Artykuł Filozofia w filmie

Małgorzata Szostak: Nienasyceni / A Bigger Splash

Film Nienasyceni w krajach anglojęzycznych znany jest pod nazwą A Bigger Splash, która bezpośrednio odsyła do obrazu Davida Hockneya z 1967 roku o tym samym tytule. Analiza jednolitej płaszczyzny koloru na płótnie, na której pojawia się szalony wybuch farby, zaskakująco wzbogaca sensy wydobywane z opowieści przedstawionej nam przez reżysera Lucę Guadagnino.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2016 nr 5 (11), s. 48–50. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Obraz Davi­da Hock­neya A Big­ger Splash (pol. Więk­szy plusk) powstał w sło­necz­nej Kali­for­nii. Uka­zu­je nam pła­ską powierzch­nię otwar­te­go base­nu na tle niskie­go, nowo­cze­sne­go budyn­ku z dwie­ma wyso­ki­mi pal­ma­mi w odda­li. W wer­ty­kal­nym ukła­dzie linii i wypeł­nio­nych kolo­rem kształ­tów domi­nu­je har­mo­nia. Na pierw­szym pla­nie wid­nie­je deska pro­wa­dzą­ca od pra­wej kra­wę­dzi obra­zu pro­sto do jed­no­li­cie błę­kit­nej tafli wody. I tam roz­gry­wa się tytu­ło­wy splash, wiel­ki plusk, roz­sa­dza­ją­cy ide­al­nie pro­stą, geo­me­trycz­ną kom­po­zy­cję. Wydłu­żo­ne pro­sto­ką­ty zosta­ją zala­ne przez cha­otycz­ne roz­bry­zgi wody przy­bie­ra­ją­ce for­mę wście­kłych mazań, przy­pad­ko­wych chlap­nięć i drżą­cych pocią­gnięć pędz­lem, roz­dra­pu­ją­cych spo­kój i pust­kę pla­my niebieskiego
koloru.

Podob­nie jak na obra­zie, w fil­mie Luki Guada­gni­no jest gorą­co, gęsto i sta­tycz­nie. Gwiaz­da roc­ka, przy­ga­szo­na przez inten­syw­ność swe­go życia Marian­ne (gra­na przez wspa­nia­łą Til­dę Swin­ton), po ope­ra­cji krta­ni leni­wie spę­dza czas we Wło­szech na wyspie Pan­tel­le­ria u boku swe­go ciche­go i spo­koj­ne­go part­ne­ra Pau­la (przy­stoj­ny i uta­len­to­wa­ny Mat­thias Scho­ena­erts). Obo­je korzy­sta­ją z uro­ków ital­skie­go kra­jo­bra­zu i przy­jem­nie wyso­kiej tem­pe­ra­tu­ry. Wte­dy też nie­za­po­wie­dzia­nie zja­wia się Har­ry, sza­lo­ny, lubież­ny i iry­tu­ją­cy eks­part­ner Marian­ne (w tej roli rów­nie nie­spo­dzie­wa­nie Ralph Fien­nes), ze swo­ją cór­ką Pene­lo­pe, o któ­rej ist­nie­niu nie­daw­no się dowie­dział (zagra­na przez hip­no­ty­zu­ją­cą Dako­tę John­son). Cała czwór­ka spę­dza ze sobą zale­d­wie kil­ka dni, ale jak­że obfi­tu­ją­cych w nie­do­po­wie­dze­nia, pro­wo­ka­cje, napię­cia, a wresz­cie w otwarty
konflikt.

Fla­sh­bac­ki i strzęp­ki dia­lo­gów pozwa­la­ją uchwy­cić wza­jem­ne rela­cje boha­te­rów, ich moty­wy i inten­cje. Jed­nak choć boha­te­ro­wie zma­ga­ją się ze swy­mi namięt­no­ścia­mi i sobą nawza­jem, akcja toczy się powo­li i jed­no­staj­nie. Pol­ski tytuł fil­mu, Nie­na­sy­ce­ni, swo­ją postać zawdzię­cza nie­mal histe­rycz­nym wysił­kom boha­te­rów, by uchwy­cić życie: Har­ry wyży­wa się w miło­snych unie­sie­niach, muzy­ce i abso­lut­nej nie­sub­or­dy­na­cji; Marian­ne z kolei usi­łu­je nało­żyć sobie obro­żę, by posma­ko­wać odro­bi­ny spo­ko­ju, choć, jak się oka­zu­je, robi to dość nie­wpraw­nie; Paul ucie­ka od swych nawy­ków, ambi­cji i wspo­mnień; nato­miast intry­gu­ją­ca, słod­ka Pene­lo­pe za nic nie daje się do sie­bie zbli­żyć ani swym towa­rzy­szom, ani widzo­wi. Każ­dy z nich jest sam. I mimo że na wło­skiej wyspie w przy­jem­nej let­niej posia­dło­ści dzie­je się wię­cej niż w życiu prze­cięt­ne­go czło­wie­ka, to tak napraw­dę nie dzie­je się tam nic – losy posta­ci są rów­nie sta­tycz­ne, jak pro­sto­ką­ty i tra­pe­zy kolo­rów na obra­zie Hock­neya. I na tym też musia­ło zale­żeć reży­se­ro­wi: w fil­mie akcja nie posu­wa się wart­ko naprzód, bo i jej boha­te­ro­wie nie otwie­ra­ją się na dzia­ła­nie – są zamknię­ci, więc i świat wokół nich zastyga.

Cha­rak­ter takie­go sto­sun­ku do rze­czy­wi­sto­ści sta­nie się jesz­cze wyraź­niej­szy na tle wizji czło­wie­ka, jaką repre­zen­tu­je nie­miec­ki filo­zof kul­tu­ry Ernst Cas­si­rer. Twier­dzi on, że czło­wiek swo­ją indy­wi­du­al­ność może odna­leźć jedy­nie uczest­ni­cząc w życiu spo­łecz­nym. W myśl Sokra­te­sa zauwa­ża, że tyl­ko bez­po­śred­ni kon­takt z dru­gim czło­wie­kiem pozwa­la odkryć i zro­zu­mieć ludz­ką natu­rę – i czy­ni tym samym dia­log narzę­dziem pozna­nia praw­dy. Ta myśl obec­na jest rów­nież w dzie­le fil­mo­wym wło­skie­go reży­se­ra: rze­czy­wi­stość Nie­na­sy­co­nych nie­wie­le się zmie­nia, jak w obra­zie Davi­da Hock­neya, i nie może być inna, gdyż jej boha­te­ro­wie dia­lo­gu z nią nie chcą podej­mo­wać – do cza­su. W obu dzie­łach gład­ka powierzch­nia świa­ta przed­sta­wio­ne­go pęka wraz z więk­szym pluskiem.

Na obra­zie Hock­neya pozo­ry nie­obec­no­ści czło­wie­ka są klu­czo­we: nikt nie wygrze­wa się na słoń­cu ani nie pły­wa w base­nie, nikt nie zaj­mu­je krze­sła roz­ło­żo­ne­go przed szkla­ny­mi drzwia­mi budyn­ku. Jed­nak­że plusk suge­ru­je obec­ność kogoś, kto wła­śnie wyko­nał skok do base­nu. Plusk, nie­jed­no­rod­ną mie­sza­ni­ną błę­ki­tu i bie­li odkła­da­ją­cy się na płót­nie, a z gło­śnym ude­rze­niem wybrzmie­wa­ją­cy w fil­mie, wytwa­rza cha­os – a wraz z nim życie. Bo w Nie­na­sy­co­nych woda w base­nie tak­że zosta­je wzbu­rzo­na, a więk­szy plusk zwia­stu­je dra­mat, jaki ma nie­dłu­go się roze­grać. To obec­ność oso­by w wodzie wpra­wia akcję w ruch, przy­spie­sza wypad­ki, dyna­mi­zu­je i prze­obra­ża resz­tę posta­ci – odsła­nia je. W miej­sce mar­two­ty, drę­twe­go uśpie­nia, wpa­ro­wu­je burza i zamęt: na obra­zie więk­szy plusk budzi do życia kra­jo­braz, w fil­mie zaś dema­sku­je i wpra­wia w ruch bohaterów.

W fil­mie po zwro­cie akcji sły­chać nie­po­ko­ją­ce brzmie­nie gon­gu, zwia­stu­ją­ce przej­ście w akt dru­gi, a tuż po nim poja­wia­ją się krót­kie uję­cia sto­ją­cych nie­opo­dal base­nu waz i posą­gów o twa­rzach przy­po­mi­na­ją­cych maski teatru grec­kie­go. Marian­ne, dotych­czas szep­czą­ca, hau­sta­mi chwy­ta powie­trze i dra­ma­tycz­nie wydo­by­wa z sie­bie głos. Docho­dzi do prze­si­le­nia, któ­re wyzwa­la hamo­wa­ne uczu­cia i odsła­nia kiszą­cych się w swym ist­nie­niu boha­te­rów. Dla­te­go sło­wa Cas­si­re­ra są na tym tle tak wymow­ne. Czło­wiek natu­ral­nie poszu­ku­je klu­cza do zro­zu­mie­nia same­go sie­bie, lecz tyl­ko wysi­łek spo­łecz­ny daje mu szan­sę zna­leźć odpo­wie­dzi na drę­czą­ce go pyta­nia. Za Umber­tem Eco zauważ­my rów­nież, że do zro­zu­mie­nia sie­bie potrze­bu­je­my spoj­rze­nia inne­go, któ­re jed­no­cze­śnie nas okre­śla i kształ­tu­je. I fak­tycz­nie, dopie­ro bez­po­śred­nia kon­fron­ta­cja Pau­la i Harry’ego oraz Pene­lo­pe z Marian­ne owo­cu­je porzu­ce­niem fał­szu, a więc pew­nym poznaniem.

Sytu­acja moral­na powsta­je dopie­ro w inte­rak­cji z inny­mi pod­mio­ta­mi, i to ona czy­ni z nas isto­ty moral­ne – przej­ście w wymiar etycz­ny doma­ga się obec­no­ści dru­gie­go. Tak też poja­wia się odpo­wie­dzial­ność, któ­ra wypły­wa w dia­lo­gu mię­dzy głów­ny­mi bohaterkami:

  – Lubisz patrzeć, jak ludzie mają kło­po­ty. Czy o to cho­dzi? Czy taką kobie­tą pra­gniesz być?
  – Raczej wolę, by dano mi spo­kój. To co innego.
  – Nie, to wca­le nie co innego

– odpo­wia­da Marian­ne, choć i ona po zerwa­niu z Har­rym wytwo­rzy­ła pomię­dzy nimi dystans, raniąc go i pro­wo­ku­jąc do zamknię­cia na kon­fron­ta­cję ze swy­mi uczu­cia­mi i rze­czy­wi­sto­ścią. Obie boha­ter­ki ska­zy­wa­ły sie­bie i innych na życie w fał­szu, któ­ry zawsze się poja­wia przy bra­ku wyj­ścia ku sobie nawza­jem, bez odpo­wie­dzial­nej inge­ren­cji w rze­czy­wi­stość – bo dru­gi ist­nie­je i wcho­dzi z nami w rela­cje, czy tego pra­gnie­my, czy nie. Sytu­acja etycz­na już ist­nie­je – może­my zde­cy­do­wać tyl­ko, w jakim cha­rak­te­rze w niej występujemy.

Obraz A Big­ger Splash poma­ga uru­cho­mić filo­zo­ficz­ną wyobraź­nię widza jesz­cze pod innym kątem. Na płót­nie w zasty­głej prze­strze­ni poja­wia się moment – plusk. Arty­sta David Hock­ney sam przy­zna­wał, że było coś nie­zwy­kłe­go w tym, że dwa tygo­dnie malo­wał zda­rze­nie, któ­re zaję­ło nie wię­cej niż dwie sekun­dy. Pro­blem natu­ry cza­su poja­wia się i w fil­mie. Boha­te­ro­wie odda­ją się waka­cyj­ne­mu leni­stwu: zaży­wa­ją kąpie­li w morzu, bło­cie, base­nie, wygrze­wa­ją się na słoń­cu, uczest­ni­czą w jar­marcz­nych festy­nach, sycą zmysł sma­ku egzo­tycz­ny­mi potra­wa­mi – czas pły­nie powo­li, ryt­micz­nie, ina­czej. Widać to wyraź­nie w sce­nie, w któ­rej Marian­ne obser­wu­je, jak gospo­dy­ni warzy wło­ski bia­ły ser. Wśród bie­lo­nych wap­nem ścian stoi gwiaz­da ubra­na w suk­nię Dio­ra i z roz­ko­szą pró­bu­je ricot­ty, gdy w odda­li sły­chać wia­do­mo­ści o tra­gicz­nych losach uchodź­ców prze­pra­wia­ją­cych się przez morze. Jest to tło, do któ­re­go nikt się nie odno­si i na któ­re nikt nie reagu­je, gdyż świat codzien­no­ści daw­no prze­stał ist­nieć, a bez­czas waka­cji i let­niej wol­no­ści roz­ta­cza wokół swo­je wdzięki.

Odpo­wie­dzi na pyta­nie o natu­rę cza­su i jego per­cep­cję powin­no się wzbo­ga­cać tak­że odwo­ły­wa­niem do kul­tu­ro­we­go uwa­run­ko­wa­nia doświad­cza­ją­ce­go pod­mio­tu. Nie bez zna­cze­nia w tym kon­tek­ście jest bowiem miej­sce, któ­re boha­te­ro­wie wybra­li na odpo­czy­nek – Ita­lia. I mimo że jej sym­bo­licz­na aura nie narzu­ca się widzo­wi z wyraź­ną suge­styw­no­ścią, to czas tam spę­dzo­ny nazna­czo­ny jest przez jej histo­rię, tra­dy­cję i kul­tu­rę. Jed­no­staj­ność gorą­cych dni oraz mitycz­na prze­strzeń wpro­wa­dza boha­te­rów w świat, gdzie życie codzien­ne przy­ga­sa, a na jego miej­sce poja­wia się let­ni zastój, „teraz” odczu­wa­ne z całą swą siłą i sen­su­al­no­ścią. Stan ten Mir­cea Elia­de, rumuń­ski filo­zof i antro­po­log kul­tu­ry, nazwał­by prze­nie­sie­niem w czas świę­ty – mitycz­ny, gdzie ist­nie­je tyl­ko teraź­niej­szość. Ale tak jak moment na obra­zie Hock­neya roz­sa­dza kom­po­zy­cję, tak chwi­la w fil­mie poru­sza akcję i prze­bu­dza boha­te­rów z let­nie­go odrętwienia.

Angiel­ski tytuł fil­mu – A Big­ger Splash – odsy­ła­jąc nas do słyn­ne­go dzie­ła sztu­ki angiel­skie­go mala­rza pop-artu, wrę­cza nam klucz inter­pre­ta­cyj­ny, wska­zu­ją­cy na zacho­dzą­cy w fil­mie con­stans, któ­ry zosta­je gwał­tow­nie prze­rwa­ny. Pol­ska jego wer­sja – Nie­na­sy­ce­ni – z kolei prze­su­wa akcent na to, co dzie­je się mię­dzy boha­te­ra­mi, oraz na ich spo­sób doświad­cza­nia i radze­nia sobie z życiem. Tytuł ukie­run­ko­wu­je nasz spo­sób odbio­ru dzie­ła, a tak­że póź­niej­sze rozu­mie­nie jego sen­su, a to pod­no­si pyta­nie o natu­rę dzie­ła sztu­ki w ogó­le oraz jego oddzia­ły­wa­nie na pod­miot pozna­nia. Pyta­nie to jest szcze­gól­nie inte­re­su­ją­ce, kie­dy sta­je­my się świad­ka­mi wpły­wu jed­ne­go dzie­ła sztu­ki na drugie.

Teraz mamy przed sobą dwa tytu­ły i to od nas zale­ży, któ­re doświad­cze­nie sta­nie się naszym udzia­łem: czy będzie to czy­ta­nie fil­mu poprzez obraz i wza­jem­ne przy­mie­rza­nie wypły­wa­ją­cych z obu dzieł sen­sów; czy włą­cze­nie się w poszu­ki­wa­nia boha­te­rów, któ­rzy wciąż pozo­sta­ją nienasyceni.


Mał­go­rza­ta Szo­stak – Dok­to­rant­ka na Wydzia­le Filo­lo­gicz­nym Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w meto­do­lo­gii badań języ­ko­znaw­czych, a tak­że zaj­mu­je się lite­ra­tu­rą koń­ca XIX i począt­ku XX wie­ku. Na polo­ni­sty­ce ukoń­czy­ła spe­cja­li­za­cję z fil­mo­znaw­stwa i teatro­lo­gii oraz kry­ty­ki arty­stycz­nej. Absol­went­ka filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie Gdańskim.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Najnowszy numer można nabyć od 1 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy