Filozofia dla dzieci Filozoficzny kącik rodzica Historia filozofii starożytnej

Natalia Rososińska-Kozub: Homoiomerki – bajka filozoficzna

W powietrzu pojawił się zapach wiosny. Na trawnikach nie było już śladu po białej pierzynie. Krzewy i drzewa zaczęły budzić się do życia na nowo. Niebo też jakby ustąpiło miejsca słońcu. Delikatne promyki przedzierały się nieśmiało, nadając blasku ludzkim twarzom. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, wystarczyło spojrzeć na kalendarz – nadszedł już czas zmienić kartkę z lutego na marzec.

Zapisz się do naszego newslettera

Mały Mau­rycy, jak co dnia, wybier­ał się do przed­szko­la. Spo­jrzał przez okno, żeby szy­bko ocenić pogodę i wybrać właś­ci­wy strój.

– Mamo, zobacz. Wyglą­da na to, że mogę założyć dziś lże­jszą kurtkę i te buty, które tak bard­zo lubię – powiedzi­ał radośnie.

– Tak, kochanie. Myślę, że może­my zmienić naszą garder­obę – odrzekła mama również przy­go­towu­ją­ca się do wyjś­cia.

Mau­rycy i jego mama sprawnie założyli wierzch­nie odzie­nie i wys­zli. Po drodze Mau­rycy obser­wował przy­rodę. Był pełen radoś­ci, wszak wios­na była jego ulu­bioną porą roku.

– Pewnie wyjdziemy z dzieć­mi na spac­er – zakrzyknął optymisty­cznie.

Gdy tylko dotar­li do przed­szko­la, naty­ch­mi­ast podzielił się z panią Anielą swoi­mi spostrzeże­ni­a­mi, zagadu­jąc jed­nocześnie na tem­at wyjś­cia na powi­etrze. Po drugim śni­ada­niu zgod­nie z jego prośbą dzieci wyszły z przed­szko­la na spac­er, pod­czas którego miały obser­wować przy­rodę. Pani Aniela zabrała całą gro­mad­kę do pob­liskiego ogro­du botan­icznego. Dzieci zostały ciepło przy­wi­tane przez pana Rom­ka, który opiekował się rośli­na­mi.

- Dzień dobry, dzieci – powiedzi­ał pan Romek. – Jestem tutaj ogrod­nikiem. Zaj­mu­ję się tymi wszys­tki­mi roślinka­mi. Sadzę je, podle­wam, doglą­dam, obser­wu­ję, jak ros­ną. To bard­zo cięż­ka i odpowiedzial­na pra­ca. Jestem opiekunem tych roś­linek, muszę o nie dbać najlepiej, jak potrafię. Nie mogę o nich zapom­nieć. To są żywe stwor­zon­ka i żeby żyć, potrze­bu­ją poży­wienia, zupełnie tak jak ludzie.

– A co one jedzą? – zapy­tał zaciekaw­iony Felek. Daje im pan parów­ki?

– Właśnie – dodał Tomek. Czy one jedzą to, co my? I jak one w ogóle się tu znalazły?

– Nie, kochani – zaśmi­ał się pan Romek. Parów­ki aku­rat nie należą do ich ulu­bionych przekąsek. One mają nieco inne sma­ki i potrze­bu­ją zde­cy­dowanie mniej niż wy i ja. Usiądź­cie wygod­nie i posłucha­j­cie uważnie. To pros­ta his­to­ria, ale bard­zo waż­na. Słyszeliś­cie kiedyś o homoiomerkach? – zapy­tał.

Prawdzi­wa his­to­ria

Dzieci nie kryły swego zdzi­wienia, nigdy bowiem nie słysza­ły o czymś takim.

– Czy to jakieś pot­wory? – zapy­tała prz­er­ażona Marceli­na.

– Czy one tu są? – dodał pyta­ją­co Felek.

– Spoko­jnie – odrzekł pan Romek. – Za chwilę wam wszys­tko opowiem. Nie bój­cie się, to nie są żadne stra­chy. To coś, czym każdy z was w pewnym stop­niu jest i co każdy z was ma, ale o tym nie wie. – Jesteś­cie gotowi na prawdzi­wą his­torię?

Dzieci przy­taknęły głowa­mi, choć nie były przeko­nane, czy to nie będzie strasz­na opowieść. Miny na ich twarzach bez cienia wąt­pli­woś­ci zdradza­ły niepokój, choć niek­tóre dziecięce buzie prze­jaw­iały więcej zaciekaw­ienia niż stra­chu.

- Żyje­my na planecie, która nazy­wa się Ziemia, o czym wy, kochani już dobrze wiecie – zaczął pan Romek. – Na naszej planecie żyją różne stworzenia, takie jak mały kwiatek.

Bratek, piesek Pikuś, brzęczą­ca mucha, która nie daje nam zjeść zupy czy komar, który nie pozwala zas­nąć.

– I osa, która wbi­ja żądło wtedy, kiedy oglą­dam bajkę i przeszkadza mi! – dodał obur­zony Igna­cy.

– Zgadza się – przy­taknął pan Romek. – Sami widzi­cie, jak różne stworzenia są na tym świecie, choć na razie wymieniłem ich zaled­wie kil­ka. A gdy­bym chci­ał wyliczyć wszys­tkie, to zapew­ni­am Was, nie wystar­czyło­by wszys­t­kich pal­ców naszych dłoni razem wzię­tych. A więc, jak wiecie, oprócz tego ist­nieją też rekiny, hipopotamy, dęby, brzozy, fioł­ki, ist­nieją prze­cież ludzie czyli my. Ale gdzie my wszyscy jesteśmy? No prze­cież na Zie­mi, czyli Ziemia także ist­nieje. Mamy na niej łąki, lasy, jezio­ra, rze­ki. Odd­y­chamy powi­etrzem, pły­wamy w morzu, ogrze­wamy się przy ognisku.

– A ja pamię­tam, jak byłam z rodzi­ca­mi nad jeziorem i piek­liśmy kiełbas­ki przy ognisku – wtrą­ciła ochoc­zo Jul­ka.

– Widzisz Julio, dobrze wiesz, o czym mówię. Mam na myśli to wszys­tko, na czym żyje­my, z czego korzys­tamy, co nas otacza. Wresz­cie, mówię też o tym, że my sami tu jesteśmy.

– I kiedy wyskoczą te homo-coś-tam-erki? – zapy­tał zniecier­pli­wiony Mau­rycy.

– Próbu­ję wprowadz­ić was w tę opowieść, moi drodzy. Proszę o cier­pli­wość, choć wiem, że to trudne zadanie – odrzekł rozbaw­iony pan Romek. – Wszys­tko, co ist­nieje, jakoś musi­ało się tu znaleźć, praw­da? Podob­nie jak roślin­ki, które tu ros­ną i który­mi ja się opieku­ję, miały swój początek. A jaki to był początek, wiecie?

– Po pros­tu, pan je wsadz­ił do zie­mi i już, i są – odpowiedzi­ał bez chwili zas­tanowienia Tomek.

– Zgadza się, zasadz­iłem je, ale prze­cież, gdy to robiłem, nie wyglą­dały tak jak ter­az. Nie miały liś­ci lub kwiatów. Zupełnie jak wy – gdy się pojaw­iliś­cie na świecie, wyglą­dal­iś­cie trochę inaczej niż ter­az, wiedzieliś­cie też trochę mniej niż ter­az. Zasadz­iłem je, ponieważ miałem nasiona. Nasiono to taki mały początek, taki zar­o­dek.

– Taka kropecz­ka, z której wyras­ta duża krop­ka? – zapy­tał Igna­cy, chcąc upewnić się, że o to chodzi panu Romkowi.

– Może być i mała krop­ka, ale to krop­ka peł­na różnych cech. To one decy­du­ją o tym, jakie coś będzie później. W zar­o­d­ku mieś­ci się cały zbiór różnoś­ci. Cały świat jest pełen tych różnoś­ci, bo świat jest pełen zar­o­d­ków. Wszys­tko, co pow­stało i co pow­sta­je, miało swój początek. Człowiek najpierw był nasionkiem, tak jak ta roślin­ka tutaj. Podob­nie piesek był nasionkiem i mysz, i kot, i ptaszek, który dzisi­aj ćwierkał, gdy szliś­cie do przed­szko­la. Cały świat to taka mieszan­ka nasion, z których wyras­ta­ją różne stworzenia i nie tylko stworzenia. Woda czy ogień też pochodzi z takich nasionek, to one właśnie określa­ją, że woda jest wodą, a ogień ogniem. Te nasion­ka to właśnie homoiomer­ki, które są tym wszys­tkim i nami samy­mi.

– Jak to?! – oburzyła się Marceli­na. – Mama mi mówiła, że jestem dziew­czynką, a nie jakąś homoiomerką. A chło­piec też jest homoiomerkiem? – zapy­tała, nie kryjąc swej spostrze­gaw­c­zoś­ci.

– To oczy­wiste, że jesteś dziew­czynką, a na przykład twój kole­ga Mau­rycy jest chłopcem. Ale i ty, i on na początku byliś­cie zar­o­d­ka­mi. Twoi rodz­ice stworzyli taki mały zar­o­dek, czyli ciebie. Ta roślin­ka, którą tu widzi­cie, wzięła się z nasion­ka. Homoiomerie to takie właśnie nasion­ka, z których pow­stał świat. Jest ich całe mnóst­wo, miesza­ją się ze sobą, tworząc konkretne przed­mio­ty, stworzenia, żywioły. Czy wiecie na przykład, że człowiek skła­da się między inny­mi z wody? Zupełnie tak, jak roślin­ka i zwierzątko, a prze­cież wiecie, że woda wys­tępu­je też w samej postaci wody, choć­by takie jezioro, czy strumyk górs­ki.

Nous­ki

– A jak te homoiomer­ki się pojaw­iły? – zapy­tała Jul­ka. – Prze­cież musi­ało być coś pier­wszego – zauważyła błyskotli­wie.

– Masz rację, homoiomer­ki nie pojaw­iły się znikąd. One wprawdzie tworzą świat, ale i ktoś musi­ał je stworzyć.

– Właśnie, potrzeb­ny był jak­iś ogrod­nik, taki jak pan, żeby móc je zasadz­ić – wtrą­cił Felek.

- Macie świetne sko­jarzenia – zaśmi­ał się pan Romek. – Wszys­tko wskazu­je na to, że był ktoś albo było coś, co to spowodowało, praw­da? Spójrz­cie na przy­rodę i zas­tanów­cie się, czy to mogło się wszys­tko wydarzyć przy­pad­kiem? – zapy­tał.

Po tym pyta­niu nastąpiła cisza.

– Dobrze, zapy­tam inaczej, czy jak patrzy­cie na las, w którym śpiewa­ją ptasz­ki, prze­b­ie­ga saren­ka, ros­ną poziom­ki, to czy widzi­cie tam bała­gan? – zapy­tał.

– Tak, bard­zo częs­to w lesie leżą śmieci. To łobuzy wyrzu­ca­ją papier­ki po lodach do lasu, zami­ast do kosza – zauważył Mau­rycy.

Pan Romek i pani Aniela zaśmi­ali się, rozbaw­ieni trafną obserwacją chłop­ca.

– Zgo­da, zdarza się, że jest bała­gan, ale jak sam powiedzi­ałeś, człowiek jest bała­ganiarzem. A sama przy­ro­da – czy według Was pokazu­je nam jak­iś porządek?– zapy­tał pan Romek.

– Tak, pani Aniela mówiła nam, że wszys­tko w przy­rodzie ma swo­je miejsce. Ptaszek zja­da robacz­ka, krowy jedzą trawę…- zaczęła Jul­ka.

– Dokład­nie. Gdy coś ma swo­je miejsce, to znaczy, że jest porządek. Ktoś to prze­myślał i stworzył tak, żeby dzi­ałało i miało cel – dopowiedzi­ał pan Romek.

– To co to za tajem­niczy gość? – zapy­tał zniecier­pli­wiony Igna­cy.

– Homoiomer­ki, żeby utworzyć to, co nazy­wamy światem, potrze­bowały pomo­cy, takiego motoru napę­dowego.

– Już wiem, już wiem! – krzyknął podekscy­towany Tomek. – To był sil­nik, taki sam, jak mój tata ma w motorze. Tata powiedzi­ał mi, że motor nie ruszy, jak nie będzie sil­ni­ka.

– Trafiłeś praw­ie w dziesiątkę Tomku – odrzekł Pan Romek. Wszys­tko potrze­bu­je sil­ni­ka. Homoiomer­ki też go potrze­bowały, aże­by wpraw­ił je w ruch. Tyle, że ten sil­nik to żaden z tych, które zna­cie. To nie sil­nik motoru, ani samo­chodu, ani żad­nej innej maszyny. Ale dzi­ała podob­nie, bo wpraw­ia w ruch, daje napęd. Sil­nik, który dał impuls homoiomerkom to Nous. Może­cie go nazy­wać Nousek.

– Nousek to praw­ie nosek! – zawołał odkry­w­c­zo Mau­rycy.

– To praw­da, te słowa brzmią podob­nie, choć nie są takie same i nie oznacza­ją tego samego – spros­tował pan Romek. Słowo Nous nie jest pol­skim słowem, pochodzi z języ­ka greck­iego.

Zna­cie język grec­ki? – zapy­tał.

– Nie… – padła chóral­na odpowiedź.

Grek Anaksago­ras

– No więc, ten, który wymyślił, że to Nous jest takim sil­nikiem, który wpraw­ia w ruch, był Grekiem. Nazy­wał się Anaksago­ras i zaj­mował się filo­zofią. Nous to taki jak­by duch, nie ma żad­nego ksz­tał­tu, ani koloru, ani nie wyglą­da, ani nic nie waży, ani nie pach­nie.

– Czyli jak­by go nie było, a jed­nak jest? – zapy­tał Mau­rycy, dając wyraz swej błyskotli­woś­ci.

– Dokład­nie – odrzekł ogrod­nik. Nous to taki niewidzial­ny stwór, który nie straszy, (więc się go nie bój­cie), ale budu­je. Tym, z czego budu­je, czyli tworzy świat, są właśnie te nasion­ka – homoiomer­ki.

– A kto to jest filo­zof? – wtrą­ciła Julia.

– Nie wiesz kto to? – zdzi­wiła się Marceli­na. – Ja jestem filo­zof. Mama mi częs­to mówi: „nie filozuj”.

– Tak, na pewno? – oburzyła się Julia. – To ty wymyśliłaś te Nous­ki i homo-coś-tam-erki?

– Kochani – wtrą­cił pan Romek. – Marceli­na ma poniekąd rację. Wszyscy jesteśmy filo­zo­fa­mi. Każdy z Was prze­cież myśli, zada­je pyta­nia, chce wiedzieć więcej, tak? Gdy poz­na­je­cie świat, wiecie o nim coraz więcej, czyli zdobywa­cie mądrość. To, co Wam się przy­darza, na przykład, że się przewró­ci­cie, pomi­mo, że mama was prosiła, żeby nie bie­gać po śliskiej podłodze, też was czegoś uczy, praw­da? Filo­zof to ten, który umie pytać i pyta, szu­ka odpowiedzi, umie wyjaś­ni­ać, stara się rozu­mieć świat. Anaksago­ras był właśnie filo­zofem, bo wyjątkowo zaj­mowało go to rozu­mie­nie świa­ta. Wymyślił sobie taką his­torię z homoiomerka­mi i Nous, wierząc, że taki mógł być początek naszego życia i świa­ta w ogóle. To było, moi drodzy, bard­zo dawno temu. Ludzie wtedy nie znali telewiz­orów, nie mieli samo­chodów, nie znali takiego świa­ta, jak my. Ale na przykład umieli czy­tać z gwiazd, znali świet­nie matem­atykę, byli blisko przy­rody.

– A kiedy to było, gdy ten grec­ki pan to wymyślił? – zapy­tał Tomek.

– Jakieś pięćset lat przed naszą erę, dawne dzieje. – odpowiedzi­ał ogrod­nik.

– Czyli już wtedy wymyślono filo­zo­fa? – kon­tyn­uował Tomek.

Pani Aniela i pan Romek starali się pow­strzymy­wać od śmiechu, wszak pytanie było bard­zo poważne.

– Filo­zof sam się wymyślił – wtrą­ciła pani Aniela. Każdy z Was sam się takim filo­zofem sta­je, nieza­leżnie od tego, kiedy przyszedł na świat. Niek­tórzy są taki­mi filo­zo­fa­mi na własne potrze­by, inni opowiada­ją ludziom o swoich pomysłach i przez to są bardziej znani. Anaksago­ras dał się poz­nać przez swo­je rozu­mie­nie świa­ta. Wy też, kochani, może­cie się zas­tanaw­iać nie tylko dla siebie samych, ale pokazy­wać innym ludziom, co wymyślil­iś­cie, jak ten świat rozu­miecie.

– To, gdy każdy tak będzie robił, swo­je rzeczy opowiadał, to się wszyscy pokłócą – zapowiedzi­ał ze smutkiem Felek.

– Nie Felku, nie pokłócą, o ile będą chcieli ze sobą roz­maw­iać, a nie przekony­wać resztę do swoich pomysłów. Mam taką propozy­cję – kon­tyn­uowała pani Aniela. Sko­ro pan Romek opowiedzi­ał Wam o jed­nym ze sposobów, w jaki moż­na rozu­mieć pow­stanie świa­ta, to waszym zadaniem będzie wymyślić włas­ną his­torię, opowiada­jącą o tym, jak to się wszys­tko mogło zacząć.

– Bard­zo dobry pomysł – skwitował pan Romek. Rzekłbym, że pani Aniela czy­ta w moich myślach. W takim razie, moi drodzy, przed wami stoi wielkie zadanie – zas­tanów­cie się, jak pow­stał świat i opowiecie mi o swoich pomysłach przy naszym następ­nym spotka­niu.

– Tak, tak, super! – krzy­cza­ły dzieci.

– Nie zapom­ni­j­cie jed­nak o homoiomerkach i duszku Nousku, dobrze? To bard­zo dobra his­to­ria. Tym­cza­sem żeg­na­j­cie, kochani!

Dzieci i pani Aniela pożeg­nały się z ogrod­nikiem i wyruszyły w stronę przed­szko­la. W drodze powrot­nej opowiadały sobie o małych homoiomerkach i już zaczęły tworzyć własne pomysły o początku świa­ta. Świat z pewnoś­cią nie zginie, jeśli w małych dziecię­cych główkach będzie nieustan­nie powoły­wany do życia.


Niniejszy tekst pow­stał z inspiracji filo­zoficzną myślą starożyt­ną Jończy­ka, Anaksago­rasa.

Anaksago­ras – pier­wszy filo­zof, który osiedlił się w Ate­nach; żył w V w. p. n. e.; przy­ja­ciel Peryk­le­sa, Eurypi­desa i Fidi­asza. Swo­ją dok­trynę budował w opar­ciu o zna­jo­mość jońskiej filo­zofii przy­rody, myśli Her­ak­li­ta oraz eleatów. Twór­ca jakoś­ciowej teorii przy­rody: rzeczy­wis­tość złożona jest z nie­zlic­zonych skład­ników zwanych „zar­o­d­ka­mi” (homoiome­ri­a­mi), ma charak­ter infin­isty­czny (jest nieskońc­zona). Twór­ca teorii ducha: początek zdarzeń jest udzi­ałem ducha, który wprowadz­ił mater­ię w ruch. Duch (nous) stoi pon­ad przy­rodą, wyz­nacza w niej ład i har­monię. 


Natalia Rososińs­ka-Kozub – absol­wen­t­ka Insty­tu­tu Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Mikoła­ja Koperni­ka, dok­tor nauk human­isty­cznych w zakre­sie filo­zofii. Jako mama dwóch ener­gicznych chłopców „majsterku­ję” filo­zoficzny­mi narzędzi­a­mi bez insty­tucjon­al­nego zaplecza. W obszarze moich zain­tere­sowań leżą filo­zoficzne prądy okre­su starożyt­noś­ci, jak również egzys­tenc­jal­izm, filo­zofia dia­logu, filo­zofia kul­tu­ry i poli­ty­ki. Pon­ad­to, intere­su­je mnie kul­tura współczes­na, uch­wyty­wanie rzeczy­wis­toś­ci w obrazach i słowach. 

Najnowszy numer można nabyć od 2 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy