Artykuł

Piotr Bartula: Kara śmierci i świętość życia (antysatyra)

Tajemnica życia ujawnia się w pytaniu o prawo człowieka do legalnego zabijania drugiego człowieka. Kara śmierci – w praktyce europejskiego życia już bez znaczenia – narusza podobno świętość życia i godność człowieka. Lecz co w tym przypadku oznacza słowo „świętość życia”? Nie sposób dociec.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2020 nr 2 (32), s. 34–35. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Czy życie Eich­man­na było rów­nie świę­te jak życie Kol­be­go, któ­ry w imię świę­to­ści życia wybrał wła­sną śmierć? Ina­czej mówiąc, moż­na utra­cić świę­tość życia jesz­cze za życia. W takiej sytu­acji znaj­du­ją się mor­der­cy, któ­rzy uni­ka­ją spra­wie­dli­wej kary aż do natu­ral­ne­go zgo­nu. Są oni w rów­nym stop­niu „cho­rzy na śmierć”, jak ci, któ­rzy umie­ra­ją na krze­śle elek­trycz­nym lub pod wpły­wem zastrzy­ku śmier­ci. Para­fra­zu­jąc sło­wa Kaina wypo­wie­dzia­ne po bra­to­bój­czym mor­dzie: każ­dy, kto ich spo­tka, będzie mógł ich zabić.

Moż­na też dowo­dzić, jak to czy­nił Kant, że sto­su­jąc karę śmier­ci, potwier­dza­my god­ność czło­wie­ka i waż­ność jego czy­nów. Idea god­no­ści ludz­kiej i wol­no­ści jest w ogó­le warun­kiem kara­nia kogo­kol­wiek. God­ność tę zakła­da się rów­nież w mor­der­cy, któ­ry „powi­nien cenić wła­sne życie niżej niże­li czło­wie­czeń­stwo w sobie”. Kara śmier­ci tę god­ność potwier­dza. Z jed­nej stro­ny potę­pia­my mak­sy­mal­nie i styg­ma­ty­zu­je­my moral­nie oso­bę, któ­ra zerwa­ła z nami wię­zy soli­dar­no­ści i ujaw­ni­ła pogar­dę dla życia ludz­kie­go. Z dru­giej nato­miast nie zabi­ja­my jej jak wście­kłe­go psa, ale karze­my ją, dostrze­ga­jąc w niej isto­tę rozum­ną, zdol­ną do przy­ję­cia kon­se­kwen­cji swo­je­go dzia­ła­nia. Ofia­ro­wu­jąc jej w zamian za mord umyśl­ny cywi­li­zo­wa­ny pro­ces, odda­je­my jej cześć jako isto­cie rozum­nej, god­nej uka­ra­nia, rozu­mie­ją­cej, że życie okry­te hań­bą zbrod­ni jest czymś gor­szym od nie­ist­nie­nia. Ta ide­olo­gia kary zakła­da, że nie trak­tu­je­my zło­czyń­cy jako „obce­go”, któ­re­go nale­ży zabić bez pro­ce­su, ale wła­śnie powin­ni­śmy go karać jako rów­ne­go nam. Potwier­dza­my w ten spo­sób war­tość i waż­ność same­go życia. Za tym rozu­mo­wa­niem kry­je się bowiem kry­ty­ka deter­mi­ni­stycz­nej kon­cep­cji prze­stęp­stwa, pro­wa­dzą­cej do opi­sy­wa­nia spraw­cy jako uwa­run­ko­wa­ne­go gene­tycz­nie bądź śro­do­wi­sko­wo owa­da, któ­re­go wła­ści­wo­ści może­my opi­sać w języ­ku beha­wio­ral­nej lub psy­cho­ana­li­tycz­nej psy­cho­lo­gii jako ubez­wła­sno­wol­nio­nej machi­ny śmier­ci, następ­nie pod­da­wa­nie go przy­mu­so­we­mu lecze­niu lub ciche eli­mi­no­wa­nie, co było­by więk­szym afron­tem dla ludz­kiej god­no­ści i „świę­to­ści życia” niż uka­ra­nie go.

Nad­to, w spo­sób dla sie­bie nie­ocze­ki­wa­ny, obroń­cy prze­stęp­ców odwo­łu­ją­cy się do teo­rii socjo-psy­chicz­no-gene­tycz­ne­go deter­mi­ni­zmu musie­li­by dojść do wnio­sku, że „kara” za zbrod­nię powin­na dopaść nie jed­nost­kę, lecz gru­pę ludz­ką, z któ­rej wywo­dzi się pod­sąd­ny. Muszą przy­jąć kolek­ty­wi­stycz­ną teo­rię winy i kary, co pro­wa­dzi do eks­ter­mi­na­cji „złej” gru­py spo­łecz­nej, któ­ra nie­win­ne­go uczy­ni­ła win­nym. Ujaw­nia­ła­by się chy­ba w ten spo­sób skraj­na pogar­da dla indy­wi­du­al­ne­go życia. Wszak spra­wie­dli­wość pole­ga na tym, że prze­stęp­ca musi i powi­nien ode­brać karę pro­por­cjo­nal­ną do wkła­du zła, któ­re wpro­wa­dził w świat mię­dzy­ludz­ki pod­czas akcji. W przy­pad­ku mor­du umyśl­ne­go wkład zła jest nie­skoń­czo­ny, krzyw­dy dozna­ne są nie­wy­mier­ne. A zatem i kara powin­na być nie­skoń­czo­na i nie­wy­mier­na. Taką jest tyl­ko śmierć, ponie­waż odsy­ła nas w otchłań nie­skoń­czo­no­ści. Nastę­pu­je odtwo­rze­nie reguł spra­wie­dli­wo­ści (a o to wła­śnie cho­dzi) naru­szo­nych przez prze­stęp­cę, ponie­waż pro­por­cja kary do winy odpo­wia­da pro­por­cji zbrod­ni do stop­nia naru­sze­nia moral­nej i fizycz­nej suwe­ren­no­ści ofia­ry, któ­rej ode­bra­no pra­wo do samo­po­sia­da­nia, do życia, wol­no­ści i do obro­ny koniecz­nej. Takie „spra­wie­dli­wo­ścio­we” podej­ście trak­tu­je wzglę­dy uty­li­tar­no-pre­wen­cyj­ne jako dru­go­rzęd­ne. Jedy­nym powo­dem kary jest to, że prze­stęp­ca na nią zasłu­żył, że jest win­ny. Naru­sza­jąc cudze pra­wo do życia, któ­re było też jego wła­snym pra­wem, naru­szył pra­wo do swe­go życia – zabi­ja­jąc kogoś, zabił same­go sie­bie. Karze­my zło­czyń­cę, ale nie dla przy­kła­du, ponie­waż ozna­cza­ło­by to trak­to­wa­nie go w taki sam spo­sób, jak on potrak­to­wał swo­ją ofia­rę, czy­li jako środ­ka do par­ty­ku­lar­ne­go celu.

Wznio­sła mora­li­sty­ka Kan­ta była wymie­rzo­na pole­micz­nie prze­ciw­ko dok­try­nie uty­li­ta­ry­stycz­nej prze­li­cza­ją­cej świę­tość życia na jego uży­tecz­ność mie­rzo­ną szczę­śli­wo­ścią powszech­ną. Moż­na tę pole­mi­kę stre­ścić nastę­pu­ją­co: żąda­nie Kan­ta, aby oso­by (tak­że oso­by ska­za­ne na śmierć) cie­szy­ły się pod­sta­wo­wym respek­tem, ozna­cza, że nasze suro­we ich trak­to­wa­nie musi być uspra­wie­dli­wio­ne przez to, że jako isto­ty racjo­nal­ne mogą to zro­zu­mieć i zaak­cep­to­wać. W tym punk­cie teo­ria uty­li­ta­ry­stów wyda­je się mieć kło­po­ty, ponie­waż uty­li­ta­ry­sta musi powie­dzieć kry­mi­na­li­ście: karze­my, abyś słu­żył za przy­kład innym i przez to odstra­szał od zbrod­ni, lecz z pew­no­ścią kry­mi­na­li­sta (jeże­li był­by kan­ty­stą, cze­go wyklu­czyć się nie da) może odpowiedzieć:

– Co upraw­nia cię do trak­to­wa­nia mnie w taki spo­sób? Czyż nie pro­po­nu­jesz, by uży­to mnie jako środ­ka, jako narzę­dzia osią­ga­nia spo­łecz­ne­go dobra, instru­ment reali­za­cji twe­go spo­łecz­ne­go pla­nu? I czy jako isto­ta racjo­nal­na zasłu­gu­ję na to, aby być w taki spo­sób wyko­rzy­sty­wa­ny? Doma­gam się kary, ale nie ze wzglę­du na stra­ty (już nie do odzy­ska­nia) lub nie­pew­ne zyski spo­łecz­ne, ale na pod­sta­wie natu­ry moje­go prze­stęp­stwa. Chcę spła­cić dług wobec ludz­ko­ści, ofia­ro­wu­jąc jej ostat­nie dobro, jakie mi pozo­sta­ło – życie. Poją­łem, że kto chce popeł­nić prze­stęp­stwo, chce rów­nież zasłu­żyć na karę. Potwier­dzam słusz­ność słów cesa­rzy zwra­ca­ją­cych się do prze­stęp­ców: „»Sam pod­da­łeś się tej karze«. Tych zaś, któ­rzy powzię­li zbrod­ni­czy zamiar, słusz­nie uwa­ża się już za uka­ra­nych, to jest za takich, któ­rzy z wła­snej woli zgo­dzi­li się na to, że zasłu­gu­ją na karę”. Zabi­ja­jąc kogoś, zabi­łem same­go sie­bie, tak samo jak okra­da­jąc kogoś, okra­dłem same­go siebie.

Abso­lut­na świę­tość życia ludz­kie­go jest dla prze­ciw­ni­ków kary śmier­ci raczej hasłem niż prze­my­śla­nym twier­dze­niem. Hasło to peł­ni czę­sto rolę argu­men­tu przez zastra­sze­nie, albo­wiem zgod­nie z tym rygo­ry­sta moral­ny sta­je się auto­ma­tycz­nie pro­fa­nem same­go życia, złym czło­wie­kiem. W takim wypad­ku Imma­nu­el Kant oka­zał­by się rzecz­ni­kiem fał­szy­we­go huma­ni­zmu, cze­go wyklu­czyć a prio­ri nie można.


Piotr Bar­tu­la – Dok­tor habi­li­to­wa­ny, pra­cow­nik nauko­wy Zakła­du Filo­zo­fii Pol­skiej Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, ese­ista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zo­fią poli­ty­ki, twór­ca tzw. testa­men­to­wej teo­rii spra­wie­dli­wo­ści. Autor ksią­żek: Kara śmier­ci – powra­ca­ją­cy dyle­mat, August Ciesz­kow­ski redi­vi­vus, Libe­ra­lizm u kre­su histo­rii.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Mał­go­rza­ta Uglik

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy