Artykuł Filozofia techniki Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Małgorzata Szostak: Technologiczna osobliwość, czyli „transcendencja”

malgosia baner
W przyciemnionym świetle sali konferencyjnej pada głuche: Więc pragnie pan stworzyć boga? Własnego boga? – To bardzo dobre pytanie – słyszymy. – Czy człowiek nie robił tego od zawsze? – odpowiada doktor Will Caster, genialny naukowiec i specjalista od studiów AI (Artificial Intelligence – sztucznej inteligencji), główny bohater filmu Wally’ego Pfistera Transcendencja. Człowiek stwarzał boga od zawsze – to wcale nieoczywista perspektywa patrzenia na historię ludzkości.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2016 nr 4 (10), s. 51–52. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Czy Caster chciał przez to powiedzieć, że od początków naszego istnienia przekraczamy granice stawiane nam przez świat? Czyż nie leczymy chorób, nie przedłużamy życia, nie podróżujemy dalej niż nogi są w stanie nas ponieść, czy nie dokonujemy daleko idących ułatwień w praktycznej sferze naszej codzienności, nie rozwijamy swych umiejętności społecznych, nie likwidujemy głodu i wszelkiego rodzaju braków? Dążymy zawsze dalej – choćby nawet do doskonałości.

A może miał na myśli co innego – że człowiekowi zawsze przyświecała idea istnienia czegoś od niego wyższego? Że potrzebuje on wizji, której mógłby się bez reszty poświęcić. Że tak stworzyliśmy bogów wszelkich wierzeń. Tak jest z wielkimi ideami ludzkości, dla których nierzadko oddawaliśmy życie. Może z tego pragnienia wynika też służba nauce z jej dążeniem do poznania prawdy o świecie i nas samych. Dlatego stworzyć chcemy superinteligencję, byt przewyższający nas intelektualnie w każdym aspekcie.

A może odpowiedź Willa Castera nie ma sensu, a twórcy filmu stwierdzili po prostu, że jest ona wyśmienicie efektowna. Jeśli tak, cóż, osiągnęli swój cel.

Enigmatyczność tych słów nie pomogła doktorowi (granemu przez Johnny’ego Deppa) uniknąć śmierci. Zaraz po wystąpieniu został postrzelony przez członka ekstremistycznej organizacji zajmującej się zapobieganiem rozwojowi badań nad stworzeniem sztucznej inteligencji. Wydarzenie to paradoksalnie przyspieszyło tylko te prace. Żeby ocalić ukochanego, Evelyn Caster (w tej roli Rebecca Hall) zbiera dotychczasowe osiągnięcia w dziedzinie badań nad sztuczną inteligencją i podejmuje próbę przeniesienia umysłu męża do komputera. Wraz z przyjacielem Maxem Watersem (w którego postać wcielił się jak zwykle świetny Paul Bettany) skanują wszelką aktywność mózgową jej męża i wgrywają do bazy danych komputera kwantowego o nazwie Pinn, który stanowi niezależną sieć nerwową, samowystarczalną i zdolną do wyrażania emocji. Ostatecznie więc umysł Willa Castera zostaje skopiowany, on sam umiera, ale po pewnym czasie na ekranie monitora pojawiają się zdania świadczące o tym, że jego świadomość kontynuuje swe istnienie w komputerze. Wkrótce zostaje podłączony do wszelkich baz danych, do internetu i od tego momentu rośnie w siłę, a w zbudowanym w podziemiach laboratorium dokonuje niesamowitych odkryć, prowadzących do rewolucji w dotychczasowym świecie. Tak spełnia się wizja zwolenników transhumanizmu: ludzka cywilizacja ma się samodoskonalić przy zastosowaniu nauki i nowych technologii – z wykraczaniem poza granice naszej natury włącznie.

Czy główny bohater Transcendencji stworzył własnego boga, czy też stał się bogiem? Cała fabuła krąży wokół tego problemu i my jako widzowie musimy rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z dr. Casterem w innym ciele i o nieskończonych możliwościach, czy też z nową formą umysłu – z superinteligencją – która została tylko zapłodniona przez umysł dr. Castera, ale jest od niego różna. Oczywiście pod koniec filmu otrzymujemy stosowne rozwiązanie.

Temat Transcendencji jest ciekawy, jednak nie daje o sobie zapomnieć fakt, że interesujące problemy wplecione tu zostały bądź co bądź w kino Hollywood. Transcendencja wyraźnie ma za zadanie dopieścić widzów pragnących całkowicie oddać się narracji – ale wypełnia je kosztem wątków teoretycznych. Zostajemy więc postawieni przed faktem dokonanym, gdy dr Will Caster umiera, dodajmy: jako człowiek z krwi i kości – choć zapewne akcja potoczyłaby się inaczej, gdyby Will Caster jednak przeżył, a jego skopiowany umysł również zyskał świadomość. Albo gdyby skopiowano inne umysły – przecież okazało się to możliwe. Akcja popędza nas dalej, ignorując często wielkie niewiadome, nawet te wyrażone explicite przez głównego bohatera: jaka jest natura świadomości, czy istnieje dusza i gdzie się ona znajduje.

Widząc tyle możliwości, możemy je dalej z rozkoszą mnożyć: jak to się stało, że umysł Willa „ożył” w komputerze – czy w takim razie świadomość nasza, jak chcą tego funkcjonaliści, jest rezultatem procesów zachodzących w naszym mózgu, które da się kiedyś odtworzyć na komputerze pełniącym przecież tę samą co mózg funkcję przetwarzania informacji? Czy może, jak głosi emergentyzm, powstaje jako zupełnie nowa jakość w wyniku połączenia różnych elementów w odpowiednio złożoną całość? A gdyby tak na chwilę zboczyć ze szlaku wyznaczonego nam przez twórców filmu, zignorować zaproponowane przez nich rozwiązania i przyjąć, że umysł jest bytem zupełnie innego rodzaju, nie dającym się sprowadzić do rzeczywistości materialnej, albo że jest manifestacją czy aspektem jednej substancji? W takim wypadku wszelkie usiłowania zmierzające do uploadowania ludzkiej świadomości trzeba by oznaczyć etykietką syzyfowej pracy.

Dr Caster sam jednak pomija tę problematykę – w odpowiednim momencie okazuje się, że sama znajomość mechanizmów i odpowiednia technologia wystarczają do stworzenia świadomego umysłu – czegoś, czego w gruncie rzeczy nie rozumiemy. A skoro tak, to czy jesteśmy w stanie przewidzieć skutki owego wynalazku i udźwignąć za nie odpowiedzialność? Czy człowiek nie robił tego od zawsze? – mówi Will Caster, a za nim pewnie większa część naukowców. W filmie natomiast grupa ekstremistów uważa próby stworzenia sztucznej inteligencji za wykraczanie poza granice naszego człowieczeństwa, co doprowadzi nas do totalnej dehumanizacji, jeśli nie unicestwienia. Jaki więc będzie ten nowy bóg: dobry czy zły? Zapewni nam nieśmiertelność czy zagładę?

Transcendencją” nazwał główny bohater coś, co znamy pod nazwą „osobliwości”, czyli taki punkt rozwoju technologicznego, po którym zmiany w ludzkiej cywilizacji będą już nieprzewidywalne. Dlaczego? Bo w momencie, gdy takiego punktu sięgniemy, wyjdziemy poza rzeczywistość dotychczas nam znaną, a gdy tak się stanie, nie będzie już powrotu.


Małgorzata Szostak – doktorantka na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w metodologii badań językoznawczych, a także zajmuje się literaturą końca XIX i początku XX wieku. Na polonistyce ukończyła specjalizację z filmoznawstwa i teatrologii oraz krytyki artystycznej. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Gdańskim.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

 


tytuł filmu: Transcendencja
czas: 2 godz.
reżyseria: Wally Pfister
scenariusz: Jack Paglen
gatunek: dramat, Sci-Fi
produkcja: Chiny, USA, Wielka Brytania
premiera: 10 kwietnia 2014 (świat), 9 maja 2014 (Polska)


Najnowszy numer można nabyć od 1 lipca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy