Filozofia kultury Historia filozofii nowożytnej Historia filozofii starożytnej Refleksje

Marcin Krupowicz: Pies – to brzmi dumnie!

Dzisiaj znowu nie jest dobry dzień, od rana czuję się jak zbity pies – gdybym tylko nie był taki naiwny, a przecież od dawna wiedziałem, że ludzie łżą jak psy. Nikomu w dzisiejszych czasach nie można już ufać – świat schodzi na psy. Co mi pozostało…. Mogę tylko naciągnąć na siebie wymiętą, jak psu z gardła wyciągniętą koszulę, zebrać porozrzucane papiery i wyjść do pracy. Pieskie życie!... I jeszcze ta pogoda pod psem, znowu będzie korek. Może chociaż szef przestanie być takim psem ogrodnika i w końcu zarekomenduje mnie do tego cholernego awansu. Przecież wie, że mi na tym zależy. To kundel! Na pewno sobie myśli „chciałoby się, ale nie dla psa kiełbasa”. Ach, pieskie życie!...

Dzieci, ryby i psy

Opo­wieść przy­to­czo­na na wstę­pie nie mogła mieć źró­dła w jed­nym nie­uda­nym tygo­dniu życia jej nar­ra­to­ra. Fru­stra­cja jest czymś, co nara­sta w nas mie­sią­ca­mi, nie­kie­dy lata­mi, aż w koń­cu znaj­du­je swój wyraz w naj­wspa­nial­szej poezji dnia codzien­ne­go, ryt­micz­nym narze­ka­niu, wień­czo­nym wyszu­ka­ny­mi refre­na­mi obelg. Język, meta­fo­ry, porów­na­nia i związ­ki fra­ze­olo­gicz­ne, któ­re sto­su­je­my w takich opo­wie­ściach, tak­że nie powsta­ją z dnia na dzień – to bar­dziej spra­wa poko­leń i przy­swo­je­nia pew­nych przy­ję­tych już form wysła­wia­nia i obra­zo­wa­nia. Dla­cze­go w tej histo­rii jest aż tyle „psa”? Dla­cze­go oskar­ża­my to zwie­rzę o tyle beze­ceństw, plu­gastw i występ­ków? Dla­cze­go zarzu­ca­my mu nie­do­sko­na­ło­ści i przy­pi­su­je­my moty­wy, któ­re zare­zer­wo­wa­ne być powin­ny tyl­ko dla tego wspa­nia­łe­go zwień­cze­nia natu­ry, jakim jest nasz gatunek?

Mecha­nizm pro­jek­cji odkry­ty już przez Freu­da, a następ­nie bar­dzo dogłęb­nie prze­ana­li­zo­wa­ny i opi­sa­ny przez jego cór­kę, Annę, a potem przez eme­ry­to­wa­ne­go ame­ry­kań­skie­go pro­fe­so­ra psy­cho­lo­gii Uni­wer­sy­te­tu w Kan­sas, Davi­da S. Hol­me­sa, pozwa­la naszej psy­chi­ce utrzy­mać inte­gral­ność, zyskać orien­ta­cję i zacho­wać wyso­kie mnie­ma­nie na swój temat poprzez przy­pi­sa­nie ota­cza­ją­cym nas oso­bom, innym żywym isto­tom i obiek­tom naszych nega­tyw­nych i nie­ak­cep­to­wa­nych poglą­dów, zacho­wań, uczuć i cech. Znie­kształ­co­na w ten spo­sób rze­czy­wi­stość wyda­je się może mniej przy­ja­zna, ale my zacho­wu­je­my czy­ste sumie­nie. Psie „grze­chy” dają nam kla­row­ny obraz ota­cza­ją­ce­go nas świa­ta – krzyw­da jest czę­ścią jego bez­ro­zum­nej, zwie­rzę­cej natu­ry. Wina nie leży zatem po naszej stro­nie: ego zacho­wu­je czy­ste konto.

Gatun­ko­wy szo­wi­nizm doma­ga się jed­nak ostre­go sprze­ci­wu. Musi­my w tym wyrę­czyć naszych bra­ci mniej­szych – prze­cież kon­se­kwent­nie pozba­wia­my ich gło­su. Żaden pies nie poskar­ży się na złe trak­to­wa­nie, a co dopie­ro na szar­ga­nie jego opi­nii i uży­wa­nie nie­przy­chyl­nych porów­nań i meta­for. Żaden pies nie napi­sze do słow­ni­ka fra­ze­olo­gicz­ne­go post­scrip­tum wyja­śnia­ją­ce­go, że to zwie­rzę wca­le nie jest naj­więk­szą nie­do­lą, któ­ra spa­dła na rodzaj ludz­ki. A może jed­nak psy pró­bu­ją doma­gać się od nas więk­szej spra­wie­dli­wo­ści w oce­nie ich roli i zasług? Może pró­bu­ją?… Cóż, psy szcze­ka­ją, kara­wa­na idzie dalej.

Psia miara

Czło­wiek jest mia­rą wszech­rze­czy” – to zda­nie sta­ro­żyt­ne­go sofi­sty Pro­ta­go­ra­sa jest naj­star­szym i naj­bar­dziej zna­nym hasłem rela­ty­wi­zmu epi­ste­mo­lo­gicz­ne­go (doty­czą­ce­go teo­rii pozna­nia). To my, w zależ­no­ści od warun­ków, w jakich się znaj­du­je­my i naszych potrzeb, decy­du­je­my o tym, co uznać za praw­dzi­we – teza zwal­cza­na rady­kal­nie przez Sokra­te­sa, dzi­siaj nie budzi już jed­nak tak gło­śne­go sprze­ci­wu. Dla­cze­go jed­nak mie­li­by­śmy się ogra­ni­czać tyl­ko do ludz­kie­go punk­tu widze­nia? Roz­szerz­my twier­dze­nie Pro­ta­go­ra­sa o psią mia­rę. Spró­buj­my spoj­rzeć na spra­wę ocza­mi psa.

Udo­mo­wio­ny przez czło­wie­ka, hodo­wa­ny i selek­cjo­no­wa­ny pod kątem bar­dzo kon­kret­nych zadań, zawsze sumien­nie speł­niał swo­je obo­wiąz­ki. Wier­ny, wytrzy­ma­ły i pokor­ny – goto­wy posta­wić dobro swo­je­go wła­ści­cie­la nad swo­je życie. Poma­ga­ją­cy nam w nie­zli­czo­nych spra­wach: wytrwa­le poszu­ku­je ludzi pod gru­za­mi zawa­lo­nych budyn­ków, ratu­je zagu­bio­nych w górach tury­stów, odda­je swój węch i widze­nie w służ­bę nie­wi­do­mym, poma­ga nam docho­dzić do zdro­wia i dotrzy­mu­je towa­rzy­stwa, wno­sząc w nasze życie wie­le cie­pła i rado­ści. Czy bycie głów­nym obiek­tem mię­dzy­ga­tun­ko­wej pro­jek­cji jest rze­czy­wi­ście głów­ną korzy­ścią, któ­rą chce­my uzy­skać z jego pokor­ne­go uspo­so­bie­nia? Czy ma to być jedy­ną nagro­dą za jego spolegliwość?

Nie może­my tak­że zapo­mnieć o jesz­cze jed­nej pod­sta­wo­wej przy­słu­dze, któ­rą pies od zawsze świad­czy czło­wie­ko­wi: jego czuj­ność, spraw­ność i przy­wią­za­nie czy­nią z nie­go naj­lep­sze­go obroń­cę naszych domostw i nasze­go dobyt­ku. Jest on praw­dzi­wym stró­żem naszych spo­koj­nych snów. Czy to wytrwa­le waru­jąc przy drzwiach naszych miesz­kań, czy doglą­da­jąc naszych stad, czy w koń­cu z nosem peł­nym roz­ma­itych zapa­chów prze­cze­su­jąc baga­że na lot­ni­sku w poszu­ki­wa­niu nie­bez­piecz­nych pakun­ków, pies zawsze wspie­ra i budu­je poczu­cie nasze­go bez­pie­czeń­stwa. Nie zwięk­szy­my wła­sne­go poczu­cia spo­ko­ju, burząc spo­kój naszych czwo­ro­no­gów nie­hu­ma­ni­tar­nym trak­to­wa­niem i nazew­nic­twem. Jeże­li już musi­my doko­ny­wać jakiejś pro­jek­cji, to raczej pójdź­my za wska­za­niem innych sta­ro­żyt­nych filo­zo­fów, cyni­ków (od gr. kyni­kós – psi) i przy­pisz­my sobie cechy wła­ści­we dla psów: skrom­ność, wytrzy­ma­łość, umie­jęt­ność prze­ży­cia w trud­nych warun­kach i nie­ba­cze­nie na opre­syj­ne nor­my narzu­ca­ne spontaniczności.

Homo homini canis est?

W zamierz­chłych cza­sach funk­cja obron­na psa spro­wa­dza­ła się przede wszyst­kim do ochro­ny przed dzi­ki­mi zwie­rzę­ta­mi oraz krew­ki­mi współ­ple­mień­ca­mi lub przed­sta­wi­cie­la­mi innych spo­łecz­no­ści pier­wot­nych. W taki spo­sób pies pod okiem swo­je­go hodow­cy, czło­wie­ka, uzna­ny może być za sym­bol całej ludz­kiej kul­tu­ry. Poprzez naszą rozum­ną pie­lę­gna­cję (w języ­ku łaciń­skim cole­re ozna­cza wła­śnie pie­lę­gno­wa­nie, upra­wę i stąd pocho­dzi sło­wo „kul­tu­ra”) stał się naszym orę­żem w wal­ce z dzi­ką, nie­kie­dy groź­ną natu­rą. Wywo­dząc się od wil­ka, stał się za spra­wą ludz­kich zabie­gów naszym głów­nym obroń­cą przed swo­im naj­bliż­szym krewnym.

Moty­wa­cja wil­ka była zawsze pro­sta i wca­le nie przy­no­si ujmy temu zwie­rzę­ciu. Jako dra­pież­nik, ile­kroć jego ścież­ki skrzy­żo­wa­ły się z naszy­mi, pró­bo­wał uszczk­nąć dla sie­bie choć­by kawa­łek z nasze­go bogac­twa. Taki jest porzą­dek natu­ry, jest ona nie­rów­ną grą sił, w któ­rej osta­tecz­nie i tak wygry­wa życie. Dla­te­go głód wil­ka odgo­nio­ne­go przez nasze­go psie­go obroń­cę tak­że nie może być widzia­ny jako coś god­ne­go pożą­da­nia. Pro­blem jest jed­nak znacz­nie bar­dziej skom­pli­ko­wa­ny. Albo­wiem pies od zawsze musiał się kon­fron­to­wać z jesz­cze jed­nym rodza­jem zagro­że­nia, zupeł­nie innym „wil­kiem”.

O takich wil­kach pisał już Tomasz Hob­bes. Angiel­ski filo­zof odwo­łu­jąc się do osła­wio­ne­go sfor­mu­ło­wa­nia Plau­ta, jed­no­znacz­nie stwier­dzał: „Czło­wiek czło­wie­ko­wi wil­kiem” (z łac. Homo homi­ni lupus est). To taki wilk sie­je praw­dzi­we spu­sto­sze­nie, to on jest dla nas praw­dzi­wym zagro­że­niem, to o takim wil­ku mówi­my, że nie nale­ży go wywo­ły­wać z lasu. Wszy­scy go zna­my i wszy­scy się go lęka­my. Przed takim wil­kiem uchro­nić nas może pies, zarów­no ten, któ­ry strze­że nasze­go domo­stwa, jak i ten, któ­re­go jako obraz praw­dzi­we­go try­um­fu kul­tu­ry nosi­my rów­nież w sobie. Dla­te­go im bar­dziej nasza cywi­li­za­cja cią­ży w stro­nę domi­na­cji tego, co bez­ro­zum­ne i agre­syw­ne, im bar­dziej nasza kul­tu­ra ule­ga koro­zji pod żrą­cym dzia­ła­niem jadu drze­mią­cych w nas bestii, tym bar­dziej sza­nuj­my i wysła­wiaj­my psa. I mów­my o nim praw­dzi­wie, czy­li dobrze.

 

Warto doczytać:

A. Freud, Ego i mecha­ni­zmy obron­ne, War­sza­wa 2016.

T. Hob­bes, Lewia­tan, War­sza­wa 2016.

D.S. Hol­mes, Dimen­sions of pro­jec­tion, „Psy­cho­lo­gi­cal Bul­le­tin”, 69(1968), s. 248–268.

D.S. Hol­mes, Pro­jec­tion as a defen­se mecha­nism, „Psy­cho­lo­gi­cal Bul­le­tin”, 85(1978), s. 677–688.

A. Kro­kie­wicz, Zarys filo­zo­fii grec­kiej, War­sza­wa 2000.

 


Mar­cin Kru­po­wicz – absol­went filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Nauczy­ciel w 2 Spo­łecz­nym Liceum Ogól­no­kształ­cą­cym z Oddzia­ła­mi Mię­dzy­na­ro­do­wy­mi im. Paw­ła Jasie­ni­cy STO w War­sza­wie. Z regu­ły dużo gada. Nie­kie­dy sta­ra się tak­że słu­chać, przede wszyst­kim innych ludzi, ale tak­że dużo dobrej muzy­ki. Miło­śnik jaz­dy na rowerze.

Najnowszy numer można nabyć od 5 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy