Artykuł Filozofia w filmie Omówienia i recenzje Publicystyka

Małgorzata Szostak: Lato miłości

Apparently, I’m a bad influence on people [Ponoć mam zły wpływ na ludzi] – mówi Tamsin, kiedy wraz z Moną spotykamy ją po raz pierwszy. Zadaję więc pytanie: Czy z działania osoby niemoralnej o wcale nie dobrych intencjach może wypłynąć coś dobrego? A czy ma to jakiekolwiek znaczenie? – zapyta ktoś inny.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2017 nr 5 (17), s. 52–53. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Na pierw­sze moż­na odpo­wie­dzieć: oczy­wi­ście, na przy­kład na dro­dze przy­pad­ku (pija­ny kie­row­ca potrą­cił pie­sze­go, ten tra­fił do szpi­ta­la, gdzie poznał miłość swe­go życia). Albo jesz­cze ina­czej: coś dobre­go może i wynik­nie, ale za cenę cze­goś znacz­nie gor­sze­go (jak w przy­pad­ku okro­pieństw eks­pe­ry­men­tów medycz­nych pod­czas woj­ny). Jed­nak nie z tego typu sytu­acją mamy tu do czynienia.

Film Paw­ła Paw­li­kow­skie­go Lato miło­ści przed­sta­wia histo­rię dwóch dziew­czyn, atrak­cyj­nej i nie­bez­piecz­nej Tam­sin (dosko­na­ły debiut kino­wy Emi­ly Blunt) oraz pro­sto­dusz­nej Mony (wspa­nia­ła rola Nata­lie Press), któ­re pod­czas waka­cji pozna­ją się w małej angiel­skiej miej­sco­wo­ści, zbli­ża­ją się do sie­bie i w koń­cu ule­ga­ją miło­snej fascy­na­cji. Ich histo­ria – mimo że wca­le nie pięk­na – jest bar­dzo pięk­nie opo­wie­dzia­na i choć­by dla­te­go war­to ten film zobaczyć.

W obrę­bie fabu­ły znaj­du­je się też inny wątek i to on będzie nas inte­re­so­wał. Jest to histo­ria star­sze­go bra­ta Mony, Phi­la (w tej roli Pad­dy Con­si­di­ne), byłe­go recy­dy­wi­sty. „Byłe­go”, ponie­waż „odna­lazł Boga, czy też Bóg go odna­lazł”, gdy odsia­dy­wał karę w wię­zie­niu. Kolej­no zamie­nia wiej­ski pub, w któ­rym miesz­ka z sio­strą, w miej­sce zgro­ma­dzeń dla wier­nych, modli się z nimi żar­li­wie, budu­je ogrom­ny krzyż, któ­ry pod­czas pro­wa­dzo­nej przez sie­bie pro­ce­sji sta­wia na góru­ją­cym nad mia­stecz­kiem wzgó­rzu. Jed­nym sło­wem: naro­dził się na nowo – a przy­naj­mniej tak nam się wyda­je. Dla Mony zaś stał się kimś zupeł­nie obcym. Dla­cze­go? Bo uwa­ża, że jest fałszywy.

Tytuł fil­mu Lato miło­ści [My Sum­mer of Love] ma sens dość iro­nicz­ny, ponie­waż wbrew pozo­rom film wca­le o miło­ści… nie jest. A na pew­no nie o tej, któ­rej siła pro­wa­dzi boha­te­rów do wewnętrz­nej prze­mia­ny. O nie. Boha­te­ro­wie – szcze­gól­nie Phil i Tam­sin – w moim mnie­ma­niu miło­ścią bar­dziej wycie­ra­ją sobie usta, niż rze­czy­wi­ście ją prze­ży­wa­ją. Miłość w ich rękach jest narzę­dziem, któ­re sto­su­ją do reali­za­cji swych celów. Jakich? Odpo­wiem na to pyta­nie, ale waż­niej­sze jest dla mnie inne, mia­no­wi­cie do cze­go ich dzia­ła­nie osta­tecz­nie dopro­wa­dza? Chcia­ła­bym przyj­rzeć się tu jed­nej sce­nie, któ­ra pomo­że to ustalić.

Phil pod­jeż­dża pod rodzin­ną posia­dłość Tam­sin, gdzie szu­ka swo­jej sio­stry. Dziew­czy­ny widzą go z okna sypial­ni i Tam­sin posta­na­wia poba­wić się w poszu­ki­wa­nie ducho­we­go prze­wod­ni­ka. Otwie­ra drzwi w lek­ko prze­wią­za­nym jedwab­nym szla­fro­ku i bez zająk­nię­cia mówi, że Mony nie ma, ale że zaraz wró­ci. Zapra­sza Phi­la do środ­ka. Zaczy­na­ją roz­ma­wiać. Tam­sin w spo­sób mistrzow­ski odgry­wa zagu­bio­ną kobie­tę, szu­ka­ją­cą Boga, pra­gną­cą wia­ry i sil­ne­go ramie­nia, na któ­rym mogła­by się oprzeć. Jest pięk­na i bez­bron­na, i na wycią­gnię­cie ręki. Męż­czy­zna szyb­ko wcho­dzi w rolę jej wybaw­cy, naucza o Bożej miło­ści i nama­wia dziew­czy­nę do cał­ko­wi­te­go pod­po­rząd­ko­wa­nia się Jego woli. Jed­nak w sło­wach Phi­la, mimo że wciąż peł­nych reli­gij­ne­go natchnie­nia, poja­wia się ero­tycz­ne napię­cie, któ­re nara­sta i któ­re­mu on sam się pod­da­je. I tak wpa­da w sidła. Gdy się­ga do twa­rzy dziew­czy­ny, by ją poca­ło­wać, ona nie wytrzy­mu­je: wybu­cha śmie­chem i stwier­dza, że jest oszu­stem i że był zbyt łatwy. I tu docho­dzi do dema­ska­cji. Brat Mony chwy­ta Tam­sin za szy­ję i zaczy­na dusić, aż wresz­cie odrzu­ca krztu­szą­cą się z powro­tem na kana­pę, a gdy wycho­dząc, dostrze­ga swo­ją sio­strę, prze­mo­cą wpa­ko­wu­je ją do samochodu.

Dzie­je się tu wie­le inte­re­su­ją­cych rze­czy. Otóż w fil­mie przed­sta­wia nam się męż­czy­znę, któ­ry od wie­lu tygo­dni ćwi­czy się w wie­rze, doko­nu­je abso­lut­nej rewo­lu­cji w swo­im życiu: sta­je się oso­bą życz­li­wą, o naj­lep­szych inten­cjach, oso­bą, któ­ra wyka­zu­je się wewnętrz­ną rów­no­wa­gą i cier­pli­wo­ścią. Gene­ral­nie, ety­cy cnót musie­li­by być pod wra­że­niem takie­go postę­pu. Zwłasz­cza jeśli weź­mie­my pod uwa­gę, że oto stoi przed nami czło­wiek wcze­śniej do cna zepsu­ty, agre­syw­ny i nie­bez­piecz­ny. Jed­nak ten wła­śnie męż­czy­zna w koń­cu ule­ga swym destruk­cyj­nym instynk­tom, co daje nam poważ­ne pod­sta­wy do tego, by wąt­pić w praw­dzi­wość jego prze­mia­ny. Czy wystar­cza­ją­ce? Moim zda­niem tak, ponie­waż sygna­ły tego rodza­ju widzi­my w fil­mie znacz­nie wcze­śniej. Powyż­sza sce­na jest bar­dziej przez widza wycze­ki­wa­na, niż zaskakująca.

Z dru­giej stro­ny widzi­my mło­dą kobie­tę, któ­ra z nudów odgry­wa teatr, bawiąc się czy­imś kosz­tem. Wie­my z wcze­śniej­szych jej wypo­wie­dzi, że bogiem dla niej jest Nie­tz­sche (Tam­sin inspi­ru­je się tyl­ko wiel­ki­mi: wiel­ki­mi kom­po­zy­to­ra­mi, wiel­ką lite­ra­tu­rą, wiel­ki­mi myśli­cie­la­mi – choć wie­le jest tu zapew­ne na pokaz), a to, jak postę­pu­je, świad­czy, że aspi­ru­je do bycia „nad­czło­wie­kiem”. Tego lata bez wąt­pie­nia testu­je swo­je moż­li­wo­ści. Tam­sin we wspo­mnia­nej sce­nie dla zaba­wy mani­pu­lu­je Phi­lem, podej­rze­wa­jąc, że cała jego prze­mia­na jest albo zbyt powierz­chow­na, by nie mogła zostać cof­nię­tą, albo sta­no­wi przy­kryw­kę, któ­rą łatwo będzie odkryć. I nie myli się.

Po tym wyda­rze­niu Phil sta­cza się coraz bar­dziej, aż do cał­ko­wi­te­go powro­tu do swe­go wcze­śniej­sze­go życia. I teraz pyta­nie: o czym to świad­czy? Czy o tym, że Bóg zawiódł jego nadzie­je, bo nie ochro­nił go przed upad­kiem? Czy o tym, że był zbyt pysz­ny, sko­ro sądził, że dzię­ki swe­mu nawró­ce­niu jest kimś wyjąt­ko­wym (i wia­ra go prze­sta­ła inte­re­so­wać, gdy oka­za­ło się, że jest tak samo sła­by jak inni)? Czy może i o tym, i tym, ale przy tym sam pozwa­lał sobie na tę powierz­chow­ność, na łatwość takie­go nawró­ce­nia, któ­re nie wyma­ga zadość­uczy­nie­nia, a wywyż­sza do pozio­mu przy­wód­cy reli­gij­ne­go całe­go angiel­skie­go mia­stecz­ka? Może jego prze­mia­na, tak jak uwa­ża Mona, fak­tycz­nie nie była praw­dzi­wa, a słu­ży­ła tyl­ko do uświet­nia­nia wizji same­go siebie?

Ja wybie­ram tę ostat­nią moż­li­wość. Raz, że w całej histo­rii znaj­du­ję tro­py na to wska­zu­ją­ce, dwa, że będzie to wyj­ście naj­cie­kaw­sze dla tego arty­ku­łu, bo doty­czyć będzie kwe­stii kon­tro­wer­syj­nych. W tym wypad­ku bowiem Tam­sin przy zasto­so­wa­niu nie­mo­ral­nych środ­ków, kie­ru­jąc się nie­mo­ral­ny­mi pobud­ka­mi, dema­sku­je Phi­la, ale i zmu­sza go do samo­po­zna­nia, co stwa­rza nam sytu­ację nie­jed­no­znacz­ną pod wzglę­dem moralnym.

Jeśli iść wła­śnie tą ścież­ką inter­pre­ta­cyj­ną, Phil doko­nu­je uprosz­cze­nia myśli chrze­ści­jań­skiej na temat natu­ry zła, gdzie zło ma na ogół cha­rak­ter real­ny i oso­bo­wy. Złe moce, demo­ny i dia­bła, do któ­rych lubi się odwo­ły­wać, trak­tu­je jako coś, co kie­ru­je inny­mi i co kie­ro­wa­ło nim w prze­szło­ści. W ten spo­sób zrzu­ca na nie winę za popeł­nia­ne przez sie­bie czy­ny. Rów­nież Bóg w jego rozu­mie­niu nie tyle mu wyba­cza, co „zmy­wa” z nie­go winę, grzech i strach. Phil wca­le więc nie opie­ra się na Jezu­sie. On się na Nie­go zwa­la całym ciel­skiem, by nie musieć już za sie­bie odpo­wia­dać. Nie jest to myśle­nie spój­ne, ale na pew­no sku­tecz­ne: jeśli dia­beł nie zała­twi spra­wy jego prze­szło­ści (nie przej­mie za nią winy), to zro­bi to Bóg (bo tę winę wymaże).

Dzie­je się tu jed­nak znacz­nie wię­cej. Mia­no­wi­cie Bóg czy­ni Phi­la po jego „prze­mia­nie” orę­dow­ni­kiem oraz wyko­naw­cą swo­jej woli. Brat Mony gro­ma­dzi wokół sie­bie ludzi i ich pro­wa­dzi. Sta­je się auto­ry­te­tem, kimś wyjąt­ko­wym, a wręcz dosko­na­łym. Nawró­ce­nie opar­te na samo­za­kła­ma­niu nie tyl­ko uwal­nia go od winy, ale i przy­no­si mu wywyż­sze­nie. Męż­czy­zna kreu­je wspa­nia­łą wizję same­go sie­bie – wobec sie­bie i wobec innych – korzy­sta­jąc w tym celu z dobro­dziejstw Bożej miło­ści i łaski. A jeśli tak, to postę­po­wa­nie Phi­la i Tam­sin wła­ści­wie nie­wie­le się od sie­bie róż­ni. Obo­je bowiem bawią się w wybrań­ców: ona trak­tu­jąc ludzi jak mario­net­ki, on mani­pu­lu­jąc sobą i inny­mi z imie­niem Boga na ustach.

To zaś wie­dzie nas do dość nie­oczy­wi­stych wnio­sków. Nie­mo­ral­ne postę­po­wa­nie Tam­sin spro­wa­dza Phi­la na dro­gę do samo­po­zna­nia. Nie dzie­je się to przy­pad­ko­wo – obna­że­nie pobu­dek męż­czy­zny było celem Tam­sin, bo to ono mia­ło przy­nieść jej roz­ryw­kę. Oce­na dziew­czy­ny nie może ulec tutaj zmia­nie – jej dzia­ła­nie i pobud­ki są pod wzglę­dem moral­nym jed­no­znacz­nie złe. A jed­nak w sce­nie wyżej przed­sta­wio­nej praw­da w koń­cu wycho­dzi na jaw: chrze­ści­jań­ska dobroć Phi­la jest wyni­kiem samo­in­dok­try­na­cji, nie wewnętrz­ne­go roz­wo­ju. Jeśli uznać praw­dę jako war­tość moral­ną, to wraz z samo­po­zna­niem Phi­la docho­dzi do jego roz­wo­ju jako isto­ty moral­nej. Jego życie wra­ca do nie­go wraz z całym jego cię­ża­rem: jest sła­by, wca­le nie wywyż­szo­ny, zmia­na w jego życiu doko­na się tyl­ko przy głę­bo­kiej pra­cy nad sobą. Dopie­ro teraz może pod­jąć fak­tycz­ną decy­zję, czy się nawró­cić czy pozo­stać daw­nym sobą, wybrać dobro czy zło. Osta­tecz­nie wybie­ra to dru­gie. Samo­świa­do­mość Phi­la osią­ga wyż­szy poziom, ale zawie­dzio­ny rze­czy­wi­sto­ścią znów sta­je się agre­syw­ny i bru­tal­ny. W tym przy­pad­ku więc roz­wój wewnętrz­ny pro­wa­dzi do moral­ne­go regre­su w sen­sie spo­łecz­nym. W fil­mie zwy­cię­ża praw­da – tutaj ona jed­nak nie wyzwa­la, tyl­ko burzy spo­kój i porządek.

Czy z dzia­ła­nia oso­by nie­mo­ral­nej o wca­le nie dobrych inten­cjach może wypły­nąć coś dobre­go? Widać tak, może. A czy ma to jakie­kol­wiek zna­cze­nie? Pod wzglę­dem prak­tycz­nym nie – nie przy­no­si nam to żad­nych moral­nych wytycz­nych co do tego, jak postę­po­wać. Nato­miast pod wzglę­dem teo­re­tycz­nym tak, ponie­waż w ten spo­sób mamy szan­sę zoba­czyć świat w całej jego nieoczywistości.


Mał­go­rza­ta Szo­stak – Dok­to­rant­ka na Wydzia­le Filo­lo­gicz­nym Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w meto­do­lo­gii badań języ­ko­znaw­czych, a tak­że zaj­mu­je się lite­ra­tu­rą koń­ca XIX i począt­ku XX wie­ku. Na polo­ni­sty­ce ukoń­czy­ła spe­cja­li­za­cję z fil­mo­znaw­stwa i teatro­lo­gii oraz kry­ty­ki arty­stycz­nej. Absol­went­ka filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie Gdańskim.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Fot.: Kadr z fil­mu Lato miłości


czas: 1 godz. 26 min.
reży­se­ria: Paweł Pawlikowski
sce­na­riusz: ­Micha­el Wyn­ne, Paweł Pawlikowski
gatu­nek: dra­mat
pro­duk­cja: Wiel­ka Brytania
pre­mie­ra: 21 sierp­nia 2004 r. (świat)

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy