Felieton

Piotr Bartula: Jestem!

„Gdzież więc zło? Skąd się wzięło i jaką tu wtargnęło drogą? Jakiż jego korzeń i nasienie jego? A może zło w ogóle nie istnieje? Dlaczego więc lękamy się i wystrzegamy się tego, czego nie ma?” Św. Augustyn, Wyznania, księga VII

Zapisz się do naszego newslettera

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 5 (35), s. 40–41. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


A ja Tobie powia­dam, świę­ty grzesz­ni­ku, że źle szukałeś.

Jestem!

Gdzie­kol­wiek się znaj­dę, akwi­zy­to­rzy mojej usłu­gi sie­ją nie­na­wiść, pogar­dę, zawiść, ducha zemsty i odwe­tu, chęć poni­ża­nia i upo­ka­rza­nia. Robią to w spo­sób nie­przy­mu­szo­ny i bez­in­te­re­sow­ny, bo zbrod­nia i grzech to sym­bo­le ludz­kiej wol­no­ści. Pod płasz­czy­kiem miło­ści bliź­nie­go pro­wa­dzi­cie bru­tal­ne woj­ny domo­we, pod­czas któ­rych trak­tu­je­cie wro­gów jako złych moral­nie, szko­dli­wych eko­no­micz­nie i szpet­nych este­tycz­nie. Nie oka­zu­je­cie wiel­ko­dusz­no­ści prze­gra­nym i poko­na­nym, nie uzna­je­cie, że w zwy­cię­stwie jest coś wsty­dli­we­go. A gdy prze­gry­wa­cie, oskar­ża­cie cały ród ludz­ki o spi­sek prze­ciw­nie skie­ro­wa­ny. Lubi­cie prze­trzą­sać dusze rywa­li, oce­niać poko­na­nych, anga­żo­wać całe pań­stwa do roz­li­czeń pry­wat­ne­go sumie­nia. Nie ma dla mnie nic pięk­niej­sze­go niż delek­ta­cja wido­kiem synów, któ­rzy sma­ga­ją moral­ną szpi­cru­tą swo­ich ojców za grze­chy woj­ny i bru­tal­ność wycho­wa­nia. Cie­szy mnie pycha ojców odwdzię­cza­ją­cych się synom opo­wie­ścią o hero­icz­nych czy­nach i wyrze­cze­niach, mają­cą na celu zawsty­dzić w nich poczu­cie kom­for­tu zaku­pów bez wycho­dze­nia z domu. To ja wsz­cze­pi­łem wszyst­kim (poca­łun­kiem Alman­zo­ra) serum nie­za­wi­nio­nej winy. Na tym budu­ję swój splen­dor Pater fami­lias wiecz­ne­go pro­ce­su zdra­dy, osą­dza­nia i wykluczania.

Jestem!

Na kur­sie sata­no­gim­na­sty­ki nauczy­łem was okrę­ca­nia bliź­nim wokół szyi obro­ży różań­ca roz­li­czeń, aby wodzić ich po sądach osta­tecz­nych i komi­sjach ety­ki. Nie tak daw­no (w każ­dym razie dla filo­zo­fa) w trak­cie świa­to­wej pani­ki zara­zy XX w.: HIV=AIDS pobu­dzi­łem rywa­li­za­cję o winę tej „kary Bożej” pomię­dzy róż­ny­mi kozła­mi ofiar­ny­mi. Mno­ży­łem licz­ne oskar­że­nia, któ­re po kil­ku dniach odwo­ły­wa­łem jako nie­praw­dy lub fał­szer­stwa. Naj­pierw uzna­li­ście HIV/AIDS za cho­ro­bę haitań­ską, co Haitań­czy­cy uzna­li za atak kon­ku­ren­cyj­nych firm tury­stycz­nych. Potem w moim ran­kin­gu spraw­ców zła obo­wią­zy­wa­ła „praw­da” o winie trans­sa­ha­ryj­skich Afry­kań­czy­ków, któ­rym wmó­wio­no sodo­mię z mał­pa­mi, suge­ru­jąc prze­skok mię­dzy­ga­tun­ko­wy cho­ro­by. Była to cicha zemsta rasi­stow­skich bia­łych kolo­ni­stów, powo­do­wa­na tęsk­no­tą za orgia­mi i zawi­ścią wobec poten­cji „dzi­ku­sów”. Dla spra­wie­dli­wej syme­trii oskar­żeń roz­po­wszech­nia­łem opi­nię o wiru­sie przy­sła­nym do Afry­ki ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, któ­rej celem było zmniej­sze­nie przy­ro­stu natu­ral­ne­go Afry­ka­nów. Prze­pro­wa­dzi­łem tak­że atak na Papie­ża, któ­ry „zabi­jał” ponoć Afry­kań­czy­ków zaka­zem uży­wa­nia anty­kon­cep­cji. Gwo­li ple­bej­skiej roz­ryw­ki ogło­si­łem też winę gejów, aby szyb­ko prze­rzu­cić ją kolej­no na: sek­stu­ry­stów, jed­ne­go ste­war­da, pro­sty­tut­ki z Kin­sza­sy oraz dożyl­nych nar­ko­ma­nów z Mia­sta Anio­łów. Pre­pa­ro­wa­łem kolej­ne dowo­dy winy i sam je odwo­ły­wa­łem. Dzię­ki mnie kwi­tła pra­sa, orga­ni­zo­wa­no kon­fe­ren­cje nauko­we: medycz­ne i etycz­ne. I życie wasze­go glo­bal­ne­go Polis sta­ło się ponu­re, bez słoń­ca i miło­sne­go bla­sku. Zapa­no­wał powszech­ny strach uwo­dze­nia, ale tyl­ko do trze­cie­go drin­ka w moim barze Sin City. Rado­sną nowi­nę wza­jem­ne­go obwi­nia­nia o licz­ne pla­gi, zara­zy i woj­ny ogło­si­cie jesz­cze 666 razy.

Jestem!

To dzię­ki mnie pod­skór­nym nur­tem Euro­py jest nacjo­na­lizm ofiar – ze spe­cy­ficz­ną woj­ną ofiar żydow­skich (Holo­kaust), pol­skich (Katyń) i rosyj­skich (woj­na ojczyź­nia­na) – któ­ry bazu­je na licy­ta­cji fron­to­wej ofiar­no­ści w trak­cie II woj­ny świa­to­wej. Z moje­go pod­usz­cze­nia chrze­ści­jań­skie naro­dy Euro­py rzu­ci­ły się wte­dy na sie­bie, mor­du­jąc się nawza­jem z wiel­kim zapa­mię­ta­niem, aby obec­nie szan­ta­żo­wać się licz­ba­mi swo­ich ofiar. Drut kol­cza­sty zastą­pił im róża­niec, a dymy zagła­dy kadzi­dło. Musi­cie przy­znać, że zmu­si­łem was do spo­re­go wysił­ku inte­lek­tu­al­ne­go, gdyż nie usta­je­cie w pro­du­ko­wa­niu obłud­ne­go rozu­mo­wa­nia zna­ne­go z Pisma Świę­te­go, że Bóg uży­wał pogan i złych ludzi jako narzę­dzi swe­go gnie­wu; że uspra­wie­dli­wie­nie Boga nie jest uspra­wie­dli­wie­niem ludzi; że uspra­wie­dli­wie­nie doko­na­ne­go fak­tu nie jest uspra­wie­dli­wie­niem spraw­ców tego fak­tu; że sło­wa Ewan­ge­lii o Juda­szu, stwier­dza­ją­ce, iż zło powstać musia­ło z koniecz­no­ści rze­czy, mówią też o tym, iż dzie­ło i czyn pod­le­ga­ją dwóm róż­nym oce­nom; że reli­gia widzi w woj­nie spra­wie­dli­wej bło­go­sła­wień­stwo, a w czy­nach zbrod­ni­czych temu towa­rzy­szą­cym grzech śmier­tel­ny. To dzię­ki mnie każ­dy zbrod­niarz mówi, że dzia­ła pre­wen­cyj­nie i w samo­obronie. Się­ga­jąc po broń, zawsze powo­łu­je­cie się na obro­nę konieczną.

Jestem!

To dla mnie two­rzy­cie kon­struk­cję obro­ny spra­wie­dli­wo­ści i miło­ści Boga przed zarzu­ta­mi pod­wa­ża­ją­cy­mi ist­nie­nie jego opatrz­no­ści z powo­du zła i nie­szczęść w świe­cie. Gdy­by nie moje ist­nie­nie, fun­ta kła­ków nie­war­te były­by inte­lek­tu­al­ne ćwi­cze­nia i kazu­isty­ka gło­szą­ce, że poli­ty­ka i woj­na pro­wa­dzą do prze­stępstw, a złe środ­ki nie zawsze pro­wa­dzą do złych skut­ków. Boicie się, że wasza teo­dy­cea to w grun­cie rze­czy nie­koń­czą­ca się ody­se­ja fał­szu i obłu­dy. O wie­le lep­sza, bo szcze­ra, jest moja sata­no­dy­cea. Jej wyznaw­cy nie boją się praw­dy, że zło jest wszech­obec­ne, choć – jak wszyst­ko na tym świe­cie – wyczer­py­wal­ne i skoń­czo­ne. To zaś zakła­da ist­nie­nia obiek­tyw­nej por­cji „zła”, któ­ra musi się wyczer­pać, zanim przyj­dzie „dobro”. Jeże­li w porząd­ku dzie­jo­wym prze­wi­dzia­ne są mord i zdra­da, matac­two i oszu­stwo, wte­dy ten, kto tego doko­nu­je, sta­je się opacz­nym hero­sem moral­no­ści. Może to być Judasz, bez któ­re­go prze­są­dzo­ny w oczach Boga pro­ces zba­wie­nia nie nastą­pi. Może to być rewo­lu­cjo­ni­sta i ter­ro­ry­sta dążą­cy do Kró­le­stwa Boże­go na zie­mi, któ­re bez prze­mo­cy nie nastą­pi, bo rewo­lu­cja to kara Boża za zbrod­nie i kłam­stwa, a ter­ror zli­kwi­du­je wszel­ki grzech. Pro­ces ten łączy się z pod­ło­ścią i znie­pra­wie­niem, ale jest to cena, jaką pła­ci­cie za dobry efekt. Bez Mak­sy­mi­lia­na Robespierre’a nie było­by praw czło­wie­ka i oby­wa­te­la, bez Adol­fa Hitle­ra i Józe­fa Sta­li­na nie był­by pol­skich ziem odzy­ska­nych, bez Juda­sza nie było­by opatrz­no­ścio­we­go pla­nu zba­wie­nia. To oni mie­li odwa­gę dźwi­gnąć pod nie­bio­sa swo­ją koniecz­ną winę.

Jestem!

I powia­dam wam: przej­ścio­we zła są nie­zbęd­ne, aby do przy­szłych dóbr dopro­wa­dzić. Nicze­go nie moż­na osią­gnąć bez kłam­stwa i nie­spra­wie­dli­wo­ści, bez zbrod­ni i tyra­nii. Nawet naj­gor­szy czyn trze­ba chwa­lić jako waru­nek zmia­ny na lep­sze. To ja pod­po­wia­dam wam dok­try­nę mniej­sze­go zła. Tyl­ko dzię­ki mnie uda­je się uza­sad­nić ogrom nie­szczę­ścia, któ­ry stał się waszym udzia­łem. To mnie skła­da­cie hołd, mówiąc o inter­pre­ta­cji bólu i śmier­ci, nada­jąc im meta­fi­zycz­ny sens. Pyta­cie: jak są moż­li­we zło, cier­pie­nie, ból, bez­pra­wie w świe­cie bez Boga? Zawsze jestem na poste­run­ku i pod­po­wia­dam: okro­pień­stwa woj­ny mają sens jako ofia­ra dla ojczy­zny lub budo­wy lep­sze­go świa­ta. To ja jestem reży­se­rem waszej wie­lo­od­cin­ko­wej sata­no­dy­cei, gdy stą­pam po morzu czer­wo­nym od krwi nie­jed­ne­go baran­ka. Na zaple­czu każ­de­go Kościo­ła cze­kam na was, bra­cia i sio­stry, z castin­giem do kolej­ne­go odcin­ka. Wstęp: od natu­ral­ne­go poczę­cia do natu­ral­nej śmier­ci. Ojco­wie toczą woj­ny, syno­wie ich oskar­ża­ją, potem wszyst­kim opa­da­ją powie­ki. I tak po wie­ki, po wie­ki, po wieki…

Jestem!


Piotr Bar­tu­la – dok­tor habi­li­to­wa­ny, pra­cow­nik nauko­wy Zakła­du Filo­zo­fii Pol­skiej Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, ese­ista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zo­fią poli­ty­ki, twór­ca tzw. testa­men­to­wej teo­rii spra­wie­dli­wo­ści. Autor ksią­żek: Kara śmier­ci – powra­ca­ją­cy dyle­mat, August Ciesz­kow­ski redi­vi­vus, Libe­ra­lizm u kre­su histo­rii.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Flo­ria­nen vinsi’Siegereith

Najnowszy numer można nabyć od 30 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2020 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Świet­ny cytat ze św. Augu­sty­na — docie­kli­wość, pyta­nia, wąt­pli­wo­ści — genial­ne… I to jest zapraw­dę dopie­ro filo­zo­fia i wię­cej niż sam wia­ra, czy goła teo­lo­gia! Wciąż to jest aktu­al­ne (i aktu­al­nie) mimo upły­wu lat, stu­le­ci, wie­ków! Bene!
    Sanc­tus est!

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy