacji!

  • Jeszcze małe uzu­pełnie­nie – coś, co nie zmieś­ciło mi się w artykule. Bard­zo zbliżoną do „ty też” strate­gią obrony przed zarzu­ta­mi jest wytknię­cie kry­tyku­jącej oso­bie, że nie robiła tego, gdy inni (w domyśle – ci, z który­mi jej po drodze), postępowali podob­nie: „Nas kry­tyku­jesz, a siedzi­ałeś cicho, gdy „twoi” robili tak samo”. Wiele przykładów moż­na na pewno znaleźć w poli­tyce. W pewnym uproszcze­niu taka tak­ty­ka pole­ga na powiedze­niu czegoś w rodza­ju: „Zarzu­ca­cie nam, że krad­niemy, a mil­czeliś­cie, gdy kradli wasi (albo ci, których lubi­cie)”. Coś takiego słyszą częs­to poli­ty­cy lub dzi­en­nikarze z ust tych, którym postaw­ili zarzu­ty.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy