Artykuł Filozofia w filmie

Piotr Lipski: Dzień Świstaka

Są takie filmy, o których mówi się, że można je oglądać na okrągło w nieskończoność. Chyba do żadnego filmu określenie to nie pasuje lepiej niż do kultowej komedii Harolda Ramisa z 1993 roku zatytułowanej Dzień Świstaka.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj!” 2021 nr 3 (39), s. 50–52. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Phil Con­nors (w tej roli Bill Mur­ray w szczy­to­wej for­mie) jest zgorzk­nia­łym, zło­śli­wym i ego­cen­trycz­nym pre­zen­te­rem tele­wi­zyj­nej pro­gno­zy pogo­dy. W pierw­szy dzień lute­go wyru­sza do mia­stecz­ka Punxsu­taw­ney w sta­nie Pen­syl­wa­nia, aby przy­go­to­wać rela­cję z cele­bro­wa­ne­go tam rok­rocz­nie Dnia Świ­sta­ka. Zgod­nie z lokal­ną tra­dy­cją, jeśli wywa­bio­ny z nory świ­stak Phil (zbież­ność z imie­niem głów­ne­go boha­te­ra bynaj­mniej nie jest przy­pad­ko­wa) zoba­czy swój cień, zimo­wa pogo­da utrzy­ma się sześć kolej­nych tygo­dni, a jeśli wła­sne­go cie­nia nie zoba­czy, nie­ba­wem nadej­dzie wio­sna. Nakrę­ciw­szy iro­nicz­ny mate­riał o świ­sta­ko­wych pro­gno­zach, Con­nors sta­ra się jak naj­szyb­ciej wró­cić do Pit­ts­bur­gha. Śnie­ży­ca unie­moż­li­wia wszak­że wyjazd z Punxsu­taw­ney, zmu­sza­jąc go do pozo­sta­nia w mia­stecz­ku jesz­cze jeden dzień. W pew­nym sensie.

Dzień jutrzej­szy oka­zu­je się bowiem dniem dzi­siej­szym. Phil wpa­da w cza­so­wą pętlę i wciąż na nowo prze­ży­wa ten sam dzień – 2 lute­go, Dzień Świ­sta­ka. Codzien­nie spo­ty­ka tych samych ludzi i jest świad­kiem tych samych wyda­rzeń. Codzien­nie rano widzi panią Lan­ca­ster krzą­ta­ją­cą się w jadal­ni pen­sjo­na­tu, w któ­rym się zatrzy­mał. Codzien­nie mija tego same­go żebra­ka pro­szą­ce­go o pie­nią­dze w tym samym miej­scu. Codzien­nie zacze­pia go zapo­mnia­ny kole­ga szkol­ny usi­łu­ją­cy sprze­dać mu poli­sę ubez­pie­cze­nio­wą. Codzien­nie ta sama kel­ner­ka roz­bi­ja ten sam talerz w restauracji.

Począt­ko­wo Phil jest oczy­wi­ście zdez­o­rien­to­wa­ny i nie­do­wie­rza wła­snym zmy­słom. Dość szyb­ko dostrze­ga jed­nak zale­ty swo­je­go poło­że­nia i zaczy­na wyko­rzy­sty­wać zaist­nia­łą sytu­ację, a zwłasz­cza to, że zacho­wu­je pamięć minio­nych dni. Zna­jąc dokład­nie moment nie­uwa­gi straż­ni­ków, nie­po­strze­że­nie krad­nie pie­nią­dze z kon­wo­ju. Pozna­ne jed­ne­go dnia fak­ty z życia przy­pad­ko­wo napo­tka­nej nie­zna­jo­mej wyko­rzy­stu­je następ­ne­go dnia, aby ją uwieść. Roz­bi­ja samo­chód i obra­ża poli­cjan­tów, za co tra­fia do aresz­tu. Cokol­wiek jed­nak robi, kolej­ne­go dnia budzi się w tym samym hote­lo­wym łóż­ku, jak gdy­by nigdy nic.

Kie­dy po jakimś cza­sie wspo­mnia­ne roz­ryw­ki zaczy­na­ją go nudzić, pró­bu­je nawią­zać bliż­szą rela­cję z Ritą, towa­rzy­szą­cą mu w Punxsu­taw­ney pro­du­cent­ką tele­wi­zyj­ną. Znie­chę­co­ny wie­lo­ma poraż­ka­mi na tym polu, Phil popa­da w depre­sję, co skła­nia go final­nie do rady­kal­nych roz­wią­zań. Popeł­nia samo­bój­stwo. Wie­lo­krot­nie. Nawet to jed­nak nie prze­ry­wa pętli cza­so­wej. Wciąż co dzień budzi się w tym samym łóżku.

Nie znaj­du­jąc wyj­ścia z sytu­acji, zaczy­na z wol­na godzić się z wła­snym losem. Ponie­kąd z nudów podej­mu­je lek­cje gry na pia­ni­nie, rzeź­bi w lodzie, poma­ga przy­pad­ko­wo spo­tka­nym nie­zna­jo­mym. Stop­nio­wo prze­sta­je być zgorzk­nia­łym ego­cen­try­kiem, jakim był, przy­jeż­dża­jąc do Punxsu­taw­ney. Zysku­je wresz­cie zain­te­re­so­wa­nie Rity, prze­ży­wa ide­al­ny dzień i uda­je mu się uwol­nić z pętli czasowej.

Jak dłu­go jed­nak tkwił w pętli? Ile razy prze­żył Dzień Świ­sta­ka? Sce­na­rzy­sta Dan­ny Rubin wspo­mi­nał kie­dyś, że według pier­wot­nej wer­sji sce­na­riu­sza Phil miał spę­dzić w Punxsu­taw­ney oko­ło 80 lat. Osta­tecz­nie w fil­mie brak wyraź­nej infor­ma­cji na ten temat. Nie brak nato­miast wska­zó­wek (takich jak fakt, że opa­no­wał w tym cza­sie grę na pia­ni­nie), na pod­sta­wie któ­rych nie­któ­rzy sza­co­wa­li, iż było to wię­cej niż 10, może nawet 30 lat. Jak­kol­wiek dłu­go trwał ten okres, to jed­nak dobiegł koń­ca. Rów­nież boha­te­ro­wie innych pro­duk­cji wyko­rzy­stu­ją­cych podob­ny motyw pętli cza­so­wych, jak choć­by Na skra­ju jutra czy zeszło­rocz­ne­go Palm Springs, osta­tecz­nie w taki czy inny spo­sób wyry­wa­ją się z cza­so­wej pułap­ki. Co jed­nak gdy­by pętli takiej nie opu­ścić nigdy?

Zało­że­nie, że Phil pozo­sta­je w pętli bez koń­ca, że nie­skoń­cze­nie wie­le razy prze­ży­wa Dzień Świ­sta­ka, nie tyl­ko nasu­wa cie­ka­we pyta­nie o atrak­cyj­ność tego rodza­ju nie­śmier­tel­no­ści, ale pro­wa­dzić może tak­że do para­dok­sal­nych wnio­sków. Wyobraź sobie, Czy­tel­ni­ku, że każ­de­go dnia Phil rzeź­bi w lodzie popier­sie Rity, nato­miast raz na 10 dni rzeź­bi lodo­we­go świ­sta­ka, i że wszyst­kie te dzie­ła zacho­wu­ją swo­je ist­nie­nie mimo upły­wu kolej­nych dni. (Pomiń­my pro­blem, czy star­czy­ło­by dla nich miej­sca w Punxsu­taw­ney!) Z jed­nej stro­ny wyda­je się oczy­wi­ste, że popier­si Rity powin­no być dzie­się­cio­krot­nie wię­cej niż figu­rek świ­sta­ka. W koń­cu na każ­dą figur­kę świ­sta­ka przy­pa­da 10 popier­si Rity. Z dru­giej wszak­że stro­ny, ponie­waż mowa tu o nie­skoń­cze­nie dłu­gim cza­sie, zarów­no popier­si, jak i figu­rek powin­no osta­tecz­nie powstać nie­skoń­cze­nie wie­le, a więc dokład­nie tyle samo.

Opi­sa­na trud­ność sta­no­wi waria­cję tzw. pro­ble­mu Al-Gha­za­lie­go. Czy­tel­nik zna­ją­cy poświę­co­ne nie­skoń­czo­no­ści roz­wa­ża­nia Can­to­ra wie zapew­ne, jak moż­na sobie z nią pora­dzić. Tutaj jed­nak chciał­bym zasy­gna­li­zo­wać inne, prost­sze rozwiązanie.

Filo­zo­fo­wie powszech­nie przyj­mu­ją pocho­dzą­ce od Ary­sto­te­le­sa roz­róż­nie­nie na nie­skoń­czo­ność poten­cjal­ną i aktu­al­ną. Opi­su­jąc przy­pa­dek Phi­la tkwią­ce­go bez koń­ca w pętli cza­so­wej, powie­dzieć może­my, że będzie on prze­ży­wał Dzień Świ­sta­ka poten­cjal­nie nie­skoń­cze­nie wie­le razy. O żad­nym jed­nak z tych razów nie moż­na powie­dzieć, że poprze­dza go aktu­al­nie nie­skoń­cze­nie wie­le prze­ży­tych już dni. Gdy­by ponu­me­ro­wać wszyst­kie dni, zarów­no te, któ­re już prze­żył, jak i te, któ­re dopie­ro prze­ży­je, każ­dy z nich otrzy­mał­by ety­kie­tę będą­cą jakąś licz­bą skoń­czo­ną. Liczb tych było­by nie­skoń­cze­nie wie­le, więk­szość z nich była­by w prak­ty­ce nie­wy­obra­żal­nie olbrzy­mia, ale każ­da była­by licz­bą skończoną.

Podob­nie przed­sta­wić moż­na kwe­stię lodo­wych rzeźb Phi­la. Choć poten­cjal­nie spod jego ręki wyj­dzie nie­skoń­cze­nie wie­le popier­si Rity i figu­rek świ­sta­ka, to jed­nak aktu­al­nie nie­skoń­czo­ność nie zosta­nie osią­gnię­ta nigdy. Mimo że nowe rzeź­by poja­wiać się będą bez koń­ca, to jed­nak nigdy nie nastą­pi chwi­la, kie­dy będzie ich już nie­skoń­cze­nie wie­le. Ponie­waż w każ­dym dowol­nym momen­cie ich licz­ba będzie skoń­czo­na, figu­rek świ­sta­ka zawsze będzie mniej niż popier­si Rity. Mówiąc jesz­cze ina­czej, poten­cjal­nie powsta­nie tyle samo figu­rek świ­sta­ka co i popier­si Rity, ale aktu­al­nie tych pierw­szych zawsze będzie mniej niż tych dru­gich. Rze­ko­ma sprzecz­ność nie powstanie.

Ponie­waż wiel­ko­ści aktu­al­nie nie­skoń­czo­ne wyda­ją się bar­dzo dziw­ne, Ary­sto­te­les uwa­żał, że nic nie jest aktu­al­nie nie­skoń­czo­ne, a jeśli cokol­wiek jest nie­skoń­czo­ne, to wyłącz­nie poten­cjal­nie. Nawet jed­nak nie­skoń­czo­ność poten­cjal­na może przy­pra­wić o zawro­ty gło­wy. Wyobraź sobie, Czy­tel­ni­ku, że cze­ka Cię poten­cjal­nie nie­skoń­cze­nie wie­le dni. Miał­byś wystar­cza­ją­co dużo cza­su, aby zro­bić wszyst­ko, na co cza­su Ci zwy­kle bra­ku­je. Mógł­byś prze­czy­tać każ­dą książ­kę, jaką napi­sa­no, obej­rzeć każ­dy film, któ­ry nakrę­co­no, prze­słu­chać każ­dy kie­dy­kol­wiek nagra­ny album muzycz­ny. Mógł­byś nawet, niczym Chuck Nor­ris ze sta­rych dow­ci­pów, prze­czy­tać dosłow­nie cały Inter­net. Co wię­cej każ­dą z tych czyn­no­ści mógł­byś wyko­nać dowol­nie wie­le razy, a i tak miał­byś przed sobą wciąż nie­skoń­cze­nie wie­le cza­su. Zamiast bez koń­ca wyobra­żać sobie, czym jesz­cze moż­na by ten czas wypeł­nić, lepiej kolej­ny raz obej­rzeć Dzień świ­sta­ka.


Piotr Lip­ski – adiunkt w Kate­drze Teo­rii Pozna­nia KUL, absol­went MISH UJ. Rodzin­ny czło­wiek (mąż Żony i ojciec gro­mad­ki dzie­ci), od daw­na cykli­sta, biblio­fil i miło­śnik SF, od nie­daw­na ogro­do­wy astro­ama­tor i introligator.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści numeru.

Ilu­stra­cja: Kadr z fil­mu Dzień Świ­sta­ka


Tytuł: Dzień Świ­sta­ka
reży­se­ria: Harold Ramis
sce­na­riusz: Harold Ramis / Dan­ny Rubin
gatu­nek: kome­dia rom.
pro­duk­cja: USA
pre­mie­ra: 12 lute­go 1993

Najnowszy numer można nabyć od 1 września w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2021 można zamówić > tutaj.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

55 podróży filozoficznych okładka

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy