Artykuł Filozofia języka Filozofia polityki

Natasza Szutta: W kręgu manipulacji słowem – na marginesie Roku 1984 George’a Orwella

Powieść Orwella może inspirować wiele etycznych dyskusji. Najczęściej rozpoczyna debaty na temat totalitarnych reżimów, odbierających podmiotowość swoim obywatelom. Jednak przy okazji numeru na temat języka warto zwrócić uwagę na wątek nowomowy, w którym Orwell podejmuje kwestię roli języka w manipulowaniu ludzkim myśleniem.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 34–36. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Winston Smith

Głównym bohaterem Roku 1984 – drugiej obok Fol­warku zwierzęcego antyu­topii George’a Orwella – jest Win­ston Smith. To szere­gowy członek par­tii (tzw. Par­tii Zewnętrznej, ok. 13% pop­u­lacji), pracu­ją­cy jako urzęd­nik niższego szczebla. Miesz­ka w Oceanii – państ­wie zbu­dowanym na dok­trynie angsocu, ang­iel­skiego soc­jal­iz­mu, rząd­zonym przez total­i­tarny reżim, który uos­abia wszech­wiedzą­cy i wszech­mogą­cy Wiel­ki Brat, inaczej: Par­tia Wewnętrz­na (ok. 2% pop­u­lacji).

Życie Win­stona Smitha jest pod­dane nieustanej inwig­i­lacji. W jego mieszka­niu, podob­nie jak u innych oby­wa­teli klasy śred­niej, zain­stalowano ekran, którego nie moż­na po pros­tu wyłączyć. W dzień i w nocy obser­wu­ją Win­stona pra­cown­i­cy Min­is­terst­wa Miłoś­ci, którzy są w stanie wych­wycić każdą myślozbrod­nię, czyli naj­drob­niejszy prze­jaw braku lojal­noś­ci wobec Wielkiego Bra­ta. Niewier­ność może się prze­jaw­iać na różne sposo­by: w dzi­ała­niu, nieod­powied­nich słowach, a nawet myślach. Nie tylko na jaw­ie, świadomie, lecz także we śnie, gdy człowiek nie jest w stanie się kon­trolować. Każdy nieod­powied­ni gry­mas twarzy albo brak wystar­cza­ją­co entuz­jasty­cznej reakcji na pomysły Wielkiego Bra­ta czy niepra­wom­yślne okrzy­ki pod­czas snu mogą skończyć się więzie­niem i okrut­ny­mi tor­tu­ra­mi, które prowadzą do nieuchron­nej śmier­ci.

Smith pracu­je w Depar­ta­men­cie Archi­wów w Min­is­terst­wie Prawdy. Jego zadanie pole­ga na aktu­al­i­zowa­niu danych his­to­rycznych. Jeśli jakiekol­wiek fak­ty nie zgadza­ją się z bieżącą poli­tyką par­tii, trze­ba je naty­ch­mi­ast do niej dopa­sować, np. usunąć dane doty­czące niewygod­nych zdarzeń lub ludzi, którzy zostali pod­dani ewa­po­racji, czyli po pros­tu „zniknęli”. Smith jest inteligent­ny, sporo też wie i rozu­mie dzię­ki wykony­wanej pra­cy. Jest już bard­zo zmęc­zony życiem, nieustan­ną inwig­i­lacją i wszech­panu­jącą biedą. Gdy go poz­na­je­my, szu­ka sposobu, by nieco wymknąć się spod kon­troli Wielkiego Bra­ta. Pier­wszy krok, jaki czyni w tym kierunku to – wydawało­by się dość niewin­ny – zakup starego note­su. W nim zapisu­je swo­je myśli. Z cza­sem posuwa się do kole­jnych myślozbrod­ni. Warto doczy­tać, jak kończy się jego his­to­ria.

Nowomowa angosocu

Jed­nym ze sposobów utrzymy­wa­nia total­i­tarnego porząd­ku, poza oczy­wistym ter­rorem, jest moc­no propagowana w Oceanii nowom­owa. Głównym celem jej twór­ców jest maksy­mal­na redukc­ja słown­ict­wa. Chodzi oczy­wiś­cie o to, by jak najbardziej zawęz­ić myśle­nie oby­wa­teli Oceanii. Lik­widac­ja kluc­zowych pojęć pozwala­ją­cych mówić o ludzkiej pod­miotowoś­ci, jak np. wol­ność, spraw­iedli­wość, demokrac­ja czy moral­ność, ma w kon­sek­wencji doprowadz­ić do tego, by w głowie oby­wa­teli Oceanii nie pojaw­iała się nawet myśl o wol­noś­ci intelek­tu­al­nej, poli­ty­cznej oraz spraw­iedli­woś­ci społecznej. Kiedy zabraknie odpowied­nich słów, „myślozbrod­nia stanie się fizy­cznie niemożli­wa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić” – mówił Syme, jeden z entuz­jastów nowom­owy.

Twór­cy nowego słown­i­ka angsocu podzielili słown­ict­wo na trzy kat­e­gorie: w zbiorze A znalazły się wyrazy niezbędne w codzi­en­nym życiu. Ich sens zdefin­iowano bard­zo pre­cyzyjnie, by wye­lim­i­nować jakąkol­wiek dwuz­naczność i różne odcie­nie znaczeniowe. Mają one służyć przekazy­wa­niu bard­zo konkret­nych infor­ma­cji oraz wyraża­niu prostych i nieab­strak­cyjnych myśli.

Zbiór B obe­j­mu­je wyrazy utwor­zone do celów poli­ty­cznych. Ze wzglę­du na swój emocjon­al­ny wydźwięk mają odpowied­nio wpły­wać na sposób myśle­nia użytkown­ików. Obe­j­mu­ją wyrazy złożone, jak np. dobromyśl czy staromyślak, oraz wygodne i niewiele mówiące skró­ty, jak Ardep, Lidep, Teldep, które elimin­u­ją niewygodne sko­jarzenia. Wiele z nich składało się z dwu lub trzech sylab, które odpowied­nio akcen­towano, by wywołać efekt podob­ny do szczeka­nia psa. Chciano w ten sposób unieza­leżnić mowę, szczegól­nie tę o charak­terze poli­ty­cznym, od myśle­nia. Członek par­tii miał swo­je poli­ty­czne opinie wyrażać szy­bko i automaty­cznie. Ostate­cznie nowom­owa miała zamienić się w potok mimowol­nych dźwięków, które brzmie­niem przy­pom­i­nały kwakanie – kwako­mowa.

Na zbiór C składały się ter­miny naukowe i tech­niczne – ich znacze­nie było ściśle określone, by pasowały jedynie do wąskiej dziedziny, w ten sposób elim­i­nowano jakiekol­wiek inter­dyscy­pli­narne pode­jś­cia czy ogól­ną reflek­sję nad nauką jako taką. Nowom­owa miała ostate­cznie doprowadz­ić do zmi­any świado­moś­ci oby­wa­teli Oceanii przez radykalne zawęże­nie ich hory­zon­tów myślowych, by stali się niewol­nika­mi sys­te­mu i par­tii rządzącej.

Nowomowa i „pułapki myślenia”

Psy­cholo­gia kog­ni­ty­w­na wyjaś­nia, dlaczego dość łat­wo pod­da­je­my się różnym manip­u­lacjom, nawet bez uży­cia ter­roru, który był obec­ny w Oceanii i innych real­nych reżi­mach. Daniel Kah­ne­man w znakomitej książce Pułap­ki myśle­nia na pod­staw­ie licznych badań empirycznych for­mułu­je swo­ją dwupro­ce­su­al­ną kon­cepcję umysłu. Pisze, że z natu­ry jesteśmy leni­wi, więc najwięcej naszych pro­cesów myślowych prze­b­ie­ga automaty­cznie, dopiero gdy napo­tykamy jakieś trud­noś­ci, na chwilę się zatrzy­mu­je­my i włącza­my myśle­nie refleksyjne, ale jak tylko prob­lem zostanie według nas rozwiązany (nieważne, czy poprawnie, czy nie), dalej prze­chodz­imy na tryb zau­tomaty­zowany. Ta skłon­ność do pole­ga­nia na heurystykach, czyli wygod­nych i uproszc­zonych schemat­ach myśle­nia, spraw­ia, że sta­je­my się podat­ni na różne językowe manip­u­lac­je.

Wiele pojęć jest nośnikiem określonych wartoś­ci, które automaty­cznie wpły­wa­ją na naszą ocenę prawdzi­woś­ci zdań, w których wys­tępu­ją. Prostym przykła­dem są poję­cia zysku i straty. Badani zwyk­le znacznie lep­iej oce­ni­a­ją opcję „zys­ki utrzy­mu­ją się na poziomie 70%” niż „straty utrzy­mu­ją się na poziomie 30%”, choć zda­nia te pod wzglę­dem wartoś­ci log­icznej nie różnią się między sobą. Dostrzeże­nie tego wyma­ga prze­jś­cia na zre­flek­towany tryb myśle­nia, co kosz­tu­je trochę wysiłku.

Tę ludzką skłon­ność do pole­ga­nia na heurystykach wyko­rzysty­wały i nadal wyko­rzys­tu­ją nie tylko total­i­tarne reżimy, ale też w pełni demokraty­czne państ­wa i najróżniejsze grupy wpły­wu. Prze­jaw­ia się to m.in. w etyki­etkowa­niu prze­ci­wnych albo tylko kry­ty­cznych wzglę­dem władz grup poli­ty­cznych. W PRL-u właś­ci­cieli ziem­s­kich komu­niś­ci nazy­wali „kułaka­mi”, mieszczan – „burżu­ja­mi”, pry­wat­nych przed­siębior­ców – „prywa­cia­rza­mi”. Obec­nie w lib­er­al­nych demokrac­jach także manip­u­lu­je się poję­ci­a­mi. Każdy kry­tyk poprawnoś­ci poli­ty­cznej zysku­je miano „faszysty” lub różnej maś­ci „foba” – „kseno­fo­ba”, „homo­fo­ba”, „islam­o­fo­ba” itd. Prze­ci­wni­cy ugrupowań lewicowych o jej przed­staw­icielach nie mówią inaczej jak „lewa­cy” i „komuchy”. Kon­ser­watys­ta w ustach zwolen­ni­ka lewicy to „nacjon­al­ista” i „szowin­ista”. To etyki­etkowanie w zasadzie zamy­ka dyskusję, ponieważ pozosta­je na poziomie myśle­nia heurysty­cznego. Rzad­ko kto dziś jeszcze chce pode­j­mować szcz­ery i otwarty dia­log z osoba­mi prezen­tu­ją­cy­mi inne poglądy poli­ty­czne, choć nie panu­je tu żaden ter­ror. Filo­zofia ze swej isto­ty zachę­ca do wychodzenia poza heurysty­ki w kierunku rzetel­nej reflek­sji.


Natasza Szut­ta – Filo­zof, pra­cown­ik Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w etyce, metae­tyce i psy­chologii moral­noś­ci. Pas­je: lit­er­atu­ra, muzy­ka, góry i nade wszys­tko swo­je dzieci.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Stanis­law

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Bard­zo intere­su­jące spo­jrze­nie na komu­nikację za pomocą słowa, szczegól­nie jeżeli spo­jrzeć na hier­ar­chiczny układ władzy!!!!! Najs­mut­niejsze jest to że braku­je u nas dyskur­su!!!!!! a braku­je też anal­izy inter­pre­ta­cyjnej z uży­ciem poję­cia seman­ty­ki ling­wisty­cznej, bo w komu­nikacji społecznej każdy z nas nada­je swo­je znacze­nie słowu co może się stać przy­czyną nie tylko psy­choma­nip­u­lacji , ale także przy­czyną kon­flik­tów społecznych a nie tylko poli­ty­ki. Dlat­ego zani­ka u nas komu­nikac­ja społecz­na, bo każdy siedzi w swoim świecie znaczeń i sen­su.
    Słowo stało się nie tylko narzędziem komu­nikacji ale też wojny o różnej formie.
    Podob­nie jest z rozu­mie­niem poję­cia o moral­noś­ci, która jest cechą pod­miotowego dzi­ała­nia człowieka.…a ety­ka jest nor­mą prawną oraz reguła­mi warunk­u­ją­cy­mi pod­miotowe wybo­ry moral­nej decyzji co robić i jak robić.
    Bogact­wo tych obszarów jest bard­zo ciekawe w obszarze komu­nikacji społecznej.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy