Filozofia języka Filozofia współczesna Fragment z klasyka

Ludwig Wittgenstein: Argument z języka prywatnego

Zapisz się do naszego newslettera

Źró­dło: ten­że, Docie­ka­nia filo­zo­ficz­ne, §§ 244–271, przeł. B. Wol­nie­wicz, War­sza­wa:  PWN 2000, s. 129–138.


244. W jaki spo­sób sło­wa odno­szą się do doznań? — Wyda­je się, że nie ma tu pro­ble­mu, bo czyż nie mówi­my codzien­nie o dozna­niach i nie nazy­wa­my ich? Jak jed­nak usta­na­wia się zwią­zek mię­dzy nazwą i tym, co nazwa­ne? Jest to takie samo pyta­nie, jak to: w jaki spo­sób czło­wiek pozna­je, co zna­czą nazwy doznań? Na przy­kład wyra­zu „ból”. Oto jed­na z moż­li­wo­ści: Sło­wa koja­rzą się z pier­wot­nym, natu­ral­nym wyra­zem dozna­nia i zastę­pu­ją go. Dziec­ko ska­le­czy­ło się i krzy­czy; doro­śli do nie­go prze­ma­wia­ją ucząc je wykrzyk­ni­ków, a póź­niej i zdań. Uczą oni dziec­ko nowe­go zacho­wa­nia się w bólu.

Powia­dasz zatem, że wyraz ’ból’ wła­ści­wie ozna­cza krzyk?” — Wprost prze­ciw­nie; słow­ny wyraz bólu nie opi­su­je go, tyl­ko zastę­pu­je.

245. Jak­żeż mógł­bym chcieć wkra­czać języ­kiem mię­dzy wyraz bólu i sam ból?

246. Jak dale­ce więc dozna­nia moje są pry­wat­ne? — Cóż, tyl­ko ja mogę wie­dzieć, czy rze­czy­wi­ście dozna­ję bólu; inni mogą się tego jedy­nie domy­ślać. — W pew­nym sen­sie jest to fał­szem, w innym nie­do­rzecz­no­ścią. Jeże­li sło­wa „wie­dzieć” uży­wa­my tak, jak się go zwy­kle uży­wa (a jak ina­czej mie­li­by­śmy go uży­wać?), to inni bar­dzo czę­sto wie­dzą, kie­dy odczu­wam ból. — Owszem, ale prze­cież nie z taką pew­no­ścią, z jaką ja sam to wiem! — O mnie w ogó­le nie moż­na mówić (chy­ba że żar­tem), iż wiem, że czu­ję ból. Bo co by to mia­ło zna­czyć — poza tym, że go czu­ję?

Nie moż­na mówić, że inni dowia­du­ją się o moich dozna­niach jedy­nie poprzez moje zacho­wa­nie, gdyż nie moż­na mówić o mnie, że się o nich dowia­du­ję. Ja je mam.

To praw­da: o innych moż­na mówić sen­sow­nie, że wąt­pią, czy czu­ję ból; ale nie moż­na tego powie­dzieć o mnie samym.

247. „Tyl­ko ty możesz wie­dzieć, czy mia­łeś taki zamiar”. Moż­na by to powie­dzieć do kogoś, komu obja­śnia­my zna­cze­nie sło­wa „zamiar”. Bo wów­czas zna­czy to: tak wła­śnie uży­wa­my go.

(A „wie­dzieć” zna­czy tu, że wyraz nie­pew­no­ści jest bez­sen­sow­ny.)

248. Zda­nie: „Dozna­nia są pry­wat­ne” porów­ny­wal­ne jest do zda­nia: „W pasjan­sa gra się same­mu”.

249. Może zbyt pochop­nie sądzi­my, że uśmiech nie­mow­lę­cia nie jest uda­wa­ny? — Na jakich doświad­cze­niach opie­ra się tu nasz sąd?

(Kłam­stwo jest pew­ną grą języ­ko­wą, któ­rej tak samo trze­ba się nauczyć, jak każ­dej innej.)

250. Cze­mu pies nie może uda­wać bólu? Czy jest na to za uczci­wy? Czy psa moż­na by nauczyć uda­wa­nia bólu? Być może dało­by się go tak wyćwi­czyć, iżby w okre­ślo­nej sytu­acji wył jak z bólu, choć go nie dozna­je. Jed­nak­że do praw­dzi­we­go uda­wa­nia brak jesz­cze temu zacho­wa­niu wła­ści­wej opra­wy.

251. Co zna­czą takie powie­dze­nia, jak: „Nie mogę sobie wyobra­zić, by było ina­czej” albo: „Co by było, gdy­by było ina­czej?”? — Na przy­kład, gdy ktoś powie, że moje wyobra­że­nia są pry­wat­ne; albo, że tyl­ko ja mogę wie­dzieć, czy czu­ję ból, i temu podob­ne.

Nie mogę sobie wyobra­zić, by było ina­czej” nie zna­czy to oczy­wi­ście, że nie star­cza mi wyobraź­ni. Sło­wa te są obro­ną przed czymś, co pod wzglę­dem for­my zda­je się być zda­niem empi­rycz­nym, w isto­cie zaś jest zda­niem gra­ma­tycz­nym.

Ale cze­mu mówię: „Nie mogę sobie wyobra­zić, by było ina­czej”, nie zaś: „Nie mogę sobie wyobra­zić tego, co mówisz”?

Przy­kład: „Każ­dy pręt ma pew­ną dłu­gość”. Zna­czy to mniej wię­cej: nazy­wa­my coś (albo to) „dłu­go­ścią prę­ta” — nato­miast nie nazy­wa­my nicze­go „dłu­go­ścią kuli”. A czy mogę sobie wyobra­zić, że ’każ­dy pręt ma pew­ną dłu­gość’? No cóż, wyobra­żam sobie po pro­stu jakiś pręt, i to wszyst­ko. Tyl­ko że w połą­cze­niu z tym zda­niem rola owe­go obra­zu jest zupeł­nie inna niż jakie­goś obra­zu w połą­cze­niu ze zda­niem: „Ten stół ma tę samą dłu­gość co tam­ten”. Tu rozu­miem bowiem, co zna­czy wyobra­zić sobie coś prze­ciw­ne­go. (I nie musi to być wca­le obraz powsta­ły w wyobraź­ni.)

Obraz ilu­stru­ją­cy zda­nie gra­ma­tycz­ne mógł­by co naj­wy­żej poka­zać, co nazy­wa­my „dłu­go­ścią prę­ta”. Cóż więc mia­ło­by tu być obra­zem prze­ciw­nym?

((Uwa­ga o nega­cji zda­nia a prio­ri.))

252. Usły­szaw­szy zda­nie: „To cia­ło ma pew­ną roz­cią­głość” mogli­by­śmy odpo­wie­dzieć: „Non­sens!” — a jeste­śmy skłon­ni odpo­wie­dzieć: „Owszem!”. — Dla­cze­go?

253. „Ktoś inny nie może dozna­wać moje­go bólu”. — Jakie bóle są moimi bóla­mi? Co sta­no­wi tu kry­te­rium iden­tycz­no­ści? Zasta­nów się, co pozwa­la nam w przy­pad­ku przed­mio­tów fizycz­nych mówić o „dwu dokład­nie takich samych”, np.: „To nie jest ten sam fotel, któ­ry widzia­łeś tu wczo­raj, ale jest dokład­nie taki sam”.

O ile jest sens mówić, że mój ból jest taki sam jak jego, o tyle może­my mieć obaj taki sam ból. (Jest nawet do pomy­śle­nia, by dwo­je ludzi dozna­wa­ło bólu w tym samym miej­scu — a nie tyl­ko w miej­scu homo­lo­gicz­nym. Mogło­by tak być np. u bliź­niąt syjam­skich.)

Byłem świad­kiem, jak ktoś dys­ku­tu­jąc na ten temat ude­rzył się w pierś mówiąc: „Ktoś inny nie może prze­cież doznać TEGO bólu!”. — Odpo­wiedź na to jest taka, że przez akcen­to­wa­nie z emfa­zą sło­wa „tego” nie defi­niu­je się kry­te­rium iden­tycz­no­ści. Emfa­za stwa­rza jedy­nie pozór, że kry­te­rium takie dobrze zna­my i trze­ba nam je tyl­ko przy­po­mnieć.

254. Rów­nież zastą­pie­nie sło­wa „taki sam” przez (np.) „iden­tycz­ny” jest wybie­giem typo­wym dla filo­zo­fii. Jak­by mowa była o odcie­niach zna­cze­nio­wych i jak­by cho­dzi­ło jedy­nie o to, by tra­fić sło­wem we wła­ści­wy odcień. O to zaś cho­dzi przy filo­zo­fo­wa­niu tyl­ko wte­dy, gdy mamy dać dokład­ny psy­cho­lo­gicz­ny opis chę­ci posłu­że­nia się okre­ślo­nym zwro­tem. To zaś, co w takim wypad­ku ’mamy chęć rzec’, nie jest oczy­wi­ście filo­zo­fią, lecz jedy­nie jej surow­cem. To np., co jakiś mate­ma­tyk skłon­ny był­by rzec na temat obiek­tyw­no­ści i real­no­ści fak­tów mate­ma­tycz­nych, nie jest filo­zo­fią mate­ma­ty­ki — jest nato­miast czymś, czym filo­zo­fia win­na się zająć.

255. Filo­zof zaj­mu­je się pro­ble­mem jak lekarz cho­ro­bą.

256. Jak to jest z języ­kiem opi­su­ją­cym moje prze­ży­cia wewnętrz­ne, któ­ry tyl­ko ja sam potra­fię zro­zu­mieć? W jaki spo­sób ozna­czam sło­wa­mi swe dozna­nia? — Tak jak to robi­my zwy­kle? Czy wobec tego moje ozna­cze­nia doznań pozo­sta­ją w związ­ku z natu­ral­ny­mi u mnie ich prze­ja­wa­mi? — W takim razie mój język nie jest ’pry­wat­ny’. Inni mogli­by go rozu­mieć tak samo jak ja. — A gdy­bym nie miał żad­nych natu­ral­nych prze­ja­wów doznań, lecz tyl­ko same dozna­nia? Wów­czas koja­rzę po pro­stu nazwę z dozna­niem, uży­wa­jąc jej w opi­sie.

257. „Co by to było, gdy­by ludzie nie prze­ja­wia­li swe­go bólu (nie jęcze­li, nie zmie­nia­li wyra­zu twa­rzy itd.)? Nie moż­na by wów­czas nauczyć dziec­ka uży­cia słów ’ból zęba’”. — Ale przy­pu­ść­my, że dziec­ko było­by geniu­szem i samo wyna­la­zło­by nazwę dla dozna­nia! — Co praw­da, nie mogło­by się ono takim sło­wem poro­zu­mie­wać. — Tak więc rozu­mie ono tę nazwę, ale nie może niko­mu wyja­śnić jej zna­cze­nia? — A więc co to ma zna­czyć, że ’nazwa­ło ono swój ból’? — Jak to się robi: nazwać ból?! Cokol­wiek dziec­ko tu zro­bi­ło, jakiż to mia­ło cel? — Gdy mówi­my: „Nada­ło dozna­niu nazwę”, to zapo­mi­na­my, że wie­le musia­ło być już przy­go­to­wa­ne w języ­ku, by pro­ste nazy­wa­nie mia­ło swój sens. Gdy mówi­my, że ktoś nadał bólo­wi nazwę, to gra­ma­ty­ka sło­wa „ból” jest tym, co było już przy­go­to­wa­ne; wska­zu­je ona miej­sce, w któ­re wsta­wia się nowe sło­wo.

258. Wyobraź­my sobie taki przy­pa­dek: Chcę pro­wa­dzić dzien­nik nawro­tów pew­ne­go dozna­nia. Koja­rzę więc to dozna­nie ze zna­kiem „D” i każ­de­go dnia, w któ­rym mam to dozna­nie, wpi­su­ję ów znak do kalen­da­rza. — Chciał­bym przede wszyst­kim zauwa­żyć, że defi­ni­cji tego zna­ku nie daje się wypo­wie­dzieć. — Ale mogę ją podać sam sobie, jako swe­go rodza­ju defi­ni­cję osten­syw­ną! — W jaki spo­sób? Czy mogę dozna­nie wska­zać? — Nie w zwy­kłym tego sło­wa zna­cze­niu. Jed­nak­że wyma­wia­jąc lub zapi­su­jąc ów znak sku­piam na dozna­niu uwa­gę — czy­li wska­zu­ję je nie­ja­ko wewnętrz­nie. — I po co ta cere­mo­nia? Bo tyl­ko na to rzecz wyglą­da! Defi­ni­cja słu­ży prze­cież do tego, by usta­lać zna­cze­nie zna­ku. — Jed­nak­że reali­zu­je się to wła­śnie przez sku­pie­nie uwa­gi; albo­wiem dzię­ki temu zapa­mię­tu­ję zwią­zek zna­ku z dozna­niem. — „Zapa­mię­tu­ję” może tu zna­czyć jedy­nie: pro­ces ten spra­wia, że zwią­zek ów będę sobie w przy­szło­ści pra­wi­dło­wo przy­po­mi­nał. Tyl­ko że w naszym wypad­ku nie mam żad­ne­go kry­te­rium pra­wi­dło­wo­ści. Chcia­ło­by się tu rzec: pra­wi­dło­we jest to, co mi się pra­wi­dło­we wyda. To zaś zna­czy jedy­nie, że o ’pra­wi­dło­wo­ści’ nie ma tu co mówić.

259. Czy regu­ły pry­wat­ne­go języ­ka są wra­że­nia­mi reguł? — Waga, na któ­rej waży się wra­że­nia, nie jest wra­że­niem wagi.

260. „No cóż, sądzę, że jest to zno­wu dozna­nie D”. — Chy­ba tyl­ko sądzisz, że sądzisz!

Czyż­by więc ten, kto wpi­sał ów znak do kalen­da­rza, nicze­go sobie nie zano­to­wał? — Nie uwa­żaj za zro­zu­mia­łe samo przez się, że umiesz­cza­jąc jakieś zna­ki, np. w kalen­da­rzu, ktoś sobie coś notu­je. Notat­ka speł­nia prze­cież jakąś funk­cję, a owo „D”, jak dotąd, nie speł­nia żad­nej.

(Moż­na mówić do sie­bie. — Czy jed­nak każ­dy, kto mówi, gdy niko­go inne­go nie ma, mówi do sie­bie?)

261. Z jakiej racji mie­li­by­śmy uznać „D” za znak jakie­goś dozna­nia! Wszak „dozna­nie” jest to sło­wo z nasze­go ogól­ne­go, nie tyl­ko dla mnie zro­zu­mia­łe­go języ­ka. Uży­cie tego sło­wa wyma­ga więc uspra­wie­dli­wie­nia zro­zu­mia­łe­go dla wszyst­kich. — I nic nie pomo­że, jeże­li powie­my: to nie musi być dozna­nie; pisząc „D” ma on coś — wię­cej nie da się tu powie­dzieć. Ale „mieć” i „coś” też nale­żą do języ­ka ogól­ne­go. — Filo­zo­fu­jąc docho­dzi się w koń­cu do tego, że chcia­ło­by się już tyl­ko wydać jakiś dźwięk nie­ar­ty­ku­ło­wa­ny. — Ale taki dźwięk wyra­ża coś jedy­nie w okre­ślo­nej grze języ­ko­wej, któ­rą nale­ża­ło­by teraz opi­sać.

262. Moż­na by rzec: Kto pry­wat­nie obja­śnił sobie sło­wo, ten musiał też posta­no­wić wewnętrz­nie, że będzie tego sło­wa tak a tak uży­wał. Jak on to posta­na­wia? Czy mamy uznać, że tech­ni­kę tego zasto­so­wa­nia wynaj­du­je on, czy też że zasta­je ją goto­wą?

263. „Prze­cież mogę (wewnętrz­nie) posta­no­wić, by ’bólem’ nazy­wać w przy­szło­ści TO”. — „A czy na pew­no to posta­no­wi­łeś? Czy jesteś pew­ny, że wystar­czy­ło tu, byś sku­pił uwa­gę na swym dozna­niu?” — Dziw­ne pyta­nie.

264. „Sko­ro jed­nak już wiesz, co ozna­cza dane sło­wo, to je rozu­miesz, znasz całe jego zasto­so­wa­nie”.

265. Wyobraź­my sobie tabe­lę ist­nie­ją­cą tyl­ko w naszej wyobraź­ni, np. jakiś słow­nik. Słow­nik pozwa­la uspra­wie­dli­wić prze­kład sło­wa X na sło­wo Y. Czy jed­nak nale­ży to uznać za uspra­wie­dli­wie­nie, jeże­li do tabe­li zaj­rza­no tyl­ko w wyobraź­ni? — „Cóż, będzie to wte­dy uspra­wie­dli­wie­nie subiek­tyw­ne”. — Ale uspra­wie­dli­wie­nie pole­ga na odwo­ła­niu się do jakiejś instan­cji nie­za­leż­nej. — „Mogę prze­cież odwo­łać się od jed­ne­go przy­po­mnie­nia do dru­gie­go. Nie wiem (np.), czy dobrze zapa­mię­ta­łem czas odjaz­du pocią­gu, więc dla kon­tro­li przy­po­mi­nam sobie wygląd stro­ni­cy w roz­kła­dzie jaz­dy. Czy nie mamy tu tej samej sytu­acji?” — Nie; gdyż zja­wi­sko to musia­ło­by teraz fak­tycz­nie spo­wo­do­wać traf­ne przy­po­mnie­nie. Gdy­by wewnętrz­ny obraz roz­kła­du jaz­dy nie mógł być sam spraw­dza­ny z punk­tu widze­nia swej traf­no­ści, to jak­żeż mógł­by potwier­dzać traf­ność przy­po­mnie­nia pierw­sze­go? (To tak, jak­by ktoś kupił kil­ka egzem­pla­rzy dzi­siej­szej gaze­ty po to, by się upew­nić, że pisze ona praw­dę.)

Zaglą­da­nie do tabe­li w wyobraź­ni tak samo nie jest zaglą­da­niem do tabe­li, jak wyobra­żo­ny wynik wyobra­żo­ne­go eks­pe­ry­men­tu nie jest wyni­kiem eks­pe­ry­men­tu.

266. Mogę spoj­rzeć na zega­rek, by zoba­czyć, któ­ra godzi­na. Ale na tar­czę zegar­ka mogę też spoj­rzeć po to, by zgad­nąć, któ­ra godzi­na. W tym celu mogę też prze­sta­wiać wska­zów­ki, aż ich poło­że­nie wyda mi się wła­ści­we. A więc obraz zegar­ka może słu­żyć okre­śla­niu cza­su nie w jeden tyl­ko spo­sób. (Spoj­rzeć na zega­rek w wyobraź­ni.)

267. Przy­pu­ść­my, że chciał­bym uspra­wie­dli­wić usta­le­nie wymia­rów budo­wa­ne­go w mej wyobraź­ni mostu w taki spo­sób, że doko­nał­bym naj­pierw w wyobraź­ni prób wytrzy­ma­ło­ści jego budul­ca. Było­by to oczy­wi­ście wyobra­że­niem sobie tego, co nazy­wa­my uspra­wie­dli­wie­niem wymia­rów mostu. Ale czy nazwa­li­by­śmy to rów­nież uspra­wie­dli­wie­niem wyobra­że­nia wymia­rów?

268. Cze­mu moja pra­wa ręka nie może poda­ro­wać lewej pie­nię­dzy? — Moja pra­wa ręka może je do lewej wło­żyć. Moja pra­wa ręka może wypi­sać poświad­cze­nie daro­wi­zny, a lewa jej pokwi­to­wa­nie. — Jed­nak­że dal­sze kon­se­kwen­cje prak­tycz­ne nie były­by tu kon­se­kwen­cja­mi daro­wi­zny. Gdy lewa ręka wzię­ła pie­nią­dze z pra­wej itd., wów­czas spy­ta­my: „No i co dalej?”. To samo pyta­nie moż­na by też posta­wić, gdy ktoś obja­śnia sobie pry­wat­nie jakieś sło­wo, tzn. gdy je wyma­wia, kie­ru­jąc przy tym uwa­gę na pew­ne dozna­nie.

269. Pamię­taj­my, że w zacho­wa­niu są pew­ne kry­te­ria tego, że ktoś dane­go sło­wa nie rozu­mie: że nic mu ono nie mówi, że nie wie, co z nim począć. I kry­te­ria, że ’sądzi, iż rozu­mie’, że wią­że ze sło­wem jakieś zna­cze­nie, ale nie to wła­ści­we. Wresz­cie zaś kry­te­ria tego, że rozu­mie sło­wo nale­ży­cie. W dru­gim z tych wypad­ków moż­na by mówić o rozu­mie­niu subiek­tyw­nym. Nato­miast „języ­kiem pry­wat­nym” mogli­by­śmy nazwać dźwię­ki, któ­rych nikt inny nie rozu­mie, ja zaś ’zda­ję się je rozu­mieć.

270. Wyobraź­my sobie teraz pew­ne zasto­so­wa­nie dla zapi­su zna­ku „D” w mym dzien­ni­ku. Prze­ko­na­łem się, że ile­kroć mam okre­ślo­ne dozna­nie, to mano­metr poka­zu­je, że wzra­sta u mnie ciśnie­nie krwi. Pozwa­la mi to prze­wi­dy­wać wzrost ciśnie­nia mej krwi bez pomo­cy apa­ra­tu­ry. Rezul­tat taki jest poży­tecz­ny. Tyl­ko że teraz jest już chy­ba cał­kiem obo­jęt­ne, czy dozna­nie to roz­po­zna­łem traf­nie, czy nie. Przy­pu­ść­my, że sta­le się mylę przy jego iden­ty­fi­ka­cji; nic to nie szko­dzi. Stąd już widać, że domnie­ma­nie takiej omył­ki było pozor­ne. (Obra­ca­li­śmy nie­ja­ko gał­kę wyglą­da­ją­cą tak, jak­by moż­na nią było nasta­wić coś w maszy­nie; ale była to tyl­ko ozdo­ba, wca­le z mecha­ni­zmem nie zwią­za­na.)

Z jakiej racji mie­li­by­śmy uznać tu „D” za ozna­cze­nie pew­ne­go dozna­nia? Chy­ba z takiej, że zna­ku tego uży­wa się w pewien spo­sób w tej wła­śnie grze języ­ko­wej. — I cze­mu mia­ło­by to być „okre­ślo­ne dozna­nie”, czy­li za każ­dym razem to samo? Cóż, zało­ży­li­śmy, że za każ­dym razem pisze­my „D”.

271. „Wyobraź sobie czło­wie­ka, któ­ry nie potra­fił­by zapa­mię­tać, co zna­czy sło­wo ’ból’ — i któ­ry wobec tego nazwał­by tak co raz to coś inne­go — uży­wa­jąc jed­nak tego sło­wa w zgo­dzie ze zwy­kły­mi ozna­ka­mi i prze­słan­ka­mi bólu!” — któ­ry uży­wał­by go zatem tak jak my wszy­scy. Tu chcia­ło­by się rzec: koło, któ­re moż­na obra­cać bez poru­sza­nia cze­goś inne­go, nie nale­ży do maszy­ny.


Pobierz tekst w PDF.


Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

4 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Ad… Te fizjo­gno­mie; dziś już takich nie ma, obec­nie widać pra­wie tyl­ko gęby pro­le­ta­riac­kie, demo­kra­tycz­ne i socy­ali­stycz­ne — unij­ne, zmu­to­wa­ne, zstan­da­ry­zo­wa­ne!

  • LW?! Tro­chę to jest… par­don­ne moi… puste, jak­by samo narzę­dzie, śro­dek jako cel…
    BW! Wiel­ki i cie­kaw­szy!
    Ot para­dox!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy