Artykuł Filozofia w filmie

Piotr Lipski: Czy przyszłość może wpływać na przeszłość?

Lipski logo biale l
Niespełna 35 lat temu na ekranach kin pojawił się jeden z najbardziej kultowych filmów akcji lat 80. Obraz rozpoczął karierę reżysera Jamesa Camerona, wykreował Arnolda Schwarzeneggera na ikonę kina, a także zapoczątkował kontynuowaną do dziś sagę o przybywających z przyszłości robotach, usiłujących zgładzić członków pewnej familii. Mowa o filmie, który dzięki kreatywności rodzimych tłumaczy w polskich kinach wyświetlany był pod tytułem Elektroniczny morderca (tak było!), ale dziś znany jest raczej jako Terminator.

Tekst ukazał się w „Filozofuj!” 2019 nr 3 (27), s. 56–57. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Przygotowując ten tekst, zerknąłem do filmowego przewodnika z popularnej serii informującej czytelników o ich zobowiązaniach (1001 filmów, które musisz zobaczyć, red. S.J. Schneider) i z niemałym zaskoczeniem znalazłem tam mało pochlebne opinie o filmie Camerona. Wprawdzie odnotowano, że należy już do klasyki, ale określono go też jako „triumf stylu nad fabułą, zręczności nad inteligencją”, w którym dzięki pewnym zabiegom stylistycznym udało się odciągnąć „widzów od myślenia o wyjątkowej absurdalności tego, co dzieje się na ekranie”. Postaram się przekonać ciebie, czytelniku, że opinia ta jest krzywdząca, a Terminator, mimo iż jest kinem rozrywkowym, może także skłaniać do filozoficznych przemyśleń.

Wehikuł czasu

Akcja filmu rozgrywa się głównie w 1984 roku. Głównie, choć nie wyłącznie, gdyż dowiadujemy się także o ważnych wydarzeniach z przyszłości, będącej areną wielkiej wojny pomiędzy inteligentnymi maszynami i ludźmi. Ci ostatni pod wodzą Johna Connora po długiej walce zyskują stopniowo przewagę. Wówczas zdesperowane maszyny postanawiają wykorzystać zbudowany przez siebie wehikuł czasu, aby wysłać w przeszłość, właśnie do roku 1984, cyborga Terminatora T800. Ma on za zadanie zabić matkę Johna, Sarę Connor, zanim ta urodzi syna. Dzięki temu maszyny zmieniłyby historię. John Connor nigdy by się nie narodził, nie powstałby dowodzony przez niego ruch oporu, a maszyny odniosłyby zwycięstwo nad ludźmi. Aby do tego nie dopuścić, ludzie – po zdobyciu wehikułu czasu – wysyłają w przeszłość żołnierza Kyle’a Reese’a, który ma obronić Sarę przed Terminatorem, a tym samym uniemożliwić zmianę przyszłości. Film przedstawia napakowaną akcją walkę cyborga z Kyle’em i Sarą.

Fabuła pochodzącego z 1991 roku sequela Terminator 2. Dzień sądu (również z duetem Cameron–Schwarzenegger) skonstruowana jest według podobnego schematu, choć jest kilka różnic. Po pierwsze tym razem celem maszyn jest już sam John Connor, który zdołał się urodzić i osiągnął wiek dziecięcy. Po drugie maszyny wysłały nowszy model Terminatora T1000, a ludziom dla ochrony swojego przywódcy udało się przesłać schwytany i przeprogramowany na własne potrzeby egzemplarz starego dobrego T800. Po trzecie John wraz z matką i pomagającym im Terminatorem nie tylko starają się przetrwać, ale dzięki informacjom posiadanym przez cyborga próbują wpłynąć na bieg przyszłości. Chcą udaremnić stworzenie Skynetu – systemu komputerowego, który osiągnie samoświadomość i rozpocznie wojnę z ludźmi.

Paradoks dziadka

Właśnie ten trzeci wątek generuje wersję słynnego paradoksu. W kontekście Terminatora zwrócił na niego uwagę m.in. Zygmunt Kałużyński w trakcie jednej ze swoich słynnych rozmów z Tomaszem Raczkiem. Otóż jeśli Connorom i Terminatorowi udało się zapobiec powstaniu Skynetu, to tym samym wojna między ludźmi i maszynami nigdy nie wybuchnie, a więc ani maszyny, ani ludzie nigdy nie prześlą do przeszłości cyborgów. W takim razie skąd się one wzięły? W podstawowej odmianie paradoks ten znany jest jako paradoks dziadka. Czy gdybyście mogli przenieść się do okresu młodości swojego dziadka, to czy moglibyście go zabić, zanim ten spłodzi waszego rodzica? Jeśli tak, to nigdy byście się nie narodzili, a tym samym nie przenieślibyście się także w czasie, aby zabić swego dziadka. Wielu uważa, iż opisany paradoks jest dowodem na niemożliwość podróży w czasie, przynajmniej do przeszłości. A wy jak sądzicie?

Pętle przyczynowe

Znakiem rozpoznawczym filmów o Terminatorze jest jednak inny motyw związany z podróżowaniem w czasie i oddziaływaniem na przeszłość. Chodzi o tak zwane pętle przyczynowe. Są to ciągi zdarzeń, w których każde kolejne jest skutkiem poprzedniego, a ostatnie „zamyka pętlę”, będąc przyczyną pierwszego. W taką pętlę uwikłane jest w Terminatorze 2 powstanie Skynetu. System ten uzyskał samoświadomość dzięki przełomowemu procesorowi nowej generacji, stworzonemu przez Milesa Dysona. Dyson natomiast wpadł na pomysł procesora dzięki badaniu resztek uszkodzonego chipu pozostałego po zniszczeniu pierwszego T800. Terminator ten znalazł się jednak w roku 1984, ponieważ Skynet uzyskał samoświadomość i przesłał go w przeszłość. Wygląda zatem na to, iż przełomowe idee umożliwiające powstanie Skynetu wzięły się znikąd, nikt ich nie wymyślił. Nie ma tu być może sprzeczności logicznej, jak w przypadku paradoksu dziadka, cały proces zdaje się jednak niewytłumaczalny. Dlatego też wielu (a wy?) uważa, iż pętle przyczynowe (przynajmniej takie, w których „coś powstaje jakby z niczego”) są niemożliwe.

W pierwszej części Terminatora pojawiają się subtelniejsze pętle przyczynowe. Jedna z nich zawiera narodziny Johna Connora. Jak wiemy, przesłał on w czasie Kyle’a Reese’a, aby bronił jego matkę. Dzięki temu Kyle i Sara zakochują się w sobie, a owocem ich miłości jest właśnie… John, który w przyszłości wyśle Kyle’a do swojej matki. W pewnym sensie John przyczynia się zatem do swoich własnych narodzin. (Czy mógłby nie wysłać Kyle’a?). Mimo to ta pętla chyba mniej razi naszą intuicję niż pętla zawierająca genezę Skynetu. W inne jeszcze, choć podobne pętle uwikłane są źródła przywódczej roli Johna w ruchu oporu oraz historia pewnego zdjęcia, w które wpatruje się Kyle. Ich opisanie pozostawiam już jednak tobie (może znajdziesz kolejne?).

Problemy związane z paradoksem dziadka i pętlami przyczynowymi są przedmiotem poważnych dyskusji akademickich. Fascynują one zarówno filozofów, jak i fizyków. Jeśli nawet przedstawione w Terminatorze historie są paradoksalne i prowadzą do sprzeczności (co wcale nie jest przesądzone), to jednak motywują do namysłu nad intrygującymi zagadnieniami. Jak na film czysto rozrywkowy, który ma odciągać „widzów od myślenia o wyjątkowej absurdalności tego, co dzieje się na ekranie”, to chyba całkiem nieźle.


Piotr Lipski – adiunkt w Katedrze Teorii Poznania KUL, absolwent MISH UJ. Rodzinny człowiek (mąż Żony i ojciec gromadki dzieci), od dawna cyklista, bibliofil i miłośnik SF, od niedawna ogrodowy astroamator i introligator.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Kadr z filmu Terminator


czas: 1 godz. 47 min.
reżyseria: James Cameron
scenariusz: James Cameron, Gale Anne Hurd
gatunek: akcja, SF
produkcja: USA, Wielka Brytania
premiera: 26 października 1984 (świat)

Najnowszy numer można nabyć od 4 maja w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2022 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Wydaje mi się, że można na takie pętle patrzyć trochę inaczej. Weźmy na przykład uszkodzonego chipu.

    Za pierwszym razem, skynet mógł zostać wynaleziony dużo później, jednak przeniesienie się T800 do roku 1984 spowodowało przyspieszenie rozwoju tej technologii. Mam na myśli, że pierwotny przebieg wydarzeń mógł wyglądać zupełnie inaczej niż obecny i z każdą iteracją (z każdą podróżą do przeszłości) rzeczywistość musi się trochę zmienić. 

    Taka ciągła zmiana musiałaby trwać aż do momentu, w którym zostałaby wyeliminowana potrzeba wynalezienia machiny czasowej. Przykładowo, jeżeli w pierwszej części filmu terminator pomyślnie wykonałby misję, mógłby on rozpocząć budowanie skynet’u już w roku 1984 co mogłoby dać maszynom na tyle dużą przewagę, że późniejsza ingerencja w przeszłość niebyła by konieczna (ludzkość zostałaby wyeliminowana) — w końcu pętla czasu zostałaby przerwana. 

    Nie twierdzę, że przy takiej interpretacji podróży w czasie nie dochodzi do innych paradoksów — natomiast pętle przyczynowe przedstawione w artykule nie występują.