Edukacja filozoficzna Filozofia dla dzieci

Marcin Zmuda: O zawsze świeżych owocach

Za górami, za lasami, za siedmioma dolinami rozbił się prom kosmiczny. Lądowanie było gwałtowne. Niechybnie był to ostatni rejs tej maszyny. Z lekko dymiącego wraku powoli wyszedł zdezorientowany kameleon. Wydawał się wyraźnie zmartwiony zaistniałą sytuacją. Zaczął nerwowo oglądać rozsypane drobne elementy wehikułu. Po chwili wylewnego płaczu i narzekania zdecydował się wyruszyć w głąb tropikalnego lasu w poszukiwaniu pomocy.

Zapisz się do naszego newslettera

W dżun­gli spraw­nie poko­ny­wał dystans, poru­sza­jąc się głów­nie po roz­ło­ży­stych kona­rach drzew. Jego dłu­gi, zakrę­co­ny ogon pozwa­lał mu sta­le utrzy­my­wać rów­no­wa­gę. Pod­czas nie­bez­piecz­nej wędrów­ki przez nie­zna­ne sobie tery­to­rium czę­sto wyko­rzy­sty­wał swo­ją wro­dzo­ną zdol­ność kamu­fla­żu.

Po pią­tym dniu mar­szu nasz boha­ter zatrzy­mał się na dłuż­szy odpo­czy­nek. Upa­trzył sobie nie­wiel­ką dziu­plę w sta­rym drze­wie, dłu­gą na pięć ogo­nów. Ucie­szo­ny posia­da­niem bez­piecz­nej kry­jów­ki szyb­ko zebrał kil­ka jagód na śnia­da­nie i udał się na swo­je lego­wi­sko.

Następ­ne­go dnia miał mieć czas wol­ny od tru­dów dro­gi, więc nie spie­szył się z opusz­cze­niem zaj­mo­wa­ne­go miej­sca. Nagle ode­zwał się nie­zna­jo­my głos:

– Nie za wygod­nie ci, nie­pro­szo­ny wcza­so­wi­czu?! – popły­nę­ło zda­nie z głę­bi leśnej sypial­ni.

– Kto to u licha?! – krzyk­nął wystra­szo­ny kame­le­on, wyska­ku­jąc z lego­wi­ska, jak pora­żo­ny.

– Gospo­darz tego miej­sca – odpo­wie­dział głos.

Kame­le­on wyco­fał się parę kro­ków. W wej­ściu poja­wi­ła się wresz­cie tajem­ni­cza postać. Oka­za­ła się nią potęż­na, sta­ra papu­ga. W momen­cie, gdy kame­le­on sta­nął z nią twa­rzą w twarz, od razu poznał, że ma do czy­nie­nia z kimś waż­nym, z kimś, kto prze­żył już wie­le.

– Jak ci na imię, dro­gi przy­ja­cie­lu? – zapy­ta­ła papu­ga.

– Mam na imię Leon – odpo­wie­dział kame­le­on. – A ty, jakie imię nosisz? – dodał zmie­sza­ny.

– Jestem Sokra­tes, a przy­naj­mniej tak mi mówio­no od dziec­ka – mruk­nął ptak. – Co tu robisz?

– Mój prom kosmicz­ny roz­bił się kil­ka dni dro­gi stąd. Poszu­ku­ję pomo­cy, aby ktoś mógł go razem ze mną napra­wić, bo sam z pew­no­ścią nie dam rady – wyja­śnił szyb­ko.

– Hmm… sta­tek kosmicz­ny powia­dasz – mruk­nął sta­rzec. – Jak to było z tym wypad­kiem?

– Otóż kil­ka dni temu wraz z zało­gą ludzi wyru­szy­łem jako jedy­ny zwie­rzak na pod­bój dale­kie­go kosmo­su. Ludzie bar­dzo pra­gną pozna­wać nowe pla­ne­ty, aby nimi rzą­dzić. Kapi­tan, potrze­bu­jąc maskot­ki, wybrał wła­śnie mnie, ponie­waż uznał, że jestem naj­le­piej nada­ją­cym się do tego zwie­rzę­ciem. Tłu­ma­czył, że potra­fię prze­cież przy­bie­rać róż­ne bar­wy i dzię­ki temu z pew­no­ścią łatwo dosto­su­ję się do trud­nych kosmicz­nych warun­ków. Nie­ste­ty, kie­dy w cza­sie lotu minę­li­śmy już pas aste­ro­id, coś poszło nie tak. Zało­ga z nie­po­ha­mo­wa­nej rado­ści, wyni­ka­ją­cej z usta­no­wie­nia nowe­go rekor­du odle­gło­ści, zaczę­ła szum­nie świę­to­wać. Wszy­scy nagle sta­li się dziw­nie roz­ko­ja­rze­ni. Wte­dy kapi­tan, scho­dząc z most­ka, pomy­lił moją zmie­nio­ną na zie­lo­no gło­wę z kla­wi­szem auto­pi­lo­ta, gdy smacz­nie drze­ma­łem na kok­pi­cie. Sta­tek bez ster­ni­ka zaczął szyb­ko w try­bie awa­ryj­nym wra­cać na Zie­mię. Przed wej­ściem w atmos­fe­rę zało­ga zdą­ży­ła się ewa­ku­ować mniej­szy­mi kap­su­ła­mi – zre­fe­ro­wał Leon.

– Nie­zwy­kle to cie­ka­we, co mówisz. Wiesz, pomo­gę ci wró­cić tam, skąd przy­by­wasz, jeże­li odnaj­dziesz dla mnie trzy war­to­ścio­we owo­ce w ota­cza­ją­cej nas dżun­gli. Zga­dzasz się?

– Powiedz, pro­szę, co to za owo­ce! – przy­tak­nął roz­pro­mie­nio­ny Leon.

– Dobrze, zatem posłu­chaj uważ­nie. Pierw­szy z nich znaj­du­je się nie­opo­dal. Psz­czo­ły pro­du­ku­ją miód i maga­zy­nu­ją go w wiel­kiej kadzi. Koń­czą­cy się rok był wyjąt­ko­wo uro­dzaj­ny, stąd mają nad­miar mio­du. Pierw­szy z owo­ców znaj­du­je się na dnie wypeł­nio­nej kadzi. Zdo­bądź go dla mnie! Kolej­ny cen­ny przed­miot znaj­dziesz zaraz po dru­giej stro­nie prze­pa­ści, któ­ra oddzie­la tę kra­inę od następ­nej. Po dro­dze będziesz prze­cho­dził przez roz­pię­ty mię­dzy dwie­ma skal­ny­mi ścia­na­mi most. Ostat­ni owoc zbie­rzesz tutaj, kie­dy będziesz posia­dał już pozo­sta­łe. Zro­zu­mia­łeś Leonie?

– Tak, wszyst­ko jasne – potwier­dził kame­le­on.

– Ruszaj zatem, mój dro­gi! – wykrzyk­nął Sokra­tes.

Zmo­ty­wo­wa­ny do dzia­ła­nia Leon ruszył ku fabry­ce mio­du. Po kil­ku­dzie­się­cio­mi­nu­to­wym spa­ce­rze dotarł na miej­sce. Wszę­dzie uno­sił się zapach kwia­tów. Leon od razu zorien­to­wał się, że infor­ma­cja o uda­nym psz­cze­lim sezo­nie była praw­dzi­wa. Wszę­dzie znaj­do­wa­ły się zna­ki zachę­ca­ją­ce do dar­mo­wej degu­sta­cji. Kame­le­on nachy­lił się nad ogrom­ną kadzią. Szyb­ko doszedł do wnio­sku, że aby wydo­być owoc z głę­bi, musi cały miód po pro­stu zjeść. Pełen zapa­łu zabrał się za pała­szo­wa­nie. Jadł, jadł i jadł. Po kwa­dran­sie roz­ko­szo­wa­nia się sło­dy­czą powie­dział sobie „dość”.

– Nie jestem w sta­nie zjeść całe­go mio­du – mruk­nął do sie­bie. – Jeże­li zjem jesz­cze tro­chę, będę poważ­nie cho­ry. Zmę­czo­ny, choć boga­ty w kalo­rycz­ny posi­łek, ruszył szu­kać szczę­ścia w poszu­ki­wa­niu dru­gie­go owo­cu. Spa­cer dobrze mu zro­bił. Zatrzy­mał się dopie­ro na skra­ju prze­pa­ści, przy poszu­ki­wa­nym moście.

Wyso­ko roz­pię­te liny wyglą­da­ły dobrze. Deski two­rzą­ce kład­kę dla prze­chod­niów wyda­wa­ły się moc­ne. Po oce­nie sytu­acji lek­ko zde­ner­wo­wa­ny ruszył przez most. Szedł pew­nie, ale ostroż­nie, sta­le kon­tro­lu­jąc stan utrzy­mu­ją­cych go lin. W nie­speł­na poło­wie dro­gi włók­na lin zaczę­ły powo­li pękać. Prze­stra­szo­ny Leon zaczął się wyco­fy­wać. Szyb­ciej, niż się spo­dzie­wał, zna­lazł się na powrót w miej­scu wyj­ścia. Kie­dy uspo­ko­ił już oddech, zdał sobie spra­wę, że kolej­na pró­ba zdo­by­cia owo­cu zakoń­czy­ła się poraż­ką. Obo­la­ły i roz­cza­ro­wa­ny wró­cił do Sokra­te­sa, by pro­sić go o radę.

– Witaj, mój dro­gi Leonie, cie­szę się, że już jesteś – rzekł Sokra­tes.

– Dzień dobry raz jesz­cze, cho­ciaż… dla mnie nie taki dobry, bo… – wyją­kał Leon.

– Nic nie mów. Może na sta­re­go wyglą­dam, ale latać jesz­cze potra­fię. Obser­wo­wa­łem z góry, z lotu papu­gi, two­je peł­ne zaan­ga­żo­wa­nia zma­ga­nie – powie­dzia­ło z dumą pta­szy­sko.

– Może i peł­ne zaan­ga­żo­wa­nia, ale co z tego. Nie przy­nio­słem tego, o co pro­si­łeś – burk­nął pod nosem fio­le­to­wy od smut­ku Leon.

– A o co pro­si­łem? – zapy­tał zda­ją­cy się prze­ko­ma­rzać Sokra­tes.

– O owo­ce, nie pamię­tasz?! – wybuch­nął, tym razem zaczer­wie­nio­ny od zło­ści kame­le­on.

– Zga­dza się. Pozwól mi teraz wytłu­ma­czyć, cze­go tak napraw­dę doty­czy­ła moja proś­ba. Otóż powie­dzia­łem, że pierw­szy owoc leży na dnie kadzi z mio­dem. Posta­no­wi­łeś zjeść miód, aby dostać się do owo­cu. Tak napraw­dę na dnie nicze­go nie było, ale ty potra­fi­łeś powie­dzieć sobie „dość” w jedze­niu tego pysz­ne­go posił­ku. To pierw­szy z owo­ców, jaki zdo­by­łeś – owoc umiar­ko­wa­nia. Dalej wybra­łeś się na poszu­ki­wa­nie dru­gie­go owo­cu. Miał znaj­do­wać się po dru­giej stro­nie prze­pa­ści, na któ­rą pro­wa­dził wiszą­cy most. Uważ­nie oce­ni­łeś stan mostu i ruszy­łeś ku dru­giej kra­wę­dzi. Pod­czas mar­szu wyco­fa­łeś się w momen­cie, gdy kon­struk­cja mostu zaczę­ła pękać. Inny­mi sło­wy, nie bałeś się tego, cze­go bać się nie nale­ży, nato­miast bałeś się tego, cze­go bać się trze­ba. Zdo­by­ty na moście owoc nazy­wam męstwem. Wresz­cie jesteś tutaj. Wró­ci­łeś, choć wie­dzia­łeś, iż wra­casz z pusty­mi ręka­mi. Doce­niam ten krok i widzę w tym trze­ci owoc, owoc mądro­ści i poko­ry. Jak widzisz, nie są to owo­ce, któ­re moż­na dotknąć czy zjeść. Ale są to owo­ce, któ­re doj­rze­wa­ją w tobie pod­czas wędrów­ki. Nie tyle ist­nie­ją, co są waż­ne – spo­koj­nie wyja­śnił Sokra­tes.

Usły­sza­ne sło­wa wyraź­nie ucie­szy­ły Leona. Poczuł się podwój­nie ubo­ga­co­ny i przy­brał nie­zna­ny sobie dotąd zło­ci­sto-srebr­ny kolor.

– A teraz zapro­śmy do pomo­cy mrów­ki, sowę oraz sło­nia. Weź­my tro­chę mio­du od psz­czół i chodź­my poskle­jać two­ją maszy­nę – krzyk­nął zde­cy­do­wa­nie Sokra­tes, szy­ku­jąc się do obie­ca­nej misji ratun­ko­wej.


Marcin ZmudaMar­cin Zmu­da – absol­went stu­diów filo­zo­ficz­nych na Uni­wer­sy­te­cie Papie­skim Jana Paw­ła II w Kra­ko­wie. Aktu­al­nie stu­dent psy­cho­lo­gii na kato­wic­kim wydzia­le Uni­wer­sy­te­tu SWPS, a tak­że  kur­sant pod­staw psy­cho­te­ra­pii psy­cho­ana­li­tycz­nej w ramach Kra­kow­skiej Szko­ły Psy­cho­te­ra­pii Psy­cho­ana­li­tycz­nej.

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy