Artykuł Estetyka

Łukasz Androsiuk: Sztuka z pikseli

Gdyby zapytać Noëla Carrolla, czy gry komputerowe są – lub przynajmniej mogą być – dziełami sztuki, najpewniej sam odpowiedziałby pytaniem: „a dlaczego u licha miałyby nimi nie być?”. I choć niektórzy filozofowie zainteresowani kulturą tzw. nowych mediów lubią myśleć o grach komputerowych jak o dziełach sztuki właśnie, to, jak się okazuje, nie wszyscy oni, mówiąc o sztuce i grach, mają na myśli to samo.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2021 nr 4 (40), s. 16–18. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Pomi­mo istot­nych róż­nic zdań na temat tego, czym gry kom­pu­te­ro­we są w swo­jej isto­cie (tj. co powo­du­je, że gry kom­pu­te­ro­we są gra­mi wła­śnie, a nie np. inte­rak­tyw­ny­mi fil­ma­mi), praw­do­po­dob­nie więk­szość bada­czy z obsza­ru ludo­lo­gii (stu­diów nad gra­mi) skłon­na była­by zgo­dzić się mię­dzy sobą przy­naj­mniej w tym, że to gry kom­pu­te­ro­we ofe­ru­ją obec­nie wie­lu mło­dym ludziom – mło­dym w cza­sie, gdy piszę ten tekst – pierw­sze (lub jed­no z pierw­szych) zapro­jek­to­wa­ne przez czło­wie­ka doświad­cze­nie este­tycz­ne. Mogło­by się zatem wyda­wać, że pro­blem doty­czą­cy tego, czy gry kom­pu­te­ro­we są – a przy­naj­mniej mogą być – sztu­ką, będzie dla bada­czy owych przed­mio­tem szcze­gól­ne­go zain­te­re­so­wa­nia. W isto­cie jed­nak kwe­stia ta nie­czę­sto zaj­mu­je ich uwagę.

Ist­nie­je – jak się sądzi – kil­ka powo­dów tego sta­nu rze­czy. Przede wszyst­kim nie jest jasne, czy myśle­nie o grach kom­pu­te­ro­wych jak o sztu­ce powin­no sta­no­wić dome­nę ludo­lo­gii czy też este­ty­ki. Pro­blem dodat­ko­wo kom­pli­ku­je fakt, że nie­kie­dy bada­cze gier posłu­gu­ją się sło­wem „sztu­ka” ina­czej, niż by tego chcie­li este­ty­cy (a i wie­lu współ­cze­snych teo­re­ty­ków sztu­ki, podej­mu­jąc namysł nad gra­mi kom­pu­te­ro­wy­mi – jeśli w ogó­le i jak­kol­wiek są nimi zain­te­re­so­wa­ni – nie zawsze na myśli ma to samo, co ludo­lo­dzy). Wszyst­ko to spra­wia, że czę­sto sądzi się, że sfor­mu­ło­wa­nie kon­klu­zyw­nej (roz­strzy­ga­ją­cej) odpo­wie­dzi na pod­sta­wo­we dla pro­ble­mu pyta­nie (tj. czy gry kom­pu­te­ro­we są lub mogą być dzie­ła­mi sztu­ki) jest w isto­cie nie­moż­li­we, bowiem nie da się sfor­mu­ło­wać bez­spor­nych defi­ni­cji dla pojęć „gra kom­pu­te­ro­wa” i „sztu­ka”, tj. takich, któ­re wska­za­ła­by na cechy kon­sty­tu­tyw­ne obu przed­mio­tów namy­słu, a więc – pozwa­la­jąc sobie na pew­ną potocz­ność – cechy, bez któ­rych gra kom­pu­te­ro­wa nie była­by grą kom­pu­te­ro­wą, a sztu­ka sztuką.

Sztuka a sztukateria

Tym­cza­sem przy­naj­mniej nie­któ­rzy filo­zo­ficz­nie zorien­to­wa­ni bada­cze kul­tu­ry medial­nej prze­ko­nu­ją, że o tym, iż gry kom­pu­te­ro­we mogą być rozu­mia­ne jako dzie­ła sztu­ki, mamy pra­wo orze­kać nawet wów­czas, gdy nie potra­fi­my na cechę/cechy takie wskazać.

Co wię­cej, mie­li­by­śmy do tego pra­wo rów­nież wte­dy, gdy­by oka­za­ło się, że cecha taka w ogó­le nie ist­nie­je. Twier­dzi tak m.in. wspo­mi­na­ny już wcze­śniej Noël Caroll, zda­niem któ­re­go, aby móc kon­klu­zyw­nie powie­dzieć o jakimś inten­cjo­nal­nie zapro­jek­to­wa­nym przed­mio­cie, wydarzeniu/zjawisku, że jest dzie­łem sztu­ki, wystar­czy wska­zać na dowol­ną jego cechę struk­tu­ral­no-kon­struk­cyj­ną, któ­rą da się scha­rak­te­ry­zo­wać jako jakość/własność este­tycz­ną, a któ­ra – co szcze­gól­nie tu waż­ne – w żad­nym razie nie musi być jego cechą kon­sty­tu­tyw­ną. Pró­bu­jąc uchwy­cić pod­sta­wo­we zało­że­nia kon­cep­cji Carol­la, przyj­rzyj­my się im nie­co dokładniej.

Istot­na jest już choć­by suge­stia, że dzie­łem sztu­ki może być to tyl­ko, co jest (a jest to waru­nek koniecz­ny, choć nie­wy­star­cza­ją­cy) inten­cjo­nal­nie zapro­jek­to­wa­ne. Ozna­cza to, że kan­dy­da­tem do mia­na dzie­ła sztu­ki – jak je chce rozu­mieć Car­roll – nie mogą być jakie­kol­wiek przedmioty/zjawiska natu­ral­ne, choć nie wyklu­cza się, że mogą one być nośni­kiem este­tycz­nych prze­żyć i zna­czeń. Kon­se­kwen­cją tego zało­że­nia jest to, że dzie­łem sztu­ki może być – i jak za chwi­lę zoba­czy­my, musi nim być – jak­kol­wiek i za pomo­cą cze­go­kol­wiek utrwa­lo­ny np. obraz zacho­du słoń­ca, ale nie będzie nim – i nie może być – sam zachód słoń­ca. Nie mamy bowiem póki co wystar­cza­ją­cych pod­staw, aby sądzić, że przy­czy­ną zacho­du słoń­ca jest czy­jaś intencja.

O wartościach/jakościach este­tycz­nych mowa była już przy oka­zji nume­ru „Filo­zo­fuj!” poświę­co­ne­go esen­cji pięk­na („Filo­zo­fuj!” 2018, nr 1/19), tu więc – uprasz­cza­jąc nie­co – przy­po­mnij­my jedy­nie, że o wła­sno­ści takiej orze­ka­my naj­czę­ściej za pomo­cą licz­nych przy­miot­ni­ków, mówiąc o jakimś przed­mio­cie (np. o obra­zie), że jest już choć­by ład­ny, piękny/brzydki/odrażający, ale też wyrafinowany/subtelny/kunsztowny itp… Od razu jed­nak dopo­wie­dzieć nale­ży, że sło­wem „sztuka/dzieło sztu­ki” posłu­gu­je się Car­roll wyłącz­nie w zna­cze­niu opi­so­wym, nie zaś – jak to zwy­kle czy­ni­my na co dzień – w zna­cze­niu wartościującym.

…a wszystko przez oczy

Aby uchwy­cić pod­sta­wo­wą róż­ni­cę mię­dzy zna­cze­niem war­to­ściu­ją­cym a opi­so­wym sło­wa „sztuka/dzieło sztu­ki”, naj­ła­twiej prze­pro­wa­dzić pewien pro­sty eks­pe­ry­ment audialny.

Wyobraź­my sobie, że popro­szo­no nas o odsłu­cha­nie frag­men­tu dwóch kom­po­zy­cji: kon­cer­tu for­te­pia­no­we­go nr 2 c‑moll Sier­gie­ja Rach­ma­ni­no­wa oraz Przez Twe oczy zie­lo­ne Zeno­na Mar­ty­niu­ka, a następ­nie zapy­ta­no, któ­ry z tych utwo­rów zasłu­gu­je naszym zda­niem na mia­no dzie­ła sztu­ki. Jeśli suge­ro­wać się naszy­mi este­tycz­ny­mi zwy­cza­ja­mi, to moż­na sądzić – z pew­ną dozą ryzy­ka, rzecz jasna – że więk­szość z nas wyłącz­nie kom­po­zy­cję rosyj­skie­go kom­po­zy­to­ra skłon­na była­by okre­ślić tym mia­nem, suge­ru­jąc się – jak to mamy w zwy­cza­ju – swo­istą „donio­sło­ścią” muzy­ki kla­sycz­nej. Jeśli tak byśmy uczy­ni­li, ozna­cza­ło­by to, że mówiąc o sztu­ce, mamy na myśli wła­śnie jej zna­cze­nie war­to­ściu­ją­ce. W takim zna­cze­niu dzie­ło sztu­ki musi być czymś wznio­słym, donio­słym, powa­ża­nym i w jakiś spo­sób budzą­cym z tego powo­du este­tycz­ny zachwyt. Dość w tym miej­scu dodać, że to wła­śnie z uwa­gi na brak owej wznio­sło­ści i donio­sło­ści Roger Ebert pier­wot­nie odma­wiał grom sta­tu­su dzieł sztuki.

W zupeł­nie innym zna­cze­niu poję­ciem „sztuka/dzieło sztu­ki” posłu­gu­ją się zwo­len­ni­cy tzw. opi­so­wej teo­rii sztu­ki (zwa­ną nie­kie­dy for­ma­li­stycz­ną), dla któ­rych dzie­łem sztu­ki nie jest coś ze wzglę­du na swo­ją war­tość este­tycz­ną, ale cechy struk­tu­ral­ne, któ­re powo­du­ją lub mogą powo­do­wać dowol­nej jako­ści wra­że­nia este­tycz­ne. W takim zna­cze­niu dzie­łem sztu­ki będzie więc zarów­no dzie­ło Rach­ma­ni­no­wa, jak i Mar­ty­niu­ka. Obaj Pano­wie wszak posłu­gu­ją się języ­kiem muzy­ki, któ­ra powo­du­je w nas wra­że­nia este­tycz­ne, i tyl­ko ich obec­ność – nie zaś jakość – jest tu decydująca.

Nie tyl­ko jest więc tak, że gry kom­pu­te­ro­we mogą być dzie­ła­mi sztu­ki, ale istot­nie nimi są na mocy swo­ich cech struk­tu­ral­no-kon­struk­cyj­nych wła­śnie. Jak­kol­wiek byśmy je oce­nia­li, mając na uwa­dze ich war­tość este­tycz­ną, są one „zbu­do­wa­ne” z tre­ści audial­nych i wizu­al­nych, któ­re powo­du­ją w nas wra­że­nia este­tycz­ne, co zara­zem prze­są­dza o tym, że i ci, któ­rzy odpo­wia­da­ją za te tre­ści, zasłu­gu­ją na mia­no arty­stów. Wszak podob­nie jak arty­ści z innych obsza­rów sztu­ki tre­ści te dobie­ra­ją do odpo­wied­nich form, chcąc „coś” „jakoś” zako­mu­ni­ko­wać. Co wię­cej, nawet jeśli to nie wizu­al­ność i nie audial­ność powo­du­ją, że gry kom­pu­te­ro­we są gra­mi kom­pu­te­ro­wy­mi (a nale­ży powie­dzieć, że istot­nie nie ze wzglę­du na te wła­sno­ści nimi są), nie ma powo­dów, aby nie mówić o nich jak o dzie­łach sztu­ki wła­śnie. Osta­tecz­nie prze­cież mało kto z nas – jeśli kto­kol­wiek – skłon­ny jest pro­te­sto­wać, gdy wypo­wia­da­my się o samo­cho­dzie (któ­ry prze­cież nie dla­te­go, że powo­du­je w nas wra­że­nia este­tycz­ne, jest samo­cho­dem) jak o dzie­le sztu­ki (i to bez wzglę­du na to, czy na myśli mamy opi­so­we, czy war­to­ściu­ją­ce zna­cze­nia tego słowa).

Sztuka jako gra

Sądzi się nie­kie­dy, że bez wzglę­du na odpo­wiedź, jaką skłon­ni byli­by­śmy udzie­lić w związ­ku z pod­sta­wo­wym tu pyta­niem, gry nadal były­by… tyl­ko (lub aż) gra­mi. W związ­ku z fak­tem, że z histo­rycz­ne­go punk­tu widze­nia gry nigdy do bycia dzie­ła­mi sztu­ki nie aspi­ro­wa­ły, to, jak na nas oddzia­łu­ją, nicze­go nie zmie­nia. Nie ozna­cza to jed­nak, że myśle­nie o grach kom­pu­te­ro­wych jak o sztu­ce wła­śnie nie ma jakiej­kol­wiek war­to­ści poznaw­czej. Prze­ciw­nie, są filo­zo­fo­wie, dla któ­rych kwe­stia ta jest szcze­gól­nie waż­na, tak­że – a być może przede wszyst­kim – dla­te­go, że podej­mu­jąc się pró­by odpo­wie­dzi na sfor­mu­ło­wa­ne na wstę­pie pyta­nie, docie­ka­my w isto­cie nie tyl­ko tego, czym są gry kom­pu­te­ro­we (kon­cen­tru­jąc się na ich cechach struk­tu­ral­no-kon­struk­cyj­nych), i nie tyl­ko tego, jak rozu­mie­my obec­nie (a jak rozu­mie­li­śmy kie­dyś) sztu­kę. Pod­da­jąc namy­sło­wi jed­no zja­wi­sko w kon­tek­ście dru­gie­go (gry w kon­tek­ście sztu­ki, ale i sztu­kę w kon­tek­ście gier), nie­wy­klu­czo­ne, że spo­ro dowia­du­je­my się o tym, w jaki spo­sób (jeśli w ogó­le) pierw­sze z nich uła­twia (z)rozumienie dru­gie­go… ale to już temat na zupeł­nie inny artykuł.


Łukasz Andro­siuk – dok­tor nauk huma­ni­stycz­nych, pra­cow­nik nauko­wo-­dy­dak­tycz­ny Aka­de­mii Pomor­skiej w Słup­sku oraz War­szaw­skiej Szko­ły Fil­mo­wej. Czło­nek Słup­skiej Rady Edu­ka­cyj­nej i Pol­skie­go Towa­rzy­stwa Bada­nia Gier. Inte­re­su­je się kul­tu­rą medial­ną w jej wymia­rze peda­go­gicz­nym, epi­ste­mo­lo­gicz­nym i este­tycz­nym. Gracz sin­gle­play­ero­wy, miło­śnik sno­oke­ra, fan(atyk) twór­czo­ści Lar­sa von Triera.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Nata­lia Biesiada-Myszak

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy