Artykuł Filozofia języka

Marek Hetmański: #5. Hobbes i Locke o niedorzeczności metafory

W czasach nowożytnych dojrzałość teorii filozoficznej mierzono już nie rozległością obejmowanej przez nią tematyki, lecz ścisłością stosowanej metody. Doceniono wówczas również rolę języka w rozwiązywaniu problemów filozoficznych. Krytyka starożytnej retoryki i średniowiecznej scholastyki była nieuchronna.

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 6 (36), s. 50–51. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Niedorzeczność metafor

Tho­ma­so­wi Hob­be­so­wi przy­świe­ca­ła myśl oczysz­cze­nia dorob­ku filo­zo­fii z myśle­nia scho­la­stycz­ne­go, w któ­rym domi­no­wa­ły poję­cia bar­dzo abs­trak­cyj­ne: „abso­lu­ty” i „sub­stan­cje”, w miej­sce któ­rych chciał wpro­wa­dzić odno­szą­ce się do kon­kre­tów nazwy i zda­nia, z któ­rych dro­gą rozu­mo­wań – przy­kła­dów dostar­czać mia­ły geo­me­tria i logi­ka z ich „rachun­ko­wym” podej­ściem – moż­na było­by uzy­skać wie­dzę pew­ną. Trze­ba było tyl­ko upo­rząd­ko­wać termino­logię i spo­sób posłu­gi­wa­nia się nią, nadać wła­ści­we sło­wa dla real­nie ist­nie­ją­cych bytów, w każ­dej z dzie­dzin filo­zo­fii uni­kać spe­ku­la­cji. W dzie­le budo­wy nowej filo­zo­fii Hob­bes swą uwa­gę skie­ro­wał rów­nież na meta­fo­rę, któ­rą uznał za jeden z błę­dów w pozna­niu. W Lewia­ta­nie pisał, że

uży­wa się meta­for i innych figur reto­rycz­nych zamiast wyra­zów wła­ści­wych. Jak­kol­wiek bowiem moż­na powie­dzieć w mowie potocz­nej: dro­ga pro­wa­dzi albo dro­ga idzie tu albo tam, przy­sło­wie mówi to lub tam­to (cho­ciaż dro­gi nie mogą iść, a przy­sło­wia mówić), to prze­cież w rachun­ku i poszu­ki­wa­niu praw­dy takie zwro­ty nie powin­ny być dopusz­cza­ne (T. Hob­bes, Lewia­tan, tłum. C. Zna­mie­row­ski, PWN, War­sza­wa 1954, s. 39).

Wnio­sko­wa­nie, jako jedy­na popraw­na meto­da filo­zo­fii, powin­no wyklu­czyć nie tyl­ko posłu­gi­wa­nie się meta­fo­rycz­ny­mi zwro­ta­mi, ale rów­nież swo­bod­ne koja­rze­nie rze­czy poprzez ich domnie­ma­ne podo­bień­stwo. Podą­ża­jąc dro­gą logi­ki i geo­me­trii, Hob­bes zauwa­ża, że

zdol­ność sądze­nia jest wszyst­kim, chy­ba że cza­sem do rozu­mie­nia rze­czy trze­ba jakie­goś traf­ne­go podo­bień­stwa: a wów­czas bar­dzo poży­tecz­na jest wyobraźnia.

Wska­zu­je zatem na tę poznaw­czą dys­po­zy­cję, któ­rą już Ary­sto­te­les widział jako współ­uczest­ni­czą­cą w myśle­niu meta­fo­rycz­nym. W cało­ścio­wym osą­dzie tra­dy­cyj­nej filo­zo­fii, lite­ra­tu­ry czy myśli poli­tycz­nej widzi jed­nak w wyobraź­ni i roz­po­zna­wa­niu podo­bieństw źró­dło błę­dów: „było­by oczy­wi­stym sza­leń­stwem dawać im miej­sce w radach i rozu­mo­wa­niach”. Powta­rza wie­le razy, że ich miej­sce jest co naj­wy­żej w „mowach pochwal­nych i saty­rach”. Meta­fo­ry są więc lite­ral­nie nie­do­rzecz­ne – uży­wa­nych słów nie odno­szą do real­nych rzeczy.

Żonglerka metaforami

John Loc­ke przy­stą­pił w począt­kach epo­ki Oświe­ce­nia rów­nież do dzie­ła stwo­rze­nia pod­staw empi­rycz­nie ufun­do­wa­nej wie­dzy praw­dzi­wej, nie­po­prze­sta­ją­cej przy tym, jak sta­ro­żyt­na filo­zo­fia czy śre­dnio­wiecz­na scho­la­sty­ka, na spe­ku­la­tyw­nej ana­li­zie pojęć czy słów. Roz­po­czy­na­jąc „roz­wa­ża­nia doty­czą­ce rozu­mu ludz­kie­go”, jak gło­si tytuł jego głów­ne­go dzie­ła, wie­dział, że musi jed­no­cze­śnie roz­pa­trzeć rolę języ­ka w tym zada­niu, łącz­nie z roz­myśl­ny­mi, ale i nie­unik­nio­ny­mi błę­da­mi. Przy­zna­je więc, że nie moż­na w życiu, lite­ra­tu­rze czy filo­zo­fii wyzwo­lić się spod pano­wa­nia sztu­ki kra­so­mów­czej żon­glu­ją­cej meta­fo­ra­mi dla wzbu­dze­nia cie­ka­wo­ści, emo­cji, prze­ko­na­nia słu­cha­cza czy czy­tel­ni­ka, czy­li dla par­ty­ku­lar­nych, a nie obiek­tyw­nych racji. Nie­od­par­ta moc słów jest, zauwa­ża Loc­ke, jak „cza­ru­ją­cy powab płci pięk­nej”, któ­ra nie przyj­mu­je (robi tak wła­śnie reto­ry­ka) „jakiej­kol­wiek przy­ga­ny”. Jest więc za co reto­ry­kę krytykować.

W zaska­ku­ją­cy jak na bez­par­do­no­wą kry­ty­kę reto­ry­ki spo­sób Loc­ke cha­rak­te­ry­zu­je środ­ki przez nią uży­wa­ne – mia­no­wi­cie wyso­ce meta­fo­rycz­ny. Pisze o nich jako o sztucz­kach „roz­snu­wa­ją­cych mgłę przed naszy­mi ocza­mi i zwo­dzą­cych umysł”, „środ­kach do masko­wa­nia nie­uc­twa przy pomo­cy oso­bli­wej i nie­da­ją­cej się roz­wi­kłać tka­ni­ny nie­zro­zu­mia­łych słów”, jak rów­nież o „nie­koń­czą­cym się labi­ryn­cie”, w któ­rym „zastę­py słów nie­ja­snych, nie­pew­nych i nie­okre­ślo­nych” sta­no­wią osło­nę „schro­nów podob­nych [bar­dziej] do jaskiń zbó­jec­kich lub do jam lisich niż do warow­ni uczci­wych ryce­rzy”, schro­nów, o któ­rych z nie­ja­ką fan­ta­zją este­tycz­ną pisze na koniec, że „ota­cza­ją [je] cier­ni­ste zaro­śla i ciem­no­ści”. Dopraw­dy w zaska­ku­ją­co dwu­znacz­ny spo­sób depre­cjo­no­wa­ne są tutaj meta­fo­ry! Aby obna­żyć siłę ich oddzia­ły­wa­nia, autor tej fili­pi­ki uży­wa (na co współ­cze­sny czy­tel­nik powi­nien zwró­cić uwa­gę) zmy­sło­wych i prze­strzen­nych kono­ta­cji. Jak rozu­mieć taki zabieg?

Kwie­ci­stość okre­śleń Locke’a jest uży­ta dla efek­tu reto­rycz­ne­go, ale jed­no­cze­śnie w celu zwró­ce­nia uwa­gi na szko­dli­wość „uczo­ne­go nie­uc­twa”, któ­re tego typu okre­śleń wyma­ga dla swo­jej wąt­pli­wej epi­ste­mo­lo­gicz­nie „uczo­no­ści”. Przez to okre­śle­nie („uczo­ne­go nie­uc­twa”) Loc­ke rozu­mie śre­dnio­wiecz­ną dok­try­nę Miko­ła­ja z Kuzy i jego dzie­ło De docta igno­ran­tia, w któ­rym autor obsta­wał za koniecz­no­ścią uzna­nia poznaw­cze­go sta­tu­su nie­wie­dzy w fun­da­men­tal­nych dla filo­zo­fii kwe­stiach. Igno­ran­cja w spra­wach boskich nie mia­ła­by być dla czło­wie­ka szko­dli­wa, lecz nawet pożą­da­na. Scho­la­stycz­ne filo­zo­fo­wa­nie nie znaj­du­je już bowiem uzna­nia w nowo rodzą­cym się empi­ry­zmie. Loc­ke argu­men­tu­je, że filo­zo­fii szko­dzi uży­wa­nie spe­ku­la­tyw­nych pojęć, że bar­dziej korzyst­ne dla niej jest sto­so­wa­nie meto­dy ana­li­tycz­nej, któ­ra przez lite­ral­ny opis tre­ści spo­strze­żeń i reflek­sji – dwóch źró­deł pra­wo­moc­ne­go pozna­nia – może mówić wyłącz­nie o rzeczach.

Gdy jed­nak zechce­my mówić o rze­czach, jaki­mi one są, to trze­ba przy­znać, że cała sztu­ka reto­ry­ki, poza tym, że wpro­wa­dza porzą­dek i jasność, wszel­kie wyszu­ka­ne i obra­zo­we uży­cia słów, jakie wymy­śli­ła sztu­ka kra­so­mów­cza, nie inne­mu słu­żą celo­wi niż pod­da­wa­niu błęd­nych idei, poru­sza­niu uczuć i spro­wa­dza­niu przez to naszych sądów na manow­ce; są to więc sztucz­ki oszu­kań­cze […]; tam gdzie zale­ży nam tyl­ko na praw­dzie i na pozna­niu, mogą być [one] uzna­ne za poważ­ny błąd czy to same­go języ­ka, czy też tego, kto się nimi posłu­gu­je (J. Loc­ke, Roz­wa­ża­nia doty­czą­ce rozu­mu ludz­kie­go, ks. III, PWN, War­sza­wa 1955, s. 169, tłum. B. Gawęcki).

Praw­da o świe­cie mate­rial­nym, o spra­wach ludz­kich, o naj­bar­dziej nawet abs­trak­cyj­nych rze­czach, jeśli tyl­ko opie­ra się na ana­li­zie spo­strze­że­nio­wych i reflek­syj­nych tre­ści idei, musi być wyra­ża­na w pro­stych sło­wach o sta­łych zna­cze­niach, ina­czej pod­da się pano­wa­niu reto­ry­ki, temu „potęż­ne­mu narzę­dziu błę­du i oszu­stwa”. Zgub­ne tego skut­ki zazna­cza­ją się nie tyl­ko w filo­zo­fii, lecz rów­nież w życiu spo­łecz­nym i publicz­nym, gdzie powab meta­fo­rycz­nych słów wpro­wa­dza zamęt w myślach i czy­nach ludzi, odwo­dząc ich od pozna­nia prawdy.

Kry­tycz­na dia­gno­za źró­deł i skut­ków meta­for w filo­zo­fii sfor­mu­ło­wa­na przez obu angiel­skich myśli­cie­li jest tyleż traf­na, co prze­sa­dzo­na. Nega­tyw­ne efek­ty meta­for zosta­ły wy­olbrzymione poprzez wyeks­po­no­wa­nie rady­kal­ne­go pro­gra­mu nowo rodzą­cej się filo­zo­fii ana­li­tycz­nej. Jak­że jed­nak stę­pio­ne zosta­ło ostrze tej kry­ty­ki poprzez tak kwie­ci­sty język. Czyż­by nie dało się meta­fo­ry skry­ty­ko­wać bez odwo­ły­wa­nia się do niej samej?


Marek Het­mań­ski – jest filo­zo­fem i kogni­ty­wi­stą. Kie­ru­je Kate­drą Onto­lo­gii i Epi­ste­mo­lo­gii w Insty­tu­cie Filo­zo­fii UMCS. Pro­wa­dzi bada­nia doty­czą­ce epi­ste­mo­lo­gii, teo­rii komu­ni­ka­cji i infor­ma­cji, a tak­że meta­fi­lo­zo­fii. Odwie­dza gale­rie malar­stwa i fil­har­mo­nie, zaś obce mia­sta zwie­dza rowerem.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Han­na Bytniewska

Najnowszy numer można nabyć od 4 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy