Felieton Myślowe niesubordynacje

Małgorzata Szostak: Strach ma wielkie oczy

Kiedy się boimy, otwieramy szeroko oczy. Powieki się cofają, wyłania się cały obwód tęczówki na tle białka. W ten sposób powiększamy nasze spectrum widzenia, przez co łatwiej i szybciej dostrzegamy zagrożenie. Jest to też dodatkowy sygnał dla naszego ciała, że ma być ono w stanie pełnej mobilizacji, bo oto albo będziemy walczyć, albo uciekać. W przysłowiu jednak to strach ma wielkie oczy.

Nie oglą­dam hor­rorów. Tylko w przypły­wie sza­leńst­wa. Mam bowiem taką przy­padłość, że gdy słyszę nar­rację, wsiąkam w nią. Gdy oglą­dam film, nie moż­na ze mną roz­maw­iać, o nic pytać, bo nie słyszę. Nie mam podziel­noś­ci uwa­gi – gdy moją uwagę pochła­nia jakaś his­to­ria, to pochła­nia ją w całoś­ci. Opowieść ma nade mną abso­lut­ną władzę. Jest to piękne, ale i ma swo­ją cenę. Otóż his­to­ria, którą słyszę, nie musi wcale być mądra, żeby całkowicie zawład­nąć moją wyobraźnią. Dlat­ego muszę bard­zo uważać, żeby nie wciągnąć się (cho­ci­aż­by u rodziny przy włąc­zonym telewiz­orze) w jakąś komedię czy thriller, bo przepadam. Potrafię tracić w ten sposób szmat cza­su i odchorowywać przeży­waną głupotę jeszcze dłużej. Niech za przykład służy to, że obe­jrza­łam całą sagę Zmierzch o wam­pirach czy z wyp­ieka­mi na twarzy przeczy­tałam przy­pad­kowego har­le­quina. Hor­ro­ry i thrillery dzi­ała­ją na mnie w ten sam sposób. Nie ma mnie tu – jestem tam. A tam są demo­ny, okru­cieńst­wo, śmierć. Po hisz­pańskim hor­rorze Rec przez miesiąc nie wychodz­iłam do ogro­du po zmroku, Lśnienia Kubric­ka nie obe­jrza­łam nawet do połowy – napię­cie i stra­ch były nie do wytrzy­ma­nia. Nie oglą­dam więc hor­rorów. Tylko w przypły­wie sza­leńst­wa. A rzad­kie są to przypły­wy. Bo któż z włas­nej woli szedł­by na spotkanie zła i abso­lut­nej ciem­noś­ci?

A jed­nak: przypły­wy te są rzad­kie, a więc – zdarza­ją się. I zas­tanaw­iałam się, czym się w takich momen­tach kieru­ję. Prze­cież wiem, co tam jest. Wiem, czym jest ten mrok, te czarne zarośla, ten cień, to puste spo­jrze­nie. Czu­ję obezwład­ni­a­jące napię­cie, przez które trud­no mi odd­y­chać, i prz­er­aże­nie, gdy speł­ni­a­ją się naj­gorsze oczeki­wa­nia. Nie szukam tych uczuć ani takich wrażeń. Czego więc? Granic – swoich granic. Badam je, robię krok, sprawdzam, czy spad­nę w przepaść. Bo one zawsze się prze­suwa­ją.

Parę lat temu byłam w Warsza­w­ie na spek­tak­lu w Nowym Teatrze, które wywró­ciło mój świat do góry noga­mi – na (A)polonii Krzyszto­fa War­likowskiego. Tem­aty­ka krążyła wokół wydarzeń II wojny świa­towej – jej okru­cieństw, wsze­chog­a­r­ni­a­jącego stra­chu, zła. Snu­ta his­to­ria, wypowiadane słowa, puszczane obrazy, filmy, muzy­ka, scenografia, użyte sym­bole i odwoła­nia – po pros­tu teatr – posi­adł moją wyobraźnię i zmienił mnie na zawsze. Doświad­czyłam zła – i dop­uś­ciłam je do siebie. „Nie oce­ni­aj. Nie masz prawa mnie oce­ni­ać. Nie wiesz, jak byś ty postąpił na moim miejs­cu” – krzy­czał do pub­licznoś­ci ojciec, który by ratować swo­je życie, poz­wolił, by gwał­cono jego córkę. Uwierzyłam mu. Utożsamiłam się z mrok­iem – tak bezwied­nie, jak bezwied­nie utożsami­amy się z bohat­era­mi powieś­ci i filmów. Pier­wszy raz zobaczyłam zło nie w innych, ale przeczuwałam je w sobie. Przeżyłam kathar­sis. Drżałam na całym ciele, jak­by wytrząsając z siebie wszys­tkie fałszy­we przeko­na­nia doty­czące zła i jego natu­ry. Pytanie, kim jestem, znaczy dla mnie już co innego.

Mis­trza­mi w bada­niu granic są dzieci. Moja cór­ka prze­chodzi obec­nie fas­cy­nację stra­chem. Ma trzy i pół roku i każe sobie na dobra­noc opowiadać straszne his­to­rie o pot­worach, „ale nie tych miłych, tylko niemiłych”, jej ulu­bioną bajką jest Jaś i Mał­gosia, ale tylko ta z porzu­cony­mi dzieć­mi w lesie i Babą Jagą, a każdego ran­ka na owsiance każe sobie mal­ować syropem dak­ty­lowym grze­chot­ni­ka. Tata zapy­tał ją niedawno, czy będzie chci­ała pójść do takiego miejs­ca, gdzie moż­na zobaczyć duże pają­ki.

– A czy one są straszne?

– Raczej tak.

– Chcę!

W zeszłym tygod­niu jed­nak granice zostały przekroc­zone. W parku dinoza­u­rów w Mal­borku. Nie przes­zliśmy nawet jed­nej trze­ciej ścież­ki, przy której stały porusza­jące się smo­ki i dinoza­u­ry – wdrapy­wała się na mnie i męża, jak małp­ka, i chowała głowę, by nie widzieć tego, co się kryło za kole­jnym zakrętem. Na skró­ty więc przes­zliśmy na plac zabaw. Nie opowiadałabym jed­nak o tym wydarze­niu, gdy­by nie to, że pod koniec wyciecz­ki, znaleźliśmy panią, która malu­je dzieciom twarze. Wyciągnęła album ze zdję­ci­a­mi i pokaza­ła je małej dziew­czynce, żeby wybrała, jaki wzór jej się podo­ba. Malut­ka uważnie prze­jrza­ła wszys­tkie zdję­cia i w końcu wybrała – trupią twarz, całą białą, z czarny­mi obwód­ka­mi wokół oczu i biały­mi jak­by wyschnię­ty­mi usta­mi. Tego żadne z nas się nie spodziewało – a kobi­eta z far­bka­mi szczegól­nie. Ale moja cór­ka momen­tal­nie zmieniła zdanie. Wybrała smo­ka. Może w świ­etle poprzed­nich wydarzeń wydał się jej straszniejszy? Zach­wyciłam się jej mądroś­cią, intu­icją. Oswa­jała swój stra­ch przez sym­bol­iczne utożsamie­nie się z tym, co go powodu­je. Na chwilę zamieniła się w smo­ka. Jak ja na spek­tak­lu w Warsza­w­ie.

Współczesne społeczeńst­wo niezwyk­le dba o bez­pieczeńst­wo naszych dzieci – książecz­ki są kolorowe, bohaterowie przesłodzeni, fabuły do granic uład­zone, a naj­gorsze są już te z wyraźny­mi morała­mi: „zawsze słuchaj swoich rodz­iców”, „bądź miły dla innych dzieci”, „sprzą­taj zabaw­ki po zabaw­ie”. Świat tak nie wyglą­da. Rodz­ic mówi do dziec­ka „Co ty robisz? Zwar­i­owałeś?”, czy dziecko ma go więc zawsze słuchać? Rodz­ice krzy­czą na siebie nawza­jem w kłót­ni, ale ono ma zawsze być miłe dla innych dzieci? Mama wyrzu­ca papierosa na ziemię, a tata zostaw­ia brudne skar­pet­ki na podłodze łazien­ki, ale one mają sprzą­tać zabaw­ki po sobie? Ale one nie poda­ją naszych słów w wąt­pli­wość, tylko bezwarunk­owo w nie wierzą. A prze­cież żyją w tym samym świecie, co my. Im bardziej sep­a­ru­je­my je od prawdy, tym trud­niej będzie im tę prawdę odnaleźć. I rozu­mieć świat, w którym żyją. I rozu­mieć siebie w tym świecie. A im mniejszy kon­takt mamy z włas­ny­mi odczu­ci­a­mi i prawdą o sobie samych, tym więcej winy widz­imy w innych, a włas­ną odpowiedzial­ność prz­erzu­camy na świat zewnętrzny. Czy nie to właśnie wydarzyło się w Białym­stoku na marszu równoś­ci? Czy nie to spotkało dzi­en­nikarza Prze­mysława Witkowskiego?

Stra­ch ma wielkie oczy – wyłu­pi­aste, okrągłe, napięte. Widzisz je i też zaczy­nasz się bać. Coś się dzieje. Rozsz­er­zone stra­chem oczy syg­nal­izu­ją grupie: „Uwa­ga! Niebez­pieczeńst­wo!”, a ich obnażone spo­jrze­nie wskazu­je, gdzie się ono kry­je. Spo­jrze­nie pełni więc funkcję społeczną. Jest to pier­wot­ny sys­tem obron­ny. „Stra­ch ma wielkie oczy”, bo są to oczy drugiego człowieka.

Sens przysłowia jed­nak mówi nam, że oso­ba, która się boi, częs­to wyol­brzymia niebez­pieczeńst­wo. Może tak, może nie. A może patrzy nie tam, gdzie trze­ba?

– Mamo! – woła do mnie córecz­ka z łazien­ki. – Pobaw­imy się kiedyś w Królewnę Śnieżkę?

– No może­my.

– Ok! Ja będę Złą Królową, a ty będziesz Śnieżką.

No i dobra.


Mał­gorza­ta Szostak – Dok­toran­t­ka na Wydziale Filo­log­icznym Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w metodologii badań językoz­naw­czych, a także zaj­mu­je się lit­er­aturą koń­ca XIX i początku XX wieku. Na polonistyce ukończyła spec­jal­iza­cję z fil­moz­naw­st­wa i teatrologii oraz kry­ty­ki artysty­cznej. Absol­wen­t­ka filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie Gdańskim.

Kole­jny feli­eton z cyk­lu „Myślowe niesub­or­dy­nac­je” ukaże się za dwa tygod­nie.

Najnowszy numer można nabyć od 3 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Sklep

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy