Artykuł Satryra

Piotr Bartula: Przesłuchanie Makbeta

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2019 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 5 (23), s. 37–38. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Pol­s­ki Filo­zof Śled­czy: Dla wielu jesteś syn­on­imem zbrod­niarza poli­ty­cznego. Chy­ba nie bez powodu zasłużyłeś sobie na miano dia­bła. Przy­pom­nę wypowiedzi świad­ków two­jego dra­matu: Ten Dia­beł Mak­bet nier­az usiłował/ Pod­stępem wciągnąć mnie w zasięg swej władzy;/ Sęp rodem z piekła; dręczą­cy Szkocję Szatan….

Mak­bet: Widzę, że hoł­du­jesz mowie nien­aw­iś­ci… Ale sko­ro bierzesz te słowa na serio, rozu­miem, że nie straszno ci zstąpić do piekła. Twoich rodaków tam nie ma, bo wszyscy pos­zli do nie­ba, gdzie mówi się tylko po pol­sku, aby właś­ci­we dać rzeczy słowo. Trwa­ją tam jed­nak spory, kto mnie lep­iej rozu­mie: Stanisław Barańczak czy Maciej Słom­czyńs­ki.

PFS: Przesłuchałem już obu tych biegłych w słowie tłu­maczy. Czy fak­ty­cznie ukochałeś zło i stałeś się moral­nym pot­worem, który musi­ał zginąć, bo – jak mówi św. Augustyn – to, co złe, ist­nieć nie może? Wszak słowo „Amen” ugrzęzło ci w królobójczym gar­dle i już nigdy potem nie powró­ciłeś do języ­ka mod­l­itwy. Jako isto­ta religi­j­na stałeś się nicoś­cią.

Mak­bet: Rzecznikowi państ­wa Bożego łat­wo przy­chodzi „chrzcze­nie” księ­cia państ­wa ziem­skiego imie­niem pot­war­cy. Śmiem twierdz­ić, że nic rzeczy­wis­tego nie odpowia­da temu poję­ciu. Jest to tylko pseudon­im wro­ga poli­ty­cznego, które­mu odmówiono prawa do ist­nienia – najpierw w języku moral­noś­ci, a potem na ludzkim cmen­tarzu. Słowo zabi­ja i sta­je się martwym ciałem.

PFS: Nawet twój rodak, poeta, wypowiedzi­ał się o tobie bez styl­isty­cznej orna­men­ty­ki: Mak­bet i połow­ica jak ciężko harują/ dla ambicji z przed­mieś­cia, kiedy zaciukają/ starego Dunkana sztyle­ta­mi!

Mak­bet: Pozwól, że podłe słowa Lawrence’a puszczę mimo uszu. Wmówiono nam kiedyś, że władza króla pochodzi od Boga, a więc ze swo­jej isto­ty musi być ona dobra. Moja zaś władza pochodz­iła rzeko­mo od dia­bła, a ponieważ wola dia­bła jest zła, to i moja władza była­by zła. Ja powiem inaczej: sko­ro każ­da władza pochodzi od Boga, więc wola Mak­be­ta była może zła, ale jego władza była dobra! To samo moż­na zresztą powiedzieć o władzy ludu w waszych cza­sach.

PFS: Sugeru­jesz więc, że legi­t­ymizm każdej władzy jest tylko kwest­ią sug­esty­wnej nar­racji, pro­pa­gandy i sofisty­ki.

Mak­bet: Zważ na to, że kiedy zabi­jałem dla Króla, byłem wywyżs­zony, a kiedym zabi­jał Króla, zostałem potę­pi­ony. Z bohat­era wojen­nego z „dobrym” mieczem w bogob­o­jnym ręku stałem się złoczyńcą ze „złym” sztyletem w szatańskiej dłoni. To, co na wojnie jest nagradzane jako Brawu­ra, po wojnie jest karane jako Ambic­ja. Różne nazwy – te same czyny!

PFS: Styl­izu­jesz się na relaty­wistę poję­ciowego, bo miłość do żony hodu­jącej kwiaty złej ambicji wykas­trowała two­je sum­ie­nie, skierowane ku esenc­jal­nym wzorom słusznego i spraw­iedli­wego dzi­ała­nia! A two­ją Lady posądz­imy o spraw­st­wo pośred­nie i zamazy­wanie śladów. Zresztą miała z tego powodu poważne kłopo­ty z higieną rąk.

Mak­bet: Jako myd­lany patri­o­ta pewnie sądzisz, że powin­na uży­wać katolick­iego mydła Biały Jeleń… Rozkaz wład­cy to tylko głosowe tch­nie­nie poparte sądem polowym – żaden real­ny odpowied­nik poję­cia spraw­iedli­woś­ci. Przekon­ały mnie sug­esty­wne słowa żony: Aby oszukać świat, naśladuj świat:/ Jak on, miej w oku, dłoni i języku/ Ciepłą serdeczność; bądź niewin­nym kwiatem,/ pod którym kry­je się żmi­ja.

PFS: Udam na razie, że nie słysza­łem złośli­woś­ci. Mówisz tak cyn­icznie, że aż trud­no zrozu­mieć mag­iczną wiarę w pro­fe­ty­czną funkcję języ­ka, której uległeś w lesie fatal­iz­mu.

Mak­bet: Istot­nie, stałem się ofi­arą gry słów leśnych artys­tek. Te prze­myślne szkarady wgadały we mnie poczu­cie bezkarnoś­ci dzi­ała­nia. Wiedzi­ały, że natu­ra ludz­ka jest podat­na na wierzenia w korzystne przepowied­nie losu, w sny o potędze, w pochleb­st­wa i obiet­nice. Przek­leńst­wo owym dia­błom, co żonglują/ Sen­sa­mi, mamią dwuz­nacznoś­cią słów,/ Obiet­ni­ca­mi pieszczą ucho,/ Aby zadać cios w serce zła­maniem obiet­nic!

PFS: Chorob­li­wa ambic­ja stępiła u ciebie zdol­ność rozu­mienia znaczenia słów.

Mak­bet: Zbyt dosłown­ie zrozu­mi­ałem słowa bro­datych kobi­et: Bądź krwawy, krnąbrny, niepoko­rny; władza człowieka niech ci dro­gi nie przegradza,/ Bo nikt z tych, których zrodz­iła kobi­eta, nie zrani/ I nie uśmier­ci Mak­be­ta. Zapom­ni­ałem o wieloz­nacznoś­ci słów: o dzieci­ach z brzucha kobi­ety wyr­wanych, o cesarskim cię­ciu, o poczę­tych pozaus­tro­jowo.

PFS: Gdy­byś przeczy­tał dialo­gi Pla­tona, pojąłbyś dialek­tykę i rolę metafory w poz­nawa­niu prawdy. Zapom­ni­ałeś też o real­nych skutkach ludzkiego postępowa­nia. W pro­tokole wstęp­nym zez­nałeś: Gdyby/ Zabójst­wo mogło nie mieć następstw, gdyby/ Ta śmierć po pros­tu znaczyła nasz tryumf,/ A cios był wszys­tkim i końcem wszys­tkiego –/ Przy­na­jm­niej tutaj, na tym brzegu, na tym/ Doczes­nym lądzie – o, wtedy by można/ Nie dbać o życie przyszłe.

Mak­bet: Dla wielu poli­tyków było­by dobrze, aby kole­jny czyn zakończył min­ioną sprawę i ciąg dal­szy his­torii nie nastąpił: Ale tutaj/ Za takie czyny spa­da na nas kara;/ Krwawa naucz­ka, którą chce­my dać/ Światu, obra­ca się prze­ci­wko nam samym. Pró­ba słowno-mag­icznej uciecz­ki z niewoli real­nych skutków to tylko marze­nie ściętej głowy.

PFS: W twoim przy­pad­ku marze­nie głowy naprawdę ściętej!

Mak­bet: Byłem przeko­nany, że władza abso­lut­na zwal­nia człowieka od odpowiedzial­noś­ci: A cóż nam stra­ch, że ktoś się dowie, sko­ro naszej potędze nikt się nie każe tłu­maczyć.

PFS: A może najadłeś się w lesie za dużo bleko­tu? Pod wpły­wem środ­ków psy­choak­ty­wnych źle rozu­miemy znacze­nie słów, a sami też bełkoczemy.

Mak­bet: Wiedźmy zmiesza­ły w garze zwod­niczych przepowied­ni żabie oko, psi pysk i szczurzy ogon. Wiedzi­ały, że narko­tyk władzy jest sil­niejszy aniżeli halucyno­genne zioła. Dały mi złudne poczu­cie pewnoś­ci siebie i samo­speł­ni­a­jącego się pro­roct­wa.

PFS: Morder­st­wo pod wpły­wem środ­ków odurza­ją­cych niko­go nie uspraw­iedli­wia. Smut­ny jest los narko­manów władzy.

Mak­bet: Mój czyn został zrod­zony z przepowiedzianej koniecznoś­ci losu. Nie chci­ałem już piszczeć jak panien­ka: I chci­ałabym, i boję się. Na koniec został mi tylko los żołnierza – zginąć hon­orowo w nierównej walce z losem/człowiekiem niezrod­zonym z łona kobi­ety.

PFS: A zatem walkę o władzę kończy dopiero śmierć.

Mak­bet: W two­jej ojczyźnie śmierć, zda­je się, wal­ki nie kończy, lecz ją dopiero zaczy­na. Trwa­ją bitwy escha­to­log­iczne: o miejs­ca pochówków, pom­ni­ki; wojny ling­wisty­czne o znacze­nie słowa „polegli” etc.

PFS: Chcesz coś jeszcze dodać przed śmier­cią zadaną piórem Szek­spi­ra czy – jak twierdzą niek­tórzy – Bacona.

Mak­bet: Jałowe docieka­nia, czy Szek­spir był Szek­spirem, potwierdza­ją tylko, że his­to­ria ludzkoś­ci to opowieść idio­ty, peł­na wrza­sku i wściekłości,/ A niez­naczą­ca nic… Ja też zaprzeczę ter­az, że Mak­bet był Mak­betem, i co mi zro­bisz? Słusznie mówił kole­ga Ham­let: Słowa, słowa. Słowa. Chęt­nie zapalę z tobą dobre zioło, aby o wszys­tkim zapom­nieć, zas­nąć…

…Filo­zof Śled­czy wyparowu­je.


Piotr Bar­tu­la – Dok­tor habil­i­towany, pra­cown­ik naukowy Zakładu Filo­zofii Pol­skiej Uni­w­er­syte­tu Jagiel­lońskiego, eseista. Zaj­mu­je się pol­ską i zachod­nią filo­zofią poli­ty­ki, twór­ca tzw. tes­ta­men­towej teorii spraw­iedli­woś­ci. Autor książek: Kara śmier­ci – powraca­ją­cy dylemat, August Cieszkows­ki redi­vivus, Lib­er­al­izm u kre­su his­torii.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: fotomek

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy